Marzec 2001

Zamyślenia na progu nowego tysiąclecia

Kardynałowie w Kościele

Czerwień symbolem gorącej miłości

Purpurat ze Śląska

Wszędzie tam, gdzie polski żołnierz

Krzyżyk i gwóŸdŸ

Dietrich Bonhoeffer - świadek Jezusa Chrystusa pośród braci

Kaplica czaszek po renowacji

Ukryty skarb

www.plastikowedzieci.pl

Błogosławieni czyli szczęśliwi

Pascha Tour

Czy szatan istnieje?




Strona główna

Archiwum

Zamyślenia na progu nowego tysiąclecia


Jesteśmy w drodze

Jesteśmy na przełomie czasu. Jest to stosowna chwila do refleksji nad obecną rzeczywistością, nad naszym życiem. Zamyślmy się przez chwilę nad krajobrazem, zwłaszcza kulturowym, jaki dziś towarzyszy naszej drodze życia. Przebiegnijmy refleksją przez główne dziedziny kultury, a więc przez dziedzinę moralności, nauki, sztuki i religii.

Dziedzina moralności: co nowego w ludzkich postawach?

Zerwał się w tej dziedzinie wiatr utraty wrażliwości etycznej, wiatr relatywizmu, subiektywizmu, permisywizmu. Wielu mieszkańców naszej ziemi zatraciło wrażliwość moralną. Nie rozumiemy wielu zjawisk. Niemal codziennie słyszymy, widzimy lub czytamy relacje o przerażających zbrodniach, napadach, aferach. Rodzą się wtedy w nas pytania, czy można aż tak zdeprawować swoje sumienie?. Czyż człowiek może się aż tak odczłowieczyć? Czy nie ma siły, by zmniejszyć kult pieniądza, by znikły z życia społecznego zabójstwa na zlecenie, by zmniejszyła się liczba rozbojów, napadów, by ustała korupcja, pranie brudnych pieniędzy? Co dzieje się z człowiekiem, który został stworzony na obraz i podobieństwo Boże?. Czy na tym ma polegać owa nowoczesność, postęp, o których mówią młodzi?

Jest faktem, że w dziedzinie moralności panuje dziś ogromny chaos. Na zachodzie wmawia się ludziom to, iż oni sami powinni rozstrzygać, co jest dobre a co złe. Każdy może mieć swoje zasady moralne, takie jakie sam sobie ustali. Nie powinno być obiektywnych, wspólnych, ważnych dla wszystkich i obowiązujących wszystkich, zasad moralnych. To byłby - mówią - fundamentalizm. Przecież człowiek nowoczesny - krzyczą - jest człowiekiem wyzwolonym. Winien być wolny od wszelkich zobowiązań. Skoro tak, to traci się wzrok na człowieka, bo zdrowa moralność jest zawsze afirmacją drugiego, a oto zauważamy szerzy się kult bycia samemu. Po co żyć na dłuższą metę we dwoje? Po co się wiązać na zawsze z kimś drugim? Przecież nikt nie wie, co może wydarzyć się jutro, czy będzie się w stanie za kilka tygodni, miesięcy czy lat żyć dla wybranego człowieka, czy będzie się w stanie dochować mu wierności. Jest rzeczą zastanawiającą, że technika przyczyniła się do ułatwienia kontaktów między ludŸmi. Ludzie powiązali się telefonami. Mają telewizję, radio, prasę, Internet. Wydawać by się mogło, że rzeczywiście stworzyła się możliwość bycia bardziej razem A oto człowiek zamiast być bliżej, oddala się jeden od drugiego. PrzejdŸmy do dziedziny nauki.

Dziedzina nauki: co z etosem ludzi nauki?

