Listopad 2001

Przerwany bieg?
Rafał Kowalski

Moralna ocena bezrobocia


Przed jubileuszem Uniwersytetu Wrocławskiego
ks. Antoni Kiełbasa SDS

Posługa kapłana wobec ciężko chorych i cierpiących
Ks. Janusz Prejzner

Meandry wyborów parlamentarnych RP 2001
Kazimierz F. Papciak

Pasterz trudnych decyzji
Ks. Józef Swastek

W katedrze
wysłuchała Renata Kotusz

Harry Potter i łzy Aslana
Szymon Wojtasik

Dyplomacja, polityka, komunizm - o watykańskich rozmowach arcybiskupa Dąbrowskiego
Piotr Sutowicz

"Quo vadis", czyli dokąd doszedł Kawalerowicz
Beata Jachimowska

Losy Polaków - historia rodziny Lazarowiczów
Wojciech Trębacz




Strona główna

Archiwum

Harry Potter i łzy Aslana
Szymon Wojtasik


W sobotę 29 września we wrocławskich księgarniach ustawiły się wyjątkowo długie kolejki. Co najbardziej zaskakujące, kolejki te zaczęły się ustawiać o północy z 28 na 29 września. Większość z oczekujących stanowiły przebrane w dziwne stroje dzieci i ich rodzice. Na sklepowych półkach pojawiła się czwarta część cyklu o Harrym Potterze "Harry Potter i czara ognia". Wydanie tej książki stało się dla kierowników księgarni doskonałą okazją do podreperowania budżetu. Machina pottero-marketingu ruszyła i książka jest teraz jedną z najlepiej sprzedających się pozycji we Wrocławiu i w całej Polsce. Obok sprzedawców uradowani są czytelnicy, potterofile-mugole (wyjaśnienie terminu w tekście), którzy dostali w swoje, najczęściej jeszcze kilkunastoletnie, ręce kolejną książkę o ulubieńcu.

Dlaczego pisanie o Harrym Potterze jest dziś tak ważne? Po pierwsze, właśnie z powodu fenomenu pojawienia się bestsellera dla dzieci. Po drugie, trzy wcześniejsze tomy przygód Harry'ego Pottera narobiły w Polsce trochę zamieszania. Cykl, słusznie lub nie, wzbudził wiele kontrowersji - od całkowitego potępienia (również z ambony) i oskarżenia o szerzenie zamętu, po krańcowe, graniczące z histerią, uwielbienie. Dochodziło nawet do paradoksów - nastoletnia uczennica (potterofilka-mugolka) pisała do znanej gazety, żaląc się na swoją bezwzględną i niesprawiedliwą nauczycielkę, która źle wypowiedziała się o "Harrym Potterze". Uczennica nakazywała (!) swojej pani przeprosić nawet nie autorkę, Joanne K. Rowling, ale samego Harry'ego Pottera. Wobec takiego listu do redakcji największe żarty w historii ludzkości nieco zbladły. Jak to często bywa - krańcowe oceny okazały się jednak zbyt krańcowe.

Dokładne zapoznanie się z cyklem o "Harrym Potterze" pozwala na wydanie wyroku: "Nie każdy diabeł straszny, co się świeci".

Nastoletniemu Harry'emu P. (obecnie lat piętnaście) przedstawiono wiele zarzutów. Niektóre z nich należą do najbardziej absurdalnych albo źle wyłuszczonych. Czemu? Zarzuty te zostały postawione przez tych, którzy nie raczyli rzucić okiem na powieść. Inne oskarżenia, czy może raczej wątpliwości, o których pisał między innymi "Rycerz Niepokalanej", pojawiły się słusznie. Nieletniemu Harry'emu P. postawiono zarzut, że - na równi ze swoimi przebiegłymi i pozbawionymi skrupułów wrogami - posługuje się złymi metodami, oszustwem, niekiedy wręcz przemocą. Słowem, nie zwycięża zła dobrem, tylko złem. Argument jest słuszny, przypomina bowiem o tym, co powinno być normalne i powszechne, a co, niestety, jest tylko normalne. Powszechne jest niszczenie przemocy przemocą, zła złem itd. W ten sposób Harry'ego P. można porównać do rozpowszechnionych postaci X-mana, Spidermana, Supermana, Robocopa, a nawet wszędobylskich pokemonów (przepraszam, jeżeli to słowo powinno się pisać przez duże "P").

Innym argumentem, na który można odpowiedzieć podobnie jest to, że świat "Harry'ego Pottera" pozbawiony jest wszelkich, najdrobniejszych nawet, okruchów sacrum lub nawet sugestii o jego istnieniu. Jest to świat porządkowany nie przez objawienie się Boga, tylko wartość - moc magiczną. W centrum świata stoi zamek Hogwart, czyli szkoła czarodziejów.

Harry'emu P. i jego kolegom ze szkoły zarzuca się także wyśmiewanie mugoli, czyli wszystkich, którzy pozbawieni są mocy magicznych. Tego argumentu nie sposób traktować poważnie, chyba że mamy na uwadze dobro potterofili-mugoli, a więc fanów Harry'ego P. mających jednocześnie świadomość, że ich idol do rozpuku się z nich natrząsa. Śmiech idola może być przyczyną częstego występowania u dzieci pewnych patologii i schorzeń - nerwic, kompleksów niższości, biegunki, rozdwojenia jaźni, a nawet, w skrajnych przypadkach, schizofrenii bezobjawowej.

