Grudzień 2007

Boże Narodzenie – pomiędzy tęsknotą a spotkaniem
ks. Mariusz Rosik

Hej, kolęda, kolęda…
Ks. Jacek Tomaszewski

Nauka katechizmu i Joanna Beretta Molla
Z ks. dr. Marianem Biskupem rozmawia Krzysztof Kunert

Więzienne Wigilie księdza Zator-Przytockiego
Tomasz Serwatka

To wyraz uznania dla pracy naukowej ludzi mojego pokolenia
Z ks. prof. Stanisławem Olejnikiem rozmawia Krzysztof Kunert

Ukochałem sprawiedliwość, nienawidziłem niegodziwości…
Marek Jeżowski CMF

190 lat Ossolineum
Barbara Lekarczyk-Cisek

To człowiek zdobi szatę
Aleksander Ilnicki


W służbie uczelni
Piotr Sutowicz

Życie wypełnił służbą Bogu i człowiekowi
Ks. Bogusław Konopka

Sprawozdanie z pracy Komisji Naukowej do Najnowszej Historii Archidiecezji Wrocławskiej odnośnie do lat 1945-1990
Ks. Alojzy Ślósarczyk

Jak zadbać o chrześcijański kształt i styl dnia świątecznego?


Ks. abp prof. dr hab. Alfons Nossol


Ks. prof. dr hab. Stanisław Olejnik



Strona główna

Archiwum

Boże Narodzenie – pomiędzy tęsknotą a spotkaniem
ks. Mariusz Rosik



Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry! (Pnp 2,8) – wołaniem zakochanej do dna serca dziewczyny, bohaterki biblijnej Pieśni nad pieśniami, Kościół w dniach Adwentu wypełnia swoje serce i swoje usta. Woła nim o przyjście Zbawiciela. „Niech się otworzy niebo i niech zejdzie Sprawiedliwy! Niech się otworzy ziemia, i wyda Zbawiciela!”. Wołanie o spotkanie. O obecność. O bycie razem, w jedności, nierozdzielnie, na zawsze. Obraz ludzkiej miłości staje się tu obrazem miłości Zbawiciela i Kościoła, który Go oczekuje. Maria Roseels w Nie oczekujcie poranka pisała, że każda miłość związana jest z niepokojem, bólem i strachem. Każda miłość związana jest z tęsknotą. Czasem tak ogromną, że rozrywa serce. Że wypełnia każdą myśl i spędza sen z oczu. I każe czuwać. Jak w Adwencie. Właśnie taką tęsknotą mogą być poruszane serca wierzących, oczekujących na swojego Pana, który objawi się jako

Król Wszechświata w kruchym ciele Dziecka.

Paradoks? Tak. Paradoks, jakich pełno w wierze i w miłości. Bo przecież przyszedł dwa tysiące lat temu, a wciąż na Niego czekamy. Bo objawił się jako bezbronne Niemowlę, a jest Wszechmocny. Bo został rozpoznany przez ubogich, a odrzucony przez mędrców.

Czas czterech adwentowych tygodni naznaczony jest ledwie wyczuwalnym w grudniowym powietrzu napięciem pomiędzy tęsknotą a spotkaniem. Tęsknotą za Zbawicielem a spotkaniem z Nowo narodzonym. A ponieważ tęsknota jest siostrą – bliźniaczką miłości, stąd i adwentowemu oczekiwaniu towarzyszy wysiłek podejmowany z miłości. Biblijna oblubienica wołała: Ukochany mój… biegnie przez góry. Chodzi o wysiłek, by wyrównać góry, które przesłaniają postać zbliżającego się Oblubieńca; by zasypać doliny, które wydłużają drogę, wzmagając tęsknotę. Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą! (Iz 40,3-4) – zabrzmi potężny głos Izajasza, powtórzony przez Jana Chrzciciela. Jeśli miłość ludzka może stać się obrazem więzi łączącej Boga i Kościół – to zwłaszcza w tęsknocie. Nawet ta niespełniona, miłość zakazana, nie w porę – pełna jest tęsknoty za spełnieniem. Stąd w adwentowym rachunku sumienia, do którego w tych dniach niektórzy wracają częściej – przy wieczornej lampie, gdy niebo pokryje się granatową poświatą, w zimnym kościele podczas rekolekcji, na spacerze wśród bezlistnych już drzew – warto zapytać samego siebie: czy tęsknię za spotkaniem z Bogiem, który narodzi się Dzieckiem? Czym jest dla mnie to spotkanie? Kim jest On sam? I wreszcie -

czego oczekuję po narodzinach Boga?

Adwent i Boże Narodzenie są czasem budzenia marzeń. Bohaterka Pieśni nad pieśniami snuje marzenia: Pójdź, miły mój, powędrujmy na pola, nocujmy po wioskach! O świcie pospieszmy do winnic, zobaczyć, czy kwitnie winorośl... (Pnp 7,12-13). To oczywiście tęsknota i czuwanie wzmagają marzenia. Oblubienica – Kościół, czekając na swojego Oblubieńca – Zbawiciela, ma prawo do marzeń. I ma prawo oczekiwać, że się spełnią, bo przecież przychodzi Wszechmocny, dla którego wszystko jest możliwe. Marzenia o poczuciu bezpieczeństwa, o wyzwolenia od zła, o pokoju serca i bliskości Boga towarzyszą wciąż Kościołowi pielgrzymującemu za ziemi. I nawet jeśli teoria, iż jeśli marzenia się nie spełniają, to znak, że należy je poszerzyć, nie zawsze sprawdza się w praktyce, w tym wypadku nie należy mieć obaw. Bóg rodzi się Dzieckiem właśnie po to, by wypełnić tęsknoty utrudzonego świata, by wyzwolić od zła i zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Noc Bożego Narodzenia może stać się nocą spełnionych marzeń.