Pomińmy sprawy finansowe, bo one dziś tyczą wszystkich dziedzin życia. Kiedyś zarzucano nauce, że pozwoliła się zniewolić przez religię. Oświecenie wyzwoliło naukę spod dominacji Kościoła. Ale oto nie trzeba było długo czekać, by przydarzyła się nauce nowa forma zniewolenia. Nauka padła ofiarą ideologii. Została wprzęgnięta do obrony klasy panującej, do utrzymywania reżimu ustrojów totalitarnych. Jest rzeczą zastanawiającą, że prawie wszystkie wynalazki naukowe znajdowały swoje pierwsze zastosowanie na wojnach. Stalin zamykał naukowców w laboratoriach moskiewskich, by szybciej i skuteczniej pracowali nad wynalezieniem doskonalszej broni, skuteczniejszych narzędzi śmierci. To samo czynili dyktatorzy zachodni. W pracach magisterskich i doktorskich musiano kiedyś zamieszczać paragrafy, w których trzeba było przedstawić stanowisko Stalina, w badanym problemie. Ludzie nauki usiłujący się kierować wymogami prawdy i uczciwości mieli zamkniętą drogę do tzw. kariery naukowej. Aby do czegoś dojść, awansować w nauce, trzeba było odznaczać się tzw. poprawnością polityczną. Na szczęście przerobiliśmy już to zniewolenie. Systemy totalitarne upadły, ale pojawiła się dla nauki następna forma niewoli: niewola ekonomiczna, gospodarcza. Dziś finansuje się chętniej te kierunki, które służą gospodarce, przemysłowi, biznesowi. Zamyka się, albo ogranicza kierunki humanistyczne, na rzecz kierunków przyrodniczych, technicznych, które mają większe zastosowanie w przemyśle i biznesie. Idąc po linii praktycyzmu i utylitaryzmu zamyka się wiele zakładów i przedsiębiorstw nierentownych. Prowadzi to do większego bezrobocia.

W nauce zaś już nie tyle chodzi o prawdę o świecie, o człowieku, ewentualnie o Bogu, ale chodzi o praktyczną korzyść, o stosowalność w życiu. Stąd też ceni się i więcej finansuje nauki stosowane, niż tzw. podstawowe, które zajmują się zasadami.

Jan Paweł II przypomniał w Krakowie, w kolegiacie św. Anny ( 8 VI 1997) ludziom nauki, że w codziennym trudzie pracownika nauki konieczna jest także szczególna wrażliwość etyczna. Nie wystarcza bowiem troska o logiczną, formalną poprawność procesu myślenia. Czynności umysłu muszą być koniecznie włączone w duchowy klimat niezbędnych cnót moralnych, jak szczerość, odwaga, pokora i uczciwość oraz autentyczna troska o człowieka.

Toczy się w Polsce od kilku lat dyskusja nad obecnością teologii na uniwersytetach. W tej chwili już 6 uniwersytetów państwowych w Polsce ma wydziały teologii. Stwarza to szansę dialogu akademickiego między różnymi dyscyplinami zajmującymi się człowiekiem, a owocem tego dialogu może być integralna wizja człowieka jako bytu osobowego, cieszącego się wśród stworzeń szczególną godnością.

Dziedzina sztuki - sztuka czy antysztuka?

Co się dziś wydarza w tej muzie wrażliwej od wieków na piękno, muzie, która przez stulecia wyrażała nieposkromioną ludzką potrzebę realizacji wartości ponadutylitarnych?

Dobrym pretekstem do sformułowania, niestety, gorzkiej refleksji jest obchodzony właśnie w tych dniach jubileusz 100-lecia warszawskiej galerii ZACHĘTA oraz wystawy SCENA 2000 prezentowanej w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Właśnie teraz w salach Zachęty, tej niezwykle zasłużonej dla polskiej sztuki instytucji, można oglądać wystawę podsumowującą minione stulecie, zaś w murach Zamku Ujazdowskiego prezentację nowych tendencji rodzimych dokonań na plastycznej niwie. Warszawska wystawa stała się faktem publicznym, media wykreowały ją na niekwestionowane święto sztuki, a na ulicach wszystkich wielkich miast polskich gigantycznych rozmiarów plakaty zachęcają do uczestnictwa w tym wydarzeniu.

