Wrzesień 2001

Początek wielkiego przełomu
Rozmowa z kard. Marianem Jaworskim, metropolitą lwowskim

Nowi polscy błogosławieni


Kresy południowo-wschodnie
Grzegorz Gaczyński

Diakonat stały w Kościele w Polsce
Marek Marczewski

Kim jest diakon?
ks.Piotr Nitecki

Wychowanie uczniów do uczestnictwa w życiu Kościoła
ks. Marek Zołoteńki

Dzieci bez wieku
Anna Maria Teresa

Koncert w szkole
Marek Rusinowski

Jak żyli mieszkańcy średniowiecznego Wrocławia
Anna Sutowicz

Racjonalne kłamstwo
ks. Stanisław Ławrynowicz

Jestem istotą społeczną
Natalia Telejko

Duszpasterstwo Akademickie - co to jest?
ks. Ryszard Słowiak




Strona główna

Archiwum

Koncert w szkole
Marek Rusinowski


Szkoła wielki kocioł. Zawodówka, technikum pozawodowe, technikum dzienne, liceum w jednym gmachu. Przerwy to walka żywiołów. Niekiedy dosłownie wrze, czasami również i w czasie lekcji. W tej szkole jest wszystko: "spady", "odpady", "spadochroniarze", ładne i grzeczne licealistki, ale również wojowniczo wykrzykujący szalikowcy a nawet zagorzali wyznawcy Hitlera. Młodzież, jak wszędzie, szukająca za wszelką cenę przynależności, tożsamości, grupy.

Zaprosiliśmy tu Piotra wraz z zespołem. Miał im mówić o Jezusie, o miłości Bożej, o tym dlaczego wierzy, miał otwarcie wyznawać swoją wiarę. Zgodził się przyjechać. Czy spotkanie wypali, albo czy to wszystko raczej nie eksploduje? Prosiłem o modlitwę wielu ludzi, sam modliłem się bardzo dużo. Boże tylko Twoja łaska, tylko Twoja moc może sprawić cud. Mówić publicznie o Bogu do młodzieży bez żadnych podchodów, bez żadnych podjazdów to wcale nie takie łatwe. Przecież oni przede wszystkim myślą o rajdach, meczach, seksie, miłości, alkoholu, pieniądzach, tylko trochę o szkole. Tak przynajmniej od zewnątrz można by ich pobieżnie ocenić. Czy więc przyjmą Ewangelię z ust muzyka, pielęgniarki, lekarza, maturzysty ich rówieśnika. Warto jednak zaryzykować. Warto również stanąć nawet z boku, by spojrzeć na już za moment mającą się dokonać konfrontację.

Pierwszy kontakt z młodzieżą. - Janusz, to zupełnie nie te klimaty - rzucił w moim kierunku Piotr.

Może się przestraszył, chciał jechać do domu, zdezerterować. Co mogłem odpowiedzieć? Powitali ich krzykiem i śmiechem. Chyba niewielu okazywało choćby najmniejsze oznaki zainteresowania. O tak, śpiewać w kościółku podczas mszy to chyba nie jest trudne. Modlić się śpiewem nawet na dużych koncertach chrześcijańskich to także pewnie nie najtrudniejsze. Pokaż teraz co jesteś wart. Tu nie okłamiesz ani siebie, ani ich. Tu masz najlepszą okazję, by sprawdzić, ile warta jest Twoja wiara, Twoja Ewangelia.

W końcu jednak się zaczęło. Wzajemne "badanie gruntu", badanie "przeciwnika". Kim są ci po drugiej stronie? Pierwsze pół godziny to może taka przepychanka - odbijane piłeczki. Jak ich wszystkich ogarnąć, jak trafić do serc? Co zrobić by się otworzyli? Wespół z kolegą - Jarkiem Staszewskim, który przyjechał do szkoły specjalnie na koncert, mogliśmy się jedynie modlić. Boże, spraw cud. Boże, ześlij Twojego Ducha. I tak naprawdę się stało. Nie wiem jak, ale stało się. Młodzież wymiękła. Wszyscy byliśmy tego świadkami. Powoli rodziło się wzajemne zaufanie, wzajemna radość. Ludzie wstali z miejsc już nie po to, by szydzić, drwić, wyśmiewać lecz po to, by wspólnie wielbić Boga. Widziałem poruszone twarze, twarze pełne radości, ale również i smutku może z powodu swojego wcześniejszego życia, wcześniejszej postawy. Może ktoś otwierał się na Bożą łaskę, na Jezusa. Ktoś inny usilnie starał się ukryć swoje wzruszenie i łzy. Byleby koledzy nie zauważyli, byleby nikt się nie spostrzegł, trzeba grać twardziela do końca.

