Lipiec - Sierpień 2008

Rok św. Pawła rozpoczęty
Krzysztof Bramorski

Święta w podróży
Agnieszka Bugała

Pieszo na Jasną Górę
Violetta Nowakowska

„Sokrates tańczący”
Ks. Janusz Czarny

Wakacje z Bogiem
Anna Kowałek

Rodziców i dzieci kłopoty z wakacjami
Anna Litwin

Problem zła i św. Augustyn
Łukasz Henel

Błogosławiona s. Marta Wiecka
Stanisław Wróblewski

Kościół w oczach PZPR
Piotr Sutowicz

Do czego prowadzi zdrada małżeńska?
Z ks. Bolesławem Orłowskim rozmawia Bożena Rojek

Wrocławski Turniej Tenorów
Joanna Pietrasiewicz

„Pijafka” – bo wystarczy tylko chcieć
Marta Anioł



Strona główna

Archiwum

Rodziców i dzieci kłopoty z wakacjami
Anna Litwin



Oto nadeszły. W tym roku jakby trochę szybciej niż zazwyczaj. Nikt jednak z tego powodu nie rozpacza. Może z wyjątkiem tych, którzy odkładali z dnia na dzień „poprawkę”, wierząc zuchwale, że w ciągu jednej nocy zdołają nadrobić zaległości z kilku mie-sięcy, a którzy ocknęli się na chwilę przed ostatnim dzwon-kiem, bez promocji do następnej klasy. Na ogół jednak panuje niczym nieskrępowana radość.

Cieszą się dzieci i młodzież. Rodzice trochę mniej. Bo oto muszą przejąć obowiązki, które dotąd zdejmowała z nich szkoła. Będą mieć swoich milusińskich „na karku” przez 24 godziny na dobę, o ile nie uda im się wysłać ich na dłuższą wycieczkę, czy kolonie i tym sposobem „odepchnąć od siebie” konieczność zabawiania potomstwa, przez bite dwa miesiące, bez szans na oddech.

Zaiste, wakacje to znakomita okazja do przypomnienia sobie, że bycie rodzicem nie kończy się na przygotowaniu kanapek i spakowaniu tornistra, ale też okazja do docenienia wysiłku jaki wkłada, przez cały rok szkolny wychowawca i nauczyciel, w okiełznanie kilku czy też kilkunastoletniego żywiołu, który wcale nie ma ochoty na stosowanie się do zasad, „wkuwanie” tabliczki mnożenia, czy szukanie odpowiedzi na pytanie: „dlaczego Słowacki wielkim poetą był?”. „Nobla” zatem temu, kto wymyślił wakacje! I „Nobla” rodzicom, którzy wyjdą z tej kilkutygodniowej opresji z tarczą, nie ograniczając się do potraktowania potomka modnym i wygodnym hasłem „róbta, co chceta”, nie przymykając oczu na postępki, wykraczające poza ogólnie przyjęte normy, i nie usprawiedliwiając swojej niefrasobliwości przysłowiową, sankcjonującą wszelką lekkomyślność i brak poczucia odpowiedzialności, wakacyjną labą.

Wakacyjne żniwo nie musi mieć nic wspólnego z sianem w głowie, a tymczasem coroczne powakacyjne statystyki pokazują, że tak właśnie jest i że biblijne: rodzice jedli kwaśne winogrona, a dzieciom ścierpły zęby znajduje jak najbardziej zastosowanie w rzeczywistości. Tak zwane letnie przygody miewają ponure konsekwencje; pisząc to, wcale nie mam na myśli pęcherzy na nogach czy oparzeń będących następstwem zbyt zachłannego raczenia się słońcem. Wakacje pod hasłem: lato, lato lato czeka, razem z latem czeka rzeka... już jakiś czas temu ustąpiły miejsca wakacjom spod znaku: było ciepłe lato, choć czasem padało, dużo wina się piło i mało się spało... Upłynęło parę chwil od momentu, gdy autorytetem był druh drużynowy albo ksiądz na oazie. Dożyliśmy szczęsnych, a może raczej nie-szczęsnych czasów, w których autorytetem staje się koleżanka lub kolega, imponujący ilością przyswojonych promili bądź ilością „złamanych” męskich czy też damskich serc. Zdaje się, że ten fakt umknął uwadze większości rodziców i dlatego tak często przecierają z niedowierzaniem oczy na widok dokonań swojego potomstwa, które w warunkach totalnego braku nadzoru, traci pamięć uprzednią i następczą, zapominając o tym, co było przed wakacjami i nie myśląc o tym, co będzie po wakacjach. Taka „skleroza” nie może przejść bez echa.

Rozsądek i przewidywalność rzadko bywają przywilejami młodości i dlatego warto, mając to na uwadze, zastosować działania prewencyjne w stosunku do wyruszających na kolonie, ale też pozostających na czas wakacji w domach, dzieci i młodzieży. Czasami lepiej przypomnieć sobie sztukę mówienia „nie” i przekonać potomka, że to, co z pozoru ma dobry smak, wcale nie musi pójść na zdrowie. Trudne zadanie. Fakt. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy media i publicznie uznawane autorytety akcentują na każdym kroku tzw. potrzebę wolności we wszystkich sferach i na wszystkich płaszczyznach życia. Ale nie niemożliwe. Bo kto powiedział, że dzieci i młodzież nie potrafią myśleć? Potrafią. Tylko trzeba ich do tego zmobilizować. Mobilizacja ta jednak zakłada, że najpierw sami dorośli zaczną myśleć.

A z tym może być problem, bo dorośli również często ulegają schematowi, według którego, wakacje czy urlop, to nie tylko wypoczynek od pracy, ale też wypoczynek od zasad oraz konieczności używania rozumu. Gdybanie po fakcie zazwyczaj niewiele daje, dlatego chyba lepiej, już na progu letniego odpoczynku, ustalić pewne reguły gry dla siebie i swoich najbliższych. Tak, by po wakacjach zamiast pięknych wspomnień i zdrowej opalenizny nie pozostały tylko i wyłącznie same guzy i siniaki.