Maj 2005

Cieszymy się
Arcybiskup wrocławski po wyborze papieża Benedykta XV

Samotność władzy
ks. Piotr Nitecki

Nie jestem sam
papież Benedykt XVI

Benedykt XVI
ks. Andrzej Szafulski

Służyć Kościolowi
Fragmenty wywiadu z kard. Josephem Ratzingerem

Minął rok...
K.S.

Kapłan i jego misja
Z ks. abp. Marianem Gołębiewskim rozmawia ks. Cezary Chwilczyński

Z dziejów komunistycznych represji wobec dolnośląskiego Kościoła
Stanislaw A. Bogaczewicz

Sakrament pokuty
ks. Wiesław Wenz

Uczeń i mistrz
ks. Bogdan Giemza SDS

O nazwach Sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej
ks. Paweł Cembrowicz

Bitwa o Anglię
R.K.

Na szczęście Duch nie słucha mediów
ks. Rafał Kowalski

Ty będziesz kapłanem na wieki
Adam Ryszard Prokop




Strona główna

Archiwum

Bitwa o Anglię
R.K.



Jeszcze nie tak dawno tytuł ten kojarzył mi się jedynie z wyczynami dzielnych pilotów z Dywizjonu 303, którzy w czasie II wojny światowej rzeczywiście walczyli o Anglię. Obecnie jedna ze stacji telewizyjnych zmieniła zupełnie ten obraz, przedstawiając Polaków bijących się jednak już w zupełnie innym wymiarze. Postanowiłem sprawdzić jak wygląda prawdziwa bitwa i w czasie ferii zimowych wybrałem się na Wyspę, do Polaków, którzy próbują walczyć, chociaż tak naprawdę wielu z nich nie wie o co.

Wylądowałem na lotnisku w Luton i przyznam się szczerze, że już w czasie lotu czułem się fatalnie, gdyż byłem chyba jedynym pasażerem, który miał wykupiony bilet powrotny, Większość ludzi, z którymi rozmawiałem tuż przed wylotem jechała do Anglii, bo tam podobno pieniądze leżą na ulicach... Niestety, bardzo szybko ów mit prysł.

Nowy dzień...
Zamieszkałem wśród grupki Polaków (10 osób) wspólnie wynajmujących jeden z "Faltów" – kamienicę w taniej dzielnicy dla robotników. Wczesnym rankiem jedni wracali po nocnej zmianie, a inni ruszali do swoich zajęć. Niektórzy, niestety, niepewni czy dziś będzie im dane pracować. Zaraz po otwarciu granic o wiele łatwiej było znaleźć pracę – każdy, kto szedł do agencji, ją otrzymywał – rozpoczyna rozmowę Andrzej, który wyjechał z Polski pół roku temu. Wciąż pracuje dla agencji pracy i trzeci dzień z rzędu nie było dla niego pracy. Przyszło nas około 60 osób, z czego jedynie dla 20 znalazła się praca – mówi z wyrzutem. Kiedyś tego nie było – zawsze miałem pracę, a dziś nie mam z czego opłacić mieszkania. Rzeczywistość jest bardzo bolesna. Wysokość wypłaty zależy od ilości przepracowanych godzin, a gdy pracy nie ma – nikogo nie interesuje jak sobie człowiek poradzi.
Agencje pracy to bardzo ciekawe miejsca. Tutaj zaraz po przyjeździe swe kroki kieruje większość naszych rodaków, by zarejestrować się, czyli de facto przyjąć do pracy w konkretnej firmie...

