Maj 2004

Potrzeba nadziei
Słowo biskupów polskich z okazji przyjęcia Polski do Unii Europejskiej

Nikogo nie zostawiać w poczuciu osamotnienia
Rozmowa z ks. abp. Marianem Gołębiewskim, nowym metropolitą wrocławskim

Kochajcie Kościół!
Słowo nowego metropolity wrocławskiego

Pajęcza sieć
Maciej Zabłocki

Śladem średniowiecznej księgi
Anna Sutowicz

Europa ducha
Józef Łukaszewicz

"Pelikan"
Tomasz Kwaśniewski

Świadectwo wierności
Wiesława Tomaszewska

Czy Europa musi być chrześcijańska?
Ks. Rafał Kowalski

Modlitwa do Maryi Matki Nadziei




Strona główna

Archiwum

Nikogo nie zostawiać w poczuciu osamotnienia
Rozmowa z ks. abp. Marianem Gołębiewskim, nowym metropolitą wrocławskim


Ksiądz Biskup został mianowany metropolitą wrocławskim, pasterzem jednej z najważniejszych diecezji w Polsce. Jest to tradycyjna stolica kardynalska. Czy nie obawia się Ksiądz Arcybiskup tej odpowiedzialności?

– Przypomnę, że spośród dotychczasowych 57 biskupów wrocławskich tylko siedmiu było kardynałami. Nie uprzedzajmy więc faktów. Skromność nikomu nie zaszkodziła. Odpowiadając na pytanie mogę powiedzieć, że faktycznie Wrocław jest ważną stolicą kościelną i tak było w historii zawsze – od tysiąca lat. Diecezja ta powstała wskutek decyzji zjazdu gnieźnieńskiego w roku 1000. Potem dzieje Wrocławia były burzliwe. Do 1316 roku rządzili tam Piastowie, następnie Czesi, Habsburgowie, Prusacy, Cesarstwo Niemieckie, a w końcu Trzecia Rzesza. Po II wojnie światowej Wrocław znów znalazł się w granicach Polski. Historia Wrocławia jest więc wspólną historią wielu narodów, kultur i religii. Ślady tej spuścizny znajdujemy tu niemal na każdym kroku. Nową odpowiedzialność przyjmuję z drżeniem w sercu. Zdaję sobie sprawę z wymagań. Ale skoro Ojciec Święty mnie tam posyła, ufam, że Pan Bóg nie poskąpi pomocy...

Czy nie obawia się Ksiądz Arcybiskup, że będzie pozostawał w cieniu swego poprzednika, kard. Henryka Gulbinowicza?

– Uważam, że każdy musi być sobą i tylko w ten sposób można dobrze pracować i zapisać się w dziejach diecezji. Będę więc sobą; nie mam tych cech osobowości i tych doświadczeń, które ksiądz kardynał Gulbinowicz wyniósł z Wileńszczyzny. Moje doświadczenia są inne. I ja będę po prostu inny.

Wrocław – jak mówi Ksiądz Arcybiskup – jest miastem na pograniczu narodów i kultur. Jak Ksiądz Arcybiskup widzi swoją misję na tym terenie?

– To bogactwo kulturowe we Wrocławiu – także wyznaniowe – jest inspirujące. Na terenach pogranicza kultur rodzi się zazwyczaj jedyna w swoim rodzaju, otwarta mentalność. Per analogiam można to powiedzieć i o wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej. Wszyscy nasi wieszczowie pochodzili stamtąd. Sytuacja pogranicza wymaga jasnego zdawania sobie sprawy z własnej tożsamości. Zresztą poważną część mieszkańców Wrocławia, jacy przybyli tam po wojnie, stanowią ludzie ze Lwowa. To oni wnieśli tę wrażliwość spotkania kultur, narodów i religii.

Wrocław – moim zdaniem – jest dobrym środowiskiem do kształtowania ciekawych postaw ludzkich i do podejmowania interesujących inicjatyw.

We Wrocławiu jest też bardzo ciekawy wątek ekumeniczny. Mówi się nawet o dzielnicy ekumenicznej...

– Jest tam pięć kościołów chrześcijańskich: prawosławny, ewangelicki, polskokatolicki, greckokatolicki, no i oczywiście większościowy rzymskokatolicki. Charakterystyczny dla Wrocławia jest ekumeniczny klimat, styl pracy i życia. Ludzie wzajemnie się szanują.

