Marzec 2007

Orędzie na Wielki Post
Papież Benedykt XVI

Kontemplować oblicze Chrystusa
ks. Antoni Kiełbasa

Święta służąca
ks. Bogusław Konopka

Duchowa adopcja


Życie!
Aneta Wiśniewska

Na "ojcowiźnie" bez zmian?
Anna Litwin

Trudne dzieje biskupa Nankiera
Anna Sutowicz

Święta Anna na Widawie
Artur Adamski

Status pokrzywdzonych dla biskupów
Stanisław A. Bogaczewicz

Teologia i współczesność
Leon Miodoński

Nasz ciąg dalszy... niepewny?!
Grażyna Ślęzak

Miłość i sprawiedliwość
Mateusz Godek

Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Henrykowie
ks. Jacek Froniewski

Leksykon Liturgii
ks. Marcin Kołodziej



Strona główna

Archiwum

Miłość i sprawiedliwość
Mateusz Godek



Miłość to złożone i trudne do zdefiniowania zjawisko, często utożsamiane tylko z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby. Zwykle jest okazywana przez czynienie dla kochanej osoby dobra. Sprawiedliwość to koncepcja filozoficzna i prawna, która w najogólniejszym sensie oznacza równe, uczciwe i moralne traktowanie wszystkich ludzi bez względu na rasę, narodowość i wiek, szczególnie w relacjach społecznych, ale także rodzinnych i osobistych. Gdzie we współczesnym świecie podziały się te dwie wartości? Gdzie można odszukać miłość, którą teraz można sobie kupić i przywłaszczyć na własność? Jak odszukać sprawiedliwość, którą teraz bardzo łatwo można znaleźć w słowniku pod literą „S”? Życie bez miłości i sprawiedliwości byłoby niczym.
Pascal dowiódł pewnej prawdy opartej na podłożu ewangelicznym: „Istnieją dwa rodzaje ludzi: sprawiedliwi, którzy uważają siebie za grzeszników, i grzesznicy, którzy uważają siebie za sprawiedliwych”. Ewangelia rozróżnia ludzi sprawiedliwych oraz tych, którzy się za takich uważają. To pierwsze, być człowiekiem sprawiedliwym, powinno być przedmiotem naszych dążeń, to drugie – powinno być przedmiotem naszego niepokoju. Kim są ludzie, którzy „ufają sobie, że są sprawiedliwi”? To jesteśmy my sami – w tym aspekcie naszego społeczeństwa, gdzie nie jesteśmy poddani Bogu, ale wierzymy we własną „boskość”, gruntownie przekonani, że wszystko, co my robimy, jest czymś dobrym i słusznym. Pan Jezus wielokrotnie demaskował nieprawdę naszej samozwańczej sprawiedliwości. Bo cóż to za sprawiedliwość, której brak fundamentu albo którą powołuje do istnienia dopiero wzgląd na ludzką opinię? Czy zasługuje na swoją nazwę sprawiedliwość, która gotowa jest bronić dobra za pomocą zadawania krzywdy? Czy to na tym polega sprawiedliwość, że piętnuje się małe błędy u innych, a nie zauważa wielkiego zła w sobie samym? Przeszłość, jak i czasy współczesne pełne są takich niedobrych pragnień sprawiedliwości. Jeśli dziś różni ludzie domagają się prawnej aprobaty dla aborcji, eutanazji czy związków homoseksualnych, to przecież nie dlatego, że chcą zła, ale dlatego, że postulaty te wydają się im słuszne. Już od dłuższego czasu zauważano, że szatan niezmiernie rzadko kusi wprost do zła – zazwyczaj podpowiada jakieś dobro, tyle że zdeformowane lub podporządkowane złu. Niedobre pragnienia sprawiedliwości mają to do siebie, że zazwyczaj w trakcie ich realizacji niekiedy sięga się po niesprawiedliwe metody takie jak: przemoc, kłamstwo, czy pogardę wobec ludzi. Naszym życiem należy „oczekiwać, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość”. Tam – i dopiero tam – człowiek nasyci się sprawiedliwością, ale nie dostąpimy tam pełni błogosławieństwa, jeżeli nie zacznie się ono realizować w życiu każdego człowieka już teraz.

