Lipiec/Sierpień 2001

Prymas Tysiąclecia
ks.Piotr Nitecki

Matka kościołów wrocławskich
z homilii ks.Stefana kardynała Wyszyńskiego

Święty Stefan - budowniczy chrześcijańskiej Europy
Anna Sutowicz

Dziedzictwo i posłannictwo śląskiego Kościoła
Ks. Antoni Kiełbasa SDS

Tysiąc lat to dopiero początek
Natalia Telejko

Wyjście na spotkanie Boga
Iwona Najdora

Św. Józef wychodzi z cienia
Marek Perzyński

Pielgrzym wciąż idzie...
Paweł Siciński

Z nurtem wrocławskiej "Odry"
Z Mieczysławem Orskim, redaktorem naczelnym miesięcznika "Odra", rozmawia Daniel Zapała

Między mądrością a głupotą
Wojciech Drab

Czy wolno traktować zwierzę lepiej od człowieka?
ks. Jarosław Grabarek




Strona główna

Archiwum

Tysiąc lat to dopiero początek
Natalia Telejko


Zapadł wieczór, a one w pośpiechu szykowały się do wyjścia. Miasto obfitowało w niezliczone imprezy, dzięki temu mogły sobie pozwolić na odrobinę nonszalancji. W wielkim podnieceniu spędzały czas na przygotowaniach, swoją młodość doprowadzając do stanu idealnego. Udawały się do Rynku, ostatnio wiele się w nim działo. Po szarych, monotonnych miesiącach spędzonych na dalekich peryferyjnych dzielnicach, nareszcie miały czym oddychać.

Lubiły ten nieustający gwar, tupot spacerujących i spieszących się stóp, szelest letnich sukien, śmiech, głośną muzykę płynącą potokiem słów. Nawet zgrzytliwy stukot silnika wydawał się czymś wyjątkowym.

Obudziło się życie w mieście, tętniło i pulsowało jak krew. Jakże nie chłonąć go całą piersią, zwłaszcza teraz, przy tylu okazjach? Tutaj mogły sobie na wszystko pozwolić, bo właśnie wpadły w wir zabawy i świętowania. Obchodzono "Millennium".

Podążały wzdłuż starego koryta rzeki. Magiczna moc toni podziałała na nie uspokajająco. W ciszy i z należytym spokojem płynęły dalej. Tylko w jednej chwili zatrzymały się, by skontrolować w tafli wody swoje odbicie. Strach. Poczuły obecność czegoś tak wielkiego, że w jednej chwili chciały gdzieś uciec, gdzieś się schować, a jednocześnie ogarnęła je niemoc. To historia tak na nie podziałała. W głębinach wody kryły się bowiem najstarsze tajemnice przeszłości.

Rzeka warknęła! Jako ostatnia stała na straży. Ona sama stanowiła część tej poszarpanej historii, dlatego nie pozwoli nikomu zniszczyć, nawet naruszyć jej do końca. Koniec miał przyjść niebawem i zdecydowanie, ale z godnością. Ale czy to rzeczywiście zbliżał się koniec? Wszystko na to wskazywało. Miasto bawiło się, by na chwilę zapomnieć... To już ostatnie skrzyżowanie mrocznych uliczek, konarów drzew, tu już są bezpieczne, tu wszystko bije światłem. Powitały je roztańczone latarnie. Skutki złotych trunków widać było wyraźnie. Więcej powagi i roztropności zachowały kolorowe kamienice. Stały dumnie i godnie, wiedząc że są zewsząd podziwiane. Ale dziś to nie one były w centrum zainteresowania. Rola "solisty" przypadła staremu, gotyckiemu kościołowi. To on poprowadzi milenijny koncert. To on dostąpił tego zaszczytu. U wrót kaplicy pachniało świętem i nadzieją. Powoli zapełniała się sala, coraz głośniej było od szmerów i szeptów. Panował nastrój. Zaczynał się koncert. Najpierw nieśmiało i powoli dłonie poruszały nutami. Potem odważnie, donośnie i zdecydowanie. To już nie była zwykła gra, one nauczały, objaśniały, przemawiały. Krzyknęły! Głośne "Alleluja" poruszyło stare mury kaplicy, nie mówiąc już o wrażliwych sercach słuchaczy. Pada ostatni akord oratorium "Mesjasz". Dyrygent z należytą giętkością batuty kończy dwugodzinny koncert. Wszystko minęło w okamgnieniu. Cisza...

