Wrzesień 2010

Wilki w owczej skórze
Ks. Piotr Mrzygłód

Wychowanie obywatela
Joanna Kunert

Lekcja historii
Elżbieta Nowak

Kodeks Postępowania Nauczyciela prozą pisany
Agnieszka Jędrzejowska

Polska emigrująca
llona Migacz

Apostoł kultu Świętej Jadwigi
Ks. Bogdan Giemza SDS

Nasz Przyjaciel
Ks. Piotr Nitecki

Skarby cystersów czekają...
Barbara Rak

Pielgrzymami jesteśmy
Ks. Bogusław Konopka

Jak uczyć dzieci szacunku do rodziców?
Z o. Mariuszem Tabulskim rozmawia Bożena Rojek

Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata
Jan Paweł II

Siedem chorób głównych


Strona główna

Archiwum

Polska emigrująca
llona Migacz


62 procent bezrobotnych podjęłoby pracę poza miejscem zamieszkania – wynika z badań przeprowadzonych przez CBOS wiosną tego roku. Jednak tylko 24% spośród osób bez pracy, zdecydowałoby się na przeprowadzkę do innej miejscowości. Co ciekawe, łatwiej Polakom jest wyjechać do innego kraju, niż ze Szczecina czy Koszalina do Wrocławia. O emigracji za granicę myśli 33% badanych.

Współcześni nomadzi?


Gdy Gośka musiała poszerzyć dziecięce spodenki, mama przywoziła jej tasiemkę ze Szczecina. – To właśnie było najtrudniejsze po przeprowadzce ze Szczecina do Wrocławia – organizowanie codziennego życia. Gdzie kupić świeże wędliny, smaczne pieczywo i gdzie kupić tasiemkę – wspomina Gośka.

Przeprowadziła się, ponieważ mąż właśnie z Wrocławia dostał propozycję pracy. W Szczecinie, utrzymując się z pensji pracownika wyższej uczelni, ledwo wiązali koniec z końcem. Obecna praca męża w dużym niemieckim koncernie daje w końcu poczucie stabilizacji finansowej. Monika ostatni rok mieszkania w Szczecinie niechętnie wspomina – brak pracy, uzależnienie finansowe od rodziców. Gdy jej narzeczony dostał możliwość pracy na Dolnym Śląsku – nie zastanawiali się długo. Wzięli ślub i przeprowadzili się. Monika i Gośka nie ukrywają, że głównym motywem decyzji o przeprowadzce była nadzieja na poprawę sytuacji finansowej. Jednak pierwsze miesiące nowego życia, nie należały do najłatwiejszych.

Oswoić nieznane


– W momencie przeprowadzki byłam w ciąży – wspomina Gośka. – W Szczecinie, szukając dobrego, kompetentnego i przyjaznego lekarza, po prostu zadzwoniłam do bardziej doświadczonej koleżanki i już miałam sporą wiedzę – uśmiecha się. – We Wrocławiu, no cóż… byłam skazana na przypadek. Poszłam po prostu do najbliższej przychodni. W Szczecinie wiedziałam, gdzie pójść po świeże pieczywo, smaczną wędlinę. Wiedziałam tak po prostu, od zawsze. Tutaj musiałam chodzić, pytać, testować. Było to i fatygujące i kłopotliwe. – Dla mnie to była przygoda, odkrywanie nowego świata – inne wspomnienia ma Monika. – Na oswojenie nieznanego miałam swój sposób – dzieli się. – O wszystko pytałam sprzedawczynię z kiosku obok domu. Ta mi cierpliwie tłumaczyła. Jak dojechać na daną ulicę, gdzie jest najbliższa przychodnia. – Czułam się jak spadochroniarz zrzucony na nieznany ląd – opowiada jednak Gośka. – Irytowały mnie zdziwione spojrzenia moich rozmówców, gdy nie rozumiałam jak mówili „skręcisz z Powstańców w Hallera” albo „to obok Poltegoru”. Każdemu musiałam opowiadać swoją historię, tłumaczyć „ja nie stąd”. Owszem, decydując się na zmianę myślałam, że ciekawie będzie sprawdzić się w nowej sytuacji, zmienić swoje dotychczasowe życie, wyrwać się z zaklętego kręgu wydeptanych ścieżek. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo trudna.

Emigrant?


Liczne publikacje opisują los emigrantów, osób które zdecydowały się na zamieszkanie w innym niż ojczyzna kraju. A te osoby, które w poszukiwaniu lepszej pracy i lepszego życia przeprowadziły się w obrębie Polski? Ze Szczecina do Wrocławia, z Kielc do Warszawy, z Koszalina do Poznania. – Nasze życie w pewnym sensie przypomina los emigranta – twierdzi Gośka. – My tak samo zostawiliśmy rodziców, rodzinę, przyjaciół, znany świat i rozpoczęliśmy wszystko od nowa. Fakt, poruszamy się w obrębie tej samej mowy, ale wbrew pozorom nieporozumienia językowe też się zdarzają. Monika przypomina sobie, jak kupowała pieczywo. Poprosiła – jak zawsze w Szczecinie – bułki z makiem. Ku swemu zdziwieniu dostała drożdżówki, a nie jak chciała białe pieczywo tylko makiem posypane. Podobnie nie została zrozumiana gdy mówiła o ciuchbudzie. We Wrocławiu używa się określenia „lumpeks” lub „peweks”. Gośka wspomina, jak wiele radości dała jej jedna z pierwszych rozmów z Moniką. Jej rozmówczyni użyła określenia „ciuchy jak z Turzyna”. – My obie, byłe szczecinianki, wiemy doskonale, że zwrot ten oznacza po prostu ubrania słabszej jakości, określonego fasonu. Nie musimy nic sobie tłumaczyć. Żyjąc w jednym środowisku zaczynamy posługiwać się określonymi zwrotami, skrótami. To buduje więź, stwarza poczucie przynależności do określonej grupy, a z drugiej strony – gdy zabraknie, daje poczucie pustki i wyobcowania.

