Marzec 2002

Jak ma się sprawa z naszym postem?
List pasterski do duchowieństwa i wiernych Archidiecezji Wrocławskiej

Ułomność człowiecza i potrzeba zbawienia
Stefan Kotusz

Tyle jesteśmy warci, ile jesteśmy przydatni ludziom
Ze Sławomirem Piechotą - Członkiem Zarządu Miasta Wrocławia do Spraw Polityki Społecznej rozmawia Barbara Juśkiewicz

Nie słuchajmy sekretarzy
Jerzy Przystawa

Codzienne trudy starości
s. Eugenia Gąsiorowska

Menora
Ks. Tomasz Hergesel, Jan i Helena Marko

Życie świętego Kazimierza na nowo odczytane
ks. Mariusz Rosik

Ojciec Marian Żelazek kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla


Śledztwo we wrocławskim UB
Tomasz Balbus

U Świętego Antoniego w Ratajnie
Ks. Wiesław Haczkiewicz

Wojciech Korfanty - katolicki działacz społeczno-polityczny
ks. Stanisław Kowalczyk

Czy całun przechowywany w Turynie jest naprawdę całunem Chrystusa?
ks.Jarosław Garbarek




Strona główna

Archiwum

Jak ma się sprawa z naszym postem?
List pasterski do duchowieństwa i wiernych Archidiecezji Wrocławskiej


Umiłowani w Panu Archidiecezjanie,

1. Już w Środę Popielcową, cały Kościół powszechny rozpoczął swoje wielkopostne rekolekcje. Mają one nam przynieść żywsze i głębsze zaangażowanie się w jedynie ważną sprawę, mianowicie sprawę naszego zbawienia. Dokona się ono ostatecznie jako wynik naszego osobistego udziału w dziele Odkupienia - w krzyżu Chrystusa opromienionym blaskiem zmartwychwstania. Te treści będziemy przeżywać w ramach Wielkiego Tygodnia i Triduum Paschalnego. Tymczasem Kościół zaczyna swoje rekolekcje od ukazania nam dzisiaj ostatecznej przyczyny tej sytuacji, jaką przeżywamy codziennie, to znaczy zmagania się moralnego ze złem w sobie i dokoła siebie. Stąd wracamy myślą do praojca grzesznej ludzkości, do Adama, dalej do tego, który zwiódł pierwszego człowieka - do szatana, by wreszcie od Nowego Adama, Chrystusa nauczyć się zasad zwycięskiej walki ze złym duchem.

2. Przypomniany przez dzisiejszą Ewangelię pierwszy czyn Jezusa Chrystusa w Jego publicznej działalności ma akcent bardzo ostry i surową wymowę. Jest to pokuta czterdziestodniowego postu. Ten pierwszy akcent pokutny ma swoje odniesienie do owego końcowego czynu dokonanego w Chrystusowej doczesności, mianowicie do wielkopiątkowej śmierci na krzyżu, która posiada niepomiernie ostrzejszy jeszcze akcent pokutny. Te dwa zdarzenia: post Chrystusa i Jego zbawcza śmierć zamykają w sobie całe posłannictwo Zbawiciela. Posłannictwo, którego najgłębszym sensem jest pokorna prośba skierowana do Ojca Niebieskiego, żeby przywrócił życzliwość, przymierze i przyjaźń oraz utraconą miłość pomiędzy rodziną ludzką i sobą samym.

