Marzec 2004

Miasto kroczącego Gryfa na srebrnym polu
ks.Lech Nowak

Pragnę być ojcem, pasterzem, bratem i przyjacielem
Rozmowa z Księdzem Biskupem Nominatem Ignacym Decem - pierwszym biskupem świdnickim

Świdnicka "bazylika" - katedrą!
L.N.

Nie zapominajcie o mnie
Rozmowa z księdzem biskupem Janem Tyrawą, pierwszym biskupem bydgoskim

Jubileusz Państwa Watykańskiego
Kazimierz F. Papciak ss.cc.

Chusty z głów, schowaj krzyż!
Bartłomiej Kazubski

Każdy musi coś wnieść do Europy
Rozmowa z Hansem Gertem Poetteringiem, przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej (EEP) i liderem chrześcijańskich demokratów w Parlamencie Europejskim

Ręka biedaka jest skarbonką Chrystusa
Marek Rusinowski

Każde cierpienie ma sens
Adam Ryszard Prokop

O mieście
Agata Combik

Rekolekcje w "domu ziarna"
Tomasz Kwaśniewski

Najtrudniejsze lata Prymasa Tysiąclecia
Piotr Sutowicz




Strona główna

Archiwum

Miasto kroczącego Gryfa na srebrnym polu
ks.Lech Nowak


"Miasto z wielu względów sławne... jest drugą (po Wrocławiu) stolicą wolnych miast śląskich". Tak przedstawił Świdnicę znamienity Bartłomiej Stein w Descriptototius Silesiae et civitatis regie Wratislaviensis w 1512 r.

Dzisiaj tę świetność Świdnicy potwierdza przede wszystkim masyw monumentalnej świątyni pw. ŚwiętychStanisława i Wacława z najwyższą wieżą na Śląsku, dominującą w panoramie miasta.

Kościół ten fundował jeden z najbardziej zasłużonych dla polskości Śląska i znaczenia Świdnicy książę Bolko I zwany Surowym († 1301). On to i jego następcy Piastowie świdnicko-jaworscy, ze skromnej trzynastowiecznej osady targowej i, być może, kasztelani doprowadzili do utworzenia znamienitego ośrodka wielkomiejskiego. Potrafili pozyskać rosnące w znaczenie mieszczaństwo dla niepopularnej wtedy wśród panujących idei zjednoczeniowej. Książę Bernard, a zwłaszcza jego syn Bolko II ożeniony z córką Władysława Łokietka byli sprawdzonymi sprzymierzeńcami Polski. To Bolko II zniweczył plany układu czesko-krzyżackiego, zagrażające Polsce i głównie dzięki niemu Świdnica stała się małą "metropolią". On, sprzymierzony z Kazimierzem Wielkim uzyskał dla stolicy swojego księstwa w 1345 roku przywilej wolnego handlu z Rusią. Wtedy to najbardziej wzrosło znaczenie i bogactwo Świdnicy, co pozwoliło na dalszy jej rozwój. Uwidoczniło się to w jej panoramie, górującej świątyni parafialnej zaczęły towarzyszyć wieże kościołów: franciszkanów pw. Najświętszej Maryi Panny, dominikanów pw. św. Michała, dalej Bożego Ciała, św. Mikołaja, a także ośmiu kaplic bramnych i ratusza. Znacznie później, na przełomie XVII i XVIII wieku ten wspaniały widok uzupełniły kościoły i klasztory kapucynów i urszulanek, okazałe gmachy kolegium i seminarium jezuitów, piękny dom opatów krzeszowskich i liczne rezydencje okolicznej szlachty.

Wielkość średniowiecznej Świdnicy stworzył - do dziś zachowany we wdzięcznej pamięci miasta - przede wszystkim książę Bolko II. O nim to nasz najznamienitszy kronikarz Jan Długosz napisał: (książęta śląscy) samych siebie się zaparli, trawiąc i pożerając łono wspólnej ojczyzny, z której wyszli (…) tylko Bolesław, dostojny książę świdnicki (…) nie dał się wciągnąć do tego grzechu, głośno oświadczał, że jest polskim księciem, i że od jedności Królestwa Polskiego nie odstąpi.

Znaczenie i wpływy Świdnicy podtrzymywali przede wszystkim jej obywatele. Ludzie wielcy duchem i intelektem, rodowici świdniczanie czy czasowo w niej przebywający. Wśród nich zauważamy Wawrzyńca Corrinusa (Rabego, † 1527), absolwenta uniwersytetu lipskiego, przyjaciela Mikołaja Kopernika i gorącego zwolennika jego heliocentrycznej teorii. Rodowitym świdniczaninem był Tomasz Stolzer († 1526), utalentowany nadworny muzyk i kompozytor króla Czech i Węgier Władysława Jagiellończyka. Ze Świdnicą związał się też renesansowy literat Casper Ursinus Vaelius Bernhardi († 1539) dwo-rzanin wrocławskiego biskupa Jana Cur-zona, wychowawca późniejszego cesarza Maksymiliana II.

