Lipiec/Sierpień 2002

Ku naszemu spotkaniu z Janem Pawłem II
bp Jan Tyrawa

Sanktuarium w Łagiewnikach
ks. Piotr Balewicz

Ile forsy ma Kościół?
ks. Jarosław Grabarek

Pięć lat temu we Wrocławiu - Powódź mnie nie dotknęła (fragmenty dziennika)
Jan Jóźków

Jak Kościół chciał pomóc polskim rolnikom?
Sławomir Siwek

Dlaczego reklama kłamie?
Tomasz Bojanowski

Przyjaźń, wiara i poświęcenie
Adam Ryszard Prokop

Parafia, która wiele wycierpiała
Marek Perzyński

Kilka refleksji o istocie samorządu
Piotr Sutowicz

Kościół w epoce mediów
Ks. Antoni Młotek




Strona główna

Archiwum

Ku naszemu spotkaniu z Janem Pawłem II
bp Jan Tyrawa


Sierpień będzie dla nas, Polaków kolejnym miesiącem, który w sposób szczególny zapisze się w naszej historii. Wśród wielu rocznic znaczonych w tym miesiącu swoje miejsce znajdzie również kolejna wizyta Jana Pawła II. Na kilkadziesiąt dni przed spotkaniem z Papieżem budzą się emocje: wśród wielu radość spotkania, ale są również i tacy, którzy podzielając ową radość dodają z lekka zatroskani o fizyczną kondycję, czy aby planowana wizyta dojdzie do skutku. To zatroskanie ma być świadectwem wyzwalania się z emocji i podchodzenia do sprawy bardziej rozsądnie.

Na to nakładają się po części echa doniesień prasy światowej, z których ma wynikać, że jeszcze bardziej rozsądni domagają się od Papieża rezygnacji z pełnienia posługi papieskiej, dla dobra samego Papieża, jak i dobra Kościoła. Gdzieś z boku chcieliby dołączyć swój głos widzący siebie na szpicy rządców dusz współczesnego świata i z lekka drwiąco zadający pytanie: co Papież, zwłaszcza w takiej kondycji fizycznej, może mieć współczesnemu człowiekowi do powiedzenia. Co Papież, po tylu pielgrzymkach w Polsce, może mieć do powiedzenia Polakom.

Pytanie to jest świetną okazją do podjęcia refleksji nad posługą Papieża, jak i nad czymś o wiele głębszym. Co Papież może mieć do powiedzenia współczesnemu człowiekowi? W odpowiedzi chciałbym odwrócić to pytanie. A co świat ma do powiedzenia współczesnemu człowiekowi? Bo chyba właśnie w imię tego, co świat ma do powiedzenia dezawuuje się wypowiedź Papieża. W pytaniu o to, co Papież ma do powiedzenia zawiera się już cicha teza, że nic, że właśnie świat ma o wiele więcej do powiedzenia i jedynie on zna trafniejsze odpowiedzi. Ale jeśli taka jest prawda, to jakoś trudno dostrzec, aby to, co świat ma do powiedzenia, było tak chętnie przyjmowane przez współczesnego człowieka i pomagało mu w rozwiązywaniu problemów, z którymi nie umie sobie poradzić. A z pewnością się one jakoś jeszcze pomnażają.

Przed jakimś czasem światowe środki przekazu społecznego doniosły o wstrząsającym wydarzeniu, jakie miało miejsce w Erfurcie. Oto młody człowiek, który miał swoje normalne życie, rodzinę, środowisko, zainteresowania, hobby, nie wiedzieć dlaczego w pewnym momencie chwycił za broń, aby strzelać do przypadkowo spotkanych ludzi, a na końcu do siebie. Wszyscy poczuli się zaskoczeni, bezradni i bezsilni. Urządzono nawet wielkie nabożeństwo z udziałem najwyższych władz państwowych. Oglądając transmisję z tego nabożeństwa można było jednakże zauważyć bezradność i bezsilność uczestników bodaj najbardziej z tego powodu, że zapewne mieliby wielkie kłopoty z odpowiedzią na pytanie, czemu miałoby ono służyć. Z pewnością temu, aby wyrazić solidarność i współczucie z tymi, którzy nie umieli się pogodzić ze śmiercią swoich najbliższych, z pewnością i temu, aby wyrazić protest przeciwko podobnym zachowaniom. Nad sensem tego protestu nie będziemy się w tej chwili zastanawiać. Równocześnie można było odnieść wrażenie, że z ogromnym lękiem bano się postawić pytanie, dlaczego do takiego wydarzenia w ogóle doszło. A nie był to odosobniony przypadek; podobne wydarzyły się i w USA, i we Francji, a ostatnio i u nas w Gdańsku.

