Luty 2003

Życie zawsze nowe
Jan Wadowski

Światło na oświecenie pogan
ks.Mariusz Rosik

Aż tyle kościołów w jednym mieście!
Anna Sutowicz

Szczególne źródło miłości
Tomasz Bojanowski

Jemu na nas zależało…
Ks. Marian Biskup

Gdy Pan Bóg się uśmiecha
Jan Zacharski

Jestem i Polakiem, i Rosjaninem...
ze Światosławem Świackim, laureatem tegorocznej nagrody im. Andrzeja Drawicza, tłumaczem, literatem - redaktorem naczelnym "Gazety Petersburskiej", rozmawia Leszek Wątróbski

Książka o biskupie Urbanie
Krystian Matwijowski

Edi - nasz brat najmniejszy
Barbara Lekarczyk-Cisek

Paryski Sylwester młodych
Adam Ryszard Prokop

Świątynia Opatrzności Bożej
Andrzej Sujka




Strona główna

Archiwum

Życie zawsze nowe
Jan Wadowski


Czy trzeba kogoś namawiać do życia? Na pewno nie. Każdy, kto żyje, chce się cieszyć życiem. Nie jest to takie łatwe, kiedy wokół jest tyle nieszczęścia, kiedy człowiek sam obawia się, aby i jemu nic się nie przytrafiło. Nawet jednak jeśli będzie starał się ze wszystkich sił, zawsze może pojawić się jakiś problem. Nie ma więc możliwości życia bez najmniejszej zmarszczki. Osoby o nastawieniu perfekcjonistycznym mogą cierpieć straszne męki, a nawet uciekać od życia, które jest pełne niedoskonałości.

Obok nieszczęść, pojawiają się też sytuacje w jakiś sposób przez ludzi zawinione. Ktoś prowadzi niezdrowy tryb życia, zatruwa się, o co dzisiaj nie tak trudno, niepotrzebnie trwoni zdrowie.

Wszystkim jednak, niezależnie od światopoglądu, życie wydaje się bardzo cenne, pragną więc przeżyć je jak najlepiej. Tutaj drogi ludzkie się rozchodzą. Każdy inaczej może określać, co to znaczy przeżyć życie jak najlepiej. W każdym razie chodzi o nasze ludzkie życie i o możliwość życie godnego i w miarę możliwości długiego.

Spójrzmy teraz do Ewangelii. Najlepiej do mojego ulubionego Jana Ewangelisty, którego Ewangelię można nazwać Ewangelią Życia. Jezus jest tam szczególnie wrażliwy na słowo "życie". Uważna i wnikliwa lektura tej księgi może wprowadzić w przerażenie, a potem w zachwyt. W czasach studenckich lektura Jana wstrząsnęła mną do głębi. W Prologu czytamy o Słowie, bez którego nic się nie stało. Całe stworzenie jest w jakiś sposób naznaczone Słowem. Pojęcie Logos ma wiele sensów: nauka, rozum, sens (logoterapia), mądrość przedwieczna. Niektórzy fizycy twier-dzą, że u podstaw całej przyrody leży jakaś fundamentalna Informacja, która nie jest ani materią, ani energią. Przejawami tej Informacji są "energia próżni", atomy czy DNA. Czy największą Informacją nie jest Miłość uosobiona w Chrys-tusie?

W Słowie od zawsze znajdowało się życie, źródło wszelkiego życia. Życie utożsamione ze Słowem jest światłem dla ludzi. Ewangelia Janowa jest realistyczna. Ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło. Wielu nie dokonuje swoich uczynków w Bogu. Poszukuje się innych świateł a raczej światełek, niby choinkowych świecