Wrzesień 2004

Modlitwa Papieża w Lourdes

Naśladować Chrystusa
ks. Sebastian Ligorowski

Polska szkoła a reforma
Mieczysław Kuriański

Błogosławiony Czesław – wrocławski pogromca Mongołów
Juliusz Woźny

Biskup umiłowany
ks. Józef Swastek

Pod niebem Meksyku
Anna Dadun-Sęk

Sekret obrazu "Ukrzyżowanie"
Wiesław Piechówka

Ukochał Boga i muzykę
Andrzej Prasał

"Dziewczyna z perłą"
Barbara Lekarczyk-Cisek

Żalnik Janusza Telejki
Stanisław Srokowski




Strona główna

Archiwum

Błogosławiony Czesław
wrocławski pogromca Mongołów
Juliusz Woźny



Miasto płonęło opuszczone przez mieszkańców, którzy szukali schronienia w okolicznych lasach. Pożar wznieciła załoga wrocławskiego zamku, chcąc utrudnić oblężenie wrogowi, który nadchodził, poprzedzany mrożącymi krew w żyłach wieściami. W zamkowych murach schronił się między innymi dominikanin, brat Czesław. Do nadodrzańskiego grodu zbliżali się Mongołowie, o których krążyły wieści mrożące krew w żyłach. Paniczny strach przed straszliwymi wojownikami z Azji, kojarzonymi z jeźdźcami Apokalipsy, można porównać jedynie z naszym dzisiejszym lękiem przed atomową zagładą.

Najazd utożsamiano z gniewem Bożym, spadającym na chrześcijaństwo za grzechy. Plotki głosiły, że czoło pochodu pogańskich hord poprzedzały trzy węże, mające symbolizować trzy winy ówczesnych chrześcijan – niezgodę, niedowiarstwo i przestrach. Szerzyły się obawy, że pod ciosami azjatyckiej potęgi może zginąć fides catholica cum populo christiano (wiara katolicka wraz z chrześcijańskim ludem). Zaprawieni do surowych warunków naturalnych, nie znający litości wojownicy, potrafili bowiem skutecznie walczyć w polu i zdobywać twierdze nawet zimą, a cóż dopiero wiosną, gdy w roku 1241 wydarzyły się opisywane wydarzenia.

Najazd mongolski runął w roku 1238 na Ruś. Spłonęły grody Zalesia, czyli późniejszej Rusi moskiewskiej. Następnie wódz najeźdźców, Batu-chan, obiegł Kijów, pozostawiając z niego zgliszcza, a tysiące brańców popędzono w głąb Azji. Dla mieszkańców średniowiecznej Europy był to prawdziwy horror. Okrucieństwo i bezwzględność Mongołów nie miały sobie równych nawet w świecie średniowiecza europejskiego, przywykłym wszak do srogości władców. Tak bezwzględne pacyfikacje, jakich doznały zdobyte przez najeźdźców miasta i wsie były nawet wówczas czymś wyjątkowym – archeolodzy odkryli w odkopanych zgliszczach Sandomierza pamiątkę po zwycięstwie armii ze wschodu – zwęglone szkielety z powiązanymi rękoma – dowód na to, że ofiary spłonęły żywcem...

Wróg pragnął opanować Węgry, jednak wydzielona z sił głównych dziesięciotysięczna armia pod rozkazami doświadczonego dowódcy Pajdara ruszyła na Polskę, znaną jako sojusznika madziarskich władców. Miało to ułatwić naczelnemu wodzowi, Batu-chanowi swobodny podbój Węgier i zapobiec ewentualnej odsieczy. W styczniu zwiadowcze oddziały Pajdara sforsowały Wisłę, spaliły Lublin i Zawichost. W lutym Polacy ponieśli klęskę w pierwszej większej bitwie pod Wielkim Turskiem, 18 marca wojewoda Włodzimierz i kasztelan krakowski Klemens polegli w bitwie pod Chmielnikiem. Sztuka wojenna Mongołów nie miała sobie równej w całym ówczesnym świecie. Błyskawicznie zdobywali i opanowywali rozległe obszary, dzięki idealnej synchronizacji działań odległych nieraz od siebie armii, świetnemu wywiadowi i niesłychanie szybkim pochodom. Wiedli ze sobą z podbitych wcześniej Chin i Indii specjalistów od gazów i ogni bojowych, które zastosowali w bitwie pod Legnicą, przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Wróg nadchodził... Książę Henryk Pobożny, syn Henryka Brodatego i św. Jadwigi, do ostatniej chwili oczekiwał na sojuszników z Czech i Niemiec – liczył na solidarność chrześcijan w obliczu straszliwego wroga, o którym mówiono, że ma bezpośrednie związki z siłami piekielnymi. Dlatego zwlekał, poświęcił Wrocław, opatrzywszy jedynie zamek i wycofał się z wojskami pod Legnicę. Gdy zwątpił w pomoc, zdecydował się na walkę własnymi siłami, wspierany jedynie przez przybyłych na wezwanie rycerzy zakonnych – templariuszy i Krzyżaków – i poległ bohaterską śmiercią 9 kwietnia 1241 roku.

