Wrzesień 2010

Wilki w owczej skórze
Ks. Piotr Mrzygłód

Wychowanie obywatela
Joanna Kunert

Lekcja historii
Elżbieta Nowak

Kodeks Postępowania Nauczyciela prozą pisany
Agnieszka Jędrzejowska

Polska emigrująca
llona Migacz

Apostoł kultu Świętej Jadwigi
Ks. Bogdan Giemza SDS

Nasz Przyjaciel
Ks. Piotr Nitecki

Skarby cystersów czekają...
Barbara Rak

Pielgrzymami jesteśmy
Ks. Bogusław Konopka

Jak uczyć dzieci szacunku do rodziców?
Z o. Mariuszem Tabulskim rozmawia Bożena Rojek

Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata
Jan Paweł II

Siedem chorób głównych


Strona główna

Archiwum

Siedem chorób głównych


Przyjacielu!
Piszę Ci o tym, co się dzieje, bo możesz nie być tego świadom. Panuje u nas epidemia. W zasadzie nikt nie jest bezpieczny. Zarażonych można spotkać wszędzie, chodzą po ulicach, stoją na przystankach, gdziekolwiek nie wejdziesz, na pocztę, do urzędu, w sklepach – wszędzie są. W różnym stadium choroby.


Podobno jest siedem głównych odmian tej choroby, ale tak naprawdę mutacje się mnożą, a choroba atakuje raz po raz nowe obszary zarażonego. Objawy są tak różne, że trudno mi je tak na szybko zliczyć, a co dopiero wszystkie wymienić. Mogę Ci napisać, że choroba może dotknąć praktycznie wszystkiego, co Cię dotyczy. Skutki tej choroby mogą być zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Zdarza się, że choroba ma łagodniejszy przebieg, ale to tylko pozory. Nie leczona prowadzi do uszkodzeń duszy i ciała, skóry, organów wewnętrznych, narządów ruchu, może powodować kalectwo, trwałe lub czasowe, a gdy naprawdę się sprawę zaniedba – choroba ta może się kończyć nawet śmiercią!

Wczoraj, gdy wyszłam z domu na ulicę, poczułam tę chorobę w zatęchłym powietrzu miasta. Czyhała w zakamarkach mojej dzielnicy, by zaatakować. Nie zawsze trzeba bezpośredniego kontaktu z chorym, by się zarazić. Choroba przenosi się drogą kropelkową, przez dotyk, ślinę, krew, każdą drogą i z wykorzystaniem wszystkich płynów fizjologicznych w człowieku. Bałam się, idąc na zajęcia, bo po drodze spotkałam wielu chorych. Widziałam chorego mężczyznę, który zbagatelizował swoją chorobę, gdy jeszcze mógł z nią coś zrobić. Wiem, że wsiadł do samochodu pod wpływem alkoholu – dziś jest sparaliżowany, jeździ na wózku inwalidzkim i nie ma nawet cienia szansy na normalne życie. Kierowca samochodu, w który uderzył, leży do dziś w szpitalu – jest w śpiączce. Ta choroba lubi przechodzić z objawami na innych ludzi, a czyni to nad wyraz łatwo, widać jest do tego doskonale przystosowana.

Właśnie, a pamiętasz naszą najlepszą koleżankę ze szkoły? Też jest chora. Żyje w związku niesakramentalnym, stosowała hormonalną antykoncepcję, bała się ciąży. Dziś jej pragnie, a choroba zaatakowała również ją i teraz ma bardzo małe szanse na radość z własnego potomka. Natomiast mężczyzna, z którym żyje, ma już dziecko z inną kobietą. Syna, kilkunastoletniego chłopca. Podobno jest obrażony na cały świat, swoją agresję wyładował kiedyś na koledze z klasy, tak że tamten ze złamanym nosem i poobijaną głową wylądował na pogotowiu. Wiesz, myślę, że on też jest chory.

Tak wielu ludzi choruje, a tak ciężka to jest choroba. Niedawno spotkałam śmiertelny przypadek. Ojciec osierocił trójkę dzieci. Dwa maluchy i starszą córkę. W tym roku dziewczyna miała pisać maturę, ale podobno po śmierci ojca matura jej nie w głowie. Matka do śmierci ojca siedziała za granicą, zarabiała pieniądze, wygodnie się żyło z zarobionych euro. Ludzie gadali, że miała tam kochanka, ale zaprzeczała. Dzieciaki jakoś dawały radę bez niej, córka się wszystkim zajmowała, ale jej mąż jednak tego nie wytrzymał. Wił się samotnie po ulicach i parkach, rozmyślając o szalonych rzeczach, ukojenia duszy szukając nie tam gdzie trzeba. Pewnego dnia nie wrócił do domu. Znaleźli go po jakimś czasie z listem pożegnalnym. Gdyby wcześniej go zdiagnozowano nie zabiłby się, dałoby się to wyleczyć.

Piszę do Ciebie ten list, bo chcę Cię z całego serca ostrzec. Sprawa jest poważna, jak sam widzisz od Ciebie zależy czy będziesz żył, czy poddasz się skutkom choroby. A teraz najważniejsze, co chciałam Ci napisać – ja też jestem chora. Ale leczę się. Prawdopodobnie i Ty jesteś już w jakimś stopniu zakażony, ale wciąż możesz się leczyć. Wiesz, jak niewielu ludzi tak naprawdę to czyni? Lekarstwo jest takie proste, a może uratować życie. Lekarstwo jest takie skuteczne, a nie potrzeba na nie odpowiedniej recepty, ani wielkiej fortuny. Jeśli tylko udasz się do odpowiedniej lecznicy, gdzie czekają lekarze, którzy poprowadzą Cię przez cały proces leczenia, a lekarstwo dostaniesz całkowicie za darmo – jedyne co musisz zrobić, to chcieć się leczyć.

Nazwa lecznicy to „Kościół”. Niektórzy śmieją się, gdy im o tym mówię, ale to prawda. Gdy tam pójdziesz musisz udać się w odpowiednie miejsce, ale szybko znajdziesz drogę. Zdarzają się tam kolejki, ale tylko od święta, więc nie bój się. Poza tym, pośpiech nie jest dobrym doradcą, więc nawet w kolejce staraj się wytrwać i myśl o lekarstwie. Gdy lekarz Cię przyjmie powiedz mu głośno nazwę choroby – „grzech”. Opowiedz mu też o wszystkich okolicznościach i objawach, tak, żeby mógł Ci pomóc jak najlepiej. Uwierz mi, że to dla Twojego dobra. Potem powiedzą Ci nazwę lekarstwa i pokażą jak je otrzymać, jest to bardzo proste. Później czeka Cię jeszcze ciągła terapia – w tym uczestnictwo w specjalnym zabiegu – Eucharystii, gdzie będziesz otrzymywał lekarstwo. Ale terapia to nic strasznego, gdy poddajesz się leczeniu, życie z chorobą staje się łatwiejsze, a jeśli chodzisz do lecznicy regularnie, Twoje życie będzie mijało zwykłym, codziennym, spokojnym rytmem.

Pewnie Ci to powiedzą na miejscu, ale ja też Ci zdradzę co to za lekarstwo, może mniej będziesz się bał, jak będziesz wiedział od razu.

Tym lekarstwem jest Jezus Chrystus.

Lecz się Przyjacielu!

Ja