Marzec 2007

Orędzie na Wielki Post
Papież Benedykt XVI

Kontemplować oblicze Chrystusa
ks. Antoni Kiełbasa

Święta służąca
ks. Bogusław Konopka

Duchowa adopcja


Życie!
Aneta Wiśniewska

Na "ojcowiźnie" bez zmian?
Anna Litwin

Trudne dzieje biskupa Nankiera
Anna Sutowicz

Święta Anna na Widawie
Artur Adamski

Status pokrzywdzonych dla biskupów
Stanisław A. Bogaczewicz

Teologia i współczesność
Leon Miodoński

Nasz ciąg dalszy... niepewny?!
Grażyna Ślęzak

Miłość i sprawiedliwość
Mateusz Godek

Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Henrykowie
ks. Jacek Froniewski

Leksykon Liturgii
ks. Marcin Kołodziej



Strona główna

Archiwum

Trudne dzieje biskupa Nankiera
Anna Sutowicz



Biskup Nankier jest jedną z postaci życia średniowiecznego Wrocławia niesłusznie zapomnianych przez współczesnych. Jeszcze kilkanaście lat temu historiografia traktowała go z estymą jako epigona polskości stolicy Śląska, obecnie jego zasługi na tym polu traktowane są raczej z przymrużeniem oka. Takie spłaszczenie działalności wielkiego człowieka nie służy nigdy pamięci potomnych i rzetelnej ocenie historyków. A przecież życie oraz praca bp. Nankiera przypadły na czasy dla śląskiej ziemi przełomowe. XIV wiek okazał się decydujący o jej losach: kulturze i przynależności cywilizacyjnej na najbliższe pół tysiąclecia.
Urodził się w 1265 r., pochodził z rycerskiego rodu ziemi bytomskiej przynależącej kościelnie do diecezji krakowskiej, natomiast pod względem politycznym do Śląska. Posiadał bardzo dobre wykształcenie w dziedzinie prawa kanonicznego, zdobyte m.in. na uniwersytecie bolońskim. Do roku 1326 związany był z Krakowem, gdzie u boku króla Władysława Łokietka występował w procesie przeciwko osławionemu biskupowi Janowi Muskacie, śmiertelnemu wrogowi polskiego władcy. Po jego śmierci piastował urząd biskupa krakowskiego, dając się poznać jako zapobiegliwy duszpasterz, dążył do odnowy Kościoła poprzez kodyfikację prawa oraz podniesienie poziomu życia duchowieństwa i wiernych diecezji.

W stolicy Śląska pojawił się w 1327 r., w bardzo trudnym momencie. Od 1319 r. miasto uwikłane było w trudny do zażegnania konflikt na tle uiszczania Stolicy Piotrowej należności w imieniu lokalnego Kościoła. Spór pomiędzy kapitułą wrocławską popieraną przez księcia Henryka VI a kwestorem papieża, Piotrem z Alwerni, okazał się podstawą do rzucenia na diecezję interdyktu papieskiego, który stanowił bardzo niebezpieczną i skuteczną broń przeciwko wyłamującym się spod zależności kościelnych. Konflikt ten przekładał się również na atmosferę w samej kapitule, która nie mogła dokonać ważnego wyboru następcy zmarłego biskupa Henryka z Wierzbna. Wrocław w tym czasie to było miasto, gdzie zaczynały się ścierać odmienne kultury i obyczajowości. Polacy i Niemcy, obok Czechów, Żydów, Walonów i innych pomniejszych grup ludnościowych dostrzegali już dzielące ich różnice mentalnościowe, odrębne interesy nie tylko gospodarcze, ale i polityczne. Uznawanie w niektórych kręgach kościelnych zależności kościelnej od archidiecezji gnieźnieńskiej i uciekanie się do arbitrażu papieskiego oznaczało jednocześnie opowiadanie się po stronie dążeń zachowania polskości Śląska. Zaistnienie w kapitule wrocławskiej przeciwstawnych stronnictw wyrażających odmienne wizje biskupstwa wrocławskiego odzwierciedlało głębsze zmiany społeczno-kulturalne w łonie społeczności wrocławskiej. Biskup Nankier postrzegany był jako wyraziciel idei ściślejszego związku dziedzictwa Henryków śląskich z Polską. Powołany na tron biskupi z woli papieża, ale z pewnością nie bez czynnego poparcia Władysława Łokietka, miał przed sobą trudne zadanie uładzenia napięć pomiędzy kapitułą i księciem a papieżem oraz pomiędzy poszczególnymi stronnictwami w łonie duchowieństwa wrocławskiego, bez uszczerbku dla interesów króla polskiego.

