Lipiec - Sierpień 2008

Rok św. Pawła rozpoczęty
Krzysztof Bramorski

Święta w podróży
Agnieszka Bugała

Pieszo na Jasną Górę
Violetta Nowakowska

„Sokrates tańczący”
Ks. Janusz Czarny

Wakacje z Bogiem
Anna Kowałek

Rodziców i dzieci kłopoty z wakacjami
Anna Litwin

Problem zła i św. Augustyn
Łukasz Henel

Błogosławiona s. Marta Wiecka
Stanisław Wróblewski

Kościół w oczach PZPR
Piotr Sutowicz

Do czego prowadzi zdrada małżeńska?
Z ks. Bolesławem Orłowskim rozmawia Bożena Rojek

Wrocławski Turniej Tenorów
Joanna Pietrasiewicz

„Pijafka” – bo wystarczy tylko chcieć
Marta Anioł



Strona główna

Archiwum

Do czego prowadzi zdrada małżeńska?
Z ks. Bolesławem Orłowskim rozmawia Bożena Rojek



Żyjemy w czasach coraz swobodniejszego odchodzenia od norm etyki seksualnej i małżeńskiej, których nauczał Pan Jezus. Jedni zasadę nierozerwalności małżeństwa i obowiązek wierności swojemu małżonkowi traktują jako przeszkodę na drodze do swoiście pojętego szczęścia osobistego, inni z kolei rozpowszechniają przewrotne twierdzenie, że wierność i uczciwość małżeńska nie są w ogóle konieczne do tego, by być dobrym małżonkiem i rodzicem, nie widząc nic złego w niemoralnym postępowaniu. Do czego zatem prowadzi zdrada małżeńska?

Kiedy dwoje ludzi decyduje się być razem przez całe życie, zawierają ze sobą pewnego rodzaju umowę, której jednym z trwałych elementów jest zaufanie. Powierzają się bowiem sobie nawzajem z tym wszystkim, kim są: ze swoimi tajemnicami, słabościami, marzeniami, aspiracjami. Żona oddaje się mężowi, a mąż żonie. Znaczy to tyle, że tylko mąż ma prawo do żony i odwrotnie. Nikt inny. I to we wszystkich sferach życia, również seksualnej. Człowieka nie da się podzielić na odrębne części, z których jedna będzie należała do jednej osoby, druga zaś do innej. Małżeństwo wymaga wyłączności, dlatego nie można usprawiedliwiać żadnych relacji pozamałżeńskich, czy to o charakterze seksualnym, czy „tylko” emocjonalnym.

Dziś człowiek ma poczucie własnej wartości do tego stopnia, że w hierarchii wartości to, co powinno znajdować się najniżej, urasta czasem do rangi wielkiej sprawy. Bywa, że małżonkowie zastrzegają sobie prawo wyłączności do swoich rzeczy osobistych. I czasami dzieją się nieszczęścia tylko dlatego, że np. mąż zajrzał żonie do jej torebki czy portmonetki, a żona do jego portfela.

A przecież w hierarchii wartości człowiek, czyli ciało i duch (dusza), powinny stać wyżej od spraw materialnych. Zastanówmy się więc, czy akceptujemy nie tylko swoje konto bankowe i samochód, ale przede wszystkim samych siebie, czy jest dla nas wartością nasze własne ciało. Warto zapytać także: czy jest dla mnie wartością ciało mojego męża, mojej żony. Bo jeśli tak, to czy może być dopuszczalne „wypożyczenie” komuś obcemu na pewien czas czy wręcz na jedną tylko okoliczność swojego własnego ciała, skoro nie mamy w zwyczaju pożyczać innym ani samochodu, ani nawet szczoteczki do zębów? Dodajmy w tym miejscu, że nie chodzi tylko o własne ciało, ono nie istnieje w oderwaniu od świadomości człowieka, jego ducha, psychiki! Zdrada cielesna pociąga za sobą zdradę wszystkich warstw bycia człowiekiem; jest zdradą swojej własnej tożsamości, jest samodestrukcją!

Dlaczego ludzie decydują się czasem na rozwód? Bo któreś z nich nie wywiązało się z umowy małżeńskiej mówiącej o miłości, wierności i uczciwości do końca ich wspólnego życia. Ktoś złamał tę umowę w jakimś aspekcie podjętych przez siebie zobowiązań. W małżeństwie, będącym związkiem rozumianym jako nierozerwalne i dozgonne zobowiązanie dwojga ludzi, nie ma miejsca na zdradę, bo ona jest po prostu oszustwem. Jest sprzeniewierzeniem się drugiemu człowiekowi, pogwałceniem zaufania i powierzenia siebie.

Zdrada jest zawsze wyrazem wielkiej niesprawiedliwości wobec drugiego człowieka, zaprzeczeniem miłości, oznaką kryzysu małżeńskiego i braku wiary. Jej skutkiem jest zawód, niedowierzanie, ostrożność, lęk przed powtórzeniem się sytuacji. Nawet jeśli niewierność zostanie wybaczona, nie jest możliwe przecież wymazanie tego faktu z pamięci, dlatego ponowne zawierzenie staje się sprawą niezwykle trudną. Czasami już nawet po jednej zdradzie – jeśli nie nastąpiło nawrócenie małżonka, który zdradził – małżeństwo nie ma racji bytu. Do tego dochodzi jeszcze cierpienie dzieci, jeśli zdążyły pojawić się na świecie.

Ludzie wiary powinni traktować małżeństwo jako związek sakramentalny, pobłogosławiony przez samego Boga, pamiętając, że w Ewangelii ciało człowieka podniesione zostało do sacrum. Wszak św. Paweł mówi: ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest (1Kor 6,19). W świetle nauczania Jezusa zdrada nie jest więc tylko podeptaniem uczuć drugiego człowieka i odrzuceniem jego zaufania, wierności i uczciwości, ale przede wszystkim pogwałceniem świętości ciała człowieka i jednocześnie tej świętości, którą jest sam Bóg.

Jeśli zdradzasz w małżeństwie, a jesteś człowiekiem wiary, katolikiem, to nie zapominaj, że zdradzasz również Boga! Przede wszystkim Boga! Nie miej pretensji do Kościoła, że ci przypomina o wierności, o czystości; Kościół stoi na straży Słowa Bożego, Bożego przykazania. Zanim zrobisz głupstwo, zastanów się, czy przypadkiem nie walczysz z samym Bogiem!?

******

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego

Art. 2380. Cudzołóstwo. Słowo to oznacza niewierność małżeńską. Gdy dwoje partnerów, z których przynajmniej jeden jest w związku małżeńskim, nawiązuje stosunki płciowe, nawet przelotne, popełniają oni cudzołóstwo. Chrystus potępia cudzołóstwo nawet w postaci zwykłego pożądania. Szóste przykazanie i Nowy Testament bezwzględnie zakazują cudzołóstwa. Prorocy ukazują jego ciężar. Widzą w cudzołóstwie figurę grzechu bałwochwalstwa.

Art. 2381. Cudzołóstwo jest niesprawiedliwością. Ten, kto je popełnia, nie dotrzymuje podjętych zobowiązań. Rani znak przymierza, jakim jest węzeł małżeński, narusza prawo współmałżonka i godzi w instytucję małżeństwa, nie dotrzymując umowy znajdującej się u jego podstaw. Naraża na niebezpieczeństwo dobro rodzicielstwa ludzkiego oraz dzieci, które potrzebują trwałego związku rodziców.