Przerażeni obrońcy wrocławskiego zamku nadzieję mogli pokładać chyba tylko w cudzie, i, jak to zapisano w dawnych annałach, cud się wydarzył. Bowiem to właśnie skromny brat Czesław ognistymi kulami, z nieba wymodlonymi, rozproszył i do ucieczki zmusił hordy tatarskie, które w roku 1241 obiegły miasto, jak głosi łacińska inskrypcja umieszczona w przedsionku kaplicy wzniesionej ku czci pobożnego zakonnika i mieszcząca jego doczesne szczątki.

Długosz mówi o owych wydarzeniach bardziej szczegółowo, nagłe odstąpienie pogan przypisując także wstawiennictwu błogosławionego Czesława, który wraz z innymi zakonnikami schronił się w zamku i modlitwą ze łzami niesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie świetlistym blaskiem całą okolicę i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia uciekli raczej niż odeszli.

Trudno znaleźć we Wrocławiu miejsce otoczone większą czcią i szacunkiem niż kaplica, w której spoczywa bł. Czesław, patron miasta i opiekun Śląska. Dzieje jego życia i kultu nierozerwalnie splotły się z pasjonującą historią Śląska. Mauzoleum przy dominikańskim kościele św. Wojciecha, wzniesione ponad 270 lat temu, do którego niegdyś zmierzały liczne pielgrzymki, także dziś przyciąga wielu wiernych. Wspaniale ozdobione przez barokowych mistrzów, niedawno odrestaurowane, mroczne i ciche wnętrze skłania do skupienia i modlitwy.

Sanktuarium bł. Czesława jest już trzecią budowlą wzniesioną na tym miejscu. W czasach gotyku stanęła tam kaplica Matki Boskiej, która zgorzała od pioruna w roku 1537. Ponad sto lat później, w roku 1650, Hiszpan, hrabia Mateusz von Moncada wzniósł tam dla siebie kaplicę grobową pod wezwaniem Męki Pańskiej. Jeszcze po ostatniej wojnie na ścianie nad wejściem do czesławowej kaplicy znajdowała się pamiątka po hiszpańskim szlachcicu – kompozycja ze stiuku dziesięciometrowej wysokości, w której pysznił się herb hrabiego. Całość wieńczył austriacki orzeł cesarski – wszak Śląsk wchodził wówczas w skład monarchii Habsburgów. Niestety, nie pasowała do powojennych koncepcji konserwatorów i podczas "regotyzacji" kościoła została w barbarzyński sposób zniszczona.

Wśród barokowych kaplic Wrocławia mauzoleum przy kościele św. Wojciecha pod wieloma względami zajmuje miejsce szczególne. O jego wyjątkowości świadczy choćby lista fundatorów, bowiem obok wrocławskich magnatów, szlachty i duchowieństwa, wzniosły je wszystkie stany, czyli reprezentacja całej tutejszej społeczności. Istotny jest także fakt, że w procesie beatyfikacyjnym polskiego zakonnika ważną rolę odegrał zwycięzca spod Wiednia, Jan III Sobieski. Być może, współcześnie uda się doprowadzić do końca proces kanonizacyjny wrocławskiego zakonnika, byłoby to w jakimś sensie dokończenie dzieła zwycięzcy spod Wiednia. Syn króla – Konstanty, mieszkający przez kilka lat w pobliżu dominikańskiego klasztoru we Wrocławiu, jest fundatorem powstałego w roku 1725 i umieszczonego na ścianie czesławowego sanktuarium obrazu "Wskrzeszenie utopionego dziecka", na którym widnieje rodowy znak Sobieskich – herb Janina. Kaplica jest zatem jednym z wrocławskich poloników, i to takim, które przetrwało do dziś w nie zmienionej formie.