Ten zapał ekumeniczny będę starał się kontynuować i go współtworzyć. Jest też prężna gmina żydowska z panem Jerzym Kichlerem na czele. To otwarty i prostolinijny człowiek. Można więc będzie rozwijać i dialog chrześcijańsko-żydowski.

Czy ekumenizm potrzebuje w Polsce nowego impulsu?

– Ekumenizm – w sensie globalnym – wchodzi w nową fazę – bardziej pogłębioną. Kiedy byłem młodym księdzem, w okresie Soboru Watykańskiego II, to wydawało mi się, że będzie to sobór ekumeniczny, który odbuduje jedność Kościoła. Jak widać, nie jest to takie proste. Nie wystarczają konferencje, sympozja i dialogi teologiczne.

Potrzeba nowego impulsu – wchodzenia w głąb wzajemnych relacji i wewnętrznego nawrócenia.

Najważniejszy jest teraz ekumenizm w praktyce, czyli budowanie kontaktów pomiędzy Kościołami na bardzo wielu płaszczyznach. Byłem zbudowany, kiedy widziałem na Ukrainie, jak prawosławni pomagali budować kościół katolikom i vice versa. Takie przykłady otwierają nowe perspektywy działalności ekumenicznej.

Wrocław to stolica Dolnego Śląska, obszaru o znamiennych problemach społecznych, masowym bezrobociu, itp. Jak winna wyglądać posługa Kościoła w tym zakresie?

– Będę starał się dawać ludziom nadzieję. Ludzie w Polsce przeżywają olbrzymie stresy związane z transformacją, które teraz nasilają się w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Nie rozumieją tego procesu i mają olbrzymi kłopot z dostosowaniem się do nowych warunków, a przede wszystkim wymagań.

Kościół musi się nimi zająć i towarzyszyć na tej drodze. Nie można nikogo zostawiać w poczuciu osamotnienia. Dla zagubionych i strapionych Kościół musi być znakiem nadziei.

Kościół nie zorganizuje miejsc pracy, bo nie jest to jego zadaniem. Mamy jednak szansę tych ludzi uświadamiać. Winniśmy też im służyć pomocą w poszukiwaniu pracy – to rola parafii i stowarzyszeń laikatu.

W trudnej sytuacji Kościół winien ludziom mówić prawdę. Trzeba mówić, że wejście do Unii to także szansa. Należy polemizować z czarnowidztwem – jednostronnym widzeniem, które szerzy się w Polsce, niestety, także w Kościele.

Politycy boją się mówić prawdę i dlatego ludzie tracą zaufanie – ktoś więc musi jasno to mówić, bez ogródek, ale z miłością. Trzeba dawać nadzieję: Nie załamujcie się, tu jest wasz dom, wasza ziemia, musicie wziąć sprawy we własne ręce!

Wrocław jest skupiskiem inteligencji. Jaką ma Ksiądz koncepcję współpracy z tym środowiskiem?

– Czas rozejścia się dróg wiary i rozumu przeżył już swoje apogeum. Jestem optymistą w zakresie możliwości budowania pomostów między Kościołem a środowiskami intelektualnymi.

Naszym zadaniem jest tworzenie atmosfery spotkania, tak by symbioza fides et ratio – o czym mówi Papież – była coraz bardziej realna. Trzeba poszukiwać wspólnych źródeł. Teologia, która nie korzysta z rozwoju nauki, staje się sterylna. W wieku Oświecenia wydawało się, że za pomocą rozumu czy naukowego determinizmu wyjaśnimy wszystkie problemy. Okazało się, że to iluzja.

Dziś nauka, szczególnie fizyka odkrywa pojęcie tajemnicy. Pojawia się głód tego, co nazywamy wartościami transcendentalnymi i uniwersalnymi.

Z drugiej strony teologia – mam na- l dzieję – może zapładniać umysły ludzi nauki, jako źródło głębszej inspiracji. Wspólnie, Kościół i nauka, stoją dziś wobec etycznych problemów biologii, gdzie wzajemna inspiracja staje się koniecznością. Stajemy wobec pytań: kim jest człowiek i jakie są granice naukowej interwencji w życie człowieka?

A kwestia obecności Wydziału Teologicznego na uniwersytecie we Wrocławiu? Ponoć senat nie życzy sobie obecności kościelnego wydziału?

– Podchodzę do tego problemu bez żadnych uprzedzeń. Osobiście nie boję się wyższej uczelni i do świata nauki jestem nastawiony pozytywnie. Proszę się więc mnie nie bać, a wtedy na pewno znajdziemy właściwe rozwiązanie. Wspólnymi siłami możemy wiele zrobić dla Wrocławia, jego kultury i nauki.

Jako pasterz na Dolnym Śląsku Ksiądz Arcybiskup będzie miał poważny wpływ na kierunek pracy Kościoła w Polsce. Jakie najważniejsze problemy i zadania dostrzega Ksiądz Arcybiskup na najbliższe lata?

– Dotąd Kościół poszukiwał swojej drogi, zaskoczyła nas zarówno rynkowa ekonomia jak i pluralizm. Przeżyliśmy rozgoryczenie wyizolowania się z Kościoła pewnych elit... Ale to już mamy za sobą.

Jeśli chodzi o najważniejsze zadania, to mam świadomość ich ogromu, jednak na pierwszym miejscu powiedziałbym o opcji preferencyjnej na rzecz ubogich. Siłą naszego katolicyzmu zawsze była więź z ludem – tym na dole. I tego dziś nie możemy zagubić. Nie powinny nam przesłaniać oczu relacje do wielkich tego świata: polityki czy biznesu.

Kto jest dziś tym ubogim, wymagającym szczególnej troski Kościoła?

– Mamy ich bardzo dużo, w sensie materialnym i duchowym. W naszych miastach są ulice pełne patologii. Zawsze marzyłem o księdzu "wariacie", który by się zajął młodzieżą, ale tą, która kradnie, młodocianymi przestępcami. Trzeba nam więcej takich kapłanów- charyzmatyków.

Jeśli chodzi o program duszpasterski to fundamentalne miejsce winna zajmować w nim rodzina i kwestia szacunku dla życia. Rodzina jest źródłem życia, powołań kapłańskich i podstawowym środowiskiem edukacji. Dlatego należy się jej szczególna troska ze strony Kościoła, jak i każdej innej społeczności.

Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega rolę i misję katolików świeckich? Czy w Polsce jest ona zadowalająca?

– Jest to problem. Nasz laikat jest za mało aktywny. Ten olbrzym trochę drgnął, ale to zależy od regionu i struktury społecznej danej diecezji.

Dużą rolę przypisuję ruchom, wspólnotom i różnym stowarzyszeniom katolickim. Obserwuję to podczas wizytacji w parafiach. Tam, gdzie są prężne ruchy i stowarzyszenia, parafie lepiej pracują, są bardziej dynamiczne. Rola tych środowisk jest nie do przecenienia, także w sferze wychowania do aktywności i odpowiedzialności w życiu publicznym.

Bardzo istotna dziś jest rola ruchów i stowarzyszeń młodzieżowych, szczególnie ze względu na postępujący kryzys rodziny. O ile rodzina była kiedyś środowiskiem kształtującym powołania, obecnie najwięcej kandydatów do kapłaństwa mamy z nowych wspólnot i ruchów. Są one istotnym miejscem budzenia i kształtowania wiary młodego pokolenia.

W czym winna się przejawiać odpowiedzialność świeckich za parafię?

– Ważna rolę winny odgrywać rady parafialne: duszpasterska i ekonomiczna. Jeśli proboszcz będzie sam, to zginie. Tam, gdzie te rady są dobrze ustawione, stanowią wielką pomoc. W diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, gdzie jest wiele kościołów filialnych, mogą one dobrze funkcjonować dzięki trosce i aktywności osób świeckich.

A na poziomie diecezji? Czy świeccy mają jakąś rolę?

– Do diecezjalnej rady duszpasterskiej zaprosiłem ludzi świeckich. Jest ona dobrym miejscem współpracy kapłanów i świeckich – uczenia się współpracy i odpowiedzialności. W jej ramach istnieje jeszcze rada społeczna. Jej rolą jest sygnalizowanie trudnych problemów społecznych i poszukiwanie rozwiązań.

Co trzeba zmienić w stylu duszpasterzowania, aby Kościół lepiej odpowiadał na problemy ludzi i czasu?

– Duszpasterstwo winno być znacznie bardziej personalne – kierowane do konkretnego człowieka, stojącego wobec wielu problemów. Parafia nie może być instytucją świadczącą tylko określone usługi sakramentalne. Musi być wspólnotą, w której konkretny człowiek może się odnaleźć.

Jeśli my, kapłani, zachowamy urzędniczy styl, nie dotrzemy do ludzi mających problemy i poszukujących.

A więc trzeba też coś zmienić w formacji kapłanów?

