Listopad 2005

Adwent contra kalendarz
Adam Ryszard Prokop

Śmierć zwyciężona?
ks. Andrzej Dańczak

Eucharystia – Chleb żywy dla pokoju świata
Orędzie XI Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów

Przyszłość dzieje się dzisiaj
Kacper Radzki

Dzieło św. Zygmunta Gorazdowskiego na Dolnym Śląsku
s. M. Nulla

Zabijajcie bałwochwalców...
ks. Rafał Kowalski

Uroczystości pogrzebowe czaszek katyńskich
Tadeusz Krupiński

Chrześcijaństwo i kultura – pewien przykład
o. Norbert Frejek SJ

Pięć lat wspólnoty sanoczan we Wrocławiu
Jan Zacharski

Jak inwigilowano Kościół
Piotr Sutowicz

"Zawsze przychodzi świt"
Z ks. Pawłem Szerlowskim rozmawia Konrad Biernacki

Koncert Exultate Iubilate
Joanna Pietrasiewicz




Strona główna

Archiwum

Zabijajcie bałwochwalców...
czyli czy wyznawcy islamu muszą zabijać?
ks. Rafał Kowalski



Nie ma co ukrywać, że w związku z powtarzającymi się atakami terrorystycznymi można zauważyć swoistego rodzaju kampanię ukazującą islam jako religię nawołującą do niszczenia i zabijania wszystkiego i wszystkich dookoła. Niedawno włoski dziennik "Corriere della Sera" opublikował tekst słynnej dziennikarki Oriany Fallaci, która przekonywała, że nasz kontynent jest w stanie wojny, a wróg zamieszkał w naszym domu, bo "Eurabia" (już nie Europa) sama pozwoliła na to by mógł się spokojnie rozwijać.

W ten sposób w naszych umysłach wytwarza się obraz wyznawcy Mahometa, dla którego chrześcijanie zawsze pozostaną niewiernymi i bałwochwalcami. Zresztą tytuł niniejszego artykułu, zaczerpnięty z jednej z sur świętej księgi islamu – Koranu, zdaje się potwierdzać owe przypuszczenia. Przyjrzyjmy się zatem jak naprawdę wygląda to nawoływanie do świętej wojny i czy Koran wzywa swoich wyznawców do zabijania niewiernych.

Podobnie jak tekstów zawartych w Biblii tak i tekstów zamieszczonych w Koranie nie można interpretować odrywając je od środowiska i czasu, w których powstawały. Narażamy się bowiem wówczas na wielkie niebezpieczeństwo przeinaczenia czy też niezrozumienia. Mahomet dając Arabom Koran – jako księgę objawioną przez Boga – miał jeden cel – wprowadzić monoteizm. Często możemy odnaleźć w tej księdze, powtarzające się stwierdzenie: "nie ma boga, jak tylko On". Dla nas jest to może oczywiste, ale dla ówczesnych szczepów arabskich, wyznających wiarę w wiele bóstw było to nowością. Ponadto wiara w jednego Boga dawała wielką szansę na zjednoczenie poszczególnych (a i nierzadko podzielonych) szczepów. Jak możemy się domyślać w wielu miejscach spotkało się to ze zdecydowanym oporem. Takim miejscem była Mekka. Dlatego prorok opuścił to miejsce i udał się do Medyny, gdzie został życzliwie przyjęty.

Po pewnym czasie Mahomet przekonał się, że nie osiągnie celu i nie doprowadzi szczepów arabskich do jednej wiary środkami wyłącznie pokojowymi (a na pewno nie uda się to z mieszkańcami Mekki). Zaczął organizować liczne wyprawy wojenne, poprzedzane napadami na karawany (w czasie jednej z takich bitew został raniony mieczem). W Koranie, więc znalazły się wypowiedzi usprawiedliwiające przedsięwzięcia wojskowe: "Wolno walczyć tym, którzy doznali krzywdy" i "Zwalczajcie ich (niewiernych), aż nie będzie buntu i religia w całości będzie należeć do Boga. Z upływem czasu działania wojenne nie ograniczały się jedynie do krajów arabskich. W ten sposób chrześcijanie dostawali się pod niewolę wyznawców Mahometa. Warto zauważyć, że na zdobytych przez Arabów obszarach chrześcijańskich chrześcijanom wolno było wyznawać ich religię. Uznawano ich za "chronionych" jako ludzi Księgi. Prawo islamu zapewniało im tolerancję. Poza tym wojna prowadzona "za wiarę" – przynajmniej w początkach – nie miała na celu zmuszania. Dopiero z czasem "ludzie Księgi" stawali się obywatelami drugiej kategorii.