Prace budowlane przy czesławowej kaplicy prowadził wrocławski mistrz budowlany Benedykt Miller w latach 1711-1718. Stiukowo-kamienna dekoracja przedsionka to pierwsze znane dzieło znakomitego rzeźbiarza Franza Josepha Mangoldta. Wspaniałe rzeźby z marmuru i alabastru wykonał świdnicki artysta Georg Leopold Weber. Dekoracje malarskie ścian kaplicy powierzono Johannesowi Eybelwieserowi, natomiast Franz de Backer, przybysz z Antwerpii, jest autorem dwóch dużych obrazów olejnych, zdobiących ściany kaplicy. Sanktuarium zostało konsekrowane w dniu bł. Czesława, 15 lipca 1730 roku. Wszystkie elementy dekoracji głoszą chwałę Błogosławionego i zakonu, którego był członkiem. Odnaleźć tam można także wątki polemiki z innowiercami. Centralnym punktem wnętrza jest ołtarz z sarkofagiem, mieszczącym relikwie Błogosławionego. Ściany alabastrowej trumny pokrywa bujna ornamentyka, oplatająca szesnaście płaskorzeźb, ukazujących historię życia świętobliwego męża.

Dlaczego w XVIII wieku zbudowano we Wrocławiu kaplicę poświęconą średniowiecznemu dominikańskiemu mnichowi? Z jakiej przyczyny nad jego trumną anioł łamie na kolanie półksiężyc? Dla średniowiecznych Europejczyków Mongołowie byli ludem tajemniczym, dlatego rzetelne informacje o najeźdźcach zastępowały plotki (Mongołowie chętnie sami je podsycali doceniając znaczenie dezinformacji i strachu powodowanego przez plotki). Nie wiedziano nic o ich pochodzeniu, religii, celach najazdu na państwa europejskie. Mongołowie pierwotnie wyznający szamanizm, w okresie podbojów na Dalekim Wschodzie przechodzili często na buddyzm, zaś na terenie Złotej Ordy, po połowie trzynastego wieku zwyciężał islam. Długosz pisząc o kolejnych najazdach w swych kronikach nazywał ich "Dzicz barbarzyńska, Tatarzy wyznający sprośne i bluźniercze nauki fałszywego Mahometa". Ten obraz Mongołów, jako wyznawców Islamu, utrwalił się i przeszedł do tradycji. Ich napad na kraje Europy Środkowowschodniej w XIII wieku kojarzono z najazdem tureckim w XVII wieku, jako kolejnym atakiem mahometanizmu na chrześcijaństwo. Dlatego w kilkadziesiąt lat po zwycięstwie wiedeńskim z 1683 roku, gdy wspomnienie niebezpieczeństwa, które ponownie zagroziło Środkowej Europie, było jeszcze świeże, w nadodrzańskim grodzie powstało sanktuarium, przypominające, że to dzięki bratu Czesławowi już w XIII wieku wyznawcom Allacha nie powiodły się ich zamiary. Zagrożenie tureckie, mimo upływu czasu, nadal istniało w świadomości Ślązaków.