Jego pontyfikat na stolicy biskupiej we Wrocławiu okazał się bardzo trudny. Już w sierpniu 1328 r. wybuchł gwałtowny bunt mieszczan wrocławskich przeciwko polityce nowego pasterza, który udzielił bezwzględnego poparcia żądaniom papieskim w sprawie niespłacanych od kilku lat dziesięcin. W konflikcie tym wrocławianie nie zamierzali przebierać w środkach. Popierani przez książąt Henryka VI i Bolka Ziębickiego dopuścili się gwałtu na orszaku Nankiera podczas nabożeństwa w katedrze. Po tym świętokradzkim akcie przemocy biskup musiał salwować się ucieczką i wraz z kwestorem papieskim udał się do Nysy, gdzie odtąd znajdowała się stała siedziba biskupa wrocławskiego. Wrocław wraz ze swoim księciem znalazł się znowu w warunkach klątwy biskupiej, natomiast Jan XXII wezwał do udzielenia poparcia Nankierowi ze strony królów Polski, Czech i Węgier oraz wsparcia arcybiskupa gnieźnieńskiego, którym naówczas był słynny i nieustępliwy w sprawach polskości Jakub Świnka. Spór zaczynał nabierać gwałtownego charakteru. I właśnie wtedy, starający się o poparcie papiestwa dla swych planów dynastycznych przejęcia panowania w księstwie wrocławskim po śmierci Henryka VI, cesarz Jan Luksemburczyk postanowił wycofać się z konfliktu. Spowodowało to zdjęcie kar kościelnych z Wrocławia i powrót biskupa Nankiera. Jednak to nie on okazał się stroną wygraną, pomimo pozornego triumfu. Prawdziwe profity miała zagarnąć kapituła wrocławska, godząc się na częściowe uregulowanie długu wobec papieża zneutralizowała wpływy potężnego pasterza i protektorów sprawy utrzymania ścisłych związków administracyjnych i kulturalnych stolicy Śląska z Gnieznem. Jan Luksemburczyk okazał się ostatecznie przyjacielem następcy Świętego Piotra, przed którym otwierały się szanse poszerzenia własnego dziedzictwa.

Od roku 1329 w diecezji zapanował względny spokój. Nankier wyraźnie starał się unikać niepotrzebnych zatargów w stosunkach z dworem książęcym, co przy jego gwałtownym charakterze oznaczało najpewniej niechęć do zajmowania się sprawami wielkiej polityki. W 1331 r. wydał statuty regulujące kwestie liturgii i duszpasterstwa w diecezji. Znalazł się w nich nakaz święcenia niedzieli przez wiernych oraz odprawiania mszy przez kler diecezjalny. Biskup Nankier starał się także bezskutecznie odzyskać dobra utracone przez Kościół wrocławski od czasów jego poprzednika, Henryka z Wierzbna. O słabnących wpływach pasterza świadczyło jednak wiele faktów. Pomimo jego protestów w 1331 r. miasto Głogów złożyło Luksemburczykowi hołd oraz otwarło własną szkołę dla mieszczan i duchowieństwa.

W 1335 r. wybuchł kolejny skandal, w wyniku którego kolejny nuncjusz papieski zmuszony został do opuszczenia Śląska. Opieka króla czeskiego okazała się jeszcze raz raczej ciężarem niż tarczą przed atakami na Kościół i jego rządcę. Tym bardziej, że w tym samym roku księstwo wrocławskie przeszło ostatecznie pod panowanie Jana Luksemburskiego. Odtąd pragnął on być niepodzielnym władcą nie tylko dóbr ziemskich, ale i dusz swoich poddanych. Oporny na jego nacisk Kościół pod rządami biskupa Nankiera stanowił niepotrzebny balast na drodze pełnej unifikacji świeżo nabytych ziem śląskich z czeskim dziedzictwem w ramach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Podburzone mieszczaństwo nie zamierzało płacić podatków papieżowi, o którym już głośno było w Europie, że daleko mu do chrześcijańskich wzorców. Hołdujący nowej kulturze mieszkańcy nie tylko Wrocławia, ale i większości miast śląskich w polskim duszpasterzu dostrzegali człowieka wysługującego się Rzymowi i Gnieznu, dwóm ośrodkom najbardziej odległym działaniom króla czeskiego. Na skutek oporu kupców, ale także opieszałości we wspieraniu swojego biskupa mieszczan wrocławskich, diecezja traciła wpływy finansowe, znaczenie biskupa malało, a w 1337 r. Luksemburczyk wydał nowe prawo ograniczające zakres sądownictwa kościelnego. Odtąd wszystkie spory na linii Kościół-miasto należało kierować najpierw do rajców miejskich, zdominowanych przez bogaty patrycjat. Czarę goryczy biskupa Nankiera przepełniło żądanie ze strony króla zamku w Miliczu, który należał do dóbr kapituły wrocławskiej. Klątwa rzucona na Jana Luksemburskiego rozpoczęła nową falę prześladowań Kościoła wrocławskiego oraz podział kleru, zwłaszcza zakonnego, na ten uznający interdykt i ten, sprawujący pomimo kar dla ludu, nabożeństwa w swoich kościołach i kaplicach. Nie powstrzymało to biskupa przed odmową złożenia królowi hołdu lennego z księstwa nysko-otmuchowskiego.