Bulwersujące jest zarówno to, czego nie można na tej wystawie zobaczyć, jak i to, co w większości składa się na tę ekspozycję. Otóż dzieła artystów tej miary, co: Pronaszko, Chwistek, Nowosielski, Brzozowski, Jaremianka, Tarasin, Gierowski czy Tchórzewski - przedstawicieli polskiej awangardy, są nieobecne! Zastanawiające jest, że o ile dzieła jednych autorów są stłoczone niczym w walizce, to realizacje innych pysznią się samotnością w wielkich salach. Warunkiem takiej obecności jest nie sama nagość, ale sposób jej postrzegania. Sama nagość bowiem już dawno stała się strojem organizacyjnym ultraawangardy polskiej. Na brak miejsca narzekać nie mogą Althamer, Bałka i Kozyra. Ta ostatnia ma do ekspozycji całą salę - nie bez przyczyny. Katarzyna Kozyra to przecież kluczowa postać dla sztuki polskiej ostatnich kilku lat. Na ostatnim biennale weneckim to właśnie ona reprezentowała sztukę polską. Najbardziej właściwym dla niej sposobem ekspresji jest tak zwana sztuka ciała - body art. W Zachęcie "artystka" pokazała fotograficzny zapis układu choreograficznego według Wacława Niżyńskiego do baletu "Święto wiosny" Igora Strawińskiego. Roi się tam od poniżających godność człowieka scen baletowych, które - powiedzieć, że są niesmaczne - to za mało. Bez cienia przesady można to wszystko nazwać - antysztuką, chorą sztuką.

Innym przykładem destrukcji jest wideoinstalacja Artura Żmijewskiego prezentowana obecnie w Zamku Ujazdowskim. To głośna za sprawą mediów parada nagich żołnierzy-rezerwistów Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, ubranych w rogatywki i wojskowe buty, trzymających w dłoniach broń, defilujących tym razem nie przed Grobem Nieznanego Żołnierza, ale w sali baletowej. W zamyśle autora obraz filmowy miał ukazać tych mężczyzn jako duże dzieci bawiące się w wojsko. Jest to także bardzo żenujący obraz obrażający uczucia patriotyczne i podważający szacunek dla polskich żołnierzy, którzy służą państwu i narodowi. To także nie ma nic wspólnego w klasyczną sztuką, wrażliwą na ludzkie wartości. Dodajmy, że wszystko to dzieje się za pieniądze podatników.

Wyrażamy przekonanie, że racja nie leży po stronie antysztuki, ale po stronie sztuki prawdziwej, sztuki wrażliwej na autentyczne piękno, którego Ÿródłem jest sam Bóg. Ciągle wierzymy mocno, że tej wrażliwości nie da się do końca zniszczyć, jak nie da się do końca zniszczyć sumienia. Trzeba nam wierzyć, że sztuka przetrwa niezwykłe w jej historii zagrożenia. I wreszcie dziedzina religii.

Dziedzina religii - od religii odziedziczonej do religii z wyboru

Religia łączy, dopełnia i ubogaca ww. dziedziny kultury. Wbrew pozorom człowiek nie przestał być istotą religijną. Religijność bowiem jest wpisana w jego naturę. Jednakże może się niekiedy odwracać od prawdziwej religii i szukać jej namiastek w innych aktywnościach. Miejsce prawdziwego Boga może zająć w człowieku lub w społeczności jakiś bożek. Jest rzeczą historycznie udokumentowaną, że jeśli człowiek nie wierzy i nie czci Boga prawdziwego, to oddaje cześć jakiemuś bożkowi.

W tamtym roku w Holandii, z jednego kanału nadmorskiego wydobyto olbrzymi kamień. Pokazano go nawet w polskiej telewizji. W czasie operacji wydobywania i osadzenia w nowym miejscu, tego okazałego głazu, ludzie stali godzinami i jakby adorowali ten kawał materii. Widać było, że jedna czy druga pani pogrążała się jakby w modlitwie, z pewnością do nieprawdziwego Boga, ale właśnie do tego pokazywanego bożka.