Jednak sama sprawiedliwość nie wystarczy. Jedynym i niepodważalnym warunkiem sprawiedliwości jest miłość. Pisze papież Jan Paweł II w encyklice o Bożym Miłosierdziu: „Trudno nie stwierdzić, że w świecie współczesnym zostało rozbudzone na wielką skalę poczucie sprawiedliwości. (…) Trudno wszakże nie zauważyć, iż bardzo często programy, które biorą początek z idei sprawiedliwości, które mają służyć jej urzeczywistnieniu we współżyciu ludzi, ludzkich grup i społeczeństw, ulegają w praktyce wypaczeniu. Chociaż w dalszym ciągu tą samą ideą sprawiedliwości się posługują, doświadczenie wskazuje na to, że nad sprawiedliwością wzięły górę inne, negatywne siły, takie jak zawziętość, nienawiść czy nawet okrucieństwo. Wówczas chęć zniszczenia przeciwnika, narzucenia mu całkowitej zależności, ograniczenia jego wolności, staje się istotnym motywem działania: jest to sprzeczne z istotą sprawiedliwości, która sama z siebie zmierza do ustalenia równości i prawidłowego podziału pomiędzy partnerami sporu. Ten rodzaj nadużycia samej idei sprawiedliwości oraz praktycznego jej wypaczenia świadczy o tym, jak dalekie od sprawiedliwości może stać się działanie ludzkie, nawet jeśli jest podjęte w imię sprawiedliwości. (…) Doświadczenie przeszłości i współczesności wskazuje na to, że sprawiedliwość sama nie wystarcza, że – co więcej – może doprowadzić do zaprzeczenia i zniweczenia samej siebie, jeśli nie dopuści się do kształtowania życia ludzkiego w różnych jego wymiarach owej głębszej mocy, jaką jest miłość.” Aby lepiej zrozumieć przytoczony fragment wystarczy sprawiedliwość rozumieć jako „przyznawanie każdemu tego, co mu się należy”, zaś miłość jako „życzenie drugiemu dobra”.

Istotnym źródłem myślenia o związkach sprawiedliwości z miłością jest oczywiście tradycja biblijna. Biblia dużą uwagę przywiązuje do miłosierdzia, tego rodzaju miłości, która polega na przychodzeniu z pomocą człowiekowi biednemu, słabemu, nieraz przegranemu lub poranionemu. Reguł sprawiedliwości nie można stosować bezdusznie. Zwłaszcza nie można dopuścić do absurdu, że poprzez stosowanie jakiejś sprawiedliwej zasady wyrządza się komuś niesprawiedliwość. Celem bowiem zasad sprawiedliwości nie jest samo ich zachowywanie, ale żywi ludzie, których one dotyczą. To właśnie z tego rozumowania sprawiedliwości bierze się głęboko zakorzenione w Biblii przeświadczenie, że niekiedy miłosierdzie wobec potrzebujących jest naszym obowiązkiem, a więc utożsamia się ze sprawiedliwością. Prorok Izajasz woła: „Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie”. Jeden z uczniów Izajasza podpowiada zaś rady dotyczące sprawiedliwego i pobożnego życia: „Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. (...) Wtedy sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą”.

„Prawdziwa społeczność ludzka domaga się uszanowania sprawiedliwości, właściwej hierarchii wartości oraz podporządkowania wymiarów materialnych i instynktownych wymiarom wewnętrznym i duchowym. W szczególności tam, gdzie grzech niszczy klimat społeczny, trzeba odwoływać się do nawrócenia serc i łaski Bożej, aby doprowadzić do zmian społecznych, które rzeczywiście służyłyby osobie i całej osobie. Miłość, która wymaga i uzdalnia do praktykowania sprawiedliwości jest największym przykazaniem społecznym. Miłość jest „więzią doskonałości” i formą wszystkich innych cnót, które ożywia, inspiruje, łączy je i porządkuje między sobą: Bez niej „jestem niczym”, a jeśli „miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał”.

Sprawiedliwość domaga się miłości i miłosierdzia, które ją ożywiają i uszlachetniają. Zarazem miłość i miłosierdzie domagają się sprawiedliwości i nigdy – przynajmniej w tym życiu doczesnym – jej nie zastąpią, tak jak dusza nigdy nie zastąpi ciała. Najważniejsze zaś, że celem sprawiedliwości i miłości nie jest ani sprawiedliwość, ani miłość, ale żywi ludzie, dobru których zasady obu tych wzajemnie dopełniających się cnót są podporządkowane.