Kwiecień 2007

Śląska Wielkanoc dawniej
Anna Sutowicz

Z martwych wstaję
Anna Litwin

Żyliśmy w cieniu czy w blasku Ojca Świętego?
ks. Waldemar Irek

Papieże z Niemiec w dziejach Kościoła
ks. Antoni Kiełbasa SDS

Wierzyć – celebrować – żyć!
ks. Tadeusz Reroń

Bardzo kocham to, co robię
Z biskupem Antonim Długoszem rozmawia Bożena Rojek

Wychowanie w szkole – do życia w rodzinie
Beata Dudkowska-Tupaj

Jeszcze o „Duchowej adopcji”

Dziesięć słów
Adam Kwaśniewski

Pamięć i przyszłość we Wrocławiu

In Memoriam Janowi Pawłowi II
Jadwiga Hoffmann



Strona główna

Archiwum

Śląska Wielkanoc dawniej
Anna Sutowicz



Od początku chrześcijaństwa święta Wielkiej Nocy uważane były za najważniejsze w roku liturgicznym. Mimo że dopiero sobór w Nicei w 325 r. ustalił jako obowiązującą datę obchodów tej uroczystości na niedzielę przypadającą po wiosennej pełni księżyca, to już w starożytnych gminach chrześcijańskich stanowiły one centrum przeżyć religijnych ówczesnych chrześcijan.
Ksiądz na rezurekcyją żaka nowotnego
Ubrał miasto anioła do grobu onego,
Co mu się miał ozywać, a sam Maryją był.
Anioł dunął do łasa i z ornatem się skrył,
Więc Maryja zagląda: – „U diabłaż się podział?” –
Chłopi zasię mnimali, aby Bogu łajał.
– Bodaj cie wziął samego!” – wszyscy zawołali.
Tak nabożnemi głosy jutrznia odśpiewali.

Mikołaj Rej


W tamtym okresie było to święto poprzedzane całonocnym czuwaniem, zwanym wigiliami, wypełnionym modlitwą, pokutą i pojednaniem. Z czasem czas Paschy wydłużony został do trzech dni, o czym wspomina w swoich listach już św. Augustyn. O ważności święta Wielkanocy niech świadczy tylko fakt, iż od starożytności chrześcijańskiej ustalił się obowiązek oczyszczenia duchowego i przyjęcia Ciała Pańskiego w dzień Zmartwychwstania Chrystusa. We wczesnym Średniowieczu, kiedy dostąpienie Komunii wiązało się z podniosłymi uroczystościami i atmosferą wyjątkowości sytuacji, a Kościół przestał nawoływać do częstego komunikowania, obowiązek Eucharystii wielkanocnej raz w roku stał się podstawą pobożności chrześcijan. Po raz pierwszy przepis ten został sformułowany podczas synodu w Agde w 506 r., a potwierdzony na soborze laterańskim w 1215 i znowu na soborze trydenckim. Święta Wielkanocne miały swoje wielkie znaczenie nie tylko w pobożności chrześcijańskiej, ale w dziejach całych narodów. Władcy, zgodnie ze starożytnym obyczajem, dostępowali wtedy łaski chrztu wraz z całym dworem i poddanymi w obecności kapłana lub biskupa misyjnego. 14 IV 966 r. w Niedzielę Wielkanocną chrzest przyjął władca Polan, Mieszko I.

Okres Średniowiecza to wielki rozkwit form religijności, jednak przestrzeganie wszystkich wymogów nowej wiary okazywało się często trudne dla świeżo ochrzczonych wspólnot. Od władcy i jego otoczenia szedł przykład i nakaz postępowania według zaleceń Kościoła katolickiego, które w ten sposób nie bez oporów przyjmowały się wśród niższych warstw społeczeństw feudalnych. Obyczajowość elit społecznych związana z religią stanowiła wzorzec dla pobożności ludowej także na Śląsku, dokąd docierały nowe prądy duchowości wprost z ośrodków zachodnich, zwłaszcza z terenów cesarstwa. Najżywszym przykładem gorliwości religijnej w XIII w. stała się żona księcia Henryka Brodatego z niemieckiego rodu Andechs, święta Jadwiga. Jej sposób życia wywierał ogromny oddźwięk nie tylko w najbliższym otoczeniu pary książęcej, ale i wśród plebsu wrocławskiego, którego towarzystwem nie gardziła, rozdzielając jałmużnę, a nawet usługując biedakom przy stole. W Wielki Czwartek można było zobaczyć księżną, jak dokonywała uroczystego obmycia nóg trędowatym, sprowadzonym na tę okazję na dwór. O wielu praktykach religijnych, którym oddawała się księżna, lud Śląska dowiadywał się dzięki opisom hagiograficznym sporządzanym na użytek procesu kanonizacyjnego, ale już za jej życia wiadomo było, że szczególną wagę przywiązywała do obchodów świąt Wielkanocy i Zielonych Świątek, które poprzedzała pokutną chłostą „na pamiątkę męki Zbawiciela”.

