Listopad 2000


Słuźyć Kościołowi

Człowiek musi być sługą Prawdy

Kim była św.Elźbieta Węgierska?

Najwaźniejsze spotkanie

Siostra Śmierć

15 lat parafialnego pośrednictwa

Podzielić się domem

Wiara, która daje nadzieję

Pokarm na kaźdy dzień

Samotność ukryta

Mój przyjacielu...

Poczet prymasów

O Bogu - z pasją

Spieszmy się



Strona główna

Archiwum

15 lat parafialnego pośrednictwa



— Pięć lat temu stanęłam przed bardzo trudnym problemem — zwierza się pani Małgorzata z parafii pw. Świętej Rodziny we Wrocławiu — pilnie potrzebowałam opieki do mojej ciężko chorej i częściowo sparaliżowanej po udarze mózgu mamy, która właśnie została wypisana ze szpitala do domu. Ciasne mieszkanie, bardzo absorbująca praca moja i mojego męża nie pozwalały, aby nasza rodzina poradziła sobie bez pomocy. I wtedy przypomniałam sobie o inicjatywie, która już od jakiegoś czasu funkcjonowała w naszej parafii. W każdą trzecią niedzielę miesiąca o godzinie 17 odbywało się na plebanii spotkanie osób, które poszukują kogoś do pracy i tych, które takiego zajęcia są gotowe się podjąć. Postanowiłam spróbować.

Pani Małgorzata miała dużo szczęścia, bo już na samym początku spotkania, na którym pojawiło się kilkadziesiąt osób i które prowadził proboszcz parafii ks. prałat Stanisław Pikul, zgłosiła się zawodowa pielęgniarka, rencistka mieszkająca w pobliżu mieszkania jej matki. — Pani Danusia przyjechała z drugiego końca miasta, do naszej parafii trafiła przez przypadek — wspomina pani Małgorzata. — Okazała się dobrą, sumienną i troskliwą opiekunką. Bardzo nam wtedy pomogła.

Nie wszystkim udaje się za pierwszym razem, ale — jak się okazuje — ksiądz proboszcz znalazł na to sposób.

Najpierw był „Targ maluchów”

— Skąd zrodził się ten pomysł? — z tym pytaniem zwracam się do ks. Stanisława Pikula. — Od początku lat osiemdziesiątych — opowiada ksiądz proboszcz — coraz częściej zaczęli się zgłaszać do mnie parafianie z prośbą, abym im kogoś uczciwego, kogoś, kogo dobrze znam, polecił do opieki nad dzieckiem. Dlatego postanowiłem zorganizować spotkanie i na 15 listopada 1985 roku z ambony w kościele zaprosiłem wszystkie młode mamy poszukujące opiekunek do swoich małych dzieci na spotkanie o godzinie 17 na plebanii. Przyszło wtedy 30 osób i osiem z nich od razu podjęło się pracy. Jednak nie wszyscy potrzebujący znaleźli opiekunki do dzieci i wtedy postanowiliśmy, że będziemy się spotykać w każdą trzecią niedzielę miesiąca. Nasze spotkania nazwaliśmy „Targ maluchów”.

Bank ofert pracy

I taki był początek. Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się osoby szukające opiekunek nie tylko do dzieci, ale także do chorych i samotnych, do robienia zakupów, sprzątania czy też prowadzenia domu. Były przypadki, że ktoś potrzebował pomocy „od zaraz” i nie mógł czekać dwa czy trzy tygodnie na kolejne spotkanie. Z myślą o nich, ale nie tylko, zaczęto spisywać oferty osób, które poszukują pracy i tych, które takiej pracy są gotowe się podjąć. I tak powstał „Bank ofert”, czyli zeszyt, do którego każdego dnia można się było zapisać, a także zajrzeć w poszukiwaniu oferty dla siebie.

Mija właśnie 15 lat od pierwszego wspólnego spotkania parafialnego pośrednictwa. W początkowym okresie większość osób poszukujących pracy znajdowało ją od razu, samotne panie były wprost „rozchwytywane”. Od początku lat dziewięćdziesiątych sytuacja się zmieniła. Coraz więcej zaczęło się zgłaszać osób poszukujących pracy niż tych, które pracę chciały zaoferować. Do końca grudnia 1999 roku wspólnych spotkań na plebanii odbyło się 232, a zapisanych do zeszytu ofert pracy — 638.

Równocześnie z pośrednictwem pracy, zaczęło się poszukiwanie mieszkań, najczęściej w zamian za pracę, ale także zamiany, kupna czy wynajmu mieszkania. Do końca 1999 roku parafia pośredniczyła w ponad trzydziestu takich sprawach. Z jakimi jeszcze prośbami o pośrednictwo zgłoszą się potrzebujący, pokaże najbliższa przyszłość. Scenariusz pisze samo życie.

Wystarczy dobry pomysł

Widać, że nie potrzeba ani wielkich nakładów, ani inwestycji, aby stworzyć dzieło pomocy ludziom. Wystarczy tylko mieć dobry pomysł, poświęcić trochę czasu — najwyżej godzinę raz w miesiącu — i dopilnować, aby skrupulatnie prowadzona była ewidencja ofert. No i może rzecz najważniejsza, trzeba umieć wsłuchiwać się w ludzkie problemy, wówczas recepta, zwykle bardzo prosta, znajdzie się sama.


Barbara Adlerska