Uwaga!!! Box oszukuje...
W samym Luton – miasteczku położnym ok. 30 km od Londynu działa kilka agencji pracy. Schemat ich działania jest prosty – rejestrują niemal każdego, kto chce pracować. Zawierają umowy z firmami oferującymi pracę, organizują dojazd i rozdzielają pracę wśród chętnych. Oficjalnie większość Polaków pracuje dla konkretnej agencji, która sama ustala warunki zatrudnienia i przygotowuje wypłaty. Niestety praktycznie nie podlega ona żadnej kontroli i tak jedna agencja za dowóz do pracy potrąca 10 funtów tygodniowo, inna 20, jedna za brak konta i wypłatę w gotówce potrąca 20 funtów inna 35. W ten oto sposób powstaje hierarchia agencji, dla których warto pracować.
Ostatnią na liście jest Staff box – niewielka agencja, której pomieszczenia zajmują małe mieszkanie przy jednej z ulic, blisko dzielnicy "Flatów". Oni oszukują jak tylko mogą – stwierdza Anna, która od dwóch tygodni pracuje dla Staff boxu'u i prosi o pomoc w tłumaczeniu przy odbiorze wypłaty, gdyż jej znajomość angielskiego jest praktycznie żadna.
Udajemy się zatem do biura agencji. Tutaj dwóch Anglików informuje nas, że nie ma dziś wypłat. Jednak po dłuższej rozmowie dają się przekonać, iż dziewczynie bardzo potrzebne są zarobione pieniądze. Przygotowują dla niej wypłatę. To pierwsza wypłata Anny i pierwsze zarobione pieniądze na Wyspie. Pracowała w kilku miejscach, układając kwiaty, przygotowując kanapki, pakując owoce. Szef agencji przynosi jej "pasek", na którym wyszczególnione są poszczególne prace wraz z zarobionymi funtami. Po odliczeniu podatków i kosztów dojazdu do wypłaty pozostaje 134 funty. W kopercie jest jedynie 104... Okazuje się, że szef poniósł swoje koszty, załatwiając prace dla Anny i potrącił je z jej wypłaty. Nikt mu nic nie zrobi. Anna bierze swoje pieniądze i ucieka do Polski. Ma dość pracy jako niewolnica. Nic jej tutaj nie trzyma. Największym wrogiem Polaka jest tutaj Polak – stwierdza – Polacy i Polki walczą ze sobą o pracę i o zarobki. Są gotowi na wszystko.

Mam full time'a, czyli droga do raju...
Nie wszyscy walczą o swoją wypłatę z agencjami, tak jak Anna. Niektórym udało się otrzymać stałą pracę (czyli tzw. full time'a). To ci, którzy znali język angielski i nie ograniczali się jedynie do tego, co załatwi agencja pracy. Poszukiwali w prasie, czytali ogłoszenia i udało się im podpisać umowy o pracę. Tomasz i Magda – należą do szczęśliwców, których dziś już nieczyste praktyki agencji nie dotyczą. Jeszcze nie tak dawno walczyli o swoje pieniądze z agencjami, a dziś pracują w angielskich firmach, z którymi podpisali umowy o pracę, mają konta w angielskich bankach i martwić ich może jedynie to, że są obiektem zazdrości ze strony większości, której się nie udaje, a która marzy o ich statusie. To przykre, ale wciąż Polacy mają do mnie pretensje, że znam język, że sobie radzę, a czy to moja "wina", że inwestowałam w siebie w czasie swojej nauki? – pyta Magda.

Żyję z dnia na dzień i to mi wystarcza...
Tak się złożyło, że miałem okazję rozmawiać z wieloma rodakami, pracującymi na angielskiej ziemi. To przykre, ale jedynie niektórzy z nich podejmują się planowania długookresowego. Snują plany o swojej przyszłości. Większości natomiast odpowiada życie we "Flacie" z 10 innymi osobami, zarobki na takim poziomie, iż stać ich na opłacenie mieszkania, zakup jedzenia i życie na średnim poziomie. Nie mają zamiaru niczego zmieniać, zarobione pieniądze tracą z dnia na dzień.

Kościół jest daleko
Na pytania o wiarę i praktyki religijne najczęściej pada zdawkowa odpowiedź, że kościół jest daleko. To jest, niestety, prawda i może nie chodzi tutaj o odległość fizyczną (wielu z nich pokonuje większe odległości, dojeżdżając do pracy) ile bardziej o ich podejście do Boga, wiary i religii. Życie religijne większości z odwiedzonych przeze mnie rodaków zostało ograniczone niemal do minimum, a nawet totalnie okrojone. Na niedzielną Eucharystię trzeba jechać do Londynu i niewielu się na to decyduje, tym bardziej że jest to dzień, w którym można więcej zarobić (nawet 10 funtów za godzinę) lub dłużej pospać. Skoro zatem do kościoła mają tak daleko przyzwyczajają się do życia bez Boga. To jest przykre, ale nie ubolewają z tego powodu. W konsekwencji rośnie nam młode pokolenie, dla którego Bóg przestaje istnieć z chwilą wylotu z Polski. A mają w czym wybierać.