Maj 2004

Potrzeba nadziei
Słowo biskupów polskich z okazji przyjęcia Polski do Unii Europejskiej

Nikogo nie zostawiać w poczuciu osamotnienia
Rozmowa z ks. abp. Marianem Gołębiewskim, nowym metropolitą wrocławskim

Kochajcie Kościół!
Słowo nowego metropolity wrocławskiego

Pajęcza sieć
Maciej Zabłocki

Śladem średniowiecznej księgi
Anna Sutowicz

Europa ducha
Józef Łukaszewicz

"Pelikan"
Tomasz Kwaśniewski

Świadectwo wierności
Wiesława Tomaszewska

Czy Europa musi być chrześcijańska?
Ks. Rafał Kowalski

Modlitwa do Maryi Matki Nadziei




Strona główna

Archiwum

Czy Europa musi być chrześcijańska?
Ks. Rafał Kowalski


Praktycznie rzecz biorąc na temat "chrześcijańskości" Europy każdy ma wyrobione własne zdanie. Był czas zająć stanowisko w czasie sporów tuż przed referendum, a jeśli jeszcze ktoś tego nie uczynił mógł nadrobić zaległości w chwili, gdy dyskutowano treść preambuły do konstytucji Unii Europejskiej. Nie mam ambicji przekonywać o słuszności takiego czy innego rozwiązania. Nie pragnę także by chrześcijaństwo stało się urzędową lub oficjalną religią Unii Europejskiej. Dlatego mogę sobie pozwolić na komfort zdroworozsądkowego spojrzenia na przyszłość Europy bez chrześcijaństwa. Zwolennicy takiej opcji zdają się wykrzykiwać, iż nie po to budowano nową Europę, aby powracać do nietolerancji w stosunku do… (i tutaj rozpoczyna się cały szereg rzekomo znienawidzonych i nietolerowanych przez chrześcijan grup religijnych czy społecznych).

Dziś nikt nie kwestionuje faktu, iż chrześcijaństwo stoi u podstaw cywilizacji europejskiej. Przemierzając Europę zauważymy, że wszędzie, gdzie mieszkają ludzie, na każdym cmentarzu, niemal nad każdym grobem – bez względu na to w jakim języku zostały wykonane napisy – wznosi się ten sam chrześcijański krzyż. Nie jest ważne czy grób pochodzi z X, XV czy XXI wieku. Poza tym wpływ chrześcijaństwa na kulturę europejską jest wprost przygniatający. Dowodów na to w muzyce, architekturze czy literaturze nie brakuje. Co więcej – znaczna część kultury (nazwijmy to) "niechrześcijańskiej" powstała w opozycji do chrześcijaństwa i bez niego jest niezrozumiała. Każdy więc, kto odrzuca prawdę o chrześcijańskich korzeniach Europy naraża się na śmieszność.

Dlaczego zatem pojawiają się tak wielkie problemy, gdy pragnie się wprowadzić wzmiankę o chrześcijaństwie do przyszłej ustawy zasadniczej? Trzeba powiedzieć wprost: chrześcijanie milczą. To milczenie niejako narzucili sobie sami, zamykając się w swoistego rodzaju getcie. Dla większości bowiem chrześcijaństwo przestało być normą życia, a przestrzeganie nauki Kościoła w życiu codziennym, w pracy i w relacjach społecznych staje się wręcz ciężarem, który (skoro jest za ciężki do udźwignięcia) należy odsunąć lub przepchnąć.

Zastanawia mnie wobec tego jeden fakt, mianowicie – każdy, kto jest za wprowadzeniem odwołania do Boga czy religii zmuszony jest usprawiedliwiać tę tezę. Nie żąda się uzasadniania laickiego podejścia do tworzącej się Unii. Można zatem wnioskować, że owo "bezbożne" podejście jest założeniem przyjętym jako pewnik, a wszelkie odstępstwa od niego muszą zostać potwierdzone i podchodzi się do nich co najmniej tak niepewnie, jak do stwierdzenia 2+2=5.

Jeśli zjednoczona Europa ma stanowić wspólnotę poszczególnych państw, a każde z nich posiada swoją konstytucję, sprawiedliwość wymagałaby tego, by treści zawarte w ustawach zasadniczych poszczególnych członków znalazły swój oddźwięk we wspólnej konstytucji. Wstęp do tej ustawy – jakkolwiek nazywany – wyraźnie określa wartości uznawane przez dane państwo, priorytety, cele i wybory etyczne. Jak konstytucje Francji i Włoch są wybitnie laickie, jak w konstytucji niemieckiej znajdujemy zdawkowe odniesienie do Boga, tak w konstytucji irlandzkiej daje się odczuć wybitnie chrześcijańską świadomość narodu. Nawet wstępy do konstytucji protestanckiej Danii czy prawosławnej Grecji odwołują się wprost do Boga. Zatem odwołanie się do Boga i chrześcijaństwa pojawia się w tradycjach konstytucyjnych krajów reprezentujących zdecydowaną większość społeczności europejskiej.