Pobożność ludowa od początku chrześcijaństwa charakteryzowała się jednak słabym rozumieniem istoty każdego święta religijnego. Nawet przy gorliwym udziale wielkich świętych, Kościołowi trudno było wykorzenić dawne przyzwyczajenia prostych mieszkańców nie tylko na Śląsku. Kilkaset lat działalności katechetycznej zakonników i księży w całej Europie nie zmieniło przywiązania ludu do czczenia niektórych przejawów potęgi sił przyrody, które trwało w świadomości zbiorowej jako konieczny element tradycji, na co z czasem Kościół dawał przyzwolenie pod warunkiem nadania im sensu religijnego w duchu chrześcijańskim. W średniowiecznej Polsce istniał, na przykład, nie zawsze akceptowany przez kaznodziejów zwyczaj wrzucania podobizny śmierci do błota w czwartą niedzielę Wielkiego Postu na pamiątkę chrztu Mieszka I. W ten sposób starosłowiańskiej radości z odradzania życia i nastania wiosny przypisano radość spełnionego oczekiwania na Zmartwychwstanie Chrystusa, który niczym słońce na wschodzie jaśnieje po nocy grzechu i potępienia. Święta Wielkanocy stawały się więc nie tylko pretekstem do podjęcia obowiązku pełnego uczestnictwa we mszy, ale także wesołego odpoczynku i ucztowania po długim okresie Wielkiego Postu.

Już od Niedzieli Palmowej atmosfera wśród wiernych na Śląsku świadczyła o wzmożonych przygotowaniach do ceremonii kościelnych i rodzinnych. Czas bezpośredniego oczekiwania rozpoczynał się w Wielki Czwartek mszą Wieczerzy Pańskiej, po której obmywano ołtarz winem i wodą na pamiątkę uwięzienia Jezusa. W mniejszych miasteczkach śląskich w kościołach kolegiackich odprawiano tzw. ciemną jutrznię, zaś w katedrze wrocławskiej uroczystości Triduum Paschalnego inicjowała jutrznia o godz. 2.30, w czasie której lud mógł odmawiać modlitwy wraz kapitułą i uczestniczyć w uroczystej procesji dookoła katedry, za którą kanonicy byli osobno wynagradzani. W tym dniu biskup odprawiał mszę ze święceniem krzyżma, głoszono kazanie i dokonywała się ceremonia obmycia nóg ubogim. W Wielki Piątek katedra wypełniała się po brzegi wiernymi z różnych warstw społecznych, którzy chcieli być świadkami liturgii Męki Pańskiej. Obchodzono wówczas świątynię z kołatkami i słuchano specjalnych kazań pasyjnych. Wraz z rozwojem kultu Męki Pańskiej od końca XIV w. przyjął się zwyczaj wystawiania widowisk pasyjnych. Teksty niektórych z nich zachowały się do dnia dzisiejszego w zbiorach dawnej biblioteki kanoników regularnych w Żaganiu czy dominikanów wrocławskich. Być może, po południu w Wielki Piątek mieszczaństwo organizowało także procesje pozaliturgiczne na wzór drogi krzyżowej, niekiedy z udziałem biczowników. W Wielką Sobotę święcono wodę i ogień.

