Październik 2010

Jan Paweł II – mąż stanu, dyplomata i orędownik pokoju
Kazimierz F. Papciak SSCC

Kościół a tożsamość polityczna Polaków
Piotr Wróbel

By zrozumieć..., czyli tajemnice radosne dla poszukujących sensu
Alicja Gębarowska

Historia – jak mówić o niej młodym?
Marek Stefan Ćwik

Niech weźmie swój krzyż...
Barbara Rak

Kościół a masoneria
O. Zbigniew Suchecki OFMConv.

Święta Jadwiga w heraldyce samorządowej Dolnego Śląska
Marek L. Wójcik

Wokół dyskusji o religii i polityce
Piotr Sutowicz

Jakie zło rodzi nadmierne pożądanie dóbr ziemskich?
Z o. Szczepanem Maciaszkiem rozmawia Bożena Rojek

Dziękujemy za owoce dwudziestu lat
Z listu Episkopatu Polski

Ważny jest wdowi grosz
Z ks. Januszem Jastrzębskim, dyrektorem „Caritas” we Wrocławiu rozmawia Ilona Migacz

Strona główna

Archiwum

Jan Paweł II – mąż stanu, dyplomata i orędownik pokoju
Kazimierz F. Papciak SSCC


Papież to nie tylko tu, na ziemi, widzialny znak Chrystusa – Głowy Kościoła, ale także i mąż stanu. Jakim więc mężem stanu był Jan Paweł II? Pojęcie męża stanu wiąże się bezpośrednio z racją stanu, która na gruncie nauki społecznej Kościoła rozpatrywana jest w ramach zasady dobra wspólnego. Mąż stanu to wybitny człowiek charyzmatyczny w swych decyzjach dotyczących tego świata, rozumiejący roztropną troskę o dobro wspólne – w myśl Kongregacji Nauki Wiary – jako aktywne, odpowiedzialne i ofiarne uczestnictwo w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej. Mąż stanu idzie z góry obraną drogą, mając zawsze na uwadze dobro wspólne, które przekłada się na dobro człowieka. Nie jest populistą, mamiącym obietnicami bez pokrycia dla zdobycia popularności i często rozmywającym świat wartości w imię tzw. poprawności politycznej. Nie kieruje się sentymentami, jest optymistycznie usposobionym realistą, który potrafi dalekowzrocznie określić kierunki działania w aspekcie dobra wspólnego lub – jak kto woli – racji stanu.

Mówiąc o Janie Pawle II jako o mężu stanu, możemy stwierdzić, że historia już dokonała weryfikacji prawdziwości tego określenia, dodając mu przydomek „Wielki”. Trzeba jednak zauważyć, że ta wielkość – zakorzeniona w wartościach chrześcijańskich – przekracza ramy doczesności i sięga głębi człowieczeństwa w jego aspekcie duchowym i nadprzyrodzonym. Papież był niejednokrotnie krytykowany w samym Kościele. Jego twarde wymagania etyczne dla wielu były nieżyciowe, konserwatywne i szkodzące wizerunkowi Kościoła w świecie. Mimo to, niekłamany pośmiertny hołd oddany Janowi Pawłowi II przez ludzi różnych wyznań i światopoglądów, przez głowy państw, zwierzchników wspólnot wyznaniowych i przedstawicieli organizacji międzynarodowych ukazał nie tylko wielkość, ale i skuteczność oddziaływania tego Męża Stanu na bieg historii. Wbrew panującym trendom politycznym, umiał spojrzeć na świat z innej perspektywy, stawiając w centrum historii człowieka z jego przyrodzoną i nadprzyrodzoną godnością. Jego decyzje były głęboko przemyślane, przedyskutowane nie tylko z ludźmi, ale i z Bogiem. Nie zabrakło mu również odwagi do ich realizacji tak w Kościele, jak i w świecie. To musiało budzić respekt i podziw nie tylko wielkich tego świata.

Można powiedzieć, że Jan Paweł II potrafił obalać systemy i rozwiązywać problemy w skali globalnej – można więc powiedzieć, że Papież był genialnym dyplomatą… Każdorazowy papież jest zwierzchnikiem trzech różnych instytucji: Kościoła, jako wspólnoty wierzących, Stolicy Apostolskiej jako organu zarządzającego i Watykanu jako państwa (...zamykanego na noc na klucz!). Dwie ostatnie instytucje są pełnoprawnymi członkami wspólnoty międzynarodowej. Inaczej mówiąc, mają status podmiotu prawnomiędzynorodowego w relacjach z innymi podmiotami tzn. z państwami i organizacjami rządowymi (GO) i pozarządowymi (NGO). Jak stwierdził kardynał A. Casaroli, jeszcze dziś zdarzają się nieporozumienia w tej kwestii i „jeżeli nie w teorii, to w praktyce, niektórzy, ze względu na niewystarczającą znajomość zagadnienia, wydają się mylić Stolicę Apostolską i Państwo Watykańskie”. Każdy więc papież z konieczności musi być dyplomatą, chociażby z tego tytułu, że jest głową państwa. Ale przede wszystkim jest kontynuatorem najdłuższej tradycji dyplomatycznej na świecie, jaka jest udziałem Stolicy Apostolskiej.

