Wrzesień 2008

Sługa miłosierdzia
Bartosz Trojanowski

Słowo Boże w życiu i misji Kościoła
Ks. Mariusz Rosik

Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus
S. Ewa J. Jezierska OSU

Świątynie wśród lasów i wzgórz
Artur Adamski

Kapłanem jest się cały czas
Krzysztof Kunert

W kręgu średniowiecznych cystersów śląskich
Anna Sutowicz

Gdzie ci mężczyźni?
Piotr Wróbel

Czy zawsze należy mówić prawdę?
Z ks. Marianem Biskupem rozmawia Bożena Rojek

Witaj szkoło!
Ewa Szuszkiewicz

Miłosierdzie Boże zwycięży! Kardynała Gulbinowicza spotkania z ks. Michałem Sopoćko
Krzysztof Kunert



Strona główna

Archiwum

Sługa miłosierdzia
Bartosz Trojanowski



Jest to kapłan według serca mojego, miłe mi są wysiłki jego. (...) Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało mi się rozgłosić cześć do miłosierdzia mojego, a przez to dzieło miłosierdzia więcej dusz do mnie się zbliży, aniżeliby on dzień i noc rozgrzeszał aż do końca życia swego, bo tak pracowałby tylko do końca życia, a przez dzieło to pracował będzie do końca świata (Dz. 1256). Te słowa Pana Jezusa o Słudze Bożym, ks. Michale Sopoćce zapisała święta Faustyna w swoim Dzienniczku.

Dzieciństwo i dojrzewanie do kapłaństwa

Michał Sopoćko przyszedł na świat w rodzinie szlacheckiej, 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie, majątku położonym w okolicach Wołożyna, na pograniczu województw wileńskiego i mińskiego. Ziemie te pozostawały w tym czasie pod panowaniem carskiej Rosji, która zagarnęła je Rzeczypospolitej Polskiej podczas rozbiorów. Pomimo trudnych warunków bytowych rodzice zadbali o jego podstawowe wykształcenie. Wezwanie do służby Bogu w kapłaństwie odkrył w sobie już w dzieciństwie. To pragnienie nadało jednocześnie jego młodzieńczym dążeniom konkretny kierunek, motywowało do kształcenia się i własnego rozwoju duchowego. Był uważany za bardzo religijne dziecko. Bardzo mocno w jego pamięci wyryła się ceremonia sakramentu bierzmowania, które w tamtym czasie było udzielane bardzo wcześnie. Podobnie niezatarte wrażenie wywołało w nim pierwsze spotkanie z Jezusem w Eucharystii.

Jednakże pragnienie zostania kapłanem okazało się niełatwe do urzeczywistnienia. Po ukończeniu w 1906 r. Szkoły Miejskiej w Oszmianie Michał był zmuszony przerwać dalszą naukę z powodu pogorszenia się sytuacji materialnej rodziców. Rok później otrzymał propozycję objęcia posady nauczyciela w nowo powstałej szkole polskiej, przy parafii w Zabrzeziu. Praca w szkole bardzo mu odpowiadała. Nauczanie interesowało go i pociągało, a jednocześnie mobilizowało do zdobywania nowych umiejętności. Jednak szkoła szybko została zamknięta, a Michał przez krótki czas uczył dzieci swoich znajomych, po czym udał się do Wilna w celu dalszego kształcenia. Po zdaniu uzupełniających egzaminów w Petersburgu w 1909 roku mógł już się ubiegać o przyjęcie do Seminarium Duchownego. Jednak gubernator wileński nie zatwierdził władz seminaryjnych ze względu na wyrok sądowy. Tak więc Michał musiał czekać rok na zgodę gubernatora. Po jej uzyskaniu mimo trudnej sytuacji finansowej rodziny postanowił wstąpić do seminarium.

