Grudzień 2002

O umiejętności oczekiwania
ks. Mariusz Rosik

Bóg się rodzi w nas
Tadeusz Pulcyn

Wyjątkowo w przedziale pierwszej klasy
wysłuchała Renata Kotusz

Jak wychowywać?
s. Eugenia Gąsiorowska Asc.

Jesień życia - czy musi być smutna?
Z księdzem Franciszkiem Głodem, proboszczem parafii Św. Elżbiety we Wrocławiu rozmawia Barbara Juśkiewicz

List z Syberii
ks.Andrzej Obuchowski

Taizé - powrót do Paryża
dk. Adam Łopuszyński

Nauczyciel dobry i przyjaciel
Ks. Józef Swastek

Maltańczycy
Izabella Zamojska

Świat ludzi ubogich
Eugeniusz Sakowicz




Strona główna

Archiwum

Jesień życia - czy musi być smutna?
z księdzem Franciszkiem Głodem, proboszczem parafii Św. Elżbiety we Wrocławiu rozmawia Barbara Juśkiewicz


Problem starości jest ważnym tematem w Kościele. Ojciec Święty sam jest staruszkiem, sam doświadcza krzyża tego czasu w życiu człowieka i uwrażliwia nas wszystkich właśnie na ten problem, od którego uciekają media i ludzie, którzy chcą rozmawiać o rzeczach przyjemnych i lekkich. Jak wygląda problem ludzi starszych u księdza w parafii?

Muszę powiedzieć, że moja parafia składa się z wyjątkowo dużej liczby ludzi starszych, w jesieni życia, a ta jesień życia może być bardzo różna, nieraz może być szaruga jesienna, a nieraz może być złota jesień,. Myślę, że w dzisiejszej sytuacji politycznej i ekonomicznej, więcej jest tej szarugi jesieni życia niż tych wspaniałych złotych dni. Moja parafia należy do starzejących się parafii.

Jak ksiądz pomaga tym ludziom?

Staram się im pomagać w różnoraki sposób. Mamy dwa ośrodki charytatywne - w Jugowicach i Jelczu Laskowicach- i kiedy przychodzą miesiące letnie, wów-czas osoby starsze już od maja mogą wyjechać do tych ośrodków na wypoczynek.

Jak te wyjazdy są zorganizowane, czy są to turnusy, czy jakoś inaczej'?

Wygląda to bardzo różnie, nie ma określonego czasu pobytu, jest on dostosowany do danej osoby, w zależności od tego, jak ona czuje się w ośrodku.

Czy pobyt jest odpłatny?

Pobyt nie jest całkiem za darmo, gdyż parafii nie stać na całkowite utrzymanie ośrodka, nie ma żadnych dotacji. Wygląda to tak, że każda osoba uzgadnia ze mną swój pobyt, są takie osoby, które jadą za przysłowiową złotówkę. Nie możemy pozwolić na to, aby było to całkiem darmowe, gdyż wówczas ludzie nie szanują tego, co otrzymują. Uczestnik musi ponosić jakąś ofiarę.. Są osoby, które jadą za śmieszną opłatą, sięgającą nawet pięciu, czy dziesięciu złotych za dzienny pobyt. Staram się, aby te osoby miały tam wygodne warunki.

Czy jest tam zapewniona opieka duszpasterska?

Nie zawsze jest ksiądz od nas, często są księża, którzy prowadzą rekolekcje na przykład z młodzieżą, wyjazdy oazowe bądź wakacyjne, często też jedzie od nas ksiądz, również w Jelczu jest blisko kościół i każdy, kto chce może skorzystać z posługi kapłana. Staramy się, żeby od czasu do czasu dojeżdżał lekarz i udzielał pomocy chorym. Chodzi przede wszystkim o poradnictwo, ponieważ te osoby są bardzo zatroskane o swój stan zdrowia, niektóre są bardzo chore. Taka przyjacielska rozmowa z nimi lekarza daje duże uspokojenie i możliwości na przyszłość.

Osoby, o których rozmawiamy są to ludzie starsi jeszcze na tyle sprawni, że mogą samodzielnie poruszać się i podróżować. Jak ksiądz dba o tych, którzy już nie mogą prowadzić aktywnego życia, którzy są często więźniami swoich mieszkań, a nawet łóżek?

Te osoby obsługuje grupa charytatywna, składająca się głównie z osób starszych,. W parafii istnieje kilka grup charytatywnych, każda odpowiada za coś innego. Członkowie tej najstarszej grupy odwiedzają naszych podopiecznych i zanoszą im paczki, najczęściej w czasie świąt. Nasi podopieczni bardzo się cieszą z tych odwiedzin. Osoby te są odwiedzane również przez kapłanów z posługą sakramentu pojednania i Eucharystii.

Powiedział ksiądz, że osoby starsze są odwiedzane przez starszych. Czy w tę akcję zaangażowana jest również młodzież?

