Listopad 2000


Słuźyć Kościołowi

Człowiek musi być sługą Prawdy

Kim była św.Elźbieta Węgierska?

Najwaźniejsze spotkanie

Siostra Śmierć

15 lat parafialnego pośrednictwa

Podzielić się domem

Wiara, która daje nadzieję

Pokarm na kaźdy dzień

Samotność ukryta

Mój przyjacielu...

Poczet prymasów

O Bogu - z pasją

Spieszmy się



Strona główna

Archiwum

Służyć Kościołowi

27 października kard. Józef Ratzinger otrzymał tytuł doktora honoris causa Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu. Uroczystość rozpoczęła się od Mszy św. w katedrze wrocławskiej, którą sprawował dostojny gość. Kard. Ratzinger wygłosił również homilię. Ciąg dalszy uroczystości przebiegał w auli PFT. Laudację na cześć nowego doktora honoris causa wygłosił rektor PFT ks. prof. dr hab. Ignacy Dec. Wśród wystąpień wielu ważnych osobistości na szczególną uwagę zasługuje przemówienie ministra nauki prof. Andrzeja Wiszniewskiego, przewodniczącego Komitetu Badań Naukowych. Na zakończenie uroczystości kard. Ratzinger wygłosił wykład poświęcony wzajemnej relacji wiary i teologii.

Z kard. Józefem Ratzingerem, prefektem Kongregacji Doktryny Wiary, rozmawia ks. Paweł Cembrowicz


Cieszymy się bardzo, że możemy gościć Waszą Eminencję w naszej Archidiecezji z okazji otrzymania przez Eminencję doktoratu honoris causa, który Ksiądz Kardynał zechciał przyjąć od Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Jakie znaczenie dla Eminencji ma to wydarzenie?

Ma ono dla mnie podwójny sens. Z jednej strony, z historii mojego życia wynika, że jestem teologiem i pozostanę nim na zawsze. W ten sposób jestem głęboko związany ze wspólnotą teologiczną świata. Dlatego też doktorat honoris causa jest dla mnie potwierdzeniem mojej wspólnoty z działalnością teologiczną na rzecz Kościoła współczesnego i dla Kościoła jutra.

Po drugie, jako Prefektowi Kongregacji Nauki Wiary powierzono mi szczególną odpowiedzialność eklezjalną, dotyczącą działalności teologicznej o podwójnym wymiarze, wyznaczonym przez papieża Pawła VI i potwierdzoną przez obecnego Papieża. Z jednej strony muszę strzec wiary od interpretacji, które mogłyby okazać się niszczące, a z drugiej popierać działalność teologiczną, aby wiedzieć do czego chcemy usilnie dążyć. Dzieje się to przede wszystkim we współpracy z Komisjami Teologiczną i Biblijną. Świat spostrzega może bardziej to, co negatywne, ale widzi też to, co pozytywne.

Tak więc dla mnie, w aspekcie mojej funkcji eklezjalnej, ważna jest odpowiedź ze strony teologii, którą się uprawia w świecie. Stąd doktorat honoris causa, który otrzymałem, jest potwierdzeniem, że Magisterium i teologia nie są sobie przeciwstawne, ale podążają wspólną drogą w zadaniu zrozumienia wiary.

Naturalnie ten doktorat otrzymałem tutaj, we Wrocławiu, miejscu spotkań między kulturami. Ma to znaczenie szczególne. Wiem, że dwóch wielkich przyjaciół z Episkopatu niemieckiego, kardynał Meisner i arcybiskup Degenhard są doktorami honoris causa tej uczelni, i już mnie pozdrowili jako swojego brata w rodzinie Wydziału Teologicznego i Kościoła lokalnego we Wrocławiu. Jest to Wydział, który spełnia wielkie zadanie tak intelektualne, jak i eklezjalne. W ten sposób spotykają się tutaj te trzy aspekty: moje bycie teologiem, moje zadanie w Kościele oraz aspekt historyczny tego szczególnego i bardzo pięknego miejsca.

Ksiądz Kardynał jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary pełni bardzo ważną funkcję dla Kościoła powszechnego. Jakie są zadania Kongregacji?

Naszym zadaniem jest śledzenie rozwoju myśli teologicznej, pomoc, aby była na właściwej drodze w znaczeniu obrony tożsamości wiary, pobudzanie postępu teologii i dzięki temu wzrostu wiary. Jest również sekcja dyscypliny. Tutaj mamy do czynienia z problemami objawień i orędzi nadprzyrodzonych na świecie. Zajmujemy się także problemami powrotu kapłanów susspendowanych i innymi sprawami dyscypliny wśród duchowieństwa, które rodzą się ze skomplikowanej sytuacji współczesnego świata. Staramy się porządkować te sprawy na różnych poziomach. Mamy własnych współpracowników, około czterdziestu osób, pochodzących ze wszystkich kontynentów i z różnych szkół myśli oraz znających różne dyscypliny teologii. Wykonują oni codzienną pracę. Przychodzi wiele listów. My natomiast musimy być w kontaktach z Episkopatami świata.