Konwent uważał za swój honorowy obowiązek wznieść godne sanktuarium błogosławionemu Czesławowi, zakonnikowi, który założył klasztor dominikański we Wrocławiu. Jego budowę zapoczątkowano jeszcze w trakcie trwania procesu beatyfikacyjnego. Ubogiego klasztoru nie było stać na poniesienie wszystkich kosztów przedsięwzięcia, rozpoczęto zatem zbiórkę pieniędzy na prowadzenie robót. Jej organizację powierzono ojcu Ceslausowi Schmalowi, który czuwał także nad przygotowaniem projektu i wykonaniem dzieła. Nikogo zatem nie zdziwi, że do dziś imiennik Błogosławionego spoczywa w skromnej drewnianej trumnie, złożonej w krypcie pod kaplicą. Najpewniej on i inni wrocławscy dominikanie byli autorami koncepcji ideowej wnętrza. Dzięki hojności wrocławian i dobrodziejów, mieszkających często w odległych miejscowościach, Schmal szybko zgromadził konieczne fundusze, ponad 7000 guldenów. Poważną część tej kwoty, około 4000 guldenów, ofiarował namiestnik cesarski Johann Anton von Schaffgotsch. Na liście ofiarodawców figurują także biskup Franciszek Ludwik von Neuburg (fundator kaplicy Najświętszego Sakramentu przy katedrze), królewicz Konstanty Sobieski, przeorysza dominikanek z Naumburga, hrabia von Nositz, hrabia von Hatzfeld. Nie znalazły się tam, niestety, nazwiska rzeszy anonimowych ofiarodawców należących do wszystkich śląskich stanów. Sanktuarium bł. Czesława jest zatem dziełem zbiorowej fundacji, w przeciwieństwie do innych powstających wówczas budowli grobowych. Obok arystokracji, ofiarodawcami byli wrocławscy mieszczanie, wspaniałe mauzoleum powstało z ich woli i z ich udziałem.

Czesławową kaplicę wzniesiono w narożniku południowego ramienia transeptu i nawy kościoła św. Wojciecha. Wokół ołtarza, na którym spoczywa alabastrowa trumna Błogosławionego, grupują się wszystkie elementy wystroju kaplicy. Ma to kierować wzrok wiernych na sarkofag, na którego cokole przysiadły cztery aniołki dzierżące w rękach atrybuty Błogosławionego.

Płytę ołtarza dźwiga osiem marmurowych rzeźb. W narożach ustawiono cztery kariatydy (postacie kobiece) symbolizujące Cnoty Kardynalne – Męstwo, Roztropność i Wstrzemięźliwość. Między nimi znalazły się cztery symboliczne kompozycje rzeźbiarskie, które stanowią bardziej dokładną, indywidualną charakterystykę Błogosławionego. Tytuł każdej rzeźby określa łaciński napis na banderoli. Jako tępiciela występku określa zakonnika personifikacja siedmiu grzechów głównych, które bł. Czesław przezwyciężył. Przydomek "pogromca herezji" unaocznia pies z pochodnią w pysku (czyli zakon dominikański), który depcze dwugłową, a więc kłamliwą postać oznaczającą błędy innowierców. Obok spoczywa lew o przetrąconym kręgosłupie, deptany przez jagnię. Napis na banderoli, brzmi: Postrach Demonów. Czwarta rzeźba, podpisana Zwycięzca Śmierci, ukazuje kościotrupa owiniętego w całun.

Ściana południowa, będąca tłem dla sarkofagu, stanowi bogate architektoniczne obramienie dla posągów i płaskorzeźb, przedstawiających w sposób historyczny i symboliczny życie bł. Czesława. W środkowej części między kolumnami umieszczono wspomnianą już rzeźbę anioła, który przyklęknąwszy na jednym kolanie łamie półksiężyc z męską twarzą (zwycięstwo nad islamem). Wyżej widnieje płaskorzeźba wyobrażająca bł. Czesława ukazującego się zakonnicy. Tuż obok kolumn, zamykających kompozycyjnie tę część ściany, ustawiono pełnoplastyczne posągi Wiary i Nadziei, cnót, które tak ważną rolę odegrały w życiu Błogosławionego, szczególnie w momencie, gdy za pomocą żarliwej modlitwy ocalił miasto. Gesty i spojrzenia obu rzeźb kierują się ku figurze Patrona, umieszczonej na tle muszlowatej niszy i adorowanej przez dwa aniołki. Owa nisza przerywa gzyms najniższej, "ziemskiej" strefy kaplicy i częściowo zajmuje pole okna. Środkowe części bocznych pól wypełniają dwie złocone płaskorzeźby przedstawiające bunt Korhasa przeciw Mojżeszowi i jego strącenie w czeluść (przestroga dla innowierców) oraz nawrócenie księcia mongolskiego przez bł. Czesława. Potępienie tych, którzy uparcie trwają w błędach przeciwstawiono zbawieniu, które jest udziałem nawróconych. Pod płaskorzeźbami na wolutowych podstawach przysiadły parami aniołki, dzierżące atrybuty kapłaństwa i zakonu dominikańskiego, nad nimi umieszczono popiersia św. Tomasza z Akwinu i św. Piotra z Werony, wielkich świętych dominikańskich.