Świdnica zajęła, zaraz po Wrocławiu, drugie miejsce w najwartościowszym śląskim kronikarstwie. Świadczą o tym dzieła Bartłomieja Uslera, Bartłomieja Seilera, ojca i syna Wacława i Hieronima Thommendorfów czy też Stanisława i Abrahama Staplerów. W wielu przekazach miasto to uchodziło za kolebkę polskiego aptekarstwa, dalekim jego kontynuatorem mógł być lekarz daniel Czepko († 1660), był także prawnikiem i radcą książąt brzesko-legnickich. To właśnie on zredagował słynny list-petycję do cesarza, wnoszący o pozwolenie na budowę tzw. koś-cioła Łaski dla protestantów. O dwa stulecia wyprzedziła swymi badaniami światową astronomię świdniczanka Maria Kunitz. Współpracowała korespondencyjnie ze słynnym Janem Heweliszem. W 1650 r. wydała swoje główne dzieło: Urania propitia…, czyli tablice do obliczania ruchu planet.

Wśród tych znakomitości nie można pominąć pionierów wodolecznictwa ojca i syna Zygmunta i Jana Zygmunta Hahnów. Drugi z Hahnów był dodatkowo przybocznym lekarzem królewicza Jakuba Sobieskiego w Oławie. Później z ich badań i doświadczeń pełną garścią czerpał słynny ks. Sebastian Kneipp. Natomiast sztukę reprezentował m.in. absolwent tutejszego kolegium jezuickiego, znany zwłaszcza w Italii rokokowy malarz Jan Józef Henrici - rodowity świdniczanin. W kręgu tutejszego Towarzystwa Jezusowego dał się poznać Morawianin ojciec Jan Riedel. To właśnie jemu kościół parafialny zawdzięcza wspaniały barokowy wystrój z monumentalnym ołtarzem głównym na czele. Z nim współpracował również rodowity świdniczanin znakomity rzeźbiarz Jerzy Leonard Weber. To on otoczył organy kościoła św. Stanisława i Wacława wspaniałą orkiestra niebiańską. Równie wspaniałe dzieła rzeźbiarskie pozostawił po sobie Gotfryd August Hoffman, zwłaszcza w postaci ołtarza i ambony w protes-tanckim kościele Pokoju, wobec których nikt do dzisiaj nie przechodzi obojętnie.

Kres świetności Świdnicy położyła wojna trzydziestoletnia, przynosząc ogrom zniszczeń. Dalszą i swoista kontynuacją tego upadku były początkowe okresy rządów Prus, a następnie wojny napoleońskie. Stopniowa poprawa najbardziej uwidoczniła się na przełomie XIX i XX wieku. Zaczęły powstawać liczne zakłady przemysłowe jak: fabryki Fraembsa i Freudenberga produkujące maszyny, kompresory, konstrukcje stalowe. Miasto zaczęło się modernizować. Powstały: dworzec kolejowy, gazownia, wodociągi, zakłady użyteczności publicznej, łaźnie, pływalnie i hale sportowe. Świdniczanie otrzymali nowe ulice, place, drogi i kanały. Miasto upiększono przez tworzenie promenad, parków, fontann i pomników. W latach 1892 i 1911 otwarto tu dwie wielkie wystawy przemysłowo- -społeczne.

Dawne świetne tradycje duchowo- -intelektualne podtrzymywali wtedy i propagowali głownie nauczyciele gimnazjalni. Byli oni dla mieszkańców niekwestionowanymi autorytetami naukowo-kulturalnymi. Oto oni: F.J. Schmidt, kronikarz miasta, poeta M. Heinzel czy też botanik H. Rupp. To oni nawiązali współpracę ze światem naukowym Wrocławia. Ich działalność propagowała lokalna prasa, jak: "Schwednitzer Stadblatt" czy "Schwednitzer Zeitung". Świdnica miała też swój teatr.

Świdnica była też nadal po pierwszej wojnie światowej centrum administracji regionalnej i władzy sądowniczej. Działały w niej liczne szkoły, do 1925 roku istniało tu ewangelickie seminarium nauczycielskie. Zaznaczyły się też w Świdnicy prężne ośrodki wydawnicze.

