Sierpień 2004

Modlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki Wrocławia
ks. abp Marian Gołębiewski

To wasz Pasterz!
ks. Grzegorz Sokołowski

Papieska wędrówka do źródeł
ks. Janusz Czarny

Matka Boska Wspomożycielka Wrocławia
Jakub Kamykowski

Mają do nas zaufanie
Z ks. Adamem Dereniem rozmawia Izabela Matjasik

Św. Joanna Molla – obrończyni życia
ks. Józef Mandziuk

To była dobra przygoda
Maria Borkowska

Chodzenie w parze z Bogiem
Z ks. prałatem Mirosławem Drzewieckim rozmawia Katarzyna Wyzga

Misjonarze klaretyni
Jacek Kiciński CMF

Czy dzisiaj patriotyzm potrzebny?
Wojciech Mścichowski

Za "Bóg zapłać"
Danuta Brodzińska




Strona główna

Archiwum

To była dobra przygoda
Po śmierci śp. Tadeusza Rylkego
Maria Borkowska



Drugiego maja br. zmarł Tadeusz Rylke, jeden z członków założycieli Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta. Wraz z Jerzym Marszałkowiczem był prekursorem trudnych starań w czasach PRL o utworzenie organizacji służącej ludziom bezdomnym. Nie było to proste. Ówczesne władze zaprzeczały istnieniu ludzi bezdomnych. Ustrój socjalistyczny miał przecież zapewnić wszystkim dobrobyt i szczęście. – Nie było widać bezdomnych na ulicy, bo milicja po prostu wywoziła ich poza miasto – mówił Tadeusz Rylke.

Jerzy Marszałkowicz tak wspomina te czasy w liście wysłanym do swego przyjaciela 16.07.2000 ze schroniska w Bielicach: Nie mogę się powstrzymać od tego, aby w imię naszej przyjaźni nie przypomnieć Panu, że minęło 29 lat od dnia 14 lipca 1971 r., gdy poszliśmy do wiceprezydenta m. Wrocławia śp. pana Michalaka, aby przedłożyć mu nasz memoriał w sprawie utworzenia Tymczasowego Domu Noclegowego dla Bezdomnych. Był to dzień, w którym Kościół wspomina św. Bonawenturę. Gdy przyszedł Pan do mnie do Seminarium, abyśmy poszli do Urzędu Miasta, poprosiłem ojca duchownego ks. Józefa Pazdura, aby nas pożegnał i jak gdyby pobłogosławił. Wtedy powiedział: Dobrze, idźcie, będzie to "buona ventura" (Bonawentura), czyli "dobra przygoda". I tak się zaczęło, potem były różne etapy tej "dobrej przygody", aż doszło do tak wielkiego rozwoju Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, że jest coś 53 Koła terenowe i 48 schronisk. Tyle godzin na furcie omawialiśmy problem bezdomnych i dyskutowali na ten temat, aż coś z tego wyszło, ale to wszystko dzięki Matce Boskiej. Wspominam ten dzień św. Bonawentury 14 lipca ze wzruszeniem.

Towarzystwo zostało ostatecznie zarejestrowane (przy rozszerzonym składzie członków założycieli) dopiero w 1981 roku. Władze nie zgodziły się na nazwę Towarzystwo Pomocy Bezdomnym im. Brata Alberta, zarówno słowo "bezdomni", jak i "brat Albert" były nie do zaakceptowania przez przedstawicieli PRL. Zarejestrowano w końcu Towarzystwo Pomocy im. Adama Chmielowskiego (tak nazywał się brat Albert przed przyjęciem swego imienia zakonnego). Rejestracja była dużym osiągnięciem wrocławskiego środowiska. Świadczy o tym m.in. fakt, że warszawscy inicjatorzy podobnych działań po otrzymaniu tej informacji z Wrocławia zrezygnowali z zakładania własnego Towarzystwa i utworzyli warszawskie koło Towarzystwa Pomocy im. Adama Chmielowskiego we Wrocławiu. Tadeusz Rylke do końca uczestniczył w pracach Zarządu Koła Wrocławskiego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta – brał udział w zebraniach Zarządu i odwiedzał schroniska.

