Grudzień 2005

Pójdźmy i zobaczymy...!
Krzysztof Myszogląd

Trzy wymiary miłości
Kacper Radzki

Kościół greckokatolicki w Polsce
Rozmowa z bp. Włodzimierzem R. Juszczakiem

Uzależnienie od internetu
ks. Dariusz Sikorski SDS

Zapomniany Apostoł Śląska – bł. Herman Niemiec
Piotr Stefaniak

Światło w tunelu
Janina Demczenko

Chcemy nadal służyć chorym i starszym
Rozmowa z s. Albertą Groń

10-lecie śmierci ks. Aleksandra Zienkiewicza
Maria Lubieniecka

Nie muszą nas zabijać
Romuald Lazarowicz

"Komornik", czyli przypowieść o nawróconym grzeszniku
Barbara Lekarczyk-Cisek




Strona główna

Archiwum

Pójdźmy i zobaczymy...!
Krzysztof Myszogląd



Noc, która nie zapowiadała nic szczególnego. Gwiazdy świeciły na sklepieniu niebieskim jak zawsze. Jedynie na Wschodzie można było zauważyć gwiazdę, która dawała swoje światło jaśniejsze niż zazwyczaj.

Pasterze przebywali w polu pilnując swej trzody, aby nic złego się jej nie stało. Słychać było delikatne trzaski spalającego się w ognisku drewna. Łagodny powiew wiatru można było odczuć od wschodu. Spokój i cisza wypełniały przestrzeń otaczającą pasterzy. Wszystko byłoby jak zwykle, gdyby nie zdarzenie, które wstrząsnęło całym wszechświatem. Blask i światłość ogarnęły gwałtownie pasterzy i nagle ujrzeli dziwną postać. Lęk zarysował się na ich twarzy. Jednak uczucie to szybko minęło, gdy w dziwnej osobie poznali Anioła, który zwrócił się do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu. Dziś bowiem narodził się wam w mieście Dawida Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan!

W mroku nocy biła wielka jasność, a z nieba było słychać głosy, które mówiły: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał. Wśród pasterzy zrobiło się wielkie poruszenie. Dyskutowali oni miedzy sobą, mówiąc: Pójdźmy do Betlejem i zobaczymy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Po chwili z wielkim pośpiechem wyruszyli do Betlejem, aby odnaleźć niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.

Gdy pasterze przybyli na miejsce, ujrzeli lichą stajenkę, a w niej Maryję, Józefa oraz to Dziecię, które zwiastował im wcześniej Anioł. Zaskoczeni i oczarowani niemowlęciem oddali mu pokłon, po czym wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, wrócili do swoich zajęć.

Od tamtych wydarzeń minęło ponad 2000 lat. Dziś nadal ludzie, jak dawniej pasterze, zajmują się swoimi obowiązkami. Różnica polega na tym, że w stosunku do sytuacji tamtych pasterzy, we współczesnym świecie życie nabrało nieprzewidywalnej szybkości. Z sekundy na sekundę podejmowane są decyzje. Człowiek, wrzucony w wir machiny tego świata, biegnie to tu, to tam, czasami nie wiedząc w jakim celu. Zapomina o tym, który stoi u jego boku. W swoim zagonieniu i egocentryzmie, w pogoni za sukcesem, nagrodą, sławą, nie zauważa bliźniego, który w potrzebie, jak Anioł zwiastujący Dobrą Nowinę pasterzom, ukazuje w swojej osobie narodzonego Chrystusa.

W mediach można usłyszeć coraz to nowe informacje. Dowiadujemy się o wojnach, morderstwach, kataklizmach; o sukcesach, awansach, nominacjach. Z każdej strony atakują nas wiadomości, oszczerstwa, kłamstwa. Coraz bardziej zostajemy wchłonięci przez iluzyjny świat reality show. Tracimy grunt pod nogami. Nie potrafimy odróżnić prawdy od fałszu, dobra od zła. Wszystko to staje się czymś jednolitym, rzeczywistością relatywną.

Na ulicach możemy spotkać bajkowe wystawy i skomercjalizowanych Mikołajów ze swoimi reniferami. Nie mają nic wspólnego z prawdziwym św. Mikołajem – biskupem, który swą dobroć okazywał w myśl Ewangelii.

W takich realiach ponownie słychać orędzie: Dziś bowiem narodził się wam Zbawiciel, Mesjasz, Pan. Ale czy współczesny człowiek, ja i ty, jak niegdyś pasterze, jest zdolny usłyszeć nowinę Anioła? Czy potrafi zatrzymać się w pogoni tego świata i podążyć z pośpiechem do Betlejem, aby ujrzeć i oddać pokłon Panu? A może po raz kolejny człowiek zatroskany o ozdoby na choince, prezenty, potrawy na wigilijny stół zapomni o Najważniejszym, który w ciszy betlejemskiej stajenki przychodzi do nas, jak Wschodzące Słońce oświecić ciemności naszych serc oraz nas wyzwolić.

Dlatego dziś w tę wigilijną noc warto odkryć Tego, który bezbronnie i pokornie leży w żłóbku, aby dać człowiekowi zbawienie. Jezusa, który wprowadza na świat pokój i sprawiedliwość. W ten niezwykły wieczór podejdźmy z otwartym sercem do tych, z którymi nie rozmawialiśmy od lat. Boże Dziecię niech wniesie do naszych rodzin, a także do serca każdego człowieka ogień miłości, abyśmy umieli, jak owi pasterze, pozbyć się strachu i udać się do naszych Kościołów, aby zobaczyć co się tam wydarzyło i co nam Pan oznajmia. Oby to doświadczenie żywego Boga wzbudziło w nas przemianę serc, a także uwielbienie i wysławianie Boga w każdym kolejnym dniu nowego roku.