Drugi poziom to tak zwana konsulta — profesorowie, którzy dyskutują o ważniejszych problemach, które się pojawiają i próbują na nie odpowiedzieć. Dotyczą one przede wszystkim teologii moralnej, etyki medycyny, wielkich zagadnień antropologicznych, które rodzą się z konfrontacji między naukami naturalnymi (medycyną) i wiarą.

Trzeci poziom to kardynałowie — członkowie Kongregacji, którzy muszą potem sondować, studiować i weryfikować wyniki pracy konsultorów oraz przygotować decyzje, które są ostatecznie w gestii Ojca Świętego.

Ważne są dla nas spotkania z biskupami, ponieważ jak nauczał Sobór Watykański II, Kościół powszechny składa się z Kościołów lokalnych i Kolegium Biskupów, którzy razem ze swoją Głową i Następcą Piotra kierują Kościołem, odpowiadają za Kościół przed Panem. Przeto mamy bardzo dużo regularnych spotkań z biskupami tak w ramach wizyt ad limina, jak i w ramach synodów. Są także regularne spotkania z przewodniczącymi albo prezydiami wielkich konferencji biskupów (USA, Brazylia, Francja, Hiszpania i inne). Potem jest wiele spotkań osobistych z różnymi biskupami, którzy przedstawiają swoje trudności i propozycje. Tak więc program dnia jest dosyć zróżnicowany.

A jak przebiega typowy dzień Prefekta tej Kongregacji?

Mój dzień rozpoczyna się Mszą Świętą o siódmej rano, a praca około dziewiątej. Najpierw przeglądam pocztę, która przychodzi i studiuję przysłaną dokumentację. Potem muszę przedyskutować z sekretarzem i podsekretarzem, jak ułożyć plan pracy. Następnie zazwyczaj odbywają się audiencje z biskupami, ale też z grupami ekumenicznymi i profesorami teologii, a także z osobami prywatnymi, które mają coś ważnego do powiedzenia. W wiele dni mamy również sesje: w środy z naszymi kardynałami, co dwa tygodnie w czwartki z Kongregacją Biskupów, potem w poniedziałki z Kongregacją Ewangelizacji Narodów, w piątki odbywa się nasze wewnętrzne zebranie z naszymi współpracownikami. Potem mamy wiele spotkań międzydykasterialnych. Tak więc większa część dni jest wypełniona spotkaniami czy zebraniami, sesjami pracy. W czasie wolnym muszę studiować dokumentację, podpisywać listy.

To ogrom pracy. Ksiądz Kardynał wspomniał codzienną Mszę Świętą. Jak pośród tylu obowiązków Eminencja znajduje czas na modlitwę i w jaki sposób się modli?

Modlitwę rozpoczynam zaraz kiedy wstanę, ponieważ jest ważne, aby zacząć dzień od zjednoczenia z Panem. Również jest ważne i pocieszające dla mnie, że od razu widząc trudności dnia, mogę im przeciwstawić obecność Pana. Potem jest Msza Święta, brewiarz, medytacja. A w czasie pracy znajduję wolne chwile, ponieważ tak przed, jak i po trudnych spotkaniach pomaga mi rozmowa z Panem. Potem, po południu jest czas na nieszpory i wieczorem znów krótka medytacja, rachunek sumienia z całego dnia i ostatnia modlitwa.

Trzy miesiące temu został opublikowany nowy, bardzo ważny dokument Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus, przypominający katolikom niektóre, podstawowe prawdy wiary. Jak powstaje taki dokument?

Najpierw rodzą się idee, którymi należałoby się zająć. Gdy chodzi o dokument Dominus Iesus, mieliśmy ważne, kilkudniowe spotkanie z Episkopatem Indii, a potem również spotkanie w Hong Kongu z Episkopatami Azji. Razem rozpoznaliśmy wielki problem w Azji, a zwłaszcza w Indiach, gdzie postać Jezusa Chrystusa, owszem, jest zrozumiała, ale w sposób, który nie jest do pogodzenia z wiarą Kościoła. Jezus wchodzi do panteonu zbawicieli. Jest zbawicielem cenionym wysoko przez wielu Hindusów, ale staje się jednym z wielu. Jest to zafałszowany obraz Jezusa, a dla mentalności hinduskiej trudne jest do pomyślenia, że miałby być tylko jeden Zbawiciel świata.

