Listopad 2000


Słuźyć Kościołowi

Człowiek musi być sługą Prawdy

Kim była św.Elźbieta Węgierska?

Najwaźniejsze spotkanie

Siostra Śmierć

15 lat parafialnego pośrednictwa

Podzielić się domem

Wiara, która daje nadzieję

Pokarm na kaźdy dzień

Samotność ukryta

Mój przyjacielu...

Poczet prymasów

O Bogu - z pasją

Spieszmy się



Strona główna

Archiwum

Najważniejsze spotkanie


W ciągu tych dwóch niezwykłych listopadowych dni dotykamy problematyki śmierci, choć przecież wcale nie chcemy o śmierci myśleć, boimy się jej, odsuwamy jej przyjście i jest to naturalne, bo człowiek został stworzony do życia, a nie do śmierci.

Spotkania

Pan Bóg nie czyni niczego bez sensu. Jeśli powołał człowieka, swe najdoskonalsze dzieło, do życia, to nie po to, by je później unicestwić. Dla Pana Boga nie ma śmierci. On jest Bogiem życia, którym obdarzył człowieka przez Jezusa Chrystusa. To w Nim i dzięki Niemu możemy żyć na wieki i spotkać się z tymi, którzy odeszli.

Człowiek wiary ze swoimi bliskimi zmarłymi spotyka się najpełniej nie przy ich grobie, na wspominaniu przeszłości i oglądaniu starych fotografii, choć to wszystko jest potrzebne jako piękny wyraz naszej pamięci i wdzięczności. Najpełniej spotyka się z nimi podczas Eucharystii, w sakramentalnym znaku, oznaczającym stale żyjącego Chrystusa.

Związać się z Chrystusem

Jako chrześcijanie stale na nowo uczymy się prawdy, że nasza ludzka śmierć, choć przyjmowana z bólem i przez tego, kto umiera i przez jego najbliższych, naprawdę jest tylko radosnym przejściem na spotkanie z Jezusem Chrystusem. Dla chrześcijanina podstawowym problemem nie jest więc problem śmierci, ale problem własnego związku z Chrystusem. Istotnym pytaniem jest więc to, czy On jest najważniejszy w moim życiu, czy nadaje temu życiu sens, czy kieruję się w życiu Jego Ewangelią, a źródłem mojej mocy jest modlitwa i udział w życiu sakramentalnym, czy Jego prawo określa moje stosunki z innymi ludźmi. Jeśli tak jest, to wolno z pewnością wynikającą z wiary, nie bać się śmierci.

Czego się bać?

Owszem, umieranie, z jego cierpieniem, poniżeniem, bezsiłą, samotnością, ono jest problemem, jego się boimy. Sama śmierć jednak jest po prostu tylko innym, bardziej pełnym związkiem z Chrystusem, jest byciem z Nim twarzą w twarz. Z tym samym Chrystusem, który włączył nas w swoje życie w sakramencie chrztu, którego tak często przyjmowaliśmy w Komunii świętej, który tyle razy nam przebaczał grzechy w sakramencie pokuty.

Wszyscy święci

Ci wszyscy, których wspominamy w liturgii Dnia Wszystkich Świętych, tak właśnie rozumieli swoje życie i dlatego żyją. Nie tylko ci, których Kościół oficjalnie wyniósł na ołtarze i których imiona wspominamy w liturgii. Także ci nasi „prywatni święci”, rodzice, dzieci, współmałżonkowie, dziadkowie, przyjaciele, dobrodzieje, członkowie naszych rodzin, wszyscy ci którzy wśród nas uczciwie, to znaczy po Bożemu, żyli i osiągnęli już zbawienie. Ci w tajemnicy świętych obcowania wstawiają się za nami do Boga.

Ci, którzy czekają

W Dniu Zadusznym wspominamy zaś tych, którzy na pełnię owego zbawienia jeszcze oczekują, w życiu których za mało było konsekwentnej wierności Chrystusowi i dlatego muszą oczyścić się jeszcze z pozostałości grzechu by móc osiągnąć świętość. Za nich to wstawiamy się do Pana, by darował im winy i obdarzył swoją łaską trwania w Jego obecności.

Kiedy my?

A my? Dziś pochylamy się nad grobami innych. Kiedyś inni pochylą się nad naszymi grobami, na początku listopada jakiegoś roku, który nadejdzie. Kiedy tak naprawdę będzie wówczas to nasze liturgiczne wspomnienie, czy w uroczystość Wszystkich Świętych, czy tylko we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych oczekujących dopiero na owo spotkanie z Chrystusem? Od odpowiedzi na to pytanie zależy nasza wieczność.




Ks. Piotr Nitecki