Studia w wileńskim seminarium potrwały cztery lata. Podczas tego pobytu Michał odznaczał się wielkim duchem pobożności i zdolnościami intelektualnymi. Po nich 15 czerwca 1914 roku otrzymał święcenia kapłańskie, a swoją Mszę św. prymicyjną odprawił 29 czerwca w kościele parafialnym w Lebiedziewie, gdzie przebywał jego ojciec jako zarządca majątku. Po święceniach został skierowany jako wikariusz do parafii Taboryszki, w której prowadzono tradycyjne duszpasterstwo, stąd zakres wyznaczonych mu obowiązków był bardzo skromny. Dlatego ksiądz Michał zajął się wieloma innymi zadaniami, które nakazywała mu gorliwość duszpasterska. Przez cały pobyt w tej parafii poznawał jej mieszkańców, ubolewał nad ich ubóstwem i trudnymi warunkami życiowymi. Był to na dodatek czas wojny. Solidaryzował się z cierpiącymi i krzywdzonymi przez okupantów, często stawał w ich obronie. W tej parafii spędził cztery lata na gorliwej, pełnej poświęcenia posłudze kapłańskiej.

W służbie Kościołowi i ludziom

Następnie udał się do Warszawy w celu kontynuowania studiów, zapisał się na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Warszawskiego. Niebawem jednak zajęcia zawieszono z powodu konfliktu zbrojnego z Rosją bolszewicką w 1919 roku. Nie mogąc kontynuować studiów, a jednocześnie dowiedziawszy się o braku kapelanów, zgłosił się na kapelana wojskowego. Najpierw pracował w Warszawie w szpitalu wojskowym, później poprosił o przeniesienie na front, gdzie z narażeniem życia ofiarnie posługiwał żołnierzom. Po posłudze kapelańskiej wrócił do Warszawy gdzie w 1923 r. zdobył tytuł magistra teologii i przez dwa lata odbył studium pedagogiczne w Państwowym Instytucie Pedagogicznym w Warszawie. Pracę dyplomową poświęcił problemowi alkoholizmu wśród młodzieży. Po przybyciu do Wilna w 1924 r. Objął kapelaństwo tego rejonu wojskowego. Liczne prace podejmowane przez ks. Sopoćkę w Wilnie na stanowisku kapelana wojskowego potwierdziły ujawnianą już w Warszawie postawę poświęcenia i służby, co należy odczytać jako wyraz jego pracy duchowej i osobistego wewnętrznego rozwoju. W 1926 roku uzyskał doktorat z teologii moralnej. W konsekwencji tego wydarzenia 8 sierpnia 1927 roku dekretem arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego został mianowany ojcem duchownym w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Wilnie. Pełniąc powierzoną mu funkcję, ksiądz Sopoćko włączył się w życie seminarium bardzo aktywnie inicjując niejednokrotnie różne akcje wśród alumnów. Był moderatorem Sodalicji Mariańskiej, Koła Eucharystycznego, Trzeciego Zakonu św. Franciszka, Koła Kleryków Związku Misyjnego Kleru i jako wykładowca homiletyki prowadził Koło Homiletyczne. Po pięciu latach posługi w seminarium przeniósł się do klasztoru sióstr wizytek w Wilnie, gdzie przygotowywał swoją pracę habilitacyjną. Habilitował się w 1934 roku. W tym czasie pełnił funkcję wykładowcy teologii pastoralnej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i w Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku. Początkowo myślał, że wyjazd z Wilna w końcu sierpnia 1947 był tylko krótkim epizodem. Jednak później okazało się, że tam spędził resztę swojego życia. Podobnie jak w Wilnie podjął zajęcia obejmujące jego specjalności – pedagogiczną i pastoralną. Prowadził wykłady i ćwiczenia z pedagogiki, katechetyki i homiletyki. Zależało mu, aby alumni rozwijali się wszechstronnie: intelektualnie, kulturalnie, a nade wszystko w sferze duchowej, będącej podstawą ich przyszłej kapłańskiej postawy i duszpasterskiej posługi. Ksiądz Sopoćko swą rolę wykładowcy w seminarium, traktował szerzej niż tylko jako obowiązek przekazywania wiedzy. Dbał o rzetelność wykładów, zależało mu na postępach w nauce jego studentów, choć jeszcze bardziej zależało mu na kształtowaniu w nich autentycznych postaw kapłańskich i duszpasterskich. Po wielu latach pracy duszpasterskiej i apostolskiej zmarł w opinii świętości 15 lutego 1975 roku. We wspomnienie św. Faustyna patrona siostry Faustyny Kowalskiej.