3. Na tle Chrystusowego postu niepodobna nie zadać sobie pytania, w tę pierwszą niedzielę postu liturgicznego: Jak ma się sprawa z naszym postem? Jaki on jest? Niewątpliwie rozmył się on w swoich kształtach w naszej świadomości i stracił właściwą sobie pierwotną ostrość i surowość. Pozostały w społeczeństwie wierzących tradycje, zostały wspomnienia, została pewna forma, ale istnieje poważna obawa, że ten nasz obecny post stracił swoją duszę. Stracił ją do tego stopnia, że nawet my, ludzie wierzący, pytamy nieraz: Czy to jeszcze ma sens? Czy to jeszcze ma jakąś wartość? I nie zawsze jesteśmy pewni, jaka powinna być nasza odpowiedź. A z drugiej strony konfrontacja Chrystusowego postu w jego surowym wymiarze i kształcie i te jednoznaczne słowa: Czyńcie pokutę, bo się przybliżyło Królestwo Boże - zmuszają nas do pewnego przynajmniej niepokoju, do postawienia pytania: Czy wolno nam, ludziom wierzącym, pomniejszać znaczenie postu, czy wolno nam zaniedbywać świadomą i dobrowolną pokutę? Przecież jeszcze wierzymy w ukrzyżowanego Chrystusa. Przecież jeszcze wiemy o tym, że istnieje takie zjawisko jak grzech, bo się o nie codziennie potykamy i jego goryczy niemal codziennie kosztujemy albo w naszym własnym życiu, albo z powodu grzechu cudzego. Jest w nas pewnie wrodzone poczucie sprawiedliwości, które nam mówi, że jednak jakieś zadośćuczynienie, jakieś wyrównanie i odpłata za zamącony porządek moralny jest czymś rozumnym, potrzebnym i koniecznym. Nawet i na terenie pozareligijnym jesteśmy świadkami wołania o naprawę zburzonego porządku sprawiedliwości, o zadośćuczynienie i o satysfakcję, czy o karę. I uważamy to za zupełnie słuszne i zrozumiałe. W tym wypadku chodzi jednak o oskarżenie z zewnątrz; to jest pokuta przymusowa, narzucona. Ale istnieją jeszcze takie sytuacje, w których nie ma oskarżenia z zewnątrz. Przychodzi ono natomiast z samego dna naszego własnego człowieczeństwa, gdzie oskarża nas własne sumienie i gdzie człowiek sam usiłuje wydać na siebie wyrok i wziąć na siebie jakiś ciężar, pewną gorycz i wysiłek - i pójść z tym do Pana Boga i prosić: Przywróć mi Twoją życzliwość, przywróć mi Twoją utraconą przyjaźń, daj mi raz jeszcze Twoją miłość, którą utraciłem przez mój grzech. I to jest najbardziej osobista sprawa, oparta o osobistą refleksję i o osobistą decyzję. To jest dusza postu.

4. Z doświadczenia wiemy, że w naszych środowiskach znakomita większość ludzi wierzących nie spożywa w piątki potraw mięsnych. Są rodziny, w których żony i matki przygotowują na piątek potrawy postne. Jeszcze tu i tam, w tym czy innym zakładzie gastronomicznym, kierownictwo decyduje, że w piątek będą potrawy postne do wyboru - ale wiemy, że nie ono tworzy post. Postu nie tworzą ci, którzy przygotowują potrawy i podają do stołu. Post tworzy i zachowuje każdy pojedynczy człowiek, który siada do stołu, jeżeli powstrzymanie się od pewnych pokarmów kojarzy wewnętrznie z tamtą postawą świadomego zadośćuczynienia. Post jest czynnym dopowiedzeniem naszej modlitwy i prośby: Panie Boże, odpuść nam nasze winy. Przywróć mi utraconą bliskość, "nie odrzucaj mnie od Twego oblicza". "Stwórz we mnie raz jeszcze serce czyste". Wydaje się, że wielu ludzi, którzy zachowują formalnie post piątkowy, zachowują tylko bezmięsne dni w zwyczajnym, świeckim znaczeniu tej praktyki, pozbawionym całkowicie religijnego sensu. Liczni spośród nas zapracowani, strapieni, rozproszeni - nawet nie wiedząc, co spożywali - wstają w piątek jak co dzień od stołu i odchodzą. Całkowicie zagubił im się religijny zmysł, który z postu czyni świadomy akt pokutny, przeżywany we wspólnocie z cierpiącym Jezusem Chrystusem. Umiłowani Bracia i Siostry, kiedy piszę te słowa, pragnę Was skłonić do refleksji i do wysiłku, abyście starali się zrozumieć, jaki był sens tej społecznej umowy wierzącego Kościoła, który we wzajemnym porozumieniu orzekł, że piątek, jako dzień śmierci Chrystusa, jest dniem najbardziej sposobnym i właściwym, żeby w nim podjąć przynajmniej jakąś kroplę goryczy. Jakiś akt pokutnego wysiłku i złączyć go z tą odrobiną miłości, która jest zdolna powiedzieć Chrystusowi: Ten akt umartwienia, ten czyn podjęty świadomie i dobrowolnie dołączam do Twojego krzyża, do Twojej męki i śmierci, do Twojej pokuty za nasze grzechy - z pragnieniem, żebyś mi przywrócił serce czyste i z wdzięcznością za łaskę Twego przebaczenia, przyjaźni i miłości.