Jednocześnie podczas spotkania z Episkopatem amerykańskim i innymi Episkopatami zachodnimi rozpoznaliśmy, że również relatywizm zniekształca osobę Jezusa. Wszyscy mówią: „tak, Jezus jest rzeczywiście ważną osobowością”. Jednak, jeśli redukuje się Chrystusa do Jezusa, również w tym przypadku znika to, co jest istotne. W ten sposób kilka lat rodziła się idea, że jest absolutnie konieczne mocne słowo o Jezusie Chrystusie, wypowiedziane w Roku Świętym, w roku chrystologicznym. Kiedy już zapadnie decyzja o powstaniu takiego dokumentu, najpierw rozpoczynają dyskutować konsultorzy, jak powinien on wyglądać i pomimo różnych punktów widzenia profesorów, powoli zarysowuje się wizja mniej więcej wspólna. W tym momencie zleca się niektórym konsultorom, aby niezależnie od siebie napisali projekt. W ten sposób mamy w ręku różne projekty. Możemy wybrać albo zobaczyć, jak zrezygnować z rzeczy mało przydatnych i zintegrować w jeden jedyny tekst to, co jest najpiękniejsze, najważniejsze. Następnie tekst wraca na konsultę w celu dopracowania i potem jest przedłożony kardynałom. Ten dokument, teraz nie potrafię dokładnie powiedzieć, ale przynajmniej trzy razy został przedstawiony kardynałom. Raz na posiedzeniu plenarnym, przynajmniej dwa razy, a może więcej, kardynałom, którzy są zawsze do dyspozycji w Rzymie. Kardynałowie weyfikują go, przygotowują własne propozycje i pracują nad tym intensywnie, a następnie oddają teologom ze swoimi wskazówkami, jak dalej postępować. W końcu rodzi się ostatnia wersja, którą przedkłada się Ojcu Świętemu.

Jednak Ojciec Święty jest informowany już podczas całego przygotowywania i bardzo jest zainteresowany tymi ważnymi dokumentami. Śledzi cały przebieg ich powstawania i udziela wskazówek. W ten sposób podczas przygotowywania mamy zawsze obecne słowo Ojca Świętego, który daje nam wytyczne do realizacji. W końcu Ojcu Świętemu przedstawia sie osiągnięty stan, przez nas uznany już za ostateczny. Zazwyczaj ostatni moment nie zmienia już niczego, ale podczas tworzenia danego dokumentu Ojciec Święty mocno wpływa na jego redakcję. Wszystko to jest więc procesem długiego dojrzewania z różnorodnym uczestnictwem, ponieważ nie są weń tylko włączeni współpracownicy mieszkający w Rzymie, ale podczas przygotowań kontaktujemy się z profesorami ze świata, aby wziąć pod uwagę inne punkty widzenia i sposoby myślenia. Jest ważne, że na naszym zebraniu kardynałów jest reprezentowana Rada do Spraw Jedności Chrześcijan i Rada do Spraw Dialogu Międzyreligijnego.

Dokument Dominus Iesus o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła jest skierowany do biskupów, teologów i wiernych Kościoła katolickiego. Niektórzy przedstawiciele innych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich, również w Polsce, nie zrozumieli intencji tego dokumentu. Jak Eminencja widzi, poza tą sytuacją, która jest z pewnością przejściowa, przyszłość dialogu ekumenicznego?

Właśnie! Ksiądz słusznie powiedział, że jest to sytuacja przejściowa. Jestem przekonany, że po pewnym czasie czytania i dojrzewania, również w pogłębieniu lektury rozumie się, że ten dokument ukazuje jasno to, co jest niezmienne w wierze katolickiej. I nawet gdyby było w kompetencjach naszej Kongregacji zmienienie doktryny czy nauczania Soboru Watykańskiego II, reakcje ukazały, że niektóre punkty dialogu pozostają trudne. Problem sukcesji apostolskiej, to znaczy kapłaństwa, jak też ważnej Eucharystii, a więc problem struktury Kościoła zbudowanej na fundamencie sukcesji apostolskiej jest problemem dialogu ze wspólnotami pochodzącymi z Reformacji. Było więc wiadomo, że jest to wielki problem dla protestantów. Oczywiście trudno im zaakceptować, że potrzebują kapłaństwa, którego takiego nie mają. Powiedziałbym jednak, że w tym wieku ,który zmierza ku końcowi, zrobili postępy. Sto lat temu nie było Episkopatu, teraz natomiast wszyscy chcą mieć biskupa i zawsze definiują go mniej więcej według tradycji katolickiej. Widzą, że Kościół tworzy się wokół biskupa. Myślę więc, że dialog jedynie akademicki nie rozwiąże problemów lepszego zrozumienia się. Rozwiązanie widzę przede wszystkim w kierownictwie Ducha Świętego, który nas prowadzi w historii i pomaga również przez fakty zbliżać się do siebie, w przeciwieństwie do szatana, który robi to co możliwe, abyśmy się oddalali od siebie. Istnieje również takie działanie. Stwierdziłbym więc, mówiąc po ludzku, że przyszłość drogi wspólnot Reformacji nie jest łatwa, pomimo istnienia wielkiego, ludzkiego zrozumienia. Jednak obecny jest problem struktury episkopalnej, sakramentu kapłaństwa, a więc problem Magisterium, problem Piotrowy. Istnieją nowe sposoby rozumienia się, są postępy historyczne, realne, ale Duch Święty ma jeszcze wiele do zrobienia, aby nas zjednoczyć.