Spotkanie z siostrą Faustyną

Jednym z ważniejszych wydarzeń w życiu ks. Michała Sopoćki było spotkanie z siostrą Faustyną Kowalską. Było to w roku 1933 w Wilnie. Ten kapłan został opatrznościowo wybrany i przygotowany do roli jej spowiednika i kierownika duchowego. W pełni się w niej odnalazł. Siostra Faustyna została przez niego poprowadzona drogą doskonałości, okazał się wielką pomocą w rozeznawaniu jej wewnętrznych doświadczeń oraz objawień. To z jego polecenia siostra Faustyna zaczęła spisywać swoje doznania wewnętrzne w „Dzienniczku”. Umiejętność dobrego prowadzenia duchowego osoby, która doznawała przeżyć mistycznych musiała być przede wszystkim oparta na osobistej głębokiej relacji z Bogiem i rozwiniętych cnotach chrześcijańskich. Aby rozpocząć dzieło apostolstwa na rzecz Miłosierdzia Bożego u księdza Sopoćki musiał się dokonać proces osobistego spotkania z tajemnicą Boga miłosiernego. Musiał odkryć czym jest Boże Miłosierdzie. Osoba siostry Faustyny i jej objawienia stały się inspiracją, pobudziły go do pracy teologiczno-duchowej nad tajemnicą Miłosierdzia Bożego. Dzięki tej pracy, przekonał się do prawdy o Bogu Miłosiernym, której ślady znalazł w Biblii oraz o zbawiennych skutkach kultu tego przymiotu. Podejmując swoją rolę apostoła Miłosierdzia nie kierował się jedynie głosem siostry Faustyny, ale raczej nauczaniem Kościoła. Treścią nauczania dla księdza Sopoćki było Objawienie, także jako źródło do nauczania o Miłosierdziu Bożym. I w świetle tego źródła konfrontował objawienia siostry Faustyny.

Późniejszy wkład księdza Sopoćki na rzecz rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego jest nieoceniony. Liczne badania naukowe, publikacje, zabiegi u władz kościelnych, nauczanie, przygotowywanie broszurek to wszystko jego inicjatywy, jeszcze za życia siostry Faustyny, dla rozkrzewienia kultu. To przecież on pomógł siostrze Faustynie w zrealizowaniu polecenia namalowania obrazu Jezusa Miłosiernego. To on podejmował wszelkie działania zewnętrzne w celu propagowania kultu Miłosierdzia Bożego. Niezwykła rola, jaką odegrał ksiądz Sopoćko i jego zasługi dla szerzenia kultu pozwalają stwierdzić niepodważalnie, że zasługuje na miano apostoła Miłosierdzia Bożego.

Zabiegi o zatwierdzenie kultu po śmierci siostry Faustyny
Po śmierci siostry Faustyny ksiądz Sopoćko nadal starał się o zatwierdzenie kultu u władz kościelnych. Kosztowało go to bardzo wiele wyrzeczeń. Jego ordynariusz, arcybiskup Jałbrzykowski, nie był zwolennikiem jego pracy. Próbował zatem znaleźć aprobatę u innych biskupów. Nawet prymas Hlond z przychylnością odnosił się do sprawy.

