Listopad 2001

Przerwany bieg?
Rafał Kowalski

Moralna ocena bezrobocia


Przed jubileuszem Uniwersytetu Wrocławskiego
ks. Antoni Kiełbasa SDS

Posługa kapłana wobec ciężko chorych i cierpiących
Ks. Janusz Prejzner

Meandry wyborów parlamentarnych RP 2001
Kazimierz F. Papciak

Pasterz trudnych decyzji
Ks. Józef Swastek

W katedrze
wysłuchała Renata Kotusz

Harry Potter i łzy Aslana
Szymon Wojtasik

Dyplomacja, polityka, komunizm - o watykańskich rozmowach arcybiskupa Dąbrowskiego
Piotr Sutowicz

"Quo vadis", czyli dokąd doszedł Kawalerowicz
Beata Jachimowska

Losy Polaków - historia rodziny Lazarowiczów
Wojciech Trębacz




Strona główna

Archiwum

Przerwany bieg?
Kiedy ze świata usunie się Boga, nie pozostanie na nim nic prawdziwie ludzkiego - Jan Paweł II


Świat pędził wciąż naprzód, gubiąc po drodze to wszystko, co stanowiło o jego istnieniu. Ludzie biegli zapominając o człowieku i wystarczyło kilka chwil, by wszyscy gwałtownie zahamowali nie tylko z piskiem, ale z bólem, cierpieniem, płaczem. Świat się zatrzymał. Ludzie ujrzeli człowieka stojącego obok...

Wszyscy usłyszeliśmy o światowym terroryzmie, twarze najsławniejszych terrorystów zaczęły pojawiać się na okładkach najpoczytniejszych pism. Szybko stworzono koalicję antyterrorystyczną. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, iż świat, jeśli nie wyciągnie wniosków z tej tragedii pozostanie środowiskiem hodującym nowych terrorystów.

Terroryzm u swych podstaw jest protestem przeciw światu takiemu, jakim on jest. Jest pragnieniem świata innego, świata lepszego naznaczonego wielkim entuzjazmem, nierzadko o charakterze religijnym, ukierunkowanym jednak politycznie. Przypomina mi się tutaj rozczarowanie uczniów zdążających do Emaus - "A myśmy się spodziewali...".

Człowiek ma swoje widzenie przyszłości. I chociaż z trudem może powiedzieć, co czeka go za tydzień, za miesiąc... on się spodziewa. Traci w ten sposób prawdziwy obraz Boga. Nie jest On już Bogiem rzeczywiście działającym. Dlatego człowiek własnymi rękami chce spełniać obietnice dane przez Boga. Własnymi rękami chce wypełnić pustkę zaganianego społeczeństwa. Sam pragnie dać szczęście bez ograniczeń. Sam chce stworzyć świat całkowicie odmienny od świata, w którym żyje. Od człowieka wymaga się tego, co może dać jedynie Bóg. Od skończoności żąda się tego, co nieskończone. To tak, jakby próbować szklanką wody wypełnić koryto rzeki... Powołanie człowieka do życia w szczęśliwości, do przekraczania samego siebie staje się bardzo szybko narzędziem kłamstwa i manipulacji.

Przyszłość staje się niejako jedyną istniejącą wartością moralną. Ono spełni to, czego nie ma dziś. Ono spełni to, czego człowiek pragnie, a zatem jeśli chcemy moralnie żyć musimy pracować na rzecz "nowego". Kardynał Ratzinger nazywa to wprost - "chichot Mefistofelesa". Moralne jest bowiem to, co tworzy przyszłość. Dodajmy - przyszłość radykalnie różną od teraźniejszości. A zatem czynem moralnie dobrym może być także zabójstwo. Absurd - człowieczeństwo osiąga się przez to, co nieludzkie...

Hodujemy terrorystów - może są to mocne słowa, ale w żadnym wypadku nie przesadzone. Jeśli bowiem spojrzymy na nie od strony naukowców, krzyczących, że dla rozwoju nauki można (a nawet wypada) poświęcić embriony. Jeśli spojrzymy na nie przez pryzmat obrońców "wolności kobiety" pouczających o możliwości usunięcia dziecka, które "stoi w poprzek jej samourzeczywistnienia". Jeśli spojrzymy na nie w odniesieniu do głosicieli "dobrej śmierci" w imię której czynem moralnie dobrym jest zabicie człowieka, pozbywając się przy tym problemów związanych z opieką... Tworzymy nowe społeczeństwo. A cały świat tworzy koalicję przeciw terroryzmowi, podczas gdy w swych zakamuflowanych postaciach rozwija się on w najlepsze... Tak można wymieniać w nieskończoność, aż dojdziemy do handlu w Dzień Pański, który jest jakby pytaniem po co mi Bóg, aż dojdziemy do początku - zabiegania i zapominania o tym, co najważniejsze.

Czy potrzebna była śmierć ponad sześciu tysięcy ludzi, by człowiek który zapowiadał nie tak dawno, że usunie religię ze szkół niemieckich zaczął prosić, by Kościół zaczął mówić o wartościach chrześcijańskich? Czy potrzebna była tragedia w Nowym Jorku, by premier Francji, który nie tak dawno sprzeciwiał się obecności wizerunków świętych na monetach waluty europejskiej euro przypomniał sobie, że świat albo będzie chrześcijański, albo nie będzie go wcale? Czy potrzebny był atak na, wydawałoby się najbezpieczniejszy zakątek świata, by ludzie uświadomili sobie, że nie są samowystarczalni, by ludzie zadali sobie pytanie dokąd pędzą, dlaczego i po co żyją? Najgorsze, gdy człowiek od skończoności, jaką sam jest żąda tego, co nieskończone.

Dziś trudno jest się ludziom pogodzić z tym, kim są. Pozostają dwie drogi: modlitwa i "narkotyki" (niekoniecznie w sensie dosłownym). Obie mają za cel umożliwić człowiekowi przekroczenie siebie samego, wyjście poza to, co skończone, ale tylko jedna nie prowadzi wcześniej czy później do śmierci...

Świat po chwili postoju znowu nabiera tempa. Ludzie, już odmienieni, wracają do swoich spraw, rozpoczynają swój bieg... Oby nie był brutalnie przerwany.