Obchody najbardziej uroczystego święta w roku liturgicznym należało rozłożyć na trzy dni. Oznaczało to zakaz pracy i handlu przez cały ten czas przy równoczesnym obowiązku uczestnictwa w celebracjach religijnych. Zwykle rozpoczynały się one tuż po północy procesją duchowieństwa i wiernych do Grobu Pańskiego, gdzie zdejmowano z krzyża welon i przenoszono go do ołtarza. W katedrze wrocławskiej około godziny pierwszej w nocy odprawiano jutrznię, dla której przyjęła się nazwa rezurekcja od łacińskiego słowa resurrectio, czyli zmartwychwstanie. Podczas tej ceremonii śpiewano radosne Alleluja obchodząc trzykrotnie świątynię w uroczystej procesji. Dla mieszczaństwa była to doskonała okazja do przyjrzenia się bogactwu miasta i jego poszczególnych warstw społecznych. Im wyżej postawieni w hierarchii społecznej: członkowie rodziny książęcej, bractw religijnych, cechów rzemieślniczych, tym znajdowali się bliżej ołtarza i centrum wydarzeń wielkanocnych. Pospólstwo gromadzące się w kruchcie kościoła obserwowało je z daleka, skrzętnie korzystając z okazji choćby tylko powierzchownego otarcia się o splendor życia miasta książęcego. Po zakończeniu procesji nadchodził czas wystawienia dramatu wielkanocnego, sięgającego swoim rodowodem XII-wiecznych misteriów. Miał on służyć przybliżeniu zgromadzonym wydarzeń związanych ze Zmartwychwstaniem Pańskim. Zwykle osnuty był na kanwie jednego wybranego faktu: przybycia niewiast do grobu, Wieczerzy Pańskiej lub zstąpienia do otchłani. Z zachowanych tekstów dramatów wielkanocnych jesteśmy w stanie odtworzyć urok owych przedstawień. Z II poł. XV w. pochodzi misterium Das Wiener Osterspiel, które powstało najprawdopodobniej w Nysie. Głównymi bohaterami utworu są Żydzi, żołnierze pełniący straż przy grobie, archaniołowie: Michał z mieczem, Gabriel ze świecą i Rafael z chorągwią, Kajfasz ze swoją żoną, kupcy sprzedający olejki, Maria Magdalena, Tomasz i dwaj apostołowie biegnący do grobu. Bogactwo zdarzeń i ich komediowy wydźwięk zdają się wskazywać, że przekaz ewangeliczny jest tu tylko inspiracją dla ludzkiej wyobraźni, lubującej się w upiększaniu rzeczywistości religijnej. Zgromadzeni w świątyni mieszkańcy miasta mogli przeglądać się w przedstawianych scenach jak w zwierciadle, odnajdując w kupcach jerozolimskich własne otoczenie. Koloryt życia Jerozolimy przypominał im z pewnością atmosferę miasta śląskiego, co pomagało wejść w problematykę dramatu i utożsamić się z przeżyciami jego bohaterów. Pomimo wzbogacenia wątków ewangelicznych o nowe sceny, misterium wielkanocne pozostawało rodzajem ruchomej Biblia pauperum, mającej wzbudzić egzaltację religijną i jednocześnie pouczyć o prawdach związanych z Wielkanocą. We wcześniejszym Średniowieczu przedstawienia te traktowane były często jako pretekst do zabawy świeckiej, zakazanej ustawami synodu z roku 1326. Ludowi trudno było jednak zrezygnować z tej atrakcji, skoro jeszcze w XV w. biskupi śląscy uskarżali się na liczny udział żaków, którzy zdawali się je wykorzystywać do uciech o wyłącznie świeckim charakterze. Ostatecznie zaniechano ich wystawiania na Śląsku w XVI. w. prawdopodobnie pod wpływem nauki Lutra. Oficjalny zakaz dramatyzowania liturgii wielkanocnej wyraził w 1568 r. sobór trydencki.

Przykładem mieszania się pierwiastków pogańskich z chrześcijańskimi może być zwyczaj wielkanocnego oblewania się wodą zwany Dünguss czyli chlust wody. Tradycja ta nawiązywała do symboliki oczyszczenia, a w znaczeniu chrześcijańskim obmycia z grzechów. W poniedziałek wielkanocny przodowali w tej zabawie żacy, którzy mogli znienacka uraczyć wodą każdego napotkanego przechodnia, a jeżeli ów chciał uniknąć związanych z tym nieprzyjemności, mógł wykupić się jakimś podarkiem. Z czasem obyczaj ludowy przypisał temu rytuałowi sens bardziej ludzki: kobiety bywały raczej wesołymi ofiarami swawoli dyngusowej, często już od porannego przebudzenia się w łóżku, co zwykle odczytywane było przez nie jako wola przypodobania się wybrance serca.

Już w Średniowieczu w okresie trzydniowych obchodów Wielkiej Nocy podczas świątecznych posiłków raczono się głównie jajkami, które święcono wówczas w świątyniach nie w sobotę, ale w sam Dzień Zmartwychwstania. Pokarm ten miał przypominać o nadziei odradzania się życia i zmartwychwstania ciał na Sądzie Ostatecznym. Im bogatsza rodzina mieszczańska tym cięższy kosz zanosiła do święcenia.

Spożywanie obfitszych posiłków oprócz oddawania się obowiązkowej bezczynności stanowiło jedną z przyjemniejszych stron świętowania nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce w dobie Wieków Średnich. Tak jak i współcześnie, święta dawniej stawały się pretekstem do przerwania monotonnej codzienności. Był to czas spotkań rodzinnych, wspólnej uciechy i oddawania się praktykom religijnym. Wiele z ówczesnych obyczajów przetrwało do dnia dzisiejszego i stało się elementem trwałej tradycji świątecznej, a wraz z nią świadomości przynależności do określonego kręgu kulturowego. Niektóre z nich zaczerpnęły swe źródło jeszcze w starożytności chrześcijańskiej i wierzeniach starosłowiańskich. Wszystkie tworzą jednak obraz kultury wyrosłej z podłoża religii i tradycji, którą warto chronić i przechować na dalsze pokolenia.