W takiej właśnie sytuacji zmarł 8 kwietnia 1341 r. biskup Nankier. Jego śmierć zakończyła okres najostrzejszych sporów pomiędzy biskupstwem i dworem królewskim. Czternaście lat jego pontyfikatu to pasmo zmagań o zachowanie oblicza tradycji i polskości Kościoła śląskiego. Proces zmian okazał się jednak nie do zatrzymania. Nie tylko mieszczaństwo miast śląskich, ale i przedstawiciele dynastii śląskiej zasiadający na stolcach książęcych i duchownych opowiedzieli się do końca XIV w. w przytłaczającej przewadze za włączeniem tej ziemi do cywilizacji i kultury niemieckiej za pośrednictwem Czech. Postać biskupa Nankiera okazała się w dziejach Śląska tragiczna. Z jednej strony dobry rządca, asceta pragnący moralnej i duchowej odnowy kleru i całej wspólnoty lokalnego Kościoła, z drugiej strony przybyły z Krakowa pasterz nie rozumiał zawiłych stosunków panujących w stolicy Śląska. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet Łokietek nie wierzył w powodzenie misji swego protegowanego. Sam wielokrotnie doświadczył niechęci mieszczaństwa śląskiego do polskości, co spowodowało jego rezygnację z przejęcia rządów we Wrocławiu na początku XIV w. Stawiając Nankiera uchodzącego za nieprzejednanego w sprawach zasadniczych, nie unikającego konfliktów i nie chylącego głowy przed władzą świecką, mógł mieć jedynie nadzieję na pewne spowolnienie procesu odpadania Śląska od Korony.

Działalność biskupa Nankiera to jednak przede wszystkim świadectwo umierającej epoki supremacji Kościoła na wszystkich płaszczyznach życia społecznego. Łatwo zauważyć, że w sporze Kościół-król czeski dominującą stroną było mieszczaństwo, a zwłaszcza jego najbogatszy odłam patrycjat, zainteresowany przede wszystkim w możliwościach swobodnego handlu i zysków kupieckich. Daleko było tej nowej warstwie do pokory wobec wymagań moralnych i posłuszeństwa Kościołowi. Wkrótce ta właśnie część społeczeństwa śląskiego stanie się głównym decydentem przy powoływaniu władców do rządów na Śląsku. Przychylny każdemu, kto zatwierdzał stare i ofiarowywał nowe przywileje, patrycjat miast śląskich nie miał interesu w popieraniu polskości i zależności kościelnej od Gniezna, nie miał także interesu w płaceniu podatków na rzecz następcy św. Piotra, nie chciał wiązać swej przyszłości z Koroną, w której decydujący głos należał do szlachty, i to szlachty małopolskiej.

Trudno ocenić owoce pontyfikatu biskupa Nankiera. Chociaż umierał dostrzegając własną klęskę, jednak to właśnie jego postać stała się symbolem oporu wobec zmian politycznych i cywilizacyjnych na Śląsku. Do tego symbolu odwoływali się chętnie pionierzy powrotu Śląska do Macierzy, dlatego tak szybko obraz działalności tego wielkiego biskupa uległ spłaszczeniu, a następnie zapomnieniu niejako w strachu przed odkryciem pełnego obrazu dziejów ostatnich lat Wrocławia niezależnego od Czech. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że do czasów Reformacji na stolcu biskupim w stolicy Śląska nie zasiadła już tak wybitna osobowość, która dorównywałaby Nankierowi ambicjami w kierowaniu Kościołem z całą dbałością o jego odnowę moralną i znaczenie polityczne. Być może, jest to jedna z wielu, a zapewne jedna z najważniejszych, przyczyn, dla których w początkach XVI w. Wrocław uległ wpływom protestantyzmu i wpisał się mocno w kulturę niemiecką.