Kwiecień 2002

Pascha Izraelitów i Wielkanoc chrześcijan
ks. Mariusz Rosiki

Zmartwychwstanie Pańskie w witrażu wrocławskim
Danuta i Tomasz Lesiów

Pier Giorgio Frassati - święty roześmiany
Agnieszka Tarnawska

Unia Europejska - wilk czy jagnię?
Kazimierz F. Papciak SS.CC.

Polacy w Niemczech
Rozmowa z Aleksandrem Zającem - przewodniczącym Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech

Czy zdrowie za wszelka cenę?
Tomasz Bojanowski

Dawno i nieprawda?
Romuald Lazarowicz

Straceni na Dolnym Śląsku w latach 1945-1956
Wojciech Trębacz

Feliks Koneczny i jego nauka historii
Piotr Sutowicz

O Moniczce, rodzinie i Panu Bogu
Lidia Popielewicz

Jak kochać dziecko?
Katarzyna Żytniewska

Werbiści w Moskwie


Jak się nazywają przedmioty używane podczas Mszy św. i innych nabożeństw?
ks. Jarosław Grabarek




Strona główna

Archiwum

O Moniczce, rodzinie i Panu Bogu
Lidia Popielewicz


Koleżanka złamała nogę. O tym fakcie dowiedziałam się już po fakcie, tzn. gdy wpadłam do jej mieszkania, aby coś zostawić. Przywitał mnie jej mąż i trójka dzieci, a koleżanka nie wyszła. Ku mojemu zdumieniu natomiast przez otwarte drzwi pokoju zobaczyłam czyjąś nogę leżącą na kanapie. Nie wiedząc, do kogo należy, zajrzałam do pomieszczenia. Noga należała, oczywiście, do koleżanki. Wysłuchałam całej historii, jak do tego doszło i zadeklarowałam pomoc - w zakupach, gotowaniu, wyprowadzaniu najmłodszej córeczki, 3,5-letniej Moniki na spacer. "Jak to dobrze - myślałam - że będę mogła pomóc. Przynajmniej coś pożytecznego zrobię".

Po weekendzie (na sobotę i niedzielę musiałam wyjechać) zabrałam się do realizacji mojego planu. Najwięcej przebywałam z Moniką - spacery, gry, przygotowanie do snu. Czas spędzony z tym małym człowieczkiem dał mi bardzo dużo do myślenia. Spróbuję wytłumaczyć, dlaczego.

Oto spędzamy wieczór przy grze "Poszukiwacze skarbu". Gra polega na tym, aby jak najszybciej osiągnąć cel, jakim jest zamek z ukrytym skarbem. W tym celu trzeba przebyć drogę narysowaną na planszy, pokonując różne przeszkody bądź też zbierając punkty pozwalające posunąć się dodatkowo do przodu, mimo że oczka na rzuconej kostce nie wskazywały, że będzie aż tak dobrze. Monika pieczołowicie liczy paluszkiem kropki. Wychodzi jej to znakomicie; świetnie też odlicza pola na planszy. Gdy jej pionek zostaje w tyle, wcale się tym nie martwi. Natomiast cieszy się bardzo, gdy pionki idą "ramię w ramię". Radość wielka maluje się wówczas na jej twarzy, patrzy z wesołymi iskierkami w oczach na mnie i wykrzykuje: "Idziemy teraz razem!".

Wracam potem do siebie do domu i myślę o reakcji Moniki. Pewnie psychologowie wytłumaczyliby jej postawę, że w tym wieku dziecko nie ma jeszcze wykształconego pragnienia rywalizacji albo jeszcze inaczej uzasadnialiby jej postępowanie. Tymczasem ja, laik, myślę o tym, skąd u dziecka w tym wieku taka prostota i prostolinijność, reakcja głęboko człowiecza, zawierająca coś z przykazania o miłości bliźniego, której dorośli uczą się przez całe życie... A bywa też tak, że niektórzy pozostają na nie głusi i zżerani przez chore ambicje nękają bliźnich swoimi poczynaniami...

A oto inne spotkanie z Moniką. Przygotowanie do snu i "Dobranocka". Mama Moniki, widząc że tego wieczoru nie jest to odpowiedni program, pytają, czy na pewno chce ten film obejrzeć, czy może pójdzie poczytać książeczkę. Monika patrzy jeszcze kilka minut i stwierdza, że jednak woli książeczkę. Sama dokonuje wyboru literatury na ten wieczór ("Kubuś Puchatek" w wersji dla dzieci) i słucha bardzo uważnie, co się dzieje na kolejnych stronach książki, sama przewracając kartki. Po wysłuchaniu całości, klęka przy swoim łóżeczku i modli się do Anioła Stróża. Robi to w uroczy sposób, w słowa popularnej modlitwy wplątując swoje myśli i kiwając pociesznie główką. Potem jeszcze pocałunki na dobranoc starszemu braciszkowi i siostrzyczce, tatusiowi i koniecznie przytulanie do mamusi, której się jeszcze dostaje: "Kocham cię, mamusiu". I po tym wszystkim - sen.

Po tym wieczorze znów jestem zaskoczona postawą Moniczki. Po pierwsze, była w stanie oderwać się od ekranu telewizora, podjąć decyzję, że rzeczywiście film nie był dla niej (po prostu jej nie zainteresował) i odejść bez awantury, że oto zabrania się jej oglądania programu. Tak czyni wiele trochę starszych dzieci, a z kolei dorośli niejednokrotnie dają się wciągnąć w migające szybko obrazy srebrnego ekranu i mimo że program czy film nie są interesujące, nie są w stanie oderwać się od niego. A już wybrać książkę w zamian... Po drugie, uderzyło mnie, że naturalną sprawą dla Moniki była modlitwa przed snem. Mimo zmęczenia, jakie już odczuwała po całym wypełnionym wydarzeniami dniu, bez przypominania i nagabywania sama uklękła i pomodliła się. Patrzyłam na nią, cieszyłam się (Jestem jej chrzestną matką) i myślałam sobie: "Jaki uroczy obrazek! Ile radości musi mieć Pan Bóg z takiego widoku, z takiego serduszka dziecięcego...".

Spacery z Moniką były samą radością, rozmowy i przebywanie z nią - skarbem, darem i łaską. Odpoczywałam sobie w jej towarzystwie, odrywając się od swojej pracy i swoich problemów. Po takim spacerze z nią i przerwie w pracy, z większym zapałem wracałam do swoich obowiązków, a jednocześnie miałam poczucie dobrze wykorzystanego czasu. Poznałam bliżej Monikę, a jednocześnie jej postawa dała mi dużo do myślenia. Oczywiście, zdawałam sobie sprawę, że za tym wszystkim kryje się wychowanie Moniki. To rodzice, moi kochani znajomi, prowadzą tak dziecko, jakby je sam Pan Jezus prowadził (tu nieodparcie nasuwa mi się obraz z sanktuarium św. Józefa w Kaliszu, przedstawiający Rodzinę Świętą: Maryję i św. Józefa idących z kilkuletnim Panem Jezusem). Troskliwi i mądrzy Bożą mądrością, wsłuchujący się w Ojca i Jego miłość... Jestem pełna podziwu dla tej rodziny. I chociaż już wcześniej zdawałam sobie sprawę, że znajomość z nimi jest dla mnie darem, to po tych spotkaniach z Moniką w ich domu i na spacerach, jeszcze bardziej sobie to uświadomiłam.

Szybko też zdałam sobie sprawę, że to nie ja pomagam mojej koleżance, która unieruchomiona spędza głównie czas na kanapie, lecz że to Monika i cała ta rodzina pomaga mi - na różne sposoby... Sam Pan Bóg zatroszczył się o mnie.