Zasadnicze zmiany, tak jak wszędzie w ówczesnych Niemczech, przyniósł totalitaryzm hitlerowski, brzemienny w katastrofalne skutki. W 1945 r. wielowiekowe dzieje Świdnicy stanęły wobec zupełnie nowych czasów, nie spotykanych dotąd w swej historii. Dotychczasowi obywatele Świdnicy musieli opuścić swoje miasto, ich miejsca zajmowali nowi, którzy również musieli opuścić swoje miejsca zamieszkania. Świdnica należąca do archidiecezji wrocławskiej nadal, co prawda, w niej została, ale jej granice uległy istotnym zmianom. Tereny położone na zachód od Odry i Nysy odłączono i do 1972 r., to jest do utworzenia Apostolskiej Administratury z siedziba w Görlitz tworzyły tak zwaną Erzbischöfliches Amte Görlitz. Również zachodnia część, włącznie z Raciborzem, Kluczborkiem i Opolem na czele do roku 1972 tworzyła Administraturę Apostolską z siedzibą w Opolu. połud-niową część z Kotliną Kłodzką odłączono od arcybiskupstwa praskiego, a przy-łączono najpierw do Administratury Apostolskiej Wrocławskiej, a od 1972 r. do metropolii wrocławskiej.

Również południowy skrawek z Opawą odłączono od arcybiskupstwa w Ołomuńcu i przyłączono do późniejszej diecezji opolskiej. Natomiast do archidiecezji praskiej przyłączono południowy skrawek z Jawornikiem - letnią rezydencją biskupów wrocławskich, do arcybiskupstwa ołomunieckiego - część zaodrzańska na południe od Raciborza.

Teraz przyszła kolej na inną wielkość, nie tylko na tę naukowo-kulturalną, mimo iż ta, oczywiście, także była. Ta wielkość świdniczan połowy XX wieku polegała głównie na ratowaniu i zachowaniu swej wewnętrznej tożsamoś-ci. Była to zupełnie nie spotykana walka o największe wartości człowieka z totalitaryzmem komunistycznym, dysponującym wszechstronnymi środkami niesłychanej ideologizacji, pełnymi presji, nacisków i przeróżnych form kontroli.

Ta właśnie postawa budziła podziw u wielu ludzi z tak zwanego wolnego świata. Jednym z nich był wielki przyjaciel naszej Ojczyzny, niestety, dziś prawie zapomniany ks. prałat Helmut Holz-apfel z Würzburga, częsty gość kardynała Bolesława Kominka. To właś-nie on w latach siedemdziesiątych minionego wieku podczas jednej z niedziel świdnickich z wielką uwagą i przeżyciem oglądał tłumy udające się na Mszę świętą do swojej - jak mówili - "bazyliki" Świętych Męczenników Stanisława i Wacława. Wtedy właśnie z ust arcybiskupa metropolii wrocławskiej usłyszał, że: ogromną dwumilionową diecezję chętnie by podzielił. Jej drugą stolicą biskupią byłaby Świdnica, a jej katedrą właś-nie ta wspaniała świątynia.

Drugim wielkim przełomem w dziejach powojennej Świdnicy, tak jak w całej Polsce był wybuch masowego protes-tu społecznego "Solidarności", który później, już w latach 90. zaowocował także wyjazdem i opuszczeniem wielkich połaci miasta przez "stacjonujące" tu prawie pół wieku wojska radzieckie z całym ich administracyjnym zapleczem. Świdniczanie mogli wreszcie poczuć się jak u siebie. Byli wolni. Nie przeczuwając nadchodzącego kryzysu, mogli wreszcie przystąpić do samodzielnego, suwerennego organizowania swego miasta. Niestety, następne lata przyniosły Polsce pogłębiający się permanentnie kryzys i bolesne poszukiwania nowych dróg wyjścia z niego. Wielu w tym procesie pełnym bólu i niepokoju o przyszłość, umownie i banalnie nazywanym transformacją, być może, pyta czy będą siły na zachowanie i kontynuację wielkości dziedzictwa Świdnicy. odpowiedź może być tylko jedna - tak, bo zbyt wiele ofiar poniesiono i zbyt wielką cenę już zapłacono. W skali najwyższej, w tej wewnętrznej, duchowej. Ponadto ciągle będzie nad miastem górować najwyższa, 103-metrowa wieża na Śląsku, wskazując kierunek do góry świątyni godnej miana prawdziwej katedry. Nadal też w herbie tego niezwykłego grodu widnieje gryf kroczący po srebrnym polu. W średniowiecznej symbolice oznaczał on także Chrystusa, dalej dzielność rycer-ską, a także zwycięstwo dnia nad nocą, dobra nad złem. Oby te dwa wielkie znaki pomogły dzisiejszym świdniczanom, którzy już tyle razy dawali świadectwo wielkości tej najistotniejszej - duchowej, wrócić świetność i chwałę swego miasta tak, aby nie trzeba było już nigdy dodawać Śląska do Świdnicy. Bo jest przecież tylko jedna, prawdziwie wielka Świdnica, nadal tworzona potęgą wiary serc i intelektu.