Grudzień 2003

Przyjście Pana
ks.Andrzej Dańczak

Pasterz opatrznościowy
ks.Józef Swastek

On kochał Kościół
o Księdzu Kardynale Bolesławie Kominku z ks. inf. prof. Janem Kruciną rozmawia ks. Piotr Nitecki

Z Kościołem przyszłości naprzeciw
ks. Andrzej Nowicki

Świętowanie i pokuta
List Pasterski Episkopatu Polski na temat przykazań kościelnych

U Matki Bożej Meksykańskiej
Anna Dadun-Sęk

Aby w ten świąteczny czas było trochę więcej ciepła i dobroci
Bożena Rojek

Dolnośląskie Betlejem
Juliusz Woźny




Strona główna

Archiwum

Przyjście Pana
ks.Andrzej Dańczak


Istnieją prawdy wiary, które narażone są na zepchnięcie w szczególną sferę, którą można nazwać strefą chrześcijańskiej mitologii. Jedną z nich jest powrót Chrystusa przy końcu czasów jak i sam koniec czasów. Człowiek żyjący w perspektywie wyznaczonej przez ramy swoich narodzin i indywidualnej śmierci, w ramach tych granic spostrzega świat i przeżywa swoje chrześcijaństwo.

Adwent Kościoła i świata

Czas Adwentu jest czasem przygotowania na przyjście Chrystusa. Nasze rozumienie tego czasu oczekiwania jest związane przede wszyst-kim ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, ale adwentowe oczekiwanie to nie tylko przygotowanie na Narodzenie Pańskie. Często zapominamy o drugim, wcale nie mniej ważnym, oczekiwaniu - na przyjście Pana na końcu czasów. "Oto Pan Bóg przyjdzie, z rzeszą świętych k'nam przybędzie. Wielka światłość wieków będzie. Alleluja, alleluja". To przecież nie śpiew związany z Bożym Narodzeniem, ale właśnie oczekiwanie powtórnego przyjścia Chrystusa i nastania czasów ostatecznych. Nie ma w liturgii święta ani uroczystości końca świata (co ciekawe nie ma też święta stworzenia). Nie znaczy to, że Kościół owego końca nie chce podkreślać. Każda Eucharystia jest sprawowaniem Pamiątki Pana "aż przyjdzie" (por. 1Kor 11,26). Każda Msza święta jest więc także ukierunkowana na przyszłość. Kościół cały czas wyczekuje ostatniego dnia. Pojawia się natomiast w liturgii okres - adwent - w szczególny sposób wyrażający owo oczekiwanie wspólnoty wierzących nakierowane na przyszłość.

Różnie przekładało się ono w ciągu wieków na świadomość ludzi wierzących. Tak naprawdę po stuleciach w jakiś sposób na nowo odkrywamy i coraz pełniej rozumiemy znaczenie "czekania" na koniec czasów i na powrót Chrystusa. Oczekiwanie końca oznacza, że historia zbawienia zapoczątkowana wraz z dziełem stworzenia zmierza ku swojemu zakończeniu i ku swojej pełni. Jej koniec związany był i jest z oczekiwaniem "powrotu" Chrystusa. Niejednokrotnie w ciągu historii cała tematyka związana z owym powrotem Pana związana była z odczuciami bardzo negatywnymi - strachem, lękiem. W świadomości chrześcijańskiej koniec oznaczał dramat zarówno dla człowieka, jak i dla świata, w którym człowiek ten żyje. Człowiek obawiał się przede wszystkim niesamowitych wydarzeń, które miały towarzyszyć przyjś-ciu oraz straszliwemu rozliczeniu się z dziejami ze strony Chrystusa. Podobnie świat - miał on być sceną wydarzeń o niesamowitym natężeniu grozy. Jednym słowem koniec obarczony był dramaturgią z wieloma elementami strachu, a jednocześnie i pewną swoiście rozumianą "pomysłowością". Tymczasem liturgia każe nam oczekiwać przyjścia Chrystusa na końcu czasów przede wszystkim w duchu nadziei i pogodnego wyczekiwania. Oba oczekiwania - Bożego Narodzenia i przyjścia na końcu czasów - przeplatają się podczas grudniowego zamyślenia Kościoła. Oczekiwanie powraca dzisiaj do swojej znacznie spokojniejszej postaci, a w je-go kontekście pojawia się słowo nadzieja.

Koniec czasów oznacza dla nas dzisiaj, podobnie jak w początkach Kościoła, że chrześcijanin to człowiek wpatrzony w przyszłość. "Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Flp 3,20). Na pewno jednak powstaje w nas pytanie: "jak będzie?". Jak będzie wyglądało przyjście Chrys-tusa i co ono ze sobą przyniesie dla ludzi i dla całego świata?