Inaczej wygląda sprawa z Prawosławiem. Jest tam przede wszystkim problem Piotrowy, mamy bowiem wspólne kapłaństwo i sukcesję apostolską. Jest też bardzo silny problem kulturowy, ludzki, wynikający z odrodzenia się unitaryzmu. Wydaje się, że często problemy kulturowe są bardziej radykalne od problemów teologicznych. Również tutaj Duch Święty musi nam pomagać, bo w innym razie nie poradzimy sobie. Widzimy jednak, że Duch Święty dokonał wiele w tym stuleciu, jesteśmy więc pełni nadziei.

Kościół katolicki w Polsce jest postrzegany przez Zachód jako Kościół tradycjonalny o tendencjach konserwatywnych. Jak Ksiądz Kardynał widzi ten Kościół i jego przyszłość? Jakie sugestie Eminencja zechciałby zostawić katolikom w Polsce?

Naturalnie, moja znajomość Kościoła w Polsce jest bardzo skromna i nie ośmieliłbym się udzielać wskazówek. Okres komunizmu był czasem ważnej próby Kościoła, dojrzewającego w cierpieniu, które naturalnie ukazało siłę wiary przeciwko wyzwaniom ateizmu. Pozostanie to ważnym dziedzictwem.

Oczywiście, po upadku komunizmu mamy do czynienia ze wszystkimi pokusami, które istnieją na Zachodzie. Stąd relacje między państwem, społeczeństwem i Kościołem powinny być jasno określone. W czasie komunizmu było wiadome, że naród, dusza polska znajduje swoją tożsamość w oporze przeciw narzucanej ideologii ateistycznej. Obecnie państwo daje wolność, oczekiwaną również przez większość chrześcijan. Określenie tych relacji nie jest jednak łatwe chociażby dlatego, że wszystko jest zmienne. Widzimy to także na Zachodzie. Na stałe musimy określić miejsce w jakim powinien być Kościół: relację koniecznej współpracy między tymi dwoma elementami i rozróżnienie tam, gdzie jest ono konieczne. Dla Polski, naturalnie, pojawiły się trudności, ponieważ Kościół nie jest już dalej schronieniem narodu, jakim był wcześniej. W ten sposób mogą rodzić się również antyklerykalizm i inne problemy, które w okresie komunistycznym nie występowały. Jednak uważam, że jest to także wielka okazja nowego dojrzewania tożsamości Kościoła, założonej na wierze, opartej na duchu i historii. Jest to więc znalezienie własnej tożsamości pochodzącej z samej wiary, z wiary, która jest katolicka, czyli wspólna wszystkim ludom, ponieważ pochodzi od Pana i która pomaga narodowi i może również poprawiać naród tam, gdzie jest to konieczne.

Innym, nowym aspektem jest to, że teraz teologia w Polsce posiada wielką wolność, która może wcześniej w takim zakresie nie istniała, ponieważ była ona w obronie przed ateizmem. Powstały nowe wydziały teologii na uniwersytetach państwowych i istnieją tak, jak wcześniej papieskie wydziały teologiczne. Wydaje mi się, że jest to dobra okazja również do zdrowej konkurencji między teologami. Także Międzynarodowa Komisja Teologiczna w Polsce wzrasta, ponieważ można teraz łatwo studiować za granicą, a z drugiej strony teolodzy mogą przyjeżdżać do Polski i tutaj włączyć się w ten specyficzny klimat teologiczny. Również tutaj powstają z jednej strony niebezpieczeństwa, tak jak z wszystkich pozytywnych możliwości wynikają również zagrożenia. Wielkie wyzwanie intelektualne i wielkie możliwości są także pełne nadziei. Tak więc ja nie ośmielam się udzielać rad, ale powiedziałbym, że musimy być czujni w bronieniu tożsamości Kościoła, należy włączać się w powszechność Kościoła, ale też być rzeczywiście Kościołem tej ziemi i z tym ludem.

Bardzo dziękuję za rozmowę i za czas poświęcony naszym czytelnikom.