Jednak spodobała im się Ewangelia, zadziwiła. Piotr mówił im prawdę. Bóg jest. Nikt nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze. Po koncercie nie chcieli wychodzić. Wielu zostało, by jak najdłużej "zatrzymać czas", zamknąć pełen Bożego Ducha klimat spotkania już na zawsze. Zostali, by zadać jak najwięcej pytań członkom zespołu, by pytać aż do nasycenia, pytać o Jezusa, o wiarę. Teraz można już bezpośrednio, można "przypatrzeć się z bliska", "dotknąć". Kim są? W ich ustach słowo Jezus jest jakieś inne, prawdziwe, żywe, czułe, bliskie. Postawili w życiu na Jezusa, zaryzykowali. Opłaciło się. Koncertują nie po to by robić kasiorę. Twierdzą, że wciąż powstają nowe przestrzenie, puste obszary, które trzeba zapełnić Ewangelią.

Dziamdziaka - Piotra Dziemidowicza - lidera zespołu, wokalistę i gitarzystę poznałem kilka lat temu. Dał się wówczas pierwszy raz zaprosić wraz z zespołem na taką zabitą dechami wiochę. Zagrali koncert dosłownie dla kilkunastu osób. Przyszło kilka babć, kilku licealistów, kilku dorosłych. Do całej imprezy dokładali jeszcze swoje złotówki. Bóg im to szczodrze wynagrodził. Na festiwalu "Ad Gloriam Dei" w Kielcach zdobyli I Nagrodę. Podobnie we Wrocławiu na "Sakrosongu" i Górce Klasztornej podczas "Marii Carmer...". Udział w Festiwalu w Żywcu przyniósł im III nagrodę.

Dziamdziak to taki prawdziwy, typowy dziamdziak, ale na scenie głosi swoje orędzie z całą ekspresją: spojrzeniami, tańcem, gestami, słowami, całym sobą.

Mariola, żona Piotra, wokalistka zespołu pracuje jako pielęgniarka. Naprawdę przemiłe było słyszeć jak podczas koncertu Piotr wyznawał z autentycznym i szczerym uśmiechem, że "jest to dziewczyna, za którą szaleje od wielu już lat".

W zespole jest również drugi Piotr. Piotr Siekanowicz - gitarzysta z zawodu lekarz, chirurg dziecięcy. Gdy mówił do młodzieży powiedział: "Nie wiem dlaczego niektóre z operowanych dzieci wracają do zdrowia, inne umierają, wiem natomiast na pewno, że ponad moją ręką i skalpelem jest jeszcze Inna Siła, Inna Ręka, Jest Bóg, który wszystkim kieruje, wszystko prowadzi".

Adaś Gowliński - harmonijka ustna, ojciec czworga dzieci. Szczerze przyznaje, że "woli uśmiech od smutnej twarzy".

Trzeci z kolei Piotr, Piotr Madejek - perkusista. Jego największą pasją jest gra na bębnach.

Maciej Prokopowicz - instrumenty klawiszowe. Dla niego jednego pieniądze znaczą w życiu najwięcej. Bowiem tym co kocha najgoręcej to "posiadanie kilku niezłych samochodów" z tym, że wielkości maksymalnie 2 cm.

Zespół Haleluja Country Band założyli w czerwcu 1997. Grali już po kilku miesiącach wspólnych prób. Na koncertach wykonują znane i lubiane pieśni uwielbienia, a także kompozycje własne, których stylistyka nawiązuje do tradycji country, rocka i rock and rolla. Grają w kościołach, na spotkaniach młodzieżowych, koncertach ewangelizacyjnych, ewangelizacjach ulicznych, rekolekcjach adwentowych i wielkopostnych.

Istnienie zespołu Haleluja Country Band to wyraz ich głębokiej wiary i potrzeby dzielenia się własnym, osobistym doświadczeniem Boga. "Wiemy i czujemy"- mówią sami o sobie - "muzyka pomaga w nawiązywaniu wzajemnych kontaktów, pogłębia siłę przebicia, pozwala na szczególne przeżywanie głoszonej idei. Dlatego właśnie modlimy się śpiewając i grając na chwałę Pana, nieustannie odnajdując w dźwiękach nowe sposoby wyrażania miłości do Jezusa Chrystusa. Świadomość duchowej jedności między odbiorcami naszej muzyki miłość tę jeszcze dopełnia, dając poczucie prawdziwego szczęścia. Gramy więc jak najczęściej i jak najlepiej".