– Dziś młode pokolenie kandydatów do kapłaństwa jest o wiele słabsze psychicznie. Trzeba im poświęcać więcej czasu i troski. Jednak w wychowaniu przyszłych kapłanów nie można być zbyt pobłażliwym, potrzebne są pewne rygory. Od młodych trzeba wymagać!

Bardzo potrzebna jest też prostota i asceza życia. Kapłan nie może być przyzwyczajony do wygody. Tej pokusie kapłani – poza wielkimi świętymi – zawsze w jakimś stopniu ulegali. Trzeba tak wychować młodych kapłanów, aby potrafili się temu oprzeć. Choć nie jest to łatwe wobec coraz większego ciśnienia konsumpcyjnego stylu życia. Tymczasem kapłan winien być świadkiem prostoty. Nie samochód lecz tabernakulum winno być na pierwszym miejscu w jego życiu.

Czy satysfakcjonują Księdza Arcybiskupa nasze media katolickie?

– W ramach mediów katolickich trzeba by wysunąć postulat lepszej wzajemnej współpracy. Wówczas ich praca będzie bardziej skuteczna.

Mam wrażenie, że media katolickie powtarzają trochę w kółko to samo, a nie przekazują bogactwa życia Kościoła. Marzę, aby media katolickie były zdolne rozpocząć solidną dyskusję, np. nad programem duszpasterskim Kościoła. Za mało w tych mediach jest problematyki trudnej. Przez całe pokolenia byliśmy wychowywani w konfrontacji z obcym systemem i to nadal trochę ciąży.

Ksiądz Arcybiskup jest członkiem Zespołu Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja. Jaką prawdę o polskim Kościele pokazuje to radio? Na czym polega główny problem, jak to zmienić?

– Jest już opracowana umowa oraz statut tego radia. Teraz rodzi się nowa koncepcja. Konferencja Episkopatu nie jest partnerem do zawierania umowy z konkretnym medium. Postuluje się ramowe ujęcia dla mediów katolickich, jakich winny one przestrzegać. Jeśli zauważy się jakieś przegięcia, to wówczas wyciągać się będzie konsekwencje, także wobec Radia Maryja.

Nie kwestionujemy modlitewnego programu toruńskiego radia. Wielu ludzi tego potrzebuje – szczególnie starsi. Chciałbym jednak, aby radio to ewangelizowało wszystkich i było otwarte na każdego człowieka.

Radio katolickie nie powinno utożsamiać się z jakąś partykularną grupą, bo wówczas zaszkodzi całemu Kościołowi.

Kościół musi być znakiem sprzeciwu, ale nie z pozycji ciągłego zagrożenia, jak to nieraz widzimy. Musi być głoszone chrześcijaństwo integralne, a nie kontynuowanie modelu oblężonej twierdzy. Kiedy apostołowie już po zmartwychwstaniu pozbyli się osobistego lęku i kiedy otrzymali Ducha Świętego, to poszli na wszystkie krańce ziemi i stali się świadkami. Docierali na ówczesne areopagi, podejmowali dialog z ówczesną kulturą. Nie możemy zostawić tych areopagów współczesnego świata, przekonani, że nam tylko zagrażają.

Ksiądz Arcybiskup wielokrotnie wypowiadał się na temat bolesnych problemów w Kościele. Jaka winna być "polityka" Kościoła w takich wypadkach? Jak się przed tym uchronić, skoro nie uchroniły się potężne Kościoły lokalne na Zachodzie?

– Doświadczyliśmy już pewnych wstrząsów, choć nie w takiej skali jak na Zachodzie. Jako rektor seminarium, byłem bezwzględny w takich przypadkach i usuwałem nieodpowiednich alumnów z seminarium. Czasem jednak, jeśli dany człowiek uświadamia sobie problem i wykazuje dobrą wolę, to można mu pomóc. Są już takie ośrodki. Trzeba jednak być czujnym. Nie mogąc opanować tego rodzaju skłonności, nie można piastować kościelnego urzędu.

Ksiądz Arcybiskup był pierwszym hierarchą w Polsce, który podjął ideę zainicjowanego przez Jana Pawła II rachunku sumienia Kościoła? Jakie są największe słabości polskich katolików?

– Naszą narodową wadą jest rozdźwięk między wyznawaną wiarą a życiem.

Jak go przezwyciężyć?