Koniec czasów

Jak wyobrazić sobie niewyobrażalne? Do tego chyba można sprowadzić pytanie o zakończenie dziejów i nastanie ostatecznego, niepodzielnego panowania Chrystusa. Czas zmierza ku swojemu końcowi i ku swojej pełni. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak będzie wyglądało przyjście Chrystusa na końcu czasów. Nie jest to możliwe choćby dlatego, że i sam koniec czasów jest dla nas czymś niepojętym. Cóż bowiem dla mnie oznacza, że czas się skończy? Jak wyobrazić sobie sytuację bez żadnego potem czy później. A koniec konsekwentnie oznacza, że nie będzie miało sensu mówienie np. o godzinie, dniu czy tygodniu po końcu świata. Nie będzie miało już sensu mierzenie czasu. Dla człowieka, który cały jest zanurzony w czasie jest to całkowicie niewyobrażalne. Wszystko, z czym mamy do czynienia od początku naszego życia, jest w jakiś sposób związane z czasem, bo mieści się w nim całkowicie. Wszystko dzieje się kiedyś. Dlatego dla nas coś albo dzieje się kiedyś, albo nie dzieje się nigdy. Jeżeli chodzi o koniec czasów sprawa nie jest taka prosta. Przyjście Chrystusa jest tym przypadkiem, który według naszej miary nie dzieje się w pełni kiedyś, ale też jednak będzie ono miało rzeczywiś-cie miejsce. Z tego też powodu ten moment końca całkowicie umyka naszej możliwości opisu. Nie wiemy i nie będziemy wiedzieć, jak to będzie. Chrystus przyjdzie, aby podsumować całość czasu, który biegnie począwszy od równie tajemniczego momentu stworzenia. Chrys-tus przyjdzie, aby zamknąć czas definitywnie. Jezus przychodząc ogarnie całość czasów. To ogarnięcie wszystkich czasów będzie jednocześnie oznaczało ocenę, osądzenie całości dziejów. Nastanie w pełnym tego słowa znaczeniu "pełnia czasów". Jest to jednak wydarzenie pełne nadziei. Związane jest także z naszym dniem dzisiejszym. Pokazuje, że wszystko zmierza ku pełni, która znajduje się w Bogu. Historia nie jest sumą oddzielnych, pojedynczych wydarzeń, w których uczestniczymy, ale stanowi pewną całość. Żadne wydarzenie nie jest mało istotne, ale każde funkcjonuje w powiązaniu z całością dziejów, nawet jeżeli nam wydaje się nic nie znaczącym epizodem.

Świat, który nadchodzi

Przychodzący na końcu świata, i zamykający historię Chrystus jest jednocześnie początkiem nowego porządku i nowego świata. Katastroficzna wizja końca raczej nie jest scenariuszem, który miałby nam grozić. Pochodzi ona z literatury apokaliptycznej i nie ma żadnego powodu, aby przenosić takie wyobrażenie o końcu poza ramy tej literatury. Apokaliptyka mówiła o zastąpieniu obecnego świata, który ulegnie zagładzie przy końcu czasów, światem nowym, stworzonym porzez Boga. Obok takiej wizji końca istnieje jeszcze jedna. Druga wizja związana jest ze spojrzeniem na świat przede wszystkim jako na stworzenie Boga. Nie ma powodu, aby mówić o konieczności czy o chęci zniszczenia tak rozumianego świata przez Boga. Bóg-Stwórca nie zniszczy swojego dzieła. Nie po to dokonał aktu stworzenia, aby kiedyś to, co stworzył i co uznał za "bardzo dobre" (por. Rdz 1,31), miało być przez Niego po prostu unicestwione. Koniec nie oznacza zniszczenia, ale swoiste "dokończenie" dzieła stworzenia. Bóg nad swoim stworzeniem wypowie ostatnie słowo.

Rodzi się w związku z tym pytanie o świat, który niesie ze sobą przychodzący Chrystus. No właśnie, na ile będzie to świat całkowiecie nowy, przyniesiony przez Chrystusa, a na ile rzeczywistość, w której żyjemy, tyle że przemieniona. Chrystus, który przychodzi, aby dopełnić czas i historię, przede wszystkim pragnie dopełnić dzieło stworzenia i zbawienia. Świat obecny, ten, w którym aktualnie żyjemy stanie się tworzywem "przyszłego świata". To tak naprawdę będzie ten nasz świat - przemieniony. Nic także z tego, co jest dziełem rąk człowieka nie zostanie zaprzepaszczone. Wszystko, co jest dobre i piękne zostanie zachowane. Tylko zło i jego owoce zostaną zniszczone. Przemiana tego, co jest, pozwala znowu na pełną harmonii współobecność dzieła człowieka i Boga. Człowiek przychodzi na świat stworzony przez Boga, ten świat ze swojej strony przemienia, żyjąc i tworząc w jego ramach, a następnie Bóg dopełnia dzieła stworzenia i przemienia także dzieło człowieka, w sposób dla nas dzisiaj niepojęty. Piekne zakończenie historii dwóch wolności - Boga i człowieka. Wszystko więc, co robimy i tworzymy, ma swój głęboki sens. Nic, co niedokończone a może nawet po ludzku nieudane, nie jest stracone w oczach Boga i w świetle ostatecznego przeznaczenia odnajduje swój sens, bo i tak znajdzie swoje miejsce w świecie przemienionym. W tym kontekście należy wspom-nieć więc, że chrześcijańska nadzieja życia wiecznego nie może być rozumiana jako bierne oczekiwanie. Mieć nadzieję na życie wieczne oznacza przede wszystkim budowanie świata miłości - tu i teraz. Nigdy samo myślenie, rozważanie, dociekanie dotyczące przyjścia Chrystusa, nie jest właściwym przygotowaniem na owo przyjście. To przygotowanie polega na odpwiedzialnym podejściu przede wszystkim do tego, co stanowi nasz dzień dzisiejszy. Nowa Jerozolima Apokalipsy jest darem Bożym i w tym sensie "zstępuje z nieba" (por. Ap 21,2) a jej nowość zawdzięczamy Bogu. Jest ona jednocześnie zawsze tą Jerozolimą, którą znamy - miastem, które zostało przemienione przez samego Boga.