BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Tristanom, Romeom, Filonom

Miłość to najbardziej wyświechtany temat w literaturze, a także we współczesnej popkulturze.
Mimo to sprzedaje się dobrze, zapewne dlatego, iż samo zjawisko pozostaje jednym
z najbardziej fundamentalnych fenomenów ludzkiej egzystencji.

KS. ADAM R. PROKOP

VICTORIA BORODINOVA/PIXABAY.COM

Każdy człowiek powinien go doświadczyć w wymiarze rodzicielskim u zarania swego życia. Przy odrobinie szczęścia, ryzyku zaufania oraz lojalności doświadcza go pośród przyjaciół, tu nie w inflacyjnym amerykańskim znaczeniu, gdzie byle ziomek to friend, ale w tym źródłowo polskim, gdzie drugą osobę dopuszcza się tak blisko, aż znajdzie się przy jaźni, czyli w stopniu, w jakim to możliwe pozna i zrozumie inne „ja”. Oczywiście wątkiem najbardziej kontrowersyjnym pozostaje trzeci wymiar miłości, ten związany z partnerstwem, seksualnością, dzieleniem stołu oraz łoża.
Zmieniają się czasy, kultury, mentalności, perspektywy postrzegania, a mimo to temat pozostaje aktualny.
Tradycja legendy o Tristanie i Izoldzie sięga swymi korzeniami do czasów celtyckich, jej najstarsze wersje piśmienne pochodzą z XII w., w międzyczasie powstało wiele dzieł opisujących tę nieszczęśliwą miłość rycerza i księżniczki. Dramat zakończony tragiczną śmiercią zakochanych z dwóch zwaśnionych rodów napisany przez Williama Szekspira (1564–1614) również cieszy się popytem oraz wielością adaptacji. Miłość Romea i Julii zmaga się nie tylko z przeciwnościami życia, rzuca rękawicę także śmierci. Nawet tak zgubna w swych skutkach dla cywilizacji okcydentu epoka ociemnienia, z założenia niechętna emocjom, musiała zmierzyć się z sentymentalizmem, który na rodzimym gruncie zaowocował sielanką Filon i Laura.
Jej autor, Franciszek Karpiński (1741–1825), szkicuje trudny scenariusz, że jednak można żyć wespół szczęśliwie.
W jednym ze swoich kabaretowych monologów Jerzy Kryszak (ur. 1950) opisywał próbę nauczenia się języka angielskiego na podstawie tekstów piosenek.

W większości rozpoczynają się one od I love you, a kończą na goodbye. Ironiczna konkluzja informuje, że to ostatnie znaczy do widzenia, ale to pierwsze wcale nie oznacza dzień dobry.
Doświadczenie miłosnej rozterki oraz porażki zdaje się być uniwersalną ludzką przypadłością. Można zadawać pytanie dlaczego, chodź w tym wypadku nie ma łatwych, prostych odpowiedzi. Warto może jednak zacząć od refleksji, że aby dzielić z kimś stół oraz łoże przez wiele lat, nie wystarczy pasja i seks, ale potrzeba także odpowiedzialności, opieki, zaufania, lojalności.
Prezentowane utwory nie przedstawiają łatwego romansu czy ckliwej tragedii. W obrazach wchodzenia na najwyższą wieżę i spracowanych rąk pokazują poświęcenie, jakiego w istocie wymaga prawdziwa miłość. Mały świat pełen zakrętów pozwala nie tylko na patrzenie w przestworza, ale także daje radość z tego, co ściele się pod stopami.
Teksty poruszają newralgiczny temat wieloletniej miłości z perspektywy kobiety, a dedykowane są kochanemu i kochającemu mężczyźnie. Dla tych, którzy uważają, że to obrazki z lamusa, na zakończenie cytat jednej z poetek, Renaty Grześkowiak, dotyczący normalności „(…) kiedy pocałunek kobiety w rękę był gestem dżentelmena, a nie wybrykiem, kiedy kobieta nie musiała (jeśli nie chciała) udowadniać, że potrafi wykonać męską robotę – narąbać drewna, wbić gwoździe, zamontować żyrandol… Jestem kobietą, która chce mieć prawo do bycia nią w pełnym tego słowa znaczeniu, z jej słabościami i zwariowanymi, często nielogicznymi pomysłami. To nie ujmuje jej niczego, a dodaje smaku i tworzy wyraźną granicę między mężczyzną a kobietą”.

MAŁGORZATA KULIŃSKA

Dłonie

W swoich dłoniach trzymasz
Nasz mały świat
Od czasu kiedy powiedziałeś tak
W naszym życiu było wiele zakrętów
Trosk i czasem smutnych dróg
Ale Ty nigdy nie złamałeś się
Jak kruchy lód
Dziś te dłonie spracowane, zmęczone
Lecz nigdy nie były brudne
A wręcz przeciwnie
Są czyste z miłości i skromności Twojej
Niech trzymają dalej nasz mały świat
W prozie życia trochę szarej codzienności
Byśmy razem szli dalej oboje

Małgorzata Kulińska – mieszkanka Gierszowic, przynależących do parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu, pedagog przedszkolna, lokalna animatorka kultury, prywatnie żona, matka i babcia. Jej pasją od zawsze jest muzyka, od niedawna także pisanie wierszy. Prezentowany utwór jest jej lirycznym debiutem publikacyjnym.

RENATA GRZEŚKOWIAK

z firmamentu

zbuduję samolot z papieru
zapisanego wszystkimi odcieniami
słowa kocham

z najwyższej wieży w mieście
dokładnie wybierając kierunek

puszczę w przestworza

ciepły wiatr
dobry los
swobodne opadanie

proszę –
opuść głowę
czasem miłość ścieli się pod stopami

Renata Grześkowiak – dojrzała wiekowo, zabiegana i zapracowana matka oraz babcia; niepoprawna optymistka z zadatkami na czarny humor. Jej duchowe usposobienie nic sobie nie robi z mijających lat, opiera się szaleństwom współczesności; w duchu nadal śpiewa i marzy, a poezja pozostaje odskocznią od wszystkiego. Prezentowany utwór pochodzi z tomu Renezja (Konin 2018).