– Ratunkiem mogą być katolickie elity, które dawałyby jasne świadectwo. Nasza inteligencja ma, niestety, nieco pozytywistyczny i antyklerykalny rodowód. Inaczej niż np. elity katolickie we Francji.

Jak kształtować ten bardziej integralny wymiar katolicyzmu? Naszej inteligencji, potrzebna jest m.in. bardziej pogłębiona formacja biblijna. Jako biblista widzę wielką szansę w propagowaniu lektury Pisma Świętego. Specyfiką diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej jest organizowanie Niedziel Biblijnych. W tym dniu księża zachęcają wiernych do codziennej lektury Pisma Świętego. W czasie Mszy następuje uroczysta intronizacja Biblii, która później peregrynuje od rodziny do rodziny. Wygłasza się homilie o tematyce biblijnej. Może stanowić to antidotum na sekularyzację.

Czy Polsce grozi sekularyzacja? W jakim zakresie?

– Sądzę, że nie w takim stopniu jak na Zachodzie. Potwierdza to zresztą historia 15 lat wolności, kiedy świątynie nie opustoszały, a wierni nie przestali się spowiadać.

Moim zdaniem – choć zabrzmi to może banalnie – najlepszą metodą duszpasterską jest dobry, gorliwy ksiądz. Kapłan, który nie tylko naucza i sprawuje sakramenty, lecz całym sobą daje świadectwo. Jeśli się takich dorobimy, to byłbym spokojny o przyszłość Kościoła w Polsce. Falę laicyzacji na Zachodzie przyspieszył proces utraty tożsamości kapłańskiej u samych księży.

Za kilka tygodni wchodzimy do Unii Europejskiej. Ksiądz Arcybiskup bardziej się cieszy z tego powodu, czy obawia?

– Media nazywają mnie "euroentuzjastą", natomiast ja siebie uważam za "eurorealistę".

Nigdy nie obiecywałem nikomu gruszek na wierzbie. Wejście Polski do Unii postrzegam jako cywilizacyjną szansę, choć mam świadomość, że proces ten nic będzie łatwy. Potrzebna nam jest powszechna mobilizacja. Największy problem polega na słabości i braku wiarygodności naszych elit politycznych, które nie są w stanie pociągnąć społeczeństwa w tym kierunku.

Jaka jest, i winna być, rola chrześcijaństwa z Polski w przestrzeni europejskiej? Jak winniśmy się do tego przygotowywać? Jaka jest tu rola pasterzy Kościoła, duszpasterzy?

– Możemy odegrać dużą rolę w środowiskach europejskich wypranych z wartości nadprzyrodzonych. Nasze świadectwo publicznego przeżywania wiary może też pomóc elitom katolickim w tradycyjnych krajach Unii.

Mam nadzieję, że charakterystyczna dla nas religijna spontaniczność i kreatywność Kościoła wywoła pewien ferment na Zachodzie. Jednak musimy wyzbyć się kompleksów i uświadomić sobie własną wartość. Znani jesteśmy z niezdrowej megalomanii narodowej, która jest znakiem zakompleksienia – brakuje nam poczucia własnej wartości, wolnego od kompleksów.

Scena polityczna w Polsce ulega destrukcji. Dlaczego tak się stało? Jak to zmienić – jakie zadania w tym zakresie pozostają dla Kościoła?

– Jesteśmy dziś świadkami wypalania się formacji pokomunistycznej – w 15 lat po upadku systemu. Najbardziej niepokojąca jest towarzysząca temu słabość środowisk centroprawicowych.

W takiej sytuacji tym ważniejsza jest mądra obecność Kościoła w przestrzeni publicznej – jako autorytetu, który stwarza poczucie moralnego oparcia i niesie ludziom nadzieję.

A osobiste życie duchowe Księdza Arcybiskupa – jak ono się prezentuje? Czy starcza na nie czasu?

– Byłbym "cymbałem brzmiącym", gdybym jako kapłan i biskup pełnił swój urząd bez zakorzenienia w modlitwie i życiu duchowym. Wszystko, dosłownie wszystko, co się robi jako biskup – trzeba przemodlić. Szczególnie chętnie zwracam się do Boga za pośrednictwem niektórych współczesnych świętych: św. Benedykty od Krzyża czy Ojca Pio. Mówię im wprost: musicie mi pomóc, bo ja sam z tego nie wybrnę! Trzeba też umieć patrzeć na siebie z wielką pokorą – to najważniejsze we wszelkiej posłudze, nie tylko kapłańskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Przeciszewski (KAI)