Grudzień 2009

Święta Bożego Narodzenia, czyli co?
Justyna Serafin

Adwent to dobry czas
ks. Kacper Radzki

Najnowszy polski przekład Pisma Świętego – w pierwszą rocznicę ukazania się
ks. Ryszard Zawadzki

„Pan Tadeusz” – burzliwe dzieje rękopisu
Barbara Lekarczyk-Cisek

Wsłuchiwać się w Słowo i modlitwę
kard. Zenon Grocholewski

„Do duszy spływa spokój” – z dziejów pewnej szkoły
Anna Sutowicz

Dyskutowali o ciele
Adam Kwaśniewski

Portret kardynała
Władysław Kalityński

Święta Renifera?
Krzysztof Bramorski

Galerianki
Marta Nowakowska

Co różni rodzinę chrześcijańską od innych rodzin?
Z ks. Stanisławem Paszkowskim rozmawia Bożena Rojek

Jego Eminencja Ksiądz Henryk Kardynał Gulbinowicz doktorem honoris causa wrocławskiej Akademii Medycznej
Arkadiusz Förster

O. Stanisław Golec odszedł do Domu Ojca
Marek Zygmunt

Strona główna

Archiwum

Galerianki
Marta Nowakowska


Film „Galerianki” wzbudził ostatnio mnóstwo kontrowersji, i chyba nie ma nikogo, kto przeszedłby obojętnie obok podjętego przez reżyserkę, Katarzynę Rosłaniec, tematu. Historia opowiedziana w nim jest prosta – trzy gimnazjalistki: Milena, Kaja i Julia ubierają się bardzo wyzywająco i wydają się być bardzo bogate, co wzbudza zainteresowanie Alicji, grzecznej, dobrze uczącej się koleżanki z klasy. Dziewczyna obserwuje koleżanki, chodzi za nimi i wtedy dowiaduje się w jaki sposób jej koleżanki zarabiają. Okazuje się, że chodzą po galeriach i zaczepiają bogatych mężczyzn, którym oddają się za „prezenty” (czasem jest to opaska na włosy, a czasem jakieś ubranie). Wkrótce Alicja zwabiona możliwością wymienienia starej komórki na nową decyduje się na seks z podstarzałym Zbyszkiem. Z filmu nie dowiadujemy się, czy Alicja wycofuje się z prostytucji czy jednak przyłącza się do koleżanek. W odpowiedzi pozostaje tylko jej twarz w lustrze, z której każdy wyczytuje inną decyzję.

Czy społeczeństwo wie o problemie?

Wszyscy wychodzą z kina wzburzeni, zaskoczeni. Większość nie wie nawet, co na ten temat myśleć, czy problem rzeczywiście istnieje, czy aż tak młode dziewczyny sprzedają swoje ciała? Statystyki policyjne nie są zatrważające, w 2003 roku wykryto 128 przypadków prostytuowania się młodych osób. Jak oceniają fachowcy liczba ta jest jednak wielokrotnie wyższa, gdyż wykrycie prostytucji nieletnich jest niezwykle trudne. Wykrywa się zazwyczaj nieletnie prostytutki powiązane z przestępczością zorganizowaną. Co jakiś czas pojawiają się w prasie czy w telewizji wzmianki na temat prostytucji. Słyszymy, że powstaje coraz więcej agencji towarzyskich istniejących legalnie pod szyldem salonów masażu, że coraz młodsi chłopcy i dziewczęta się prostytuują, że dużo kobiet zwabionych atrakcyjną pracą za granicą trafia do domów publicznych. Prostytucja nie jest tematem chętnie podejmowanym. Jednak w obliczu ciągle narastającego problemu prostytucji nieletnich należy częściej podejmować ten temat. I choć wydaje nam się, że problem nas nie dotyczy, to, jak pokazują „Galerianki”, prostytucja nie dotyczy tylko środowisk przestępczych, zorganizowanych. Okazuje się, że młode osoby same wybierają prostytucję, jako możliwość łatwego zarobku.

Sponsoring to też prostytucja

W filmie występuje szczególny rodzaj prostytucji, jakim jest sponsoring. Jest to nowa odmiana najstarszego zawodu świata, ubrana w ładną otoczkę. Niektórzy nazywają sponsoring quasi-prostytucją uważając, że tu związki często są trwalsze, skupione na więzi z jednym, dwoma albo trzema partnerami i dziewczyny mają większą możliwość dyktowania warunków. Sponsor nie szuka jedynie zaspokojenia seksualnego, ale także partnerki, z którą może się pokazać i której inni będą mu zazdrościć. Dlatego im partnerka młodsza i ładniejsza, tym chętniej sponsor płaci za jej usługi. I choć niektórzy sugerują, że sponsoring to tylko współczesna wersja związków partnerskich, to jednak Zbigniew Izdebski stanowczo zalicza sponsoring do prostytucji – Bo chociaż za usługi seksualne sponsor każdorazowo nie płaci, to ponosi koszty wyższego standardu życia swojego partnera lub partnerki, opłacając studia, mieszkania, kupując modne ubrania i biżuterię.

