Październik 2002

Problem invocatio Dei w traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej
ks. bp Jan Tyrawa

Rodzino, stań się tym, czym jesteś!
Jan Wagner

Konkubinat i co dalej?
Tadeusz Kamiński

O różańcu
Tomasz Bojanowski

Nowi doktorzy honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego


Modlić się o świętych
z o. prof. Ambrogio Eszerem OP, relatorem generalnym w watykańskiej Kongregacji do spraw Kanonizacyjnych, rozmawia ks. Michał Machał

Nowi polscy błogosławieni, beatyfikowani przez papieża Jana Pawła II na Błoniach krakowskich 18 sierpnia 2002 roku


Szkoła szczęścia
z księdzem Janem Gondro - Dyrektorem Salezjańskiego Gimnazjum im. Edyty Stein rozmawia Barbara Juśkiewicz

Wrocławski kościół sanoczan
Jan Zacharski

Josemaría Escrivá - święty XXI wieku
Szymon Wojtasik

800-lecie klasztoru w Trzebnicy
ks. Antoni Kiełbasa SDS

PRL a Watykan
Piotr Sutowicz

Tyś jest Ziemia
Paweł Kubicki




Strona główna

Archiwum

Problem invocatio Dei w traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej
ks bp Jan Tyrawa


Problem invocatio Dei w traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej to problem antropologiczny i aksjologiczny; problem rozumienia człowieka oraz źródeł moralności i źródeł mocy obowiązywalności stanowionego prawa - skąd prawo czerpie swoją moc i uzasadnienie, że jest dobre, a nie złe. Problem ten trzeba rozpatrywać na płaszczyźnie ideowego uzasadnienia, które widzę w trzech aspektach.

Aspekt historyczny

Historia Europy to historia chrześcijaństwa, gdzie invocatio Dei staje się symbolem całego chrześcijaństwa. Invocatio Dei trzeba widzieć w kontekście chrześcijaństwa. Jest to o tyle ważne, że bez niego nie ma europejskiej kultury. Przez Europę rozumiemy nie tyle kontynent, jakiś obszar okręgu ziemi, lecz przestrzeń ideową o znaczeniu kulturowym i historycznym. Kultura europejska powstała jako swoistego rodzaju synteza greckiej filozofii, rzymskiego prawa oraz judeochrześcijańskiego logosu i etosu, przy czym owej syntezy dokonywało chrześcijaństwo. Stąd kultura europejska okazała się oryginalna i wiodąca. Na tę oryginalność składa się: pojęcie osoby ludzkiej (Boezjusz: rationalis naturae individua substantia, Ryszard ze św. Wiktora: naturae intellectualis incommunicabilis existentia) i konsekwentnie: pojęcie praw osoby ludzkiej, jej godność, autonomia (teonomiczna), podmiotowość, demokracja; dziś stwierdza się, że źródłem bogactwa państw europejskich okazała się demokracja (linearne pojęcie czasu uzasadniało twórczy dynamizm oraz inne rozumienie pracy: ora et labora). We wspomnianej syntezie tkwią także fundamentalne przesłanki (aprioryzm i eksperyment), które legły u podstaw rozwoju nowożytnej nauki. Jeśli Europa jako pierwsza budowała uniwersytety i rozwijała na nich naukę w nowożytnym tego słowa znaczeniu, to dlatego że była chrześcijańska. Podobnie było ze szpitalami; idea dziecięctwa Bożego (J. Pelikán). W pojęciu godności osoby i jej autonomii, m.in. wolności (poddane procesom: nauki oderwanej od filozofii, podział Europy; katolicyzm i protestantyzm, rozdział państwa i Kościoła, zanegowanie porządku wiedzy i wiary: Kartezjusz i Hume) tkwią jednocześnie przesłanki nowożytnego ateizmu. Paradoksem właśnie jest to, że ateizm w swojej historycznej formie mógł się pojawić w Europie właśnie dlatego, że ta była chrześcijańska (autonomia stworzenia i transcendencja Boga, ale też problem wolności). Historyczna uczciwość każe stwierdzić, że chrześcijanie wynaleźli tolerancję o wiele wcześniej, niż współczesność ją zsekularyzowała i że humanizowali świat w o wiele większym stopniu niż filozofowie podejrzeń. Chrześcijaństwo było tą religią, która zdołała przezwyciężyć mechanizm kozła ofiarnego. Europa "zrodziła" swoistego rodzaju opozycję: rozumu i wiary, co stało się siła napędową rozwoju. Ale opozycja ta pełniła także rolę nieustannego podawania w wątpliwość swoich racji i ich weryfikacji. Taka jest funkcja rozumu, który myśli. Chrześcijaństwo, wymyśliwszy krytykę, dało rozumowi broń, którą może skierować przeciwko niemu samemu. Oświecenie rozerwało tę wzajemnie ograniczającą się opozycję i coraz bardziej zaczęło ograniczać religię, aż do prób całkowitego jej wyparcia. Rewolucja Francuska, która dokonała rozdziału Kościoła i państwa, sprawiła, że na forum publicznym zostało tylko państwo z mniemaniem, że nie grzeszy. (Teodozjusz i Ambroży; Rewolucja i Wandea). Jednakże historia Europy ukazuje, że religii nie tylko nie da się usunąć, ale także sam rozum nie jest zdolny spełnić tych wszystkich nadziei, jakie w nim pokładano. Sam bowiem rozum nie potrafi odpowiedzieć na to, co w człowieku jest wołaniem i porywem: nie umie ani nadać sensu, ani ustanowić norm. Rozum naukowy (scjentyzm) może doprowadzić do wiedzy, ale nie do prawdy, która znajduje się zawsze wyżej. Rozum sam z siebie nie ma nic do powiedzenia w obliczu niezawinionego cierpienia, w nieszczęściu, w godzinie naszej śmierci. Invocatio Dei rozumiem zatem jako uobecnianie całego dziedzictwa historycznego, kreującego europejską tożsamość.