W tym miejscu dotykamy samej głębi problemu, kiedy pytamy, co Papież ma do powiedzenia, co świat ma do powiedzenia współczesnemu człowiekowi. Tym najgłębszym problemem jest pytanie, czy współczesny człowiek wie, co miałby usłyszeć. Czy współczesny człowiek w ogóle umie sformułować najistotniejsze pytanie swojej egzystencji, pytanie, które dotknęłoby najdelikatniejszej struny jego duszy, rzeczywistego bólu, które w niej nosi, gdzie odpowiedź na nie byłaby chwilą najszczęśliwszą, wyzwalającą, olśniewającą, pozwalającą zrozumieć i unieść swoje życie, swój los.

Tym problemem zajmował się przez całe swoje życie św. Augustyn, aby po wielu przemyśleniach stwierdzić: "Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu". Tu leży odpowiedź na pytanie, co świat ma do powiedzenia człowiekowi, nie tylko współczesnemu, ale w ogóle, a brzmi ona - nic! Właśnie dlatego świat nie ma nic do powiedzenia człowiekowi, bowiem nie jest dla niego odpowiedni, adekwatny, kompatybilny, jest za mały, za ubogi, aby być odpowiednim partnerem dla przepastnej głębi ludzkiego ducha. Nie chodzi w tym miejscu, aby świat potępiać, czy nim gardzić, bo właśnie takim stworzył go sam Bóg.

Człowiek współczesny nie chce dziś słuchać Papieża, ale czy rzeczywiście słucha świata? Śmiem twierdzić, że też nie. Współczesny człowiek także nie chce słuchać świata, bo gdyby go posłuchał, to by wiedział, że wszystko, co na świecie ma swój początek, musi mieć i swój koniec, a człowiek nie chce mieć końca. Wiedziałby, że na świecie sprawiedliwości nie było, nie ma i nigdy nie będzie, a człowiekowi wydaje się, że właśnie jemu uda się ją zaprowadzić, bo inaczej życie w ogóle nie miałoby sensu.

Kogo zatem słucha w rzeczywistości współczesny człowiek? To jest istotne pytanie. Moja odpowiedź brzmi następująco: współczesny człowiek słucha świata, który wcześniej sobie stworzył, a zatem nierealnego, fikcyjnego, wirtualnego. Czyż właśnie dziś nie jest tak, że współczesny człowiek tworzy sobie nierealny obraz świata, w którym chciałby żyć, próbuje kształtować swoje życie na miarę tego, co fikcyjne, a kiedy przystępuje do realizacji tej fikcji, rozbija się o rzeczywistość, o rzeczywisty świat, o rzeczywiste życie.

Jaki bowiem jest świat tworzony przez "Big Brother", "Klub", "Idol" czy inne reality show. Kształtują one pewne wzorce jakże zawężone do wąsko pojętej kariery czy sukcesu, np. w piosenkarstwie, który ma się osiągnąć przez sam fakt, że tego się chce i pragnie. A pytanie, kto będzie słuchać, jak wszyscy zostaną piosenkarzami, jest tak mało istotne, że nie warto się nim zajmować. W obrazie tym nie ma miejsca nie tylko na trud, wysiłek, ciężką pracę, ale i na niepowodzenie, cierpienie, ból, ofiarę, niesprawiedliwość, której bardzo często się doświadcza. Więcej, nie ma miejsca na normalne życie: rodzinę, bycie matką, ojcem, dźwiganie codziennych spraw i kłopotów. A jeśli nagle to wszystko spada na człowieka; trzeba się dużo uczyć, aby zdać egzamin, umieć przyjąć do wiadomości, że trzeba go powtórzyć, bowiem zdobyta wiedza to jeszcze za mało, wówczas szuka się kozłów ofiarnych i strzelaniem lub siekierą próbuje rozwiązać problem.

