Lipiec/Sierpień 2001

Prymas Tysiąclecia
ks.Piotr Nitecki

Matka kościołów wrocławskich
z homilii ks.Stefana kardynała Wyszyńskiego

Święty Stefan - budowniczy chrześcijańskiej Europy
Anna Sutowicz

Dziedzictwo i posłannictwo śląskiego Kościoła
Ks. Antoni Kiełbasa SDS

Tysiąc lat to dopiero początek
Natalia Telejko

Wyjście na spotkanie Boga
Iwona Najdora

Św. Józef wychodzi z cienia
Marek Perzyński

Pielgrzym wciąż idzie...
Paweł Siciński

Z nurtem wrocławskiej "Odry"
Z Mieczysławem Orskim, redaktorem naczelnym miesięcznika "Odra", rozmawia Daniel Zapała

Między mądrością a głupotą
Wojciech Drab

Czy wolno traktować zwierzę lepiej od człowieka?
ks. Jarosław Grabarek




Strona główna

Archiwum

Św. Józef wychodzi z cienia
Marek Perzyński


Św. Józef pozostaje zwykle w cieniu Jezusa i Maryi, ale to właśnie jemu wielu przypisuje pomoc w uratowaniu w czasach kontrreformacji katolicyzmu na Śląsku. Na wystawie czasowej, poświęconej św. Józefowi we wrocławskim Muzeum Archidiecezjalnym, pokazano m.in. rzeźby Michała Klahra, grafiki Barłomieja Strachowskiego i obrazy śląskiego Rembrandta, jak nazywają niektórzy Michała Willmanna - najwybitniejszego malarza doby baroku na Śląsku.

Willmann - wielki czciciel św. Józefa - został nawet członkiem potężnego bractwa pod jego wezwaniem. W szczytowym okresie liczyło ono około 100 tys. osób. Należało więc do najbardziej liczących się organizacji religijnych na Śląsku. I nic dziwnego, skoro wielki kult miał do niego mający wielkie wpływy Bernard Rosa - opat klasztoru cystersów w Krzeszowie. To właśnie krzeszowskie Bractwo św. Józefa, założone przez Rosę w 1669 roku, było najliczniejsze wśród dziewięciu śląskich bractw pod wezwaniem św. Józefa. Poprzez statuty i przywileje uczestniczyło ono m.in. w rzymskiej archifraterii stolarzy i cieśli dedykowanej św. Józefowi. Każdy członek zobowiązany był do odmawiania codziennej modlitwy do św. Józefa, spełniania uczynków miłosierdzia wobec biednych i chorych. Działalnością bractwa kierował zarząd, który wybierano każdego roku. Składał się on z protektora, rektora, prorektora oraz 12 asystentów, 12 konsultorów i dwóch zakrystianów - twierdzi ks. J. Mandziuk ("Historia Kościoła katolickiego na Śląsku").

Krzeszów w ogóle był kolebką kultu Oblubieńca NMP na Śląsku. Miejscowe bractwo dało trzy inne konfraterie cysterskie: w Jemielnicy, Trzebnicy i Łagiewnikach Dzierżoniowskich. Istniały one też w kilku parafiach diecezjalnych i przy klasztorze cystersów w Henrykowie.

Bractwo było oczkiem w głowie opata. Według Rosy miało spełniać bowiem szeroki zakres społeczny, a poprzez to stanowić narzędzie walki z reformacją. I tak się stało. Pogłębiało i aktywizowało chrześcijańskie życie poprzez działalność religijną, oświatową, wychowawczą i charytatywną. Niektóre konfraterie były tak zamożne, że fundowały ołtarze, księgi, paramenty liturgiczne, prowadziły renowacje obiektów sakralnych. Składano do ich kasy ofiarę w zależności od stanu zamożności. Ale można było też otrzymać z niej pożyczkę. Jeśli było trzeba, jego przełożeni karali braci za wykroczenia (członkowie bractw i innych stowarzyszeń religijnych składali sprawozdania z zachowania podczas zebrań).

Co więcej - członek Bractwa Św. Józefa zobowiązany był nie tylko do codziennej modlitwy, comiesięcznego przyjmowania sakramentów świętych, ale i spełnienia uczynków miłosierdzia wobec ubogich, chorych oraz protestantów. Uważano je za filar katolicyzmu na Śląsku. Do konfraterii krzeszowskiej przynależeli zakonnicy ze Śląska, Czech, Moraw, Austrii, Bawarii, Nadrenii i Westfalii, a także wielkie rzesze ludzi świeckich i duchowieństwa diecezjalnego, w tym biskup Sebastian Rostock i wielki konwertyta, lekarz, ksiądz i zarazem poeta mistyczny Angelus Silesius, którego twórczość znana jest polskiemu czytelnikowi głównie dzięki przekładom Adama Mickiewicza. Co roku odbywało się 12 spotkań brackich. Główne przypadało 19 marca. Zapraszano wówczas najlepszych kaznodziejów, często prałatów, których proszono o celebrowanie mszy św. pontyfikalnej. Procesje zdążające od wczesnego ranka do Krzeszowa z posiadłości opackich, Czech i Moraw były barwne, rozśpiewane, z krzyżami, sztandarami i orkiestrami na czele. Gromadzono się przed fasadą kościoła klasztornego. Jak przypuszcza ks. Tadeusz Fitych ("Kult św. Józefa na Śląsku w XVII i XVIII wieku" w: "Misericordia et veritas", Wrocław 1986), "Musiały to być znaczne tłumy, skoro w roku 1680 do spowiedzi i komunii św. przystąpiło około trzech tysięcy osób, a w roku 1696 już sześć tysięcy trzysta osób. Po liturgii mszalnej ważny moment spotkań stanowiło wystawienie Najświętszego Sakramentu i procesja. Rozpoczynano ją hymnem Veni Creator i modlitwą "Przyjdź Duchu Święty", po czym recytowano litanię do Imienia Jezus, Najświętszej Maryi Panny lub Św. Józefa. Z kolei następowała procesja, w której czterech diakonów ubranych w złociste dalmatyki niosło srebrną, ważącą dwadzieścia kilogramów figurę św. Józefa".

Po procesji, w kościele brackim św. Józefa, wybierano na nadchodzący rok kolejny zarząd bractwa. Nazwiska wybranych oznajmiał często prezes bractwa przy dźwięku fanfar, a następnie wygłaszał uroczyste kazanie. Odczytywano też imiona zmarłych członków konfraterii, by otoczyć je wspólną modlitwą. Wspólnie odmawiano też różaniec do Św. Józefa, złożony z 15 tajemnic: 7 radości i 7 boleści oraz tajemnicy "Trójcy stworzonej" (Jezus, Maryja, Józef), której autorem był Bernard Rosa. Potem jeszcze prezes bractwa, przy pomocy sekretarza, zapisywał nowo przybyłych członków i wyznaczał im tak zwaną godzinę czuwania na modlitwie.

Wspólne święta brackie pielęgnowano pomimo trzech wojen śląskich. Krzeszowskie Bractwo św. Józefa przestało istnieć dopiero w 1810 r., w ramach kasaty pruskiej. Po jego niedawnym reaktywowaniu jego rektorem został ks. inf. Władysław Bochnak z Legnicy.