Klient z galerii

W „Galeriankach” sytuacja wydaje się jeszcze inna. Dziewczyny nie mają stałych partnerów, jedynie Milena chwali się znajomością z właścicielem mercedesa. Swoich klientów szukają w galeriach handlowych, co wskazuje na jednorazowy charakter spotkań. Alicja, która marzy o nowym telefonie dostaje od Zbyszka pieniądze zamiast „prezentu”. Wszystko to sprawia, że prostytucja w „Galeriankach” jest jakimś odrębnym rodzajem sponsoringu.

Dziewczyny ubierają się w charakterystyczny sposób: białe kozaczki, krótkie spódniczki, różowe kurtki, wyzywający makijaż, modne fryzury. Posługują się wulgarnym językiem i wydaje się, że nie mają żadnych zahamowań. Chodzą do galerii handlowych i wyszukują klientów, którym ofiarowują swoje ciało za „prezenty”. Mówią o seksie jak o błahej rzeczy i wydaje im się, że nad wszystkim mają kontrolę. Pozostaje pytanie, czy jak widzimy tak ubrane i zachowujące się dziewczyny, to na pewno są one prostytutkami? Wydaje się, że nie, jednak już sam ten fakt może wskazywać na problem, bo w jakimś celu prowokują one mężczyzn.

Zapytajmy o przyczyny

Dlaczego tak młode dziewczyny sprzedają swoje ciało? Niektórzy twierdzą, że ta swoboda seksualna jest pewnym rodzajem buntu. Młodzi ludzie zawsze przeciwko czemuś się buntują i poszerzają granice swojej wolności. A dzisiaj trudno znaleźć coś przeciwko czemu można się buntować, gdyż granice wolności zostały już znacznie przesunięte przez starsze pokolenia. Seks mylnie utożsamiany jest przez młodych z wolnością i dorosłością. Dlatego nawet nie zastanawiają się nad skutkami zbyt wcześnie podejmowanego życia seksualnego. Seks coraz bardziej oddziela się od uczuć i dla wielu staje się wartością samą w sobie. Młodzi coraz częściej tak myślą, seks wiążą tylko z ciałem. A jeśli to tylko ciało to dlaczego by na tym nie zarobić, psychika na tym nie ucierpi, bo seks to jedynie ciało.

Dzisiaj ciało zdaje się być największą wartością. Wszędzie radzą nam jak się ubierać, malować, jaki powinniśmy nosić rozmiar. Wszystko inne przestaje być ważne – zajmowanie się ciałem, wyglądem zewnętrznym staje się często dla nas priorytetem. Jak mówi Jacek Kurzępa, współtwórca programu Falochron, przeciwdziałającego patologiom młodzieży – Ten narcystyczny ekshibicjonizm opiera się na potrzebie uznania, bycia w centrum uwagi. Z czasem to uwielbienie własnego ciała popycha niektórych na ulicę. Bo choć wydaje im się, że klient płaci za seks, tak naprawdę to oni płacą ciałem za zainteresowanie klienta. W świecie konsumpcji, w którym wartość moralna została zdominowana przez wartość rynkową, także ciało stało się towarem. A jego cenę określa wysokość stawki za seks.

Oczywiście, nie jest to jedyna przyczyna wchodzenia w prostytucję. Na taką decyzję ma wpływ rodzina, sytuacja finansowa, grupa, do której młodzi przynależą. Jednak postawa opisana przez Jacka Kurzępę jest motorem do podjęcia takiej decyzji. Młode prostytutki to nie tylko dziewczyny z dysfunkcyjnych, biednych rodzin – taki stereotypowy obraz mamy utrwalony od dawna, łatwiej myśleć o prostytucji jako o problemie dotykającym marginesu. A prawda jest taka, że coraz więcej dziewczyn z dobrych domów szuka miłości w płatnym seksie. Młode dziewczyny, często jeszcze pozbawione jakichkolwiek widocznych atrybutów kobiecości, szukają potwierdzenia swojej atrakcyjności u starszych klientów. Wiele osób odwracało głowę od ekranu, gdy rozpoczynała się scena łóżkowa Alicji ze Zbyszkiem. Niby nic tam nie zostało pokazane, ale sama myśl o tym, że takie dziecko uprawia seks sprawia, że chce nam się płakać, krzyczeć, że jak tak można, że to odrażające. Jeszcze gorzej jest, gdy nachodzi nas refleksja, że tak rzeczywiście się dzieje.