Na początku pustynia


Malwina – krakuska, od czterech lat we Wrocławiu, najdotkliwiej wspomina brak rozmów z przyjaciółmi. Pustynia. Takie były jej pierwsze miesiące w nowym mieście. Dlatego przedłużała każdą możliwą rozmowę. Z listonoszem, w sklepie, w piaskownicy. I dlatego szybko instalowała Internet w nowym mieszkaniu, aby choć mailami zmniejszyć odległość między Krakowem a Wrocławiem. Internet chwalą wszystkie. Od sprawdzenia poczty zaczynają dzień. Poprzez gadu-gadu lub mejle dowiadują się o planach wakacyjnych przyjaciół, nowych inwestycjach w domach znajomych, osiągnięciach szkolnych zaprzyjaźnionych dzieci. Jednego tylko nie mogą zrobić przez internet. – Rozmowa z przyjaciółką to nie tylko wymiana informacji, ale także półsłówka, intonacja, gestykulacja i... wspólne milczenie – mówią zgodnie. Internet to jednak substytut. Pomogła grupa wsparcia, spotykająca się przy klasztorze ojców dominikanów. Tutaj spotkały dziewczyny w podobnym wieku, także z małymi dziećmi. – Poczułam się dużo lepiej, gdy po pierwsze zrozumiałam, że wrocławianki też nie wiedzą wszystkiego o swoim mieście – cieszy się Gośka. Podobnie jak ja, szukają dobrych lekarzy czy sklepów z wygodnymi butami dla maluchów. Ze zdziwieniem odkryłam także, jak wiele osób znajduje się w podobnej sytuacji, czyli po przeprowadzce. Jedni chcieli zmienić pracę, inni zostali we Wrocławiu po skończeniu studiów, jeszcze innych zmusiła sytuacja rodzinna. W grupie wsparcia Gośka, Monika i Malwina zawiązały pierwsze głębsze znajomości. – I to był prawdziwy przełom – oceniają zgodnie. Przyznają jednak – jeszcze trochę potrwa zanim nazwiemy je przyjaźniami, a koleżanki przyjaciółkami.

Dom


Czy teraz, gdy w nowym mieście mieszkają dwa, trzy, cztery lata mówią o Wrocławiu „mój dom”? Gośka – z pewnym wahaniem: tak. – Przez pierwsze dwa lata, byłam przekonana, że gdyby mnie lub mojemu mężowi ktoś zaproponował w Szczecinie dobrą pracę, bez wahania bym wróciła – mówi. Teraz, po pięciu latach, już bym się zastanawiała. Czy warto zostawić ledwo zawiązane znajomości, zmieniać dzieciom szkołę czy przedszkole? Czy warto uczyć się na nowo rodzinnego miasta? Przeprowadzka pozwoliła mi popatrzeć na siebie i swoje życie z dystansu – przyznaje jeszcze Gośka. – Dotychczasowe życie, codzienna krzątanina tak absorbowały, że nie pozostawiały miejsca na refleksje nad sobą. Teraz rzucona w pustkę, pozostawiona sama sobie, oderwana od wszystkiego, co znane, siłą rzeczy musiałam zadać sobie pytania o to, jest dla mnie ważne, co najbardziej potrzebne. Co umiem i czego powinnam się nauczyć. Szukanie odpowiedzi oczywiście nie było łatwe i bezbolesne, ale teraz z dystansu mogę powiedzieć, że było wzbogacające. Monika nie ma wątpliwości. – Dom jest tam gdzie mój mąż i synowie – odpowiada. – A we współczesnym świecie trzeba być elastycznym, nie bać się nowych miejsc, ludzi, sytuacji – mówi z przekonaniem.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że 59,2% Polaków mieszka w tej samej miejscowości, w której się urodziło. Najbardziej mobilni są mieszkańcy północnych, zachodnich i południowo-zachodnich regionów kraju. Najmniej chętni do przeprowadzek są mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia. Z kolei prof. Jerzy Kociszewski z Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, badając przyczyny mobilności Polaków, dostrzegł, że decydujące są motywy rodzinne – zawarcie lub rozpad związku małżeńskiego. W drugiej kolejności Polacy decydowali się na przeprowadzkę do innego miasta, mając nadzieję na poprawę warunków mieszkaniowych. Znacznie mniej badanych osób deklarowało, że motywem zmiany miejsca zamieszkania było poszukiwanie pracy. Prof. Kociszewski zauważył również znaczną różnicę między postawami Polaków do 1988 r. i lat 90. XX wieku. W ostatniej dekadzie PRL-u miejsce zamieszkania zmieniały głównie osoby z wykształceniem najwyżej policealnym i był to głównie kierunek ze wsi do miast. Po transformacji ustrojowej zaczął dominować kierunek z miasta do miasta i na przeprowadzkę coraz częściej decydowały się osoby z wykształceniem wyższym.