Ku ołtarzowi zwracają się cztery duże posągi umieszczone w narożach kaplicy. Są to Ecclesia (alegoria Kościoła) i Caritas (alegoria Miłosierdzia) od południa oraz św. Dominik i św. Jacek od północy. Ecclesia odziana jest w szaty papieskie, Caritas tuli do siebie pełnym miłości gestem troje dzieci. Co charakterystyczne, obok Caritas, przygarniającej dzieci, nawet te, które zbłądziły, na sąsiedniej ścianie widnieje wielki olejny obraz, ukazujący Błogosławionego chrzczącego mongolskiego księcia. Jak widać, dzięki miłosierdziu drogę do prawdziwej wiary mogą odnaleźć nawet "zagubione owce". Obok personifikacji Kościoła znajduje się świadectwo jego potęgi – obraz, na którym katolicki mnich wskrzesza utopione dziecko. Na elementach wspierających kopułę wymalowano 12 apostołów. Malowidła kopuły ukazują Chwałę niebieską bł. Czesława.

Z kościelnego wnętrza do przedsionka kaplicy prowadzą dwa wejścia – od północy i od wschodu. Portal wschodni zawiera drzwi, zachodni – brązową tablicę, pojawiają się w nich męskie postacie symbolizujące cztery kontynenty, na których dominikanie prowadzili swą misję apostolską. Wspomniana tablica z brązu została wykonana przez Gottfrieda Schnelrada w roku 1742. Zawiera informację o życiu, dziejach beatyfikacji i budowy kaplicy bł. Czesława.

Architektura i wystrój kaplicy mają głosić chwałę Błogosławionego i zakonu dominikanów (postacie wielkich dominikanów – św. Jacka i św. Dominika, popiersia członków zakonu kaznodziejskiego na gzymsie), krzepić serca przerażonych ewentualną nawałą turecką, a z treściami tymi splata się wątek kontrreformacyjny. Trzeba tu dodać, że historia klasztoru dominikańskiego we Wrocławiu zawiera elementy dramatyczne, jak dokonywane przez protestantów napady i profanacje, zakazy głoszenia kazań w języku polskim, protesty niemieckojęzycznych zakonników przeciw zbytniej polonizacji klasztoru, ale też ciekawe przykłady koegzystencji ludzi różnych wyznań. Ponoć ewangelicy, podobnie zresztą jak katolicy, zbierali z otoczenia grobu Błogosławionego ziarna piasku, które miały być świetnym środkiem na bóle głowy...

Powstanie Czesławowej kaplicy w znacznej mierze było zasługą wrocławskich mieszczan, choć oczywiście trudno sobie je wyobrazić bez udziału cesarskich urzędników i duchowieństwa, wspieranego przez katolickich władców monarchii – Habsburgów. Pozostałe wrocławskie budowle tego typu powstawały na koszt jednego magnata lub jego rodziny i stanowiły osobiste lub rodowe mauzolea. Jest to zatem w znacznym stopniu fundacja miejskiej społeczności Wrocławia. Dzieje kultu, historia zabytku i jego wystrój są znakomitą ilustracją skomplikowanych stosunków narodowościowych i religijnych w mieście, które na przestrzeni tysiąca lat należało do kilku państw, w którym żyli obok siebie ludzie różnych wyznań. Czesławowe mauzoleum ustępuje wprawdzie klasą tak wybitnym dziełom baroku jak kaplice św. Elżbiety czy Elektorska przy wrocławskiej katedrze, jednak stanowi najlepszy chyba przykład reakcji miejscowego środowiska artystycznego na wpływy z centrów kulturalnych ówczesnej Europy – Rzymu, Wiednia i Pragi.