Nie chodzi mi bynajmniej o to, by chrześcijańskie dziedzictwo Europy sprowadzone zostało do jednego lub dwóch słów. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt, iż wyzucie preambuły z wrażliwości religijnej nie oznacza neutralności (tak szeroko głoszonej), ale uprzywilejowanie określonej (czyt. bezbożnej) wizji świata, która z prawa do wolności religijnej uczyniła jedynie wolność od religii. Zatem rację ma Jan Paweł II stwierdzając, że Europa przypomina człowieka sytego, który niczego i nikogo nie potrzebuje (skoro w dokumencie, w którym ma ona określić swoją tożsamość i nadzieje brak jest miejsca dla Boga).

W tym kontekście dopiero warto zadać pytanie o przyszłość takiej Europy. W odpowiedzi można przytoczyć stwierdzenie św. Augustyna, który przyznawał, że żadnemu tworowi politycznemu nie została obiecana wieczność. Cesarstwo rzymskie, mimo swoich osiągnięć, siły i swojego prawa upadło. Ta zasada obowiązuje także dziś – żadna konstrukcja polityczna czy kulturalna nie może rościć sobie praw do wiecznego trwania. Również i Europa, również kultura europejska może upaść.

Wbrew pozorom kontynuuje rozważania zdroworozsądkowe. Cywilizacja europejska kształtowała się w opozycji do innych kultur, bądź religii (szczególnie w opozycji do islamu). Obrona własnych wartości przed naporem tej religii stanowiła w dużym stopniu podstawy tworzenia się kultury europejskiej. Jako ciekawostkę można podać fakt, iż po raz pierwszy mieszkańcy naszego kontynentu nazwali się Europejczykami w 732 roku – miało to miejsce w kronice opisującej chrześcijan zagrożonych przez ekspansję muzułmańską.

W obliczu zagubienia własnej (chrześcijańskiej) tożsamości Europy niepokojącym faktem może wydawać się rosnąca populacja muzułmanów na terenie Starego Kontynentu którą szacuje się dziś na około 40 milionów, co stanowi już mniej więcej 5% ogółu mieszkańców tego kontynentu. Do połowy XX w. ludność muzułmańska mieszkała głównie na terenie Bałkanów i Rosji. Dopiero w II połowie XX w. liczne grupy muzułmanów zaczęły się pojawiać w pozostałych częściach Europy, szczególnie na Zachodzie. Od lat siedemdziesiątych napływ muzułmanów przybierał na sile. Przybywali oni z różnych powodów – jako studenci, gastarbeiterzy, czy uciekinierzy polityczni. Populacja muzułmańska na terenie Europy stale rosła, a jej obecność stawała się coraz bardziej widoczna.

Dziś islam jest w Europie najbardziej dynamiczną religią. Notuje najwyższy przyrost wyznawców, nie tylko dzięki napływowi imigrantów, ale także dzięki wysokiemu przyrostowi naturalnemu. Pojawiają się kolejne pokolenia muzułmanów urodzonych w Europie. Znają bardzo dobrze język kraju pobytu i nie traktują swego zamieszkania w Europie jako przejściowego pobytu. Mają świadomość, że są tu na stałe, a zatem troszczą się o wszystko, co stanowi o ich tożsamości, a w szczególności religię: meczety, sale modlitw, szkoły religijne oraz zapewnienie takich warunków prawnych, które pozwoliłyby im na wypełnianie obowiązków religijnych oraz pielęgnowanie kulturowego dziedzictwa.

Na pytanie: czy Europa musi być chrześcijańska? można spokojnie odpowiedzieć, że nie!!! Co więcej – wielu prominentnych polityków zdaje się dążyć do tego, by nie była chrześcijańska. Problem w tym, że jeśli nie będzie to kontynent chrześcijański – nie mamy co mówić o prawach człowieka, o godności ludzkiej, o wolności, małżeństwie, rodzinie (w taki sposób jak dotychczas rozumieliśmy te pojęcia). Nie ma co mówić – jeśli nie odkryje się ich chrześcijańskich źródeł, jeśli nie uzna się, że wyrosły ze spotkania człowieka z Ewangelią Jezusa Chrystusa. Tymczasem Chrystus jako sprawca ducha Europy został wzięty w nawias, a to dało początki nowej mentalności europejskiej, którą można wyrazić w jednym zdaniu: "myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał". Wypada zadać pytanie: Jak długo będzie istnieć kultura europejska?