Nagle gwałtowny wybuch oklasków, wiwatów, okrzyków zapanował w kaplicy. Jak pieśń chóru mury niosły tę samą frazę. Błysk w źrenicach, radość na twarzach, uśmiech na ustach wszystkich. Zachwyt. One również pozostały pełne podziwu. Zapomniały o kolorowych sukniach, błyszczących dekoracjach, zapomniały nawet o chłodzie, jaki panował w kościele przed koncertem. Rumieńce wskazywały, że nie doznały zimna, którego tak się obawiały. Rozpalała je nadzieja i miłość... miłość do świata. Dwa tysiące lat zmartwychwstania, cierpienia i bezgranicznej miłości, opowiedziane w kilku częściach muzyki. Ona stała się dziś ich pierwszą duchową nauczycielką pokazała im co znaczy kochać. Pokazała to zapewne też ludziom, którzy wychodzili z kościoła okryci nowym blaskiem, promienni i dobrzy. To dało się zauważyć w ich rysach, w każdym wykonywanym ruchu, płynnym i bezbłędnym jak tony muzyki.

Doskonałość dźwięków trwała jeszcze po koncercie. Pochwyciły ją szumnie drzewa, stare kamienice, nawet latarnie stały zasłuchane. Lecz nagle coś tak okrutnego i zgrzytliwego wdarło się i zburzyło cały nastrój. Jakaś fałszywa nuta wkomponowała się w utwór. Wołanie dziecka. Siedziało na rogu ulicy i wyciągało nieśmiało ręce.

Czy to płacz... czy smutek okrywał postać dziewczynki... Nie, ona była ubrana w brudne podarte spodenki, dziurawą koszulkę i pewnie o dwa numery za duże buty... Całą buzię miała umorusaną i brudną.

Nie widziały jeszcze, żeby nędza przyjęła postać dziecka, jeszcze się z tym nie spotkały... Ale czy to jakaś choroba...?

Ich było więcej. Brudnych, wychudzonych, płaczących dzieci. Stały tam w świetle latarni czekając, wyciągając ręce. Same. Czemu nie widziały tego wcześniej, przecież tak dokładnie starały się obserwować miasto, całe jego życie. Dlaczego nie zauważały widoku biednych dzieci?! Ludzie wychodzili z kościoła grupkami, szeptali między sobą podziwiali, składali drugim serdeczne słowa. Zdawali się zapominać o wszystkim, co mogłoby przysporzyć cierpień. Chcieli wyzbyć się zła, zatopić się w uzdrawiającej mocy muzyki. Byli uduchowieni. Ale czy to muzyka prowadziła ich na błędne tory? Żaden z nich nie podszedł nawet do dziecka, jakby się bał, celowo skręcając w drugą stronę. Czy ten widok tak ich przerażał, czy napawał wstrętem, a może wcale nie zdawali się go zauważyć... Odchodzili. Powoli i z zadowoleniem wracali do życia.

Dziewczynka ze swoim płaczem i smutkiem została znów sama. Towarzyszyły jej wyłącznie dwie gwiazdy - słuchaczki milenijnego koncertu. O ich obecności nie mogła jednak wiedzieć, może byłoby jej wtedy łatwiej. Usiadła pod jakimś murem i zasnęła. Gwiazdy otoczyły ją ciepłem, dały tyle, ile mogły zrobić. Jedna zapłakała tylko głośno i zaczęła spadać... Druga wypowiedziała z nadzieją życzenie na Nowe Tysiąclecie.

W oddali między uliczkami, na kolorowym murze kamienicy widniał plakat z napisem: "Tysiąc lat to dopiero początek", pod nim spało dziecko, ludzie przechodzili obok. Dobrze że noc była taka upalna.



Natalia Telejko - lat 18, jedna z najlepszych uczennic l Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu. Prowadziła Redakcję Młodych "Effatha" w Katolickim Radiu "Rodzina". W Zwiastowanie Pańskie, tj. 25 marca 2001 r. została na pasach potrącona przez samochód. 28 marca 2001 zmarła w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności