Listopad 2005

Adwent contra kalendarz
Adam Ryszard Prokop

Śmierć zwyciężona?
ks. Andrzej Dańczak

Eucharystia – Chleb żywy dla pokoju świata
Orędzie XI Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów

Przyszłość dzieje się dzisiaj
Kacper Radzki

Dzieło św. Zygmunta Gorazdowskiego na Dolnym Śląsku
s. M. Nulla

Zabijajcie bałwochwalców...
ks. Rafał Kowalski

Uroczystości pogrzebowe czaszek katyńskich
Tadeusz Krupiński

Chrześcijaństwo i kultura – pewien przykład
o. Norbert Frejek SJ

Pięć lat wspólnoty sanoczan we Wrocławiu
Jan Zacharski

Jak inwigilowano Kościół
Piotr Sutowicz

"Zawsze przychodzi świt"
Z ks. Pawłem Szerlowskim rozmawia Konrad Biernacki

Koncert Exultate Iubilate
Joanna Pietrasiewicz




Strona główna

Archiwum

Przyszłość dzieje się dzisiaj
Kacper Radzki



Już w starożytności rozwinięte kultury cywilizacyjne zdawały sobie sprawę z tego, że aby człowiek mógł osiągnąć zdolność funkcjonowania w społeczeństwie i jednocześnie stać się jego uczestnikiem przez przyjęcie i wypełnianie jego norm trzeba go ukształtować. Kształtowanie to stanowiło inwestycję na przyszłość – niemal gwarantowało, że wszystkie interakcje jakie zaistnieją pomiędzy ludźmi będą opierać się na wypracowanym i określonym systemie wartości, a przez to schemacie postępowania. Krótko mówiąc, już wtedy zauważono, że wychowywanie to jakby budowanie przyszłości w teraźniejszości, czyli proces, którego wartości przecenić nie można. Jak dziś podchodzimy do wychowania? Czy zdajemy sobie sprawę z wagi tego procesu i zaniedbań, jakich wobec niego wciąż się dopuszczamy?

Sztuka życia
Czym jest wychowanie, jak nie nauką sztuki życia, a więc tej umiejętności, która choćby z praktycznego punktu widzenia decyduje o jego kształcie oraz warunkuje jego przebieg. Jest zatem ważne nie tylko z punktu widzenia konkretnego człowieka – umożliwi mu przecież funkcjonowanie w świecie, ale, a może nawet przede wszystkim z punktu widzenia społeczności, w której ten człowiek będzie żył. Przecież przejmuje on od niej pewien system wartości, na którym będzie opierał swoje postępowanie. Przejmuje go niemal nieświadomie szczególnie w pierwszym okresie swojego życia przez obserwację, przyswojenie i naśladowanie. Następuje w tym człowieku jakby "zrodzenie" poznanych wartości – uczynienie ich swoimi, przyjęcie i zakorzenienie w nich swojego postępowania.
Miejscem bezpośredniego przyswajania norm jest społeczność, w której człowiek żyje i wzrasta. Można powiedzieć, że jesteśmy nim my wszyscy dla siebie, a w szczególności dla dzieci i młodzieży. Właśnie oni pilnie, by nie rzec rozpaczliwie, poszukują wzorca, pragną go poznać i według niego postępować. Gdzie go poszukują? W pierwszej kolejności próbują go znaleźć wśród siebie – wśród nas. Jesteśmy w związku z tym bezpośrednio odpowiedzialni za przekaz wytycznych życia – za ich kształt i jakość przekazu, jaki dotrze do młodego człowieka.
Wspomniane wcześniej uczynienie wartości "swoimi" to nic innego jak uznanie ich za kryterium w poszukiwaniu dobra, w selekcji informacji dotyczącej postępowania innych, a przede wszystkim swojego, eliminowania z niego zachowań i postaw niepożądanych, a rozwijanie tych właściwych. Kryterium owo składa się z określonej wiedzy teoretycznej oraz modeli dostrzeganych dokoła siebie. Teoretyczna wiedza stanowiąca najczęściej zbiór zasad postępowania jedynie wyznacza normy, ale dopiero określone modele zachowań normy te konstytuują. Nadają im wartość autentyczną – stanowią o korelacji pomiędzy teorią i praktyką. Brak tej korelacji, oddzielenie teorii od praktyki ukazuje niemożności wdrożenia określonych zasad podając w wątpliwość ich słuszność. Gdy napotykamy na sytuację, w której ktoś postępuje inaczej niż głosi w najlepszym przypadku zastanawiamy się nad prawdziwością jego nauki. Co dzieje się wtedy, gdy taki sposób postępowania uznamy za normę?
W tym miejscu jawi się coraz wyraźniej ogrom odpowiedzialności za prezentowane przez nas postawy. Dlaczego? Właśnie dlatego, że oprócz relacji do siebie, przyjmowaniem określonych postaw generujemy komunikaty do innych. W komunikacie takim zawarte są treści określające sposób relacji wewnętrznej i zewnętrznej na konkretne warunki. Prezentujemy w postawie ściśle określony model zachowania, który – tak możemy się spodziewać – może stać się wzorcem dla innych, szczególnie dla młodych. Zostanie odczytany jako jedna z umiejętności sztuki życia - radzenia sobie w świecie, przyswojona i przetworzona na normę.

Porzucana odpowiedzialność
Wydawać się może, że są to sprawy oczywiste – tak istotnie jest. Zastanawiam się jednak, jaka w takim razie jest przyczyna traktowania w chwili obecnej wychowania jako "kukułczego jaja"? Może brak świadomości? Trzeba sobie szybko zdać sprawę, że za wychowanie odpowiedzialni jesteśmy wszyscy – bez wyjątku. Istnieje oczywiście hierarchia ważności i strefy wpływów w procesie wychowania, ale podkreślę raz jeszcze, że kształtujemy się nawzajem - wszyscy, a szczególnie wywieramy wpływ na dzieci i młodzież. Wywieramy go niestety coraz częściej biernie – po prostu rezygnując z niego oddajemy go innym. Rodzina oddaje go szkole, szkoła – rodzinie i w ostateczności wychowania podejmuje się... "ulica". Ulicę należy rozumieć jako to miejsce i środowisko, gdzie spędzamy większość naszego czasu.
Na ulicy spotykamy autentyzm, który buduje autorytety. Zasady są proste, a przekaz jasny. Nie mam – to kradnę by mieć, jestem słabszy – więc się podporządkowuję silniejszym. Uderzająca prawdziwość, zgodność postępowania z głoszonymi poglądami stanowią często wystarczający argument by takie postawy uznać za sprawdzone w sztuce życia. Sprawdzone – a więc skuteczne, pozwalające w świecie żyć i przeżyć. Rzeczywistość ta wygrywa z brakiem zainteresowania z naszej strony oraz brakiem pokrycia głoszonych zasad z faktycznym postępowaniem u osób niejako instytucjonalnie zobligowanych do wychowywania. Skąd takie zaniedbania? Myślę, że u podstaw leży niechęć do odpowiedzialności zarówno za wychowanie jak i za swoje postawy. Zdecydowanie łatwiej przecież postępować w taki sposób, który mi osobiście nie zaszkodzi, a jaki on będzie wywierał wpływ na innych to już kwestia drugorzędna. Niestety zwalniamy się z tej odpowiedzialności, a tu trzeba niezwłocznie zdać sobie sprawę z tego, że postawa obojętności wobec wpływania na innych jest sabotażem na społeczeństwie a w ostateczności na sobie samym. W kontekście każdego człowieka, oznacza to przyjęcie postaw autentycznej zgodności postępowania z głoszonymi poglądami.

Uniknąć sabotażu
Recepta może wydać się prosta. Przysłowiowy "sęk" tkwi w wymaganiach – tych wymaganiach, które powinniśmy postawić sobie. Zdziwienie, jakie może się tu pojawić jest bynajmniej nieuzasadnione. Wytyczenie sobie pewnych wymogów i konsekwentne ich realizowanie to nic innego jak system kształtowania własnych postaw. Tworzenie wzorów zachowań w określonych sytuacjach, w zastanych w nich relacjach. To w dalszej kolejności próba wzięcia odpowiedzialności za swoje postępowanie, próba jego oceny i ewentualnej korekty. Postawienie sobie wymagań, szczególnie dziś okazuje się sprawą trudną. Przyzwyczailiśmy się, że wymagają od nas "inni", a cała nasza uwaga skupia się na wysiłkach omijania ich lub uczynienia takimi, które kosztowałyby jak najmniej wysiłku. Paradoksalnie w odniesieniu do innych ludzi nasze wobec nich wymagania i oczekiwania są często dość wygórowane, a my czujemy się upoważnieni do ich egzekwowania. Niestety, nie wymagając od siebie, nie możemy wymagać od innych – nie wychowując się, nie będąc wychowywanym, nie możemy wychowywać innych. Jak już wspomniałem wychowanie, które w dużej mierze opiera się na naśladownictwie, w sytuacji, gdy potencjalny wychowawca swym postępowaniem przeczy własnym poglądom, niestety, ograniczy się co najwyżej do przekazania hipokryzji i podwójnego życia.

Próba konkluzji
Oczywiście, jest wiele determinantów wychowania. Wiele jest też sposobów realizacji. Dziś pragnę jednak z dużym naciskiem zwrócić uwagę na postawy, jakie przyjmujemy – konkretny człowiek w kontekście celowego lub mimowolnego oddziaływania na innych. W prozaicznych sytuacjach codzienności ukazują one system wartości, którymi kierujemy się w życiu. Stajemy się przez to jego świadkami i jeśli nasze postępowanie jest zgodne z tym, co mówimy, wtedy nasz przekaz staje się autentyczny, a przez to dobitny. Jest tym, czego w dzisiejszych czasach poszukuje szczególnie młodzież, ale też każdy człowiek. Stajemy się przez to wychowawcami, ponieważ: po pierwsze wciąż przykładamy się do samowychowania, a po drugie wywieramy mocny wpływ na otoczenie, stając się świadkiem prawdy. W takiej sytuacji każde nasze słowo znajdujące potwierdzenie w postępowaniu posiada wystarczającą siłę, by dotrzeć i zatrzymać się w umyśle i sercu innych, przynajmniej prowokując do refleksji. Dotyczy to wszystkich – i tych, którzy "z urzędu" wychowaniem się zajmują, jak i pozostałych. Zatem zwróćmy uwagę na nasze postawy wobec życia, przyłóżmy do nich miarę, którą przykładamy innym i weryfikujmy.