Aspekt ideowy

Na kanwie wydarzeń z 11 września 2001 roku, Jürgen Habermas, współtwórca Szkoły Frankfurckiej (neomarksistowskiej) w wykładzie Wierzyć i wiedzieć (Hegel w 1802 r. Glauben und Wissen) podjął na nowo temat religii w społeczeństwie zsekularyzowanym. Stwierdza, że wydarzeń z 11 września ubiegłego roku nie da się opisać jedynie przez przypisanie religii tragicznych dewiacji. I stawia pytanie, czy wydarzenia te nie są konsekwencją próby wyparcia religii? Pisze następnie: Szukanie racji, które mogą być powszechnie uznane, nie grozi niesprawiedliwym wykluczeniem religii z życia publicznego i odcięciem świeckiego społeczeństwa od ważnych źródeł sensu jedynie wówczas, gdy strona świecka zachowa zrozumienie dla artykulacyjnej siły języków religijnych. Język religijny odgrywa w życiu społecznym istotną rolę: przy jego pomocy opisujemy różnicę pomiędzy powinnością, którą mamy na myśli, kiedy łamiemy reguły, a bytem, który jest przedmiotem naukowego opisu. Człowiek, który coś zrobił, czego zrobić nie chciał, czy nie powinien, nie jest opisywany jako przedmiot badań naukowych. Człowiek może być nie tylko wyjaśniony, ale także usprawiedliwiony. Również społeczna więź, która wywodzi się z wzajemnego uznania, nie mieści się bez reszty jedynie w pojęciach kontraktu, racjonalnego wyboru czy maksymalizacji korzyści. Invocatio Dei rozumiem zatem jako wyraz tego "więcej" człowieka, co sprawia, że on sam nie jest jedynie przedmiotem naukowego opisu. Językiem filozofii powiedzielibyśmy - jego transcendencji. Invocatio Dei rozumiem jako horyzont całości, z perspektywy którego każdy byt określa swoje miejsce i odniesienie, tworząc całość i jedność, bez czego cała rzeczywistość rozsypuje się na poszczególne monady. Chrześcijańskie rozumienie invocatio Dei jest na tyle szerokie, że może się w nim określić każde pluralistyczne społeczeństwo. Właśnie invocatio Dei jest zdolne zjednoczyć w jedno: świeckie państwo i religijny naród, dokonać rozdziału między państwem a Kościołem, ale nie separować narodu od religii. Więcej: właśnie świeckie państwo potrzebuje tej więzi narodu i religii, religijnego społeczeństwa dla legitimizacji stanowionych przez siebie praw, dla ukazania ich mocy wiążącej i odwołania się do niej. Ono bowiem samo może co najwyżej mnożyć etaty policjantów, którzy te prawa wyegzekwują. Może co najwyżej mnożyć etaty superpolicjantów, którzy dokonają ich kontroli. A i oni sami też będą tej kontroli potrzebować.

Aspekt programowy

Invocatio Dei rozumiem także jako najbardziej uniwersalny program dla egzystującego człowieka, w rozumieniu odczytywania sensu, a także jako kryterium stanowionego prawa, człowiek bowiem ma moc irracjonalnego zachowania się. Dzisiaj jesteśmy świadkami jak takiemu irracjonalnemu zachowaniu próbuje się nadać sankcję prawną. Właśnie współczesna filozofia postmodernistyczna na nowo postawiła problem wolności, rozumiejąc ją poza moralnością i prawdą. Ale takie rozumienie wolności obnażyło największą jej słabość. Wolność jest raczej warunkiem niż wartością samą w sobie. Człowiek urzeczywistnia siebie poprzez realizację wartości i aby mógł to czynić, ma być wolny. Współczesny człowiek tak się skoncentrował na samej wolności, że zatracił wartości, zatracił prawdę, zatracił sens. Szukając wolności stał się niewolnikiem własnej próżności, egoizmu, egocentryzmu. A że byle jaki sens jest lepszy niż brak jakiegokolwiek sensu, sensem jego życia stał się banał, pustka i próżnia, którą stara się wypełnić każde przypadkowe guru. Tak się też rodzą fundamentalizmy. Invocatio Dei - odniesienie do Boga jako nieskończonej i transcendentalnej wartości - staje się ostatecznym wyzwoleniem człowieka, gdzie człowiek odnajduje uzasadnienie dla miłości, ofiary, trudu i krzyża, dla przebaczenia.