Wrzesień 2010

Wilki w owczej skórze
Ks. Piotr Mrzygłód

Wychowanie obywatela
Joanna Kunert

Lekcja historii
Elżbieta Nowak

Kodeks Postępowania Nauczyciela prozą pisany
Agnieszka Jędrzejowska

Polska emigrująca
llona Migacz

Apostoł kultu Świętej Jadwigi
Ks. Bogdan Giemza SDS

Nasz Przyjaciel
Ks. Piotr Nitecki

Skarby cystersów czekają...
Barbara Rak

Pielgrzymami jesteśmy
Ks. Bogusław Konopka

Jak uczyć dzieci szacunku do rodziców?
Z o. Mariuszem Tabulskim rozmawia Bożena Rojek

Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata
Jan Paweł II

Siedem chorób głównych


Strona główna

Archiwum

Skarby cystersów czekają...
Barbara Rak


Co roku, na początku lipca, mała miejscowość Henryków w gminie Ziębice staje w centrum uwagi Dolnego Śląska, a nawet kraju. Dzieje się to za przyczyną cyklicznej imprezy promującej szlak cysterski szeroko reklamowanej w mediach.

Tak też było i w tym roku – zaproszenie do zwiedzania opactwa połączono z Nocą Kościołów. W sobotę wieczorem zaproszono chętnych na koncert muzyki kameralnej zorganizowany w związku z obchodami roku chopinowskiego, po nim odprawiono w rycie trydenckim Mszę św., a gdy już się ściemniło – rozpoczęto nocne zwiedzanie obiektu – spacer po kościele, klasztorze i pustelni księdza kardynała. Następnego dnia w dalszym ciągu trwało zwiedzanie obiektu, odbywało się wiele imprez towarzyszących – występy, koncerty, panel dyskusyjny. Jednym słowem – nikt się nie nudził. Warto dowiedzieć się o kilku ciekawostkach, które kryje klasztor henrykowski, bo trwają wakacje i można w każdej chwili wybrać się na niezwykły letni wypad do krainy cystersów…

Tajemniczy fundator…
Okazuje się, że „bycie fundatorem” opactwa nie jest proste i należy się wykazać wcześniej bogatym rodowodem. Przekonał się o tym Mikołaj – naczelny notariusz księcia Henryka Brodatego, który mimo, iż wywodził się z niezbyt szlachetnego rodu, dysponował wieloma bogactwami. Zacny Mikołaj postanowił swoje dobra spożytkować, fundując jakieś pobożne zgromadzenie, a jego wybór padł na cystersów. Cały szkopuł tkwił jednak w tym, że pracodawca Mikołaja – Henryk Brodaty – liczył na całkiem pokaźny spadek po nim i Mikołaj obawiał się, że jego decyzja nie przypadnie księciu do gustu. Zorganizował więc bogate przyjęcie w Henrykowie na cześć księcia, a kiedy ten wprawił się już w „dobry nastrój” przedstawił mu swój pomysł. Henryk Brodaty łaskawie zgodził się na fundację, pod jednym wszak warunkiem – oficjalnym fundatorem zostanie jego syn i następca – Henryk Pobożny – co też się stało.

W 1227 roku przybyli do Henrykowa cystersi z Lubiąża i pozostali do kasaty zakonu w roku 1810, aby znów powrócić tutaj w 1946 roku i zostać do dziś.

W ławce wśród aniołów…
W tajemniczym wnętrzu kościoła uwagę przykuwają przepięknie rzeźbione stalle zdobiące ławy dla wiernych. Bogato zdobione, pełne postaci aniołów, papieży, kardynałów, biskupów uzupełnione scenami z życia Chrystusa, wykonane z drewna lipowego i dębowego. Nawet, kiedy siedzi się w nich samemu, ma się nieodparte wrażenie sąsiadującego tłumu… Powiew historii czuje się przy mauzoleum Bolka II Ziębickiego i jego żony Juty – jednym z najstarszych w Polsce nagrobków podwójnych.

Niesamowite historie…
W Henrykowie co krok czekają niesamowite opowieści i historie: w Sali Żółtej znajduje się ozdobne krzesło na którym siadywała podobno św. Jadwiga. W Sali Dębowej znajduje się boazeria kryjąca rozmaite schowki i tajemne przejścia.