Biorąc do ręki wydaną przez Papieską Radę „Iustitia et Pax” ponad 500-stronicową antologię allokucji dyplomatycznych Jana Pawła II do szefów rządów, ministrów spraw zagranicznych, ambasadorów, do korpusu dyplomatycznego i wielu organizacji międzynarodowych, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z genialnym dyplomatą. Na czym polegał ów geniusz? Odpowiedź można zawrzeć w kilku określeniach: skromność, prostolinijność, bezpretensjonalna otwartość na każdego, żadnych efektów specjalnych, siła słowa, zaufanie prawdzie i wiara w człowieka. Utarło się powiedzenie, że w dyplomacji nie ma rzeczy czarnych i białych, są tylko szare. Jan Paweł II całkowicie przeczył tej tezie. Swoistym akcentem jego aktywności dyplomatycznej było nazywanie rzeczy po imieniu. Nie wahał się jasnych określeń dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości, wolności i zniewolenia... „Tak” znaczyło „tak”, „nie” znaczyło „nie”. Ale czynił to zawsze w perspektywie szacunku wobec godności drugiego człowieka. Stosował w dyplomacji personalistyczną i uniwersalną „gramatykę etyczną”. Bez wątpienia, niemałe znaczenie miał tu osobisty przymiot Papieża, a mianowicie umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktów, nierzadko wspieranych więzią uczuciową oraz niebywała umiejętność wnikliwego słuchania rozmówcy.

Bywało jednak i tak, że umiejętności dyplomatyczne Papieża Polaka przegrywały w konfrontacji z partykularnymi interesami niektórych państw. Apele i misje dyplomatyczne przedstawicieli Stolicy Apostolskiej, głównie w celu zażegnania jakiegoś konfliktu, pozostały bezowocne. Dlatego inny dyplomata, ambasador Francji w Polsce, Jean-Bernard Raimond, w swej książce umieścił Papieża „w samym sercu historii” i nazwał go prorokiem zwycięskim (Polska, Bałkany, Izrael, Kuba) i prorokiem bezbronnym (Liban, Irak, Afryka, Chiny).

Ojciec Święty mówił o wartościach chrześcijańskich, nauczał, świadczył o nich także swoim życiem, jednak nigdy nie starał się nawracać „na siłę”. Czy zatem możemy powiedzieć, że o sukcesie Jana Pawła II zdecydowała jego pedagogika miłości, której podstawą jest wolność osoby ludzkiej? Przez cały swój pontyfikat i na różne sposoby Jan Paweł II przypominał, że pierwszą zasadą, na podstawie której można stworzyć wspólną kulturę etyczną i polityczną dla lepszego społeczeństwa, jest prymat i godność osoby ludzkiej oraz wypływająca z nich wolność. To pierwsza reguła wspomnianej wyżej „gramatyki etycznej”. Wolność jest naturalnym wyposażeniem człowieka, a nie łaskawym podarunkiem społeczeństwa czy władzy. Akcentował przy tym, że narzucanie prawdy jest sprzeczne z naturą ludzką. Każdy człowiek, jako istota rozumna i wolna, ma prawo i niejako jest zobowiązany do odkrywania prawdy. Człowiek jako współodkrywca prawdy może być konstruktywnie aktywny i kreatywny... daleki od jałowego aktywizmu.

Dlatego Papież nie starał się nawracać na siłę. Apelował do człowieka i do społeczeństw, które człowiek tworzy z przekonaniem, że zasiane ziarna odnośnie do wartości ogólnoludzkich, poszanowania praw człowieka, wolności, sprawiedliwości, prawdy o człowieku i Bogu... prędzej czy później zaowocują. Warto powtórzyć: wierzył w człowieka! Przemawiając zaś do ludzi różnych kultur i religii, myślał teologicznie, ale stosował język i motywację opartą o etykę uniwersalną. Stąd zrozumienie i aplauz. Taki charakter mają jego wystąpienia na forum międzynarodowym w ONZ, UNESCO, FAO…, żeby zilustrować tylko niektóre. Przy czym jego ojcowska pedagogika miłości nie była tu jedynie ozdobnikiem czy słodkim zauroczeniem, ale pełnym mocy duchem, natchnieniem do interioryzacji podstawowych i koniecznych wartości w życiu osobistym i społecznym.