Po wypadku w Gdańsku mogliśmy usłyszeć, że uczelnie chcą zaangażować psychoanalityków czy psychiatrów, aby w ten sposób pomagać studentom. Pomijając, czy przypadkiem nie jesteśmy świadkami konsekwencji modnego dziś bezstresowego wychowania dzieci, chciałbym stwierdzić, że nie mam nic przeciwko psychoanalitykom czy psychiatrom, potrafią dużo dobrego uczynić. Ale ich możliwości również są bardzo ograniczone. Przypomina mi się w tym miejscu pewna audycja telewizyjna sprzed wielu lat. W zakładzie wychowawczym wybuchł bunt, o którym opowiadał jeden z wychowawców. I po opisaniu zdarzenia w ostatnim zdaniu zwracając się do widzów postawił bardzo istotne pytanie: Proszę państwa, przywozicie nam tych chłopców i każecie nam ich wychowywać - na kogo my ich mamy wychowywać, według jakich wzorców i zasad? W pytaniu tym zawarta jest istota sprawy: kim w rzeczywistości jest człowiek, kim powinien być i jak się zrealizuje, gdzie tkwią źródła owych wzorców i norm moralnych. Czy świat rzeczywiście zna odpowiedź na to pytanie?

Problemy te wynikają po części także ze współczesnej mentalności, którą można określić mentalnością techniczną. Człowieka porównuje się do jakiegoś urządzenia technicznego, np. samochodu i utrzymuje, że jak samochód można było udoskonalić technicznie na przestrzeni jakiegoś czasu, podobnie jest z człowiekiem. Człowiek ma się doskonalić, podlegać postępowi i w ten sposób uwalniać się od problemów. Dla przykładu sięgamy bardzo często do medycyny, która rzeczywiście dokonała bardzo dużego postępu i może nawet łudzić, że potrafi w przyszłości uwolnić człowieka od wszelkich chorób i dolegliwości. To właśnie z tej mentalności wynika przyzwolenie na eutanazję, aborcję i wszelkiego rodzaju eksperymenty inżynierii genetycznej. Jesteśmy gotowi poświęcić jedno ludzkie istnienie dla eksperymentu, aby w przyszłości ratować inne ludzkie istnienie.

Pytanie, postawione na wstępie, co Papież ma do powiedzenia współczesnemu człowiekowi, wyrasta z konfliktu, jaki rodzi się na styku wspomnianej mentalności technicznej i chrześcijańskiej wizji człowieka. Człowiek natomiast nie jest urządzeniem jedynie technicznym; składającym się ze stawów tworzonych z najróżnorodniejszych związków chemicznych. Człowieka stanowi nie mniej realna rzeczywistość moralna, plasująca go w przestrzeni dobra i zła. Ta właśnie przestrzeń moralna jest przedmiotem troski Papieża, a jest ona dzisiaj szczególnie zagrożona ze strony owej mentalności technicznej, bo łatwiejszej. Technika jest łatwa, moralność trudna, a ta pierwsza stawia pytanie, w imię czego człowiek ma się trudzić, skoro technicznie coś jest łatwe do zrobienia, a jeśli łatwe do zrobienia, to znaczy jednocześnie dobre. Tak myśli współczesny człowiek.

Podstawowy błąd tego myślenia polega na tym, że dobro nie wynika z techniki; dobro jest pierwsze i dlatego sama technika może być dobra lub zła. Na tym polega rzeczywistość moralna. Kiedy pytamy się, co Papież ma do powiedzenia, w pytaniu tym jest już zawarta teza, że nic, Papież bowiem jest nienowoczesny i mało postępowy. Na czym jednakże miałby polegać postęp moralny? Czy na zmianie zasad: kiedyś nie wolno było kraść, a dzisiaj wolno? Skoro w Piśmie św. powiedziano: nie zabijaj, to zakaz ten dotyczyłby tylko wierzących?

W rzeczywistości moralnej ściśle rzecz biorąc nie ma postępu, bowiem wszystko powiedziane zostało "na początku", a postęp może polegać jedynie na wewnętrznym doskonaleniu człowieka poprzez nieustanne sięganie do tego początki. To właśnie o tym stale mówi Papież. Ale nie tylko mówi: w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu czyni swoim wysiłkiem tym większym, im większa jest Jego fizyczna (moglibyśmy powiedzieć: techniczna) dolegliwość. Papież pełniąc swoją misję, a natrafiając na utrudnienia w jej spełnianiu, nie szuka kozłów ofiarnych, nie chwyta za broń, aby ich usunąć i w ten sposób rozwiązać problem. Ukazuje prawdziwą ludzką kondycję, która w rzeczywistości dla każdego z nas jest takim czy innym krzyżem, którego w drodze, ku czemu człowiek zmierza, a ku czemu zmierza?..., gdzieś na skraju tej drogi zostawić się nie da.

Zatem na pytanie, co Papież będzie miał do powiedzenia Polakom, jak przyjedzie do nich, chciałbym powiedzieć, abyśmy dosłownie rozumieli Jego misję, a jest ona następująca: On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 14, 26).