Przepiękne wnętrze zakonnej jadalni miało rekompensować mnichom ubóstwo posiłków – cystersi nie jadali mięsa, nie używali pieprzu, cynamonu – co według nich prowadziło do rozwiązłości. Mnisi żyli według zasady ora et labora (módl się i pracuj) i w skromności i pokorze budowali gospodarczą potęgę. Hodowali ryby, owce, bydło, uprawiali całe połacie ziemi.

W pomieszczeniach klasztoru znajduje się mnóstwo pamiątek i trofeów oraz prezentów przekazanych przez lata posługi księdzu kardynałowi Henrykowi Gulbinowiczowi – dzięki któremu Henryków wygląda tak okazale i nieustannie się rozwija. Czasem, przy odrobinie szczęścia, podczas zwiedzania, można spotkać w Henrykowie charakterystyczną postać eminencji, który szczerze ukochał to miejsce.

Na strychu opactwa znajduje się ogromne drewniane koło – część dawnego mechanizmu dźwigowego. Obracały je krowy, które chodziły w ich wnętrzu tak, jak dzisiaj chomiki w karuzelach. Za pomocą dźwigu wciągano na strych ziarno, siano lub inne ciężkie rzeczy. Z Henrykowa również pochodzi zabytkowa srebrna monstrancja, ważąca osiem kilogramów, w kształcie drzewa Jessego, która obecnie znajduje się w muzeum we Wrocławiu. Po zakończeniu ostatniej wojny przejęli ją sowieccy żołnierze i sprzedali za kanister wódki kłodzkiemu antykwariuszowi, który zwrócił ją do Henrykowa. W zakrystii kościoła parafialnego można zobaczyć przepiękną zabytkową szafę z 48 malutkimi szufladkami – swoisty prototyp komputera. W opactwie czeka jeszcze jedna atrakcja – odkryte niedawno gotyckie portale, które przez kilkaset lat zasłonięte były prawie półmetrową warstwą tynku! – okazuje się, że podłoga kiedyś była położona o ponad metr niżej niż dziś. Co jest jeszcze niżej? Nie wiadomo…

I kudłate, i łaciate…
Mało kto wie, że na terenie opactwa znajduje się malutkie minizoo, gdzie można spotkać dziki, sarny, strusie, świnki wietnamskie, konie i osiołki. Szczególnym mieszkańcem henrykowskiego zwierzyńca jest osioł o wdzięcznym imieniu Julek – ulubieniec księdza kardynała Henryka Gulbinowicza. Jest to zwierzątko, które wypożyczono do organizowanej przed laty żywej szopki w jednym z wrocławskich kościołów. Okres bożonarodzeniowy się skończył, a po osiołka nikt się nie zgłosił… Julek trafił więc do zagrody w Henrykowie, gdzie jest ulubieńcem zwiedzających – na swoje imię reaguje radośnie głośnym rykiem!

Pierwsze polskie kłopotliwe zdanie…
Henryków słynie w kraju i poza jego granicami słynną Księgą Henrykowską spisaną przez opata Piotra, zawierającą pierwsze zdanie zapisane w języku polskim. Zdanie brzmi: Day, ut ia obrusa, a ti poziwai, co można przetłumaczyć: Daj niech ja pomielę na żarnach, a ty odpoczywaj. Zdanie to zostało wypowiedziane przez mężczyznę, który pojął za żonę „chłopkę grubą i niezdarną”, która sporo czasu stała przy żarnach mieląc i strasznie się przy tym męcząc. Tak oto, aby jej ulżyć, mąż często pomagał jej w mieleniu, co w ówczesnych czasach uważane było za niegodne miana mężczyzny. Według opowiadań chłopa zaraz nazwano Brukałą (zbrukanym) a potem całą osadę Brukalicami. Ech, żeby wówczas wiedział, że będzie się o nim mówić jeszcze ponad 700 lat później – łatwiej byłoby znieść docinki sąsiadów…

Henryków czeka
W Henrykowie w czasach świetności zamieszkiwało ponad 300 cytersów, których, z uwagi na kolor habitów, nazywano białymi mnichami. Dziś jest ich już tylko kilku, ale przybyli nowi – przyszli księża diecezjalni, którzy w murach opactwa przeżywają swój pierwszy rok przygotowawczy do sakramentu kapłaństwa, tzw. annus propedeuticus. Wraz ze swym przełożonym, gospodarzem obiektu – ks. Janem Adamarczukiem czekają codziennie na turystów chcących zgłębić cysterskie tajemnice…