Marzec 2007

Orędzie na Wielki Post
Papież Benedykt XVI

Kontemplować oblicze Chrystusa
ks. Antoni Kiełbasa

Święta służąca
ks. Bogusław Konopka

Duchowa adopcja


Życie!
Aneta Wiśniewska

Na "ojcowiźnie" bez zmian?
Anna Litwin

Trudne dzieje biskupa Nankiera
Anna Sutowicz

Święta Anna na Widawie
Artur Adamski

Status pokrzywdzonych dla biskupów
Stanisław A. Bogaczewicz

Teologia i współczesność
Leon Miodoński

Nasz ciąg dalszy... niepewny?!
Grażyna Ślęzak

Miłość i sprawiedliwość
Mateusz Godek

Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Henrykowie
ks. Jacek Froniewski

Leksykon Liturgii
ks. Marcin Kołodziej



Strona główna

Archiwum

Na "ojcowiźnie" bez zmian?
Anna Litwin



O matkach pisuje się i mówi często; matkach wyrodnych, kurach domowych, zapiekłych feministkach, skoncentrowanych na notowaniach giełdy harpiach biznesu... Ale rodzina, to przecież nie tylko matka. Czasami jednak można wysnuć taki wniosek. Gdy z dzieckiem dzieje się coś złego, gdy pojawią się niepowodzenia wychowawcze, wówczas na ustach opinii publicznej, sąsiadów, wszystkich „krewnych i znajomych króliczka” rodzi się pytanie: „Gdzie była matka?”. Mało kto zapyta: „Gdzie był ojciec?” lub „Gdzie byli rodzice?” – tak jakby matka była dziewczynką do bicia.
Myślę, że warto w końcu zapytać: „Gdzie są ojcowie?”. Pytanie to jest jak najbardziej na miejscu w marcu, kiedy obchodzimy uroczystość św. Józefa, czczonego jako patrona ojców i ojcostwa. A zatem, gdzie?

Niegdyś biegali za zwierzyną, sprowadzając swoje obowiązki wobec rodziny do zapewnienia pokarmu, obecnie biegają za pieniędzmi, ale zdarza się też, że w ogóle nie biegają tylko... siedzą...w fotelu z pilotem w ręce lub z kumplami w pubie, a ich zainteresowanie sprawami dzieci ogranicza się do robienia awantur żonie i matce, gdy któreś z małych narozrabia. No bo przecież to jej wina, ona nie dopilnowała, ona zawiniła, ona... On się nie wtrącał, on nic nie zrobił...Właśnie – nic nie zrobił! Jak często dokładnie tak wygląda upojna rodzinna rzeczywistość?

Może obecny stan, w którym ojciec jest w domu wielkim nieobecnym, to w jakimś stopniu wina kobiet – matek, które swoją nadaktywnością zepchnęły mężczyzn – ojców na margines życia rodzinnego, zdjęły z ich barku ciężar odpowiedzialności swoją samodzielnością. Może... Można winić kobiety za nadmiernie rozwinięty instynkt opiekuńczy, myślę jednak, że mężczyźni zbyt łatwo udzielili sobie rozgrzeszenia, rezygnując w ten sposób z praw, obowiązków, ale i przywilejów ojcostwa. A gdy się im o nich przypomina potrafią być brutalni. Znam ojca, który nie daje z siebie nic swoim dzieciom, bo według niego termin: „rodzina” dotyczy tylko ich i matki. Znam – o zgrozo! – ojca, który nie wie, ile jego dzieci mają lat, do której klasy chodzą i jak mają na imię. Znam takich ojców... Ale znam też ojca, który, chcąc ulżyć żonie, poszedł na tak zwany urlop „ojcierzyński”, który wstaje w nocy do płaczącego dziecka, odprowadza je do szkoły, nie chowa głowy w piasek, gdy pojawiają się problemy wychowawcze i nie powtarza biblijnego „to nie ja, to ona”. I tacy ojcowie są dowodem na to, że można inaczej.

I wydaje się, że to „inaczej” nadciąga za sprawą młodszego pokolenia, które stawia na związki partnerskie, oparte na podziale obowiązków, dla którego rodzicielstwo, to dar, wyzwanie, sposób na życie i na samorealizację. Wypada mieć nadzieję, że ta jaskółka będzie zapowiedzią wiosny. W czasach, gdy rodzina przeżywa kryzys, potrzeba dobrych przykładów, a na pewno będą nimi ojcowie świadomi swojego ojcostwa, łączący umiejętnie siłę z czułością, wymagania z miłością, ofiarność z radością bycia i życia w rodzinie. 100% ojca w ojcu! Myślę, że to dobry postulat na uroczystość św. Józefa. I perspektywa na to, by słowa z książeczki dla dzieci: „Im bardziej prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej nie było tam króliczka” nie miały kontynuacji na płaszczyźnie życia rodzinnego, w postaci taśmowej produkcji ojców, zawdzięczających to zaszczytne miano wyłącznie wpisowi w metryce.