5. Zauważmy wreszcie, że Chrystus swoją pokutę nazwał największą miłością. Mówił bowiem: Nie ma większej miłości nad tego, kto swoją duszę daje za braci. Tymczasem większość z nas - w codziennym życiu - wartościuje zupełnie inaczej. Dla licznych spośród nas największa miłość oznacza największą dawkę radości, szczęścia i przyjemności niezamąconej żadnym cieniem. Według tego kryterium rozsądzamy sprawy nieraz bardzo istotne, zapominając o tym, że jesteśmy wyznawcami Chrystusa Ukrzyżowanego. Dlatego trzeba, byśmy te wszelkie nasze posty i praktyki pokutne, a także - właściwe dla obecnego okresu liturgicznego - czyny chrześcijańskiego miłosierdzia podejmowali z wyraźnym i świadomym odniesieniem do tamtej tajemnicy, byśmy je wiązali z misterium Chrystusowego Krzyża. Jeżeli tego nie uczynimy, wówczas nasz post pozostanie pustą formą, która może nie mówić nic ani ludziom, ani Bogu. Sytuacja dzisiejszego chrześcijanina domaga się tego wewnętrznego, osobistego dopowiedzenia każdego postnego wysiłku.

6. Równocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że w wielu wypadkach nie jesteśmy całkowicie wolni, jeśli chodzi o dobór pokarmów w dzień postny. Kościół również o tym wie i nie zamierza krępować nas w takich sytuacjach sztywnymi formalnymi przepisami. Tam, gdzie nie decydujemy sami, jak to ma miejsce w publicznych zakładach żywienia, czy na przyjęciach w cudzym domu - nie czyńmy zamieszania. W imię miłości bliźniego nie komplikujmy życia innym; podejmijmy natomiast inną, zastępczą formę postu, zamieńmy jego przedmiot. Na przykład: odłóżmy papierosa, na którego mamy wielką ochotę, odstawmy kieliszek, zamiast iść do kawiarni i siedzieć tam godzinami, wstąpmy do kościoła przed Najświętszy Sakrament i powiedzmy Chrystusowi, który czeka na swoich uczniów w tym miejscu, jakieś dobre własne słowo. Przyjdźmy na Mszę św. w ten piątek, w którym spożyliśmy mięso, bo nam je podano, nie pytając nas o zgodę. Oszczędźmy naszemu bratu i naszej siostrze przykrego słowa, które już jest na końcu naszego języka. Nie oddawajmy złem za zło, a przede wszystkim popatrzmy naokoło, ilu ludzi czeka na dobre słowo, na życzliwy uśmiech, na przyjazny gest, na jakąś formę pomocy. Doprawdy, jest cała gama trudnych rzeczy, które codziennie omijamy, od których się wykręcamy, a które czekają na nas, żebyśmy je podjęli w duchu pokuty i nawrócenia i z miłością powiedzieli Bogu: A to daję Tobie, Ojcze Miłosierny, na poparcie mojej modlitwy, na poparcie mojej prośby, żebyś mi przywrócił utraconą miłość, żebyśmy byli znowu razem w zgodzie i przyjaźni.

7. Są tylko dwa dni w roku, w których tej zamiany czynić nie należy, bo znowu ta wierząca społeczność umówiła się. że przynajmniej te dwa dni będą dniami pełnej solidarności, gdzie wszyscy wierzący w jednakowy sposób będą się łączyć z pokutującym Chrystusem. Tak jak w jednakowy sposób łączymy się co dnia w Eucharystii, tak w swojej gorzkiej pokucie czy małej, czy wielkiej, łączymy się w te dwa dni, to jest w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. W te dwa dni jesteśmy zobowiązani odłożyć potrawy mięsne, niezależnie od sytuacji w jakiej możemy się znaleźć. Ponadto w te dwa dni ci z nas, którzy ukończyli dwadzieścia jeden lat, a nie zaczęli jeszcze roku sześćdziesiątego, winni ograniczyć się ilościowo w pożywieniu do jednego pełnego posiłku i do dwóch posiłków lekkich, co się nazywa postem ścisłym. W te dwa jedynie dni - od tego obowiązku nie ma żadnej dyspensy. Ale przede wszystkim poza tą formalną stroną zawsze o wszystkim będzie rozstrzygać nasza wewnętrzna postawa, ta odrobina miłości, którą każdy z nas odpowiada na Chrystusową największą miłość. Na wierną i zaangażowaną współpracę z pokutującym Chrystusem, rozciągniętą na cały czas Czterdziestodniowego Przygotowania do Świąt Wielkanocnych, wszystkim Wam, Umiłowani Bracia i Siostry, z serca błogosławię.

U Henryk Kardynał Gulbinowicz
Arcybiskup Metropolita Wrocławski
Wrocław, w Święto Ofiarowania Pańskiego 2002 r.