W 1947 roku ksiądz Sopoćko przygotował w języku łacińskim Traktat o Miłosierdziu Bożym, który rozesłał do biskupów, nie tylko polskich, w celu podkreślenia potrzeby kultu Miłosierdzia Bożego. Ksiądz w dalszym ciągu angażował się w szerzenie kultu w Ojczyźnie, jednak był bardzo ograniczony co do działań w swojej diecezji. W pewnym momencie został nawet wydany dokument zakazujący rozpowszechniania w kościołach broszur przygotowanych przez księdza Sopoćkę. Ksiądz Sopoćko podporządkował się zarządzeniu, choć z pewnością musiało go to wiele kosztować.

W 1951 roku zwrócił się do prymasa Polski, kard. Wyszyńskiego, z wnioskiem połączenia kultu Miłosierdzia Bożego z akcją charytatywną. W 1956 roku wystosował prośbę o wstawiennictwo w Stolicy Apostolskiej o zatwierdzenie Uroczystości Miłosierdzia Bożego w Niedzielę Przewodnią. Był inicjatorem zbierania podpisów wiernych pod petycją o wprowadzenie tego święta. Petycje te z licznymi podpisami wiernych prymas Wyszyński zawiózł do Rzymu w 1957 roku.

Po tej wizycie prymasa ksiądz Sopoćko żył nadzieją, że kult zostanie zatwierdzony. Jednakże z Rzymu dochodziły niepokojące go głosy, że kult jest łączony z niepotwierdzonymi wciąż objawieniami siostry Faustyny. I rzeczywiście w 1959 roku została opublikowana Notyfikacja Kongregacji Świętego Oficjum, zakazująca rozszerzania kultu w formach, jakie podała siostra Faustyna. Kongregacja jednak nie zakazała wprost wielbić Boga w Jego Miłosierdziu. Ksiądz Sopoćko został upomniany, aby zaprzestał propagowania objawień siostry Faustyny i proponowanego w nich nabożeństwa. To upomnienie ksiądz Sopoćko przyjął w pokorze. Posłuszny orzeczeniu w swoich publikacjach nic nie wspominał o objawieniach siostry Faustyny, a jedynie zachęcał do wielbienia Bożego Miłosierdzia. Kontynuował pracę naukową nad uzasadnianiem wartości i potrzeby kultu. Powstało w tym czasie wiele jego publikacji, m.in. cztery tomy dzieła „Miłosierdzie Boże w dziełach Jego”.

Wysiłki księdza Sopoćki, chociaż wydawały się bezowocne, ponieważ mijały lata, a oczekiwanej aprobaty kultu przez władze kościelne wciąż nie było, to częściowo spełniały swoją rolę. Kult Miłosierdzia Bożego nadal rozszerzał się wśród wiernych. W roku 1965 rozpoczął się proces beatyfikacyjny siostry Faustyny. Pojawiło się zainteresowanie ideą Miłosierdzia Bożego ze strony teologów. Rozpoczęły się sympozja poświęcone tej prawdzie. Taki obrót sprawy jeszcze bardziej motywował księdza Sopoćkę do działania. Wydawał nowe publikacje, wygłaszał referaty. Zwrócił się do księdza Prymasa z prośbą o ustanowienie Święta Miłosierdzia, choć ten jeszcze wstrzymał się z decyzją o ustanowieniu święta.

Ksiądz Sopoćko do końca swoich dni był oddany sprawie szerzenia idei Miłosierdzia Bożego. Choć sam nie dożył chwili, w której kult Miłosierdzia Bożego został zaaprobowany przez władze kościelne, to niewątpliwie jego praca była autentycznym zasiewem pod plon, którego on sam już nie zbierał. Trzy lata po jego śmierci zostało odwołane orzeczenie Kongregacji. Następnie w poszczególnych diecezjach wprowadzone zostało Święto Miłosierdzia Bożego w II Niedzielę Wielkanocy. A wraz z Kanonizacją jego penitentki nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia zostało ogłoszone całemu światu. 28 września w Białymstoku odbędzie się jego beatyfikacja.