Ojciec Święty był fenomenem i w pewien sposób kłopotem dla sztywnych ram protokołu i dyplomacji. Mówi się, że w Watykanie jeśli coś nie jest święte, to jest tajne. Można by się pokusić o zrelacjonowanie przynajmniej kilku „kwiatków” Jana Pawła II, wprowadzających w zakłopotanie stróżów sztywnych ram protokołu i dyplomacji, ale meritum sprawy tkwi w czym innym. Papież Polak wniósł na Wzgórze Watykanusa swoją słowiańską duszę i pogodne usposobienie, z którego był znany od młodości. Nino Lo Bello pisząc o tajemnicach Watykanu, zatytułował jeden z rozdziałów książki: Światło! Kamera! Akcja! Watykan! Jak się wydaje, tak sformułowany tytuł oddaje istotę problemu. A mianowicie, Papież wykorzystał swoją „medialność” i po części zaszczepił ją w Watykanie, aby przybliżyć światu istotę Kościoła i działalność Stolicy Apostolskiej. Otwierał, czasem niekonwencjonalnie, owo centrum rzymskokatolickie dla obiektywów kamer, pełnych ciekawości dziennikarzy i szukających sławy (albo prawdy?) filmowców. W wielu wypadkach zdjął zasłonę tajemnicy z codziennego życia i funkcjonowania instytucji Kościoła. Stolica Piotrowa stała się bliższa nie tylko tysiącom pielgrzymów, ale milionom widzów na całym świecie. Dochodzi do tego wspomniana już niezwykła osobowość, otwartość na człowieka i poczucie humoru samego Jana Pawła II, któremu nie raz dawał wyraz w czasie pielgrzymek do Ojczyzny. To był specyficzny talent otrzymany od Boga, którego nie zakopał w ziemi, ale uczynił darem dla Kościoła i świata..., a ostatecznie dla każdego człowieka.

Żaden człowiek nie zrobił tyle, co Papież Jan Paweł II dla światowego pokoju. Pamiętny rok 1979, Warszawa, Plac Zwycięstwa i papieskie wołanie: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi… Tej ziemi! miało ogromny wpływ na zmiany, które potem nastąpiły w Polsce i na świecie. Mówiąc o pokoju, Jan Paweł II apelował do człowieka na różnych poziomach uspołecznienia: od rodziny poprzez region, naród, państwo, kontynent do wspólnoty narodów. Mówił do przywódców państw i organizacji, polityków oraz wszystkich ludzi dobrej woli. Jego coroczne przesłania na Światowy Dzień Pokoju wskazywały na jakich filarach powinien być budowany pokój. Przypominał za Janem XXIII, że pokój między wszystkimi narodami wymaga: prawdy jako podstawy, sprawiedliwości jako reguły, miłości jako głównej sprężyny i wolności jako klimatu. Przez cały swój pontyfikat podejmował trud, aby wyryć to w sercach i umysłach ludzkich. Benedykt XVI nazwał go przenikliwym propagatorem pokoju w imię przyszłości rodzaju ludzkiego.

Natomiast druga część pytania dotyczy pokoju, ale także wolności i suwerenności narodowej w tzw. bloku wschodnim. Musiał zaistnieć niepokój społeczny, aby wywalczyć pokój, prawdziwy pokój dla wolnych obywateli. Jaką rolę odegrał w tym Jan Paweł II? Jak już zostało powiedziane, jego ojcowska pedagogika miłości nie była jedynie słodkim zauroczeniem, ale pełnym mocy duchem, natchnieniem do interioryzacji podstawowych i koniecznych wartości w życiu osobistym i społecznym. Polskie dążenia do Ojczyzny wolnej i suwerennej potrzebowały tego impulsu i poparcia duchowego Papieża Rodaka. Jak się wydaje, efekt przerósł najśmielsze oczekiwania.

Nie sposób jednak pominąć faktu, że nauczaniu społecznemu Jana Pawła II na temat pokoju towarzyszyło także trafne i odpowiedzialne uczestnictwo w wielkiej polityce tego świata. Zapewnienie realizacji etycznych postulatów dobra wspólnego, sprawiedliwości i solidarności wszystkich ludzi w tworzeniu pokojowego etosu, uzależnione jest od świadomego uczestnictwa, świadomego współobywatelstwa świata. Papież tego nauczał, ale także stosował w swoich inicjatywach pokojowych. Należy tu szczególnie podkreślić wielokrotne mediacje w obliczu konfliktów politycznych i zbrojnych, a więc dyplomatyczne zabiegi, o których była już mowa. Faktem jest również to, że wiele z tych rozmów pozostanie tajemnicą na długie lata. Bowiem dyskrecja w dyplomacji watykańskiej jest jej głównym atutem, budzącym zaufanie wspólnoty międzynarodowej. Można więc stwierdzić, że mimo bezprecedensowej otwartości Stolicy Apostolskiej w ostatnich latach, w kwestii dyplomacji, jeśli w Watykanie coś nie jest święte to jest tajne.