Grudzień 2008

Czas oczekiwania
Anna Żarowska

Gdyby Bóg nie stał się człowiekiem...
R.P.

Co nam w duszy gra w czasie Adwentu?
Ks. Jacek Tomaszewski

Dzieciątka narodzenie
Anna Kowalek

Syberyjskie Boże Narodzenie
s. Ewa Jędrzejak SMCB

Czy prezydent Obama wybierze życie?
Rozmowa z ks. bp. Stanisławem Budzikiem

Co dalej z wystawą na torach?
Juliusz Woźny

Magia, okultyzm, wróżbiarstwo – cała prawda
Bartosz Trojanowski

60 lat Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka
Kazimierz F. Papciak SSCC

Twierdza przy Grabiszyńskiej
Artur Adamski

Czy godzi się w imię „wyższych wartości” ujawnić tajemnicę?
Z ks. Marianem Biskupem rozmawia Bożena Rojek

Otoczmy troską życie
Ks. abp Marian Gołębiewski

Doktor honoris causa PWT


Strona główna

Archiwum

Czas oczekiwania
Anna Żarowska



Jeszcze dzień nie zdążył rozgościć się na zaspanym niebie, a dzwon kościelny już wzywa do modlitwy. Tak rano, wcześ-nie. Z wpół domkniętymi powiekami, w skupieniu podążamy do kaplicy. Przed drzwiami rozpychają się dzieci, które ciepłym blaskiem lampionów, próbują rozpędzić resztki nocy. Na ustach wiernych błagalna pieśń: Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios, obłoki! Świat przez grzechy nieszczęśliwy wołał w nocy głębokiej… To czas Adwentu – oczekiwania na narodziny Pana.

Adwent, czyli przyjście


Adwent (z łacińskiego adventus) oznacza przyjście; jest zapowiedzią pojawienia się Boga w postaci ludzkiej. Ten czterotygodniowy okres ma przygotować wiernych na spotkanie z Dzieciątkiem Jezus. Nie ma on jednak takiego charakteru jak Wielki Post; nie przeżywamy w ciągu jego trwania traumatycznych przeżyć związanych ze śmiercią i bólem – jest radosną obietnicą narodzin tego, który zgładzi zło. Kościół pragnie, aby wierzący jak najlepiej przygotowali się na to spotkanie. W końcu stało się coś niezwykłego – nasz Bóg, wielki i potężny, stał się człowiekiem, aby uratować nas z władzy śmierci.

Adwent rozpoczyna także nowy rok liturgiczny, stanowi zatem przejście między starym a nowym, ale przede wszystkim jest zapowiedzią przyjścia Pana.

Czas przedświąteczny ma nas oczyścić; pomóc otworzyć się jeszcze bardziej na tajemnice Boże. Chodzi o modlitwę, zamyślenie się, przeanalizowanie swojego życia. Tymczasem coś innego zaczyna zaprzątać nam głowę; coś innego wypiera ducha nadziei i radosnego oczekiwania. Świat krzyczy, świat chce zwrócić naszą uwagę na zewnętrzny blichtr nadchodzących Świąt. Wpadamy w pułapkę i gubimy to, co najcenniejsze.

Kolorowe lampki, piękne haftowane serwety, wielkie bombki z cienkiego szkła. Z niejednej wystawy mruga do nas Mikołaj, a anioły uśmiechają się łagodnie. I tyle ich! Grube, chude, z małymi nosami i wielkimi brzuchami; dla mamy, taty, siostry, brata; na miłość, zdrowie, powodzenie. Czego dusza zapragnie. Wszędzie czuć świąteczne podenerwowanie. Ekspedientki w sklepach dwoją się i troją, żeby zadowolić napierający tłum. I spieszymy się, spieszymy.

Świętowanie zamiast oczekiwania


Jeszcze nie zdążyła minąć radość Dnia Wszystkich Świętych, nie wypaliły się znicze na cmentarzach, a już rozpoczyna się szaleństwo świąteczne. W połowie listopada mały Jezusek zaczyna marznąć w żłóbku stajenki.

Reklamy telewizyjne, czy prasowe bombardują ofertami prezentów, które można kupić pociechom. Wieczory spędzamy na obmyślaniu listy zakupów, a później już na samych poszukiwaniach upragnionych niespodzianek dla najbliższych. Sklepy, restauracje, biura turystyczne prześcigają się w pomysłach na niebanalny wystrój. Im więcej światła, im więcej symboli bożonarodzeniowych, tym doskonalszy efekt, a co za tym idzie – wzrasta liczba klientów. Świat nabiera innej barwy, innego wymiaru; staje się przyjaźniejszy. A może my tylko chcemy go takim widzieć? Pragniemy niezwykłości i bez zastanowienia chłoniemy ją. Nawet taką sztuczną, plastikową; bazującą na taniej efektywności.

Na drzewach jeszcze wiszą smutne kikuty liści, a już atmosfera grudniowego świętowania króluje dookoła. I jak tu nie dać się wciągnąć w ogólną paranoję?

Czystość serca


Zaglądam w siebie. A tam niepokój i lęk. Niedokończone sprawy piętrzą się, a grzechy zaciemniają rzeczywistość. Brakuje pokoju, brakuje nadziei i wiary. Niedługo święta, a ja uginam się pod ciężarem życia. Kto mi pomoże?

Może przystanę na chwilę. Te wyjątkowe dni przeżyję inaczej, pełniej. Zacznę od porządku we własnym wnętrzu. Chcę mieć czyste serce.