Często młode dziewczyny cierpią z powodu emocjonalnego głodu, rodzice w ogóle się nimi nie interesują, więc tego zainteresowania szukają poza domem. Rodzice rzadko rozmawiają ze swoimi dziećmi o seksie, jakiekolwiek pytania zbywają karcącym spojrzeniem. Swoją wiedzę na temat seksu młodzi czerpią z kolorowych gazet lub z wątpliwych doświadczeń rówieśników w tej sferze. Wszystko to składa się na wypaczony obraz współżycia i doprowadza do zachowań patologicznych.

Film ku przestrodze

Katarzyna Rosłaniec pokazała nowy typ nastolatek – galerianki. Nastawione konsumpcyjnie do życia, myślą tylko o tym jak zdobyć nowy telefon, mp3, czy najmodniejsze ciuchy. Chcąc się wyróżniać z tłumu, proszą sponsorów o podwożenie do szkoły, żeby wszyscy zazdrościli im komfortu życia. Milena wydaje się być pewną siebie dziewczyną, dla której sponsoring stał się sposobem na życie. Jednak sama nie uważa, że sprzedaje swoje ciało. Tłumacząc Alicji, mówi: – Tylko nie myśl sobie, że to jest tak, że mój facet płaci za seks. No to nie jest tak, że on mi płaci jakieś 100 zł, on potrafi nawet wydać 200, 300. Kupuje mi różne rzeczy, idziemy do sklepu, do jakiejś restauracji ekskluzywnej. I on kosmetyki mi kupuje, jakieś skarpetki mi kupił kolorowe. Czasem nawet spodnie. Jeździmy razem jego samochodem. To jest inne życie – na poziomie. Sama siebie musi oszukiwać, że wcale nie sprzedaje swojego ciała, bo tak jest łatwiej.

I choć Milena wydaje nam się być pewna tego co robi, to jednak jest zepsuta światem pieniędzy i gadżetów. W gruncie rzeczy jest równie zagubiona, jak Alicja. Być może, nikt nigdy jej nie kochał i w poszukiwaniu tej bezwarunkowej miłości poszła za daleko. Lekiem na brak miłości stał się przygodny seks.

Pozornie ten film wydaje się być historią o nieletnich, zmanierowanych prostytutkach. Katarzyna Rosłaniec natomiast mówi, że jest to film o tzw. „pierwszym razie”. Kiedyś seks był nieodłącznie związany z małżeństwem, potem coraz częściej się od niego oddzielał, co spowodowało w dalszej konsekwencji odseparowanie go od uczuć. Coraz częściej słyszeliśmy o przygodnym seksie i częstej zmianie partnerów seksualnych. Dziś, jak pokazuje reżyserka, pierwszy raz jest często traktowany jak pójście do sklepu po zakupy, niezwiązany z żadnymi uczuciami ani emocjami. Musi się stać i to jak najszybciej, bo dzisiaj bycie dziewicą jest niemodne.

Wołanie o miłość

Są różne interpretacje tego filmu. Dla mnie ten film jest krzykiem młodych ludzi, wołaniem o miłość. Katarzyna Rosłaniec pokazała kondycję dzisiejszego pokolenia zagubionych nastolatków. W rodzinie często źle się dzieje, szkoła ich frustruje, nie mają z kim rozmawiać o swoich problemach. Całym światem stają się dla nich rówieśnicy. Nikt nie pomaga im w budowaniu świata wartości, stąd często nie wiedzą czym jest bezinteresowna miłość, oddanie. Często tych wartości szukają po omacku i odnajdują substytuty, które kuszą swoją atrakcyjnością. I młodzi, nie mając alternatywy, wybierają je, jako namiastkę miłości, przyjaźni, szczęścia.

Słowa wypowiedziane przez Milenę: – Miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się przyzwyczajać, nie? – na długo pozostają w mojej głowie. Jeśli młodzi ludzie nie wierzą w miłość to tak naprawdę nie wierzą w nic. Trzeba wszystko zaczynać od początku. Wszelkie patologie wynikają z braku miłości, nikt nigdy ich nie kochał, dlatego im również trudno jest pokochać.

I choć w filmie pojawił się Michał, który pokochał Alicję, przynosił kwiatki, to nawet ta historia zdaje się potwierdzać słowa Mileny. Alicja wahała się, czy wybrać uczucie Michała, czy płatny seks. Samobójstwo Michała pozbawiło ją wyboru, takie piękne uczucie w świecie, w którym rządzi melanż nie miało szansy na przetrwanie.

Film zwraca uwagę na problem, który dla wielu nie istnieje. Ma on pokazać przede wszystkim rodzicom, że warto bardziej zainteresować się dziećmi, bo odpowiedź na pytanie „co słychać?” – „spoko”, nie zawsze jest prawdziwa. Za tą odpowiedzią często skrywają się problemy, o których nastolatkowie nie mają z kim rozmawiać. Film nie wytyka rodzicom błędów wychowawczych tylko oskarża ich za nieuczenie miłości. Wystarczy więcej zainteresowania, rozmów, by młodzi nie szukali ich u przypadkowych osób i w ryzykownych zachowaniach.