Patrząc na dzisiejsze kraje Europy możemy odnieść wrażenie, że Europa jakby znudziła się chrześcijaństwem. Do krajów zachodnich naszego kontynentu wkracza coraz bardziej Islam. Świątynie tej religii - meczety - możemy dziś już znaleŸć w prawie wszystkich większych i średnich miastach Europy Zachodniej. "Tygodnik Powszechny" podał kiedyś informację, że we Francji, nazywanej od wieków najstarszą córą Kościoła, dziś jedynie 4 miliony ludności spełnia praktyki religijne. Jest to tyle samo, ilu wyznawców Islamu ma dziś ten katolicki niegdyś kraj.

U nas w Polsce podano ostatnio w książce "Kościół i religijność", że prawie 93% Polaków uważa się za katolików. Ok. 47-50% regularnie bierze udział w niedzielnej Mszy św. Ok. 16,3% co tydzień przystępuje do Komunii św. Ok. 15% angażuje się w życie parafii. Polska pozostała najbardziej religijnym krajem Europy. Zmiana ustroju po 1989 r. nie przyspieszyła laicyzacji. Do ateizmu przyznaje się u nas jedynie 2,3% Polaków, najwięcej młodych. Mamy dziś w Polsce ok. 27 tys. księży. Niemal połowa z nich nie ma jeszcze ukończonych 40. lat. Duchowieństwo polskie jest najmłodsze w Europie. Są to pocieszające dane.

Jakie zjawiska dają się zauważyć w naszej, polskiej religijności, a poniekąd i w religijności naszego starego kontynentu?

Jednym z charakterystycznych zjawisk dzisiejszej religijności jest tzw. selektywność wiary. Mimo iż w Boga wierzy ponad 90% Polaków, to w życie wieczne już tylko 67%, w zmartwychwstanie - 65%, w istnienie nieba - 72%, w istnienie piekła - 67%. Znaczna część katolików kontestuje nauczanie moralne Kościoła. Zakaz przedmałżeńskich stosunków aprobuje podobno jedna trzecia, zakaz używania środków antykoncepcyjnych jedna czwarta.

Inną tendencją zauważalną w Polsce i w świecie, jest przemiana religijności o dominacji socjologicznej, odziedziczonej w religijność z wyboru. Inną jeszcze tendencją, dającą się zauważyć w religijności polskiej, jest spadek uczestników niedzielnej Mszy św. przy równoczesnym podwojeniu się praktyki przystępowania do Komunii. Innym jeszcze rysem polskiej religijności jest rozdŸwięk miedzy wyznawaną wiarą a życiem. Religia ciągle jeszcze wywiera za mały wpływ na życie. Widać to także na arenie politycznej czy gospodarczej. Niektórzy politycy, czy biznesmeni, także ludzie kultury, przyznający się do katolicyzmu, spełniają działania nie wynikające z wiary, po prostu wyznawana przez nich religia, nie kształtuje w sposób zadowalający ich życia.

Duży wpływ na kształtowanie się naszej religijności i w ogóle na kształtowanie się krajobrazu naszej drogi przez życie wywierają mass-media, szczególnie telewizja. Mówi się dzisiaj o obyczajowości medialnej. W telewizji, zwłaszcza satelitarnej czy kablowej, a nawet w naszych polskich programach, nie ma już tematów "tabu". Panuje totalna nuda, przemoc, gry komputerowe, "science fiction".

Mówi się dziś wszędzie o tzw. globalizacji, mondializacji. Słowo to jak refren wraca na obradach szczytu gospodarczego w Davos w Szwajcarii. Dużą rolę w procesie globalizacji właśnie odgrywają środki społecznego przekazu myśli, na czele z telewizją. Zabija się indywidualność, niszczy się małe firmy i przedsiębiorstwa. Narzuca się wszystkim te same pseudowartości.

TrzeŸwi znawcy kultury i procesów cywilizacyjnych przestrzegają przed dominacją obrazu na niekorzyść słowa, przed przewagą "widzieć" nad "rozumieć". Rozwój słowa szedł zawsze w parze z rozwojem cywilizacji. Dziś o wydarzeniach świata już się nie opowiada, lecz się je pokazuje. Komentarz, opowieść, to jedynie dodatek do obrazów oglądanych na ekranach. Zachodzi obawa, że owo "widzieć", zniweczy ważne dla człowieka i całej kultury "rozumieć". Wydaje się potrzebą chwili, by zachować ową proporcję między "homo videns" i "homo sapiens", między obrazem i słowem, widzeniem i rozumieniem. Człowiek nie żyje samym obrazem, żyje także słowem, które stara się rozumieć.