Młodzież zaangażowana jest w pomoc dzieciom i młodzieży. Jest grupa charytatywna, składająca się głównie ze studentów, niektórzy już są po studiach, którzy bardzo owocnie pomagają mi w pracy z młodzieżą. W okresie wakacyjnym wyjeżdżają w charakterze opiekunów, prowadzą również w parafii świetlicę dla dzieci z rodzin patologicznych.

Do starszych idą starsi, a do młodych młodzi. Nie uważa ksiądz, że byłoby dobrze, gdyby do osób starszych chodzili również ludzie młodzi, a nawet dzieci. Ożywiłoby to szare dni starości, a młodzi ubogaciliby się doświadczeniami staruszków, którzy tak chętnie opowiadają swoje dzieje.

Próbowałem to tak zorganizować, lecz, niestety, nie udało mi się na razie pokonać tej bariery. Poza tym nie ma tak dużo młodzieży, która chciałaby się tym zajmować. Wolontariat, o którym się tak dużo ostatnio mówi, jest jeszcze u nas w zalążkach. Niektóre osoby starsze nie chcą przyjmować młodzieży, boją się. Trzeba czasami bardzo długo przekonywać, żeby wyraziły zgodę na takie wizyty. Ile takich rozmów przeprowadziłem w czasie kolędy.

Czy ludzie starsi mają gdzie się spotykać, czy jest jakaś świetlica?

Tak, jest klub dla ludzi starszych, gdzie się spotykają we wtorki i piątki. Pierwszy jest nastawiony na wspólnotową modlitwę i rozwija się bardzo ładnie, drugi natomiast skupia się na dyskusjach, rozmowach, oglądaniu filmów. Członkowie klubu wyjeżdżali niedawno do Jugowic, była wspól-na Eucharys-tia, chodzenie po górach, podziwianie pięknej jesieni, pieczenie w ognisku kartofli, wspominanie młodości i śpiewanie piosenek. Trzeba było przygotować wspólny posiłek, bardzo dużo było pracy w przygotowaniu tego wyjazdu, ale sądzę, że było warto i, że jest to tym ludziom potrzebne. Ostatnio na takim wyjeździe był też Uniwersytet Trzeciego Wieku. Radości nie było końca. Wyśpiewali się, pochodzili po górach, odnowili swoje dawne przyjaźnie.

Jakie trudności widzi ksiądz w tym duszpasterstwie ludzi starszych?

Widzę trudności, które tkwią przede wszystkim w samych ludziach. Obserwując rzeczywistość już od wielu lat i mechanizmy, jakie nią rządzą stwierdzam, że ludzie na samotność często sobie zasłużyli sami. Najczęściej samotni starcy byli w młodości zamknięci na drugiego człowieka, brak było w nich miłości do najbliższych. Byli często bardzo samolubni, myśleli tylko o sobie. Kiedy mieli zewnętrzne walory, to chętnych do ich odwiedzania było dużo, a kiedy to się skończyło, zostali sami i dzisiaj są nieszczęśliwi.

Nie można ich jednak zostawić samych.

Oczywiście, nie można. Kościół nie może jednak w tym zastąpić wszystkich innych organizacji,. Kościół ma swoje zadanie do spełnienia. Ja często mówię, krytykujecie Kościół, a czego wy właściwie chcecie, czy brakuje wam na przykład Eucharystii, czy jest zamknięte źród-ło chrztu, bierzmowania, łaski, czy nie jest głoszone Słowo Boże. Jesteśmy uprzywilejowanym narodem, to wszystko mamy. Na to chętnych nie ma, tylko nie wiem, czego by chcieli od Kościoła. Chcą żeby Kościół dawał, żywił, bawił, wszystko Kościół, ale w ten Kościół nikt nie chce się zaangażować. Ile trzeba wysiłku, aby kogoś zachęcić do jakiejkolwiek posługi w Kościele, żeby zajął się jakimś działem w parafii, na przykład biblioteką, czy prowadzeniem jakiegoś ośrodka. Każdy myśli tylko o sobie, co ja bym na tym zyskał. Takie społeczeństwo jest konsumpcyjne. Niektórzy pięknie przytakują, bardzo pięknie ksiądz pomyślał, ale beze mnie. Jak ksiądz to wszystko zrobi to my możemy ewentualnie z tego skorzystać, oczywiście nic nie dając, nic nie obiecując. Jeżeli będziemy mieć takich parafian, takich członków Kościoła, to daleko nie zajedziemy.

Księża nie zrobią wszystkiego, od tego są inne służby społeczne. Kościół w Polsce był zawsze inspiratorem i motorem wszelkich działań i mówił o problemach społecznych.

Czasami był jedynym, który o nich mówił. Tak, i ludzie się do tego przyzwyczaili, że ksiądz wszystko za nich zrobi, i jeszcze ma chodzić zawsze uśmiechnięty i zadowolony i pełen życia.

Dziękuję za rozmowę.