Kościół otwiera się na człowieka. Czeka na niego za kratką konfesjonału i na mszy świętej. Próbuje zwrócić jego uwagę na istotę niezwykłego wydarzenia, które rozpoczyna się od wieczerzy wigilijnej. Zaprasza na rekolekcje. Chce dzielić się słowem bożym, pragnie przestrzegać i napominać przed złem; przed obojętnością. Przede wszystkim jednak ma nadzieję, że Dzieciątko Jezus narodzi się w nas. I doznamy prawdziwej radości. Nie z prezentów, nie z białego puchu na drzewach i nie z migających lampek – z faktu, że Słowo stało się Ciałem.

Rachunek sumienia


Pora na mój rachunek sumienia. Zaczął się Adwent, a ja wciąż skupiam się na przemijalnym, mniej ważnym. Czy pojednałem się już z Bogiem? A może moje mieszkanie lśni jak lustrzane odbicie, a dusza cierpi przyciemniona grzechami. Czy potrafię poświęcić chociaż jeden poranek, jeden wieczór Bogu? Tyle czasu jestem w stanie biegać po sklepach, skrupulatnie dobierać kolor szalika do rękawiczek, szukać oryginalnych prezentów dla bliskich. A Bóg? Przecież Boże Narodzenie to urodziny Boga, Boga Człowieka, czy i dla Niego znajdę wyjątkowy prezent?

Czym jest dla mnie Adwent? Czy jeszcze coś znaczy? My, współcześni chrześcijanie, coraz częściej wybieramy z wiary to, co wygodniejsze. Obchodzimy Święta, gdyż są piękne, niezwykłe; pozwalają oderwać się od codziennego kieratu. Często chodzi także o tradycję. Symbole, które kiedyś tak wiele znaczyły, stają się tylko pustymi znakami, a może w ogóle nie wiemy już, po co są i dlaczego.

Wielki Post kojarzy się nam z umartwieniem, żalem za grzechy. A okres poprzedzający Boże Narodzenie? Czy w ogóle dostrzegamy jego inność? To powinien być czas wzmożonej modlitwy i większego skupienia. W końcu chodzi o przeżycie cudu, który dokonał się w małej betlejemskiej stajence. Mamy go przeżyć w sobie. Kapłani noszą fioletowe szaty na znak pokuty, nie przystraja się ołtarzy kwiatami. Czytania liturgiczne także odnoszą się do nawrócenia i odnowy życia.

Tymczasem za szybko zaczynamy świętować. Za szybko kolędy płyną z radioodbiorników, a choinki przystrajają wystawy sklepowe. Nie starcza nam czasu na… oczekiwanie.

Prawdziwy cud


Święta Bożego Narodzenia są jednymi z najpiękniejszych, jakie przeżywamy. I nie chodzi tylko o symbole z nimi związane; również okoliczności przyrody sprzyjają rozrzewnieniu i wewnętrznemu wyciszeniu. Jest zima, cały brudny świat kryje się pod białą kopułą śniegu. I te lampki połyskujące z okien, ogródków… pięknie. Coś się w nas zmienia; jakieś bariery kruszeją, okazuje się, że mamy w sobie ogromne pokłady dobra. Jesteśmy bardziej cierpliwi, otwarci na innych, radośni.

Większość naszego społeczeństwa tak właśnie postrzega grudniowe święta. Nawet ci, którzy deklarują się jako niewierzący, obchodzą je uroczyście, rodzinnie. I tutaj właśnie widać cały paradoks – Święta Narodzenia Pańskiego nie mają sensu w oderwaniu od wiary. Przecież nie chodzi w nich o tę całą kuszącą zewnętrzność, ale o dostrzeżenie cudu, który się dokonał – Bóg zszedł na ziemię w postaci maleńkiego dziecka; Bóg, który tak bardzo kocha, że dał zabić własnego Syna dla ludzkości; Bóg, który jest początkiem i końcem, alfą i omegą. Jeśli nie zależy nam na tej prawdzie i jest ona tylko dodat-kiem do Świąt, to czy jest w ogóle sens, abyśmy wciąż określali się mianem chrześcijan? Można tak, jak to robi wielu – korzystać z uroków wolnego czasu, dni spędzonych z rodziną, a mijać się zupełnie z Najwyższym. Tylko trzeba mieć świadomość, że On wymaga od nas samookreślenia: i albo jesteśmy zimni, albo gorący. Trzeciej możliwości nie ma.

Potrzebny nam jest adwent, żeby lepiej przygotować się na przyjście Pana; żeby odkurzyć wnętrze ze złych skłonności i przyzwyczajeń. Im lepiej przeżyjemy ten czterotygodniowy czas, tym piękniejsze i pełniejsze będą dla nas Święta. Zrodzą w nas prawdziwą, żywą radość, która nie rozpłynie się, gdy już opadną ostatnie igły choinki, a ozdoby spoczną w wielkich kufrach na strychu, ale która podąży z nami w szarą codzienność życia.

Żyjemy w pośpiechu i coraz trudniej czekać nam na cokolwiek, ale w tym przypadku warto uzbroić się w cierpliwość i poświęcić ten przedświąteczny okres na odnowienie przyjaźni z Bogiem. Wszystko, co wydaje się niezbędne i potrzebne teraz, może nas później głęboko rozczarować swoją banalnością. To może być niezapomniane Boże Narodzenie, tylko wysilmy się troszeczkę. Postawmy na to, co najważniejsze, poczekajmy ze świętowaniem. I cały czas pamiętajmy, o co naprawdę chodzi w tym świętym czasie, gdyż tylko wtedy ma on głęboki sens.