Z wartościami ewangelicznymi w dalszą drogę

Przedstawione tu refleksje tyczące progu nowego tysiąclecia skoncentrowaliśmy głównie na negatywnych rysach dzisiejszej kultury. Pominęliśmy prawie milczeniem pozytywny wymiar tej kultury płynący z inspiracji chrześcijańskiej. To, co powiedzieliśmy, nie powinno nas zniechęcać do dalszej drogi i dalszego wysiłku do zabiegania o tworzenie wartości chrześcijańskich.

Jan Paweł II powiedział na środowej audiencji, w dniu 24 stycznia br.: Wydarzenia naszych czasów, pełnych przemocy, wojen, niesprawiedliwości nie mogą nas zniechęcać, ale raczej powinny pobudzać do nowych działań i świadczenia o naszej nadziei, opartej na Chrystusie.

Niech to będzie jednak przestrogą, abyśmy nie dawali się zwodzić. Wartości chrześcijańskie, stojące u podstaw kultury i cywilizacji europejskiej dotąd nie mają żadnej rozsądnej alternatywy. Niech nas nie przeraża nagłaśniane haseł, w rodzaju, że współczesna chrześcijańska cywilizacja wyczerpała już swą twórczą energię, że nie jest już w stanie kształtować duchowego oblicza nadchodzącej Europy, że działań integracyjnych na naszym kontynencie nie należy łączyć z aksjologią Ewangelii, że Europa, która będzie hołdować starym zasadom niechybnie dojdzie do cywilizacyjnego kresu, że wobec widma katastrofy trzecie tysiąclecie należy budować na systemie wartości alternatywnych wobec chrześcijaństwa.

Nie dajmy się zwieść. To są diabelskie hasła. Wartości ewangeliczne mają ciągle przyszłość, bo za nimi stoi Ten, który powiedział Miejcie odwagę, ja świat zwyciężyłem. Kochajmy tę małą Ojczyznę,w której jesteśmy, którą nam Bóg podarował. Nie czujmy się tu gośćmi, ale domownikami. Tu nas Bóg postawił; tędy, przez tę ziemię wytyczył nam szlak życiowej drogi. Odzyskujmy ciągle na nowo świadomość etyczną, przede wszystkim wbrew temu co widzimy i czego tak boleśnie doświadczamy - bierzmy w obronę człowieka. Nad człowieka nie ma tu na ziemi wyższej wartości.

Św. Tomasz z Akwinu, jeden z najwybitniejszych myślicieli Kościoła, którego wspomnienie dziś przypada, powiedział: Genus humanum arte et ratione vivit. Rodzaj ludzki żyje sztuką (pięknem) i rozumem (prawdą i dobrem), a gdzie indziej napisał: Persona significat id quod est perfectissimum in tota natura (Osoba jest tym, co jest najdoskonalsze w całej naturze).

I konkluduję słowami Jana Pawła II, wyjętymi z Listu Apostolskiego Novo Millennio Ineunte (Na początku nowego tysiąclecia), podpisanego uroczyście w dniu 6 stycznia 2001 r. w czasie uroczystości zamknięcia Wielkiego Jubileuszu: IdŸmy naprzód z nadzieją! Nowe tysiąclecie otwiera się przed Kościołem niczym rozległy ocean, na który mamy wpłynąć, licząc na pomoc Chrystusa... Przemierzając drogi świata na początku stulecia, musimy przyspieszyć kroku... Musimy naśladować entuzjazm apostoła Pawła: Ťwytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie. do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusieť (Flp 3,13-14). Musimy wspólnie naśladować kontemplację Maryi, która po pielgrzymce do świętego miasta Jerozolimy powracała do domu w Nazarecie, rozważając w sercu swoim tajemnice Syna (por. Łk 2,51).

ks. Ignacy Dec