W Koranie możemy wyraźnie przeczytać: nie sprzeczajcie się z ludem Księgi inaczej jak w sposób uprzejmy i mówcie: "Uwierzyliśmy w to, co nam zostało zesłane. Nasz Bóg i wasz Bóg jest jeden i my jesteśmy Mu całkowicie poddani". Po raz kolejny Mahomet przekonywał, że istnieje tylko jeden Bóg. Warto zauważyć, że różni się on od Boga Biblii. Bóg Mahometa pozostaje poza obrębem historii. Owszem należy Go poznawać, oddawać Mu cześć, ale jest to Bóg daleki, który nie podejmuje ryzyka wchodzenia w historię człowieka, objawiania się ludziom. Do tego Boga ludzie nie mają dostępu. Koran dlatego nie może przyjąć objawienia się Boga w Jezusie Chrystusie (nie jest odpowiednie dla Boga żeby przybrał Sobie syna). W religii chrześcijańskiej Bóg niejako wychodzi z siebie, czyni człowieka swoim partnerem, powołuje go do udziału w swoim życiu. Mahomet jest przekonany, że chrześcijanie przez podziały zafałszowali obraz Jezusa. On sam natomiast przywraca Jego autentyczny obraz. Podstawowym zarzutem wobec chrześcijan jest uczynienie Boga z posłańca Bożego, a z Jego Matki – Maryi – uczynienie bogini. Niemniej jednak o Jezusie wyraża się z szacunkiem, umieszczając Go nawet w islamskiej drodze zbawienia, mimo że w Koranie pojawiają się ataki na chrześ-cijańską wiarę w Jezusa jako Syna Bożego. Czy zatem wyznawcy islamu muszą zabijać?

Zatrzymując się przy niektórych fragmentach świętej księgi islamu, które mówią: zaprawdę, niewierni są dla nas wrogiem jawnym czy też: kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam, gdzie ich znajdziecie, chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki! A jeśli się nawrócą i będą odprawiać modlitwę, to dajcie im wolną drogę, albo zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę Bóg nie miłuje najeźdźców. I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili (...) Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym! – Ale jeśli oni się powstrzymają (...) – zaprawdę Bóg jest przebaczający i litościwy, warto pamiętać, że są to teksty przeciw mieszkańcom Mekki. I jeśli prorok mówi o nagrodzie: każdy, kto weźmie udział w walce i w niej polegnie, może się spodziewać wielkiej nagrody na tamtym świecie, ma na myśli walkę o wprowadzenie monoteizmu.

Prowadzenie wojny w imię Boga nie jest cechą charakteryzującą tylko islam. Stary Testament przynosi nam wiele opisów wojen prowadzonych przez Naród Wybrany. Co więcej – panowało przekonanie, że są to wojny Boga, a nieprzyjaciele Izraela są nieprzyjaciółmi Boga. Pisma prorockie łagodzą takie nastawienie, a zmęczeni wojnami prorocy mówią o przekuwaniu włóczni na sierpy. Dopiero Jezus przynosi prawdziwe rozumienie pokoju i miłości nieprzyjaciół. W Koranie jednak także znajdziemy teksty mówiące o życzliwości wobec ubogich, żebraków (prawdziwie pobożny ten kto rozdaje majątek krewnym, sierotom, biedakom, podróżnemu i żebrzącemu). Ponadto niektórzy komentatorzy islamu próbują zupełnie inaczej interpretować wspomnianą walkę. Ma ona być wysiłkiem na drodze do Boga, a więc ma polegać na ascezie i przezwyciężaniu samego siebie. Dobrze by było, gdyby wszyscy mahometanie to zrozumieli...

Jedno jest pewne: chrześcijaństwo i islam w dziejach dokładały niewiele wysiłków zmierzających do wzajemnego zrozumienia. Dopiero Sobór Watykański II stwierdził, że Kościół spogląda z szacunkiem na mahometan. Wielki Papież Jan Paweł II wiele razy podkreślał konieczność dialogu. Jako chrześcijanie usiłujemy być wyrozumiali i tolerancyjni. W Rzymie, który stanowi centrum katolickiego świata znajduje się wielki meczet. W innych krajach Europy wyznawcy islamu cieszą się wolnością, ale w Mekce i Medynie powstanie katolickiej świątyni jest nie do pomyślenia...