Trudno mówić o "Harrym Potterze" całkiem poważnie, ponieważ sama książka nie jest bardzo poważna, pełna żartów i zabawnych wydarzeń. Przykładem jest historia o tym, jak przyjaciel Harry'ego używa zepsutej różdżki, po czym wymiotuje ślimakami.

Mimo wszystkich zarzutów postawionych "Harremu Potterowi", książka jest napisana doskonale. Nieustannie nas zaskakuje i dziwi poprzez zmiany nastrojów, zwroty akcji, szybki oddech na karku. Ponadto Rowling operuje podstawowymi emocjami i wzbudza uczucia naturalne dla każdego człowieka - miłość dziecka do rodziców, przyjaźń, koleżeństwo, niechęć i odrazę. "Harry Potter" okazuje się idealną rozrywką dla dziecka. Zwracam uwagę na etymologię słowa "rozrywka", czyli czegoś, co nas rozrywa, nie buduje, ale rozszczepia nasz światopogląd, powoduje, że jesteśmy mniej skoncentrowani i refleksyjni. Są książki-rozrywki i książki budujące. Nie twierdzę, że książki-rozrywki są gorsze lub złe w ogóle (mogą stanowić doskonałą formę relaksu). Twierdzę natomiast, że w dobie telewizji, kreskówek, komiksów, gier komputerowych i pokemonów rozrywek jest zatrzęsienie lub, ze względu na swoje atrakcyjne opakowanie, są wybierane znacznie częściej niż filmy, audycje i książki budujące (które także mogą być relaksujące). Te ostatnie mają jednak pewną przewagę - częściej bywają uznane za uniwersalne.

Przy okazji recenzji "Harry'ego Pottera" chciałbym wskazać na jedną z najlepiej napisanych książek budujących dla dzieci - "Opowieści z Narnii" Clive'a Stepelsa Lewisa. Oto jeden z jej fragmentów: Do tej pory wpatrywał się w jedną z wielkich przednich łap Lwa, zakończoną potężnymi pazurami; teraz, w rozpaczy, podniósł głowę i spojrzał mu prosto w twarz. To, co zobaczył, zaskoczyło go tak, jak chyba jeszcze nic w całym jego życiu. Bo oto złotobrązowa twarz nachyliła się ku niemu i (dziw nad dziwy) w wielkich oczach pojawiły się błyszczące łzy. Te łzy były tak duże i tak błyszczące, że nie mógł się oprzeć myśli, iż Lew jeszcze bardziej żałuje jego matki niż on sam.

Książki-rozrywki nie będą stawiać pytań o światopogląd, o uczucia, o mnie samego w świecie i społeczności. Dziecko może próbować utożsamić się z przedstawionym w nich światem. Natomiast książki budujące, jak "Opowieści z Narnii", zmuszają dziecko do zastanowienia, do zadania samemu sobie pytań i porządkowania światopoglądu: "Dlaczego Aslan (Lew) płacze?", "Kim jest Lew?", "Dlaczego Lew kocha głównych bohaterów?". W trakcie czytania dziecko, nastolatek zacznie się orientować, że "ten Aslan jest jakiś znajomy". Wkrótce okaże się, że główną cechą, jaką ma Lew, jest jego niesłabnący potencjał wybaczania i miłowania (to właściwe określenie) innych stworzeń. Aslan przypomina Chrystusa. Nie jest to bynajmniej bluźnierstwo, ponieważ Narnia i Aslan pretendują jedynie do tego, aby okazać się jakimś mitem, w którym znajdziemy bardzo wyraźne analogie do naszego świata i do Boga. W żadnym razie nie jest to proste utożsamienie. Jak chcą niektórzy psycholodzy, dziecko wykształca myślenie abstrakcyjne po dziesiątym roku życia. Wcześniej postrzega świat analogiami. Przez nie właśnie może zrozumieć i pojąć wagę także pewnych przymiotów Boga.

"Opowieści z Narnii" to historia rozumnych istot (centaurów, faunów, zwierząt, ludzi, nimf i innych), która rozgrywa się w innym świecie. Dzięki plastycznemu uchwyceniu czasu narnijskiego oraz dyskretnych zabaw przestrzenią i kontrapunktem w narracji mamy możliwość poznania całej tej historii. Lewis napisał "Opowieści z Narnii" tak, by dziecko mogło przełożyć je na swój obraz świata. Mamy do czynienia z urealnioną powieścią fantastyczną, nie będącą w sprzeczności z ogólnie przyjętą wiedzą o świecie. Koniec końców, nie jest wykluczone, że Narnia istnieje chociażby w naszej galaktyce.

Dzięki "Harry'emu Potterowi" i "Opowieściom z Narnii" można się nauczyć, że łatwo pomylić kurę, choćby była kolorową sową Harry'ego Pottera, z orłem. Tematyka z pozoru podobna jest dla Rowling punktem wyjścia do snucia historyjek ze szkolnej ławy. Natomiast Lewis buduje na niej spójną wizję świata, tworzy książkę fantastyczną, która równie atrakcyjna jak "Harry Potter", okazuje się bardziej wartościowa i budująca dla rozproszonego dziecka, mugola.