BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Kwestia czasu

W Księdze Koheleta zostało napisane, że wszystko
ma swój czas oraz wyznaczoną godzinę (Koh 3, 1).
Zapełnione terminarze, zarówno te wirtualne,
jak i tradycyjne, które pomagają ludzkości w iluzji
oswajania czasu, zdają się tę prawdę potwierdzać.

KS. ADAM R. PROKOP

STEFAN KELLER/PIXABAY.COM

Różnicę stanowi wyłącznie subtelna, acz ważka zmiana perspektywy: u starotestamentalnego mędrca to Bóg jest panem czasu, a zarazem jego dawcą, podczas gdy współcześni decydenci uzurpują sobie prawo do dysponowania oraz zarządzania czasem według własnego uznania. Szkopuł w tym, że stworzenie nie posiada czasu. Nikt nigdy go nie posiadał i nikt nigdy go nie posiądzie.
Doświadczenie starotestamentalnego autora pozwoliło mu pisać nie tylko w kontekście przemijalności, ale także, a może nawet przede wszystkim w perspektywie uporządkowanych powrotów. Przez wieki takie właśnie spojrzenie na życie pozwalało człowiekowi przetrwać. Po zimie zawsze następuje wiosna, a po zachodzie słońca kolejny wschód. Ta prawda znalazła swoje odzwierciedlenie także w liturgii, w której po okresie wielkopostnym następuje Wielkanoc, a pięćdziesiąt dni później Zesłanie Ducha Świętego. Te naturalne oraz rytualne jazy na wartkiej rzece czasu uległy pewnej erozji. Wprawdzie rokrocznie świętowane jest nadejście nowego roku, czy to kalendarzowego, czy to mijającego od własnych urodzin, to jednak one definiowane są przez kolejno zmieniającą się liczbę, wskazującą na kolejność, niepowtarzalność, ale też przemijalność.
Codzienne gazety, a następnie emitowane w odstępach niemalże godzinnych wiadomości wytwarzają sztuczną potrzebę coraz to nowych niespodzianek i odkryć. Ta pogoń za coraz bardziej sensacyjnym czy szokującym tytułem doprowadza przede wszystkim do absurdów dziwienia się nad tym, że Popielec nie wypada w piątek lub że jesienią pada deszcz. A to, ile osób się zafrapuje, zależy nie od sensowności wypowiedzi, ale od marketingu i zaplecza finansowego. Efekt jest taki, że człowiek już nie cieszy się na powrót przyzwyczajonych normalności, jak najkrótsza noc w roku czy wieczerza wigilijna z najbliższymi, ale wciąż czeka na to, co może ewentualnie się wydarzyć. Niedzielna Eucharystia czy wspólny rodzinny posiłek w ciągu dnia dają poczucie zakorzenienia, zadomowienia. A bez nich najlepiej płatna praca, najpiękniejszy dom, tudzież doskonale funkcjonujący związek narażone są na chroniczną zadyszkę i wieczną gonitwę za tym, czego nie ma.
Prezentowane wiersze zachęcają do refleksji na temat czasu. Pojawia się w nich zaniedbywane na co dzień pytanie o potrzebę naturalnego i rytualnego powrotu określonych wydarzeń, gestów, słów, które okazują się niezbędne dla zdrowia duszy, nawet jeśli wydają się tak prozaiczne i błahe jak mgła w Dzień Zaduszny. I mimo świadomości iluzji dat, używania terminarza jako pretekstu, aby jeszcze się nie zdecydować, nie dookreślić, nie zadomowić, nie dać oswoić, to przecież drugi człowiek może być obecny w życiu niezależnie od tego, co i ile się akurat ma do zrobienia. Przemijalność, w której niepozorny wirus może przyczynić się do niejednego zgonu, dogoni człowieka bez zważania na jego majętności albo możliwości. Ograniczoność ludzkiej egzystencji nie musi być jednak tragedią, jeśli dany czas wykorzystamy dobrze: zadomowimy i oswoimy się z nadzieją, że nie tylko to życie, ale też to przyszłe może być szczęśliwe. Szczęścia nie stanowi jednak wieczna gonitwa za tym, czego się nie posiada, ale wdzięczność za to, co się osiągnęło. A także za to, kogo się pokochało, a kogo brak stanowi nieuleczalną bruzdę w świadomości, mimo że nowe osoby się rodzą, a inne chyba już umarły.

AGNIESZKA BOKRZYCKA

czasy i osoby

zmysły lubią mgłę
Dnia Zadusznego
zmysły lubią śnieg
pasterki o północy
zapach pragnącej życia
ziemi wielkopostnej

pewnie, pewnie…
ma na imię…
chyba nie żyje…
ożenił się…
buduje domy…
urodziła troje dzieci…

Agnieszka Bokrzycka – ukończyła teologię i podyplomowe studia dziennikarskie we Wrocławiu oraz Metropolitalne Studium Organistowskie. Wiele lat pracowała jako artysta chóru w Operetce Wrocławskiej, obecnie pracuje w Fundacji Obserwatorium Społeczne. Wolny czas zajmują jej czytanie, muzyka oraz spacery z psem. Prezentowany utwór jest lirycznym debiutem.

MARIUSZ TATAREK

* * *

czy myślisz że daty coś zmienią
to tylko kłamliwe wytłumaczenia
za chwilę jutro za tydzień
poczekaj powiem ci kiedy indziej

czasem wydaje mi się
że można wszystko zmienić
tak jak kartkę
którą można spalić
tak jak list
którego można nie przeczytać

czasem wszystko jest prostsze
nie ma dat nie ma godzin
nawet Ty jesteś jakaś nieobecna
pozostajesz wielką bruzdą w świadomości

Mariusz Tatarek – pochodzi z Wrocławia, był zaangażowany w życie parafii Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny na Ołtaszynie. Egzamin dojrzałości uzyskał w Technikum Kolejowym, gdzie także śpiewał w chórze. Miłośnik pieszych wypraw w góry, spływów kajakowych i gitary. Jego wiersze można znaleźć na stronie arspoety.pl oraz w mediach społecznościowych.