Jerzy Marszałkowicz podczas ostatniego pożegnania, które odbyło się 10 maja na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu, jeszcze raz podkreślił zasługi Tadeusza Rylkego w ich wspólnych staraniach o utworzenie schroniska: Ze smutkiem żegnam Cię, Przyjacielu. Pozostaniesz zawsze w mojej pamięci jako ten, który pierwszy właściwie podjął tę inicjatywę na rzecz bezdomnych – chociaż się nie udała, ale była tym pierwszym krokiem, który potem w jakiś sposób zaowocował w 81 roku, kiedy powstało Towarzystwo Pomocy im. Brata Alberta.

Przypomniał też, że w 2001 roku Tadeusz Rylke został odznaczony specjalnym wyróżnieniem (statuetka "Bliźniemu swemu"), ustanowionym przez Zarząd Główny Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta z okazji 20-lecia swojej działalności. Wyróżnienie to otrzymali wówczas także m.in. kardynał Henryk Gulbinowicz, biskup Józef Pazdur i władze miejskie Wrocławia.

Nie tylko bezdomni budzili w Tadeuszu Rylke współczucie i gotowość niesienia pomocy. Ks. Zdzisław Pluta, który znał go z działania na rzecz "Betlejem" – schroniska dla matek z dziećmi, jednej z wielu inicjatyw, w które był zaangażowany T. Rylke, prowadzonych przez wrocławski Komitet Obrony Praw Dziecka (kierowany wówczas przez dr. Jacka Mazurkiewicza) – podczas Mszy świętej żałobnej wspominał: Pamiętam go jako człowieka wielkiej wrażliwości. Wrażliwości na ludzką biedę, na biedę drugiego. Bardzo spontanicznie włączał się w wiele inicjatyw charytatywnych: kiedy trzeba było pomagać bezdomnym pozostającym na ulicach, matkom w stanie błogosławionym, kiedy trzeba było pomagać dzieciom z rodzin patologicznych, wszędzie tam był obecny. Wspominamy go jako człowieka wielkiej prawości, cichości i wielkiej dobroci. Pamiętam, jak bardzo serdecznie witał się z każdym znajomym, jak ciepło podchodził do każdego człowieka.

Na uroczystościach pogrzebowych nie zabrakło też przedstawicieli środowiska kombatanckiego. Przypomniano partyzancki rozdział życia Tadeusza Rylkego, który swoje dzieciństwo i młodość spędził na kresach wschodnich. Urodził się 21 kwietnia 1923 r. w Równem na Wołyniu. Przewoził z Warszawy do Krasnego Stawu prasę podziemną, brał udział w licznych akcjach zbrojnych w obwodzie krasnostawskim przyjmując pseudonim "Błysk" w oddziale Gryfa, w plutonie Jana Żebrowskiego: w magazynach, w konwojach, pociągach i mostach, przy zdobywaniu broni, żywności i artykułów niezbędnych dla wojska i oddziałów partyzanckich. Po aresztowaniu w brawurowy sposób zbiegł, wyskakując z pociągu w biegu.

Po wojnie pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej w Żórawinie koło Wrocławia, prowadził kursy dla analfabetów, a jednocześnie studiował filozofię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Po ukończeniu studiów, nie mając szans na pracę w zawodzie przed "odwilżą" w 1956, pracował w "Miastoprojekcie" jako starszy asystent. Od 1956 roku wykładał logikę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. W roku 1972 rozpoczął ostatnią swoją już pracę przed emeryturą, jako starszy bibliotekarz w bibliotece Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego.

Przedstawiciel Koła Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych przy Uniwersytecie Wrocławskim płk. Stefan Migaj, tak podsumował jego życie: Tylko w kodeksie rycerskim była powinność obrony wdów, sierot i bezbronnych. I sądzę, że to zaangażowanie, ten cel, któremu poświęcił czas i zdolności, świadczy o jego wnętrzu, o tym, kim był. A sformułowałbym to tak: był partyzantem, bo był patriotą, był żołnierzem, a więc rycerzem i to bez skazy.

Jeszcze w zeszłym roku, a więc mając już 80 lat, pomagał bezinteresownie młodzieży w nauce, zaopatrując się w odpowiednie podręczniki i zapoznając się z obecnie obowiązującym programem gimnazjalnym i wymaganiami egzaminów do liceum. Jego niewielkie, pozbawione wygód mieszkanie służyło jako azyl dla ludzi, którzy nie mieli gdzie się schronić. Każdego traktował tak, jakby był kimś wyjątkowym. Umiał wybaczać i często powtarzał: kocham wszystkich ludzi. Różne są drogi szczęścia. Jedni idą na Mount Everest, inni opływają świat, a ja służę ludziom. Nie licząc na wdzięczność. Tymi słowami Tadeusza Rylkego rozpoczyna Anna Fastnacht-Stupnicka rozdział Rosję mierzyli, Gdynię budowali historię rodu przodków Tadeusza Rylkego w książce Saga wrocławska. Rodu wielce dla Polski zasłużonego: Z wykształcenia filozof, współzałożyciel Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, wnuk autora atlasu Rosji, bratanek budowniczego pierwszej stoczni w Gdyni – pisze w kolejnym zdaniu autorka.

Pokoleniu Tadeusza Rylkego przyszło żyć w czasach szczególnych. Był świadkiem zbrodni totalitaryzmów XX wieku i aktywnym uczestnikiem zmagań kolejnego pokolenia Polaków o podstawowe wartości ludzkie i narodowe. W czasie II wojny światowej był aresztowany i przez władze sowieckie, i przez władze niemieckie. Opatrzność miała jednak dla niego jeszcze kolejne zadania, przetrwał więc okres aresztowań, by po wojnie, w rzeczywistości PRL, być przykładem człowieka o trwałych zasadach moralnych, niepodatnego na presję systemu komunistycznego i otwartego na potrzeby innych ludzi. Był również świadkiem narodzin NSZZ "Solidarność" i jego wiernym członkiem od chwili powstania, uczestniczył też w corocznych zebraniach Koła Emerytów organizowanych przez "Solidarność" Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wychowany w duchu tolerancji (ojciec był ewangelikiem, matka katoliczką, on sam ochrzczony został w Kościele ewangelickim), wielką wagę przywiązywał do wzajemnego szacunku dla różnych poglądów i religii – uważał, że najważniejsza jest miłość bliźniego. Być może, również dlatego bardzo cenił, ekumeniczny przecież, pontyfikat Jana Pawła II i wielokrotnie uczestniczył w spotkaniach Papieża z rodakami. – Pojechaliśmy z Tadeuszem Rylke do Krakowa w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II w 1979 r. na spotkanie z Ojcem Świętym bez żadnych przygotowań i zapewnienia sobie noclegów – wspomina jego przyjaciel, Jerzy Marszałkowicz. Podczas ostatniej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski w 2002 r., Tadeusz Rylke, mimo nie najlepszego stanu zdrowia, zdecydował się na uciążliwą podróż nocą (i równie męczący powrót), by uczestniczyć w spotkaniu z Papieżem na Błoniach w Krakowie. Przypomnijmy, głównym tematem było Boże Miłosierdzie i uczynki miłosierdzia wobec bliźniego. Rok wcześniej trudy podróży nie zniechęciły go również do wyjazdu do Medjugorje i wejścia na Górę Krizevac.

Niech to, co zostawił nam nasz zmarły brat, owocuje w naszym życiu – tak zaapelował prowadzący uroczystość żałobną ojciec karmelita Kazimierz Graczyk z kościoła pw. Opieki św. Józefa przy ul. Ołbińskiej. W czasach, w których słabość i niezaradność są często traktowane z pogardą, przykład człowieka wrażliwego na ludzką biedę skłania do zastanowienia się nad własną hierarchią wartości. Może i my potrafimy rozbudzić w sobie trochę więcej wyobraźni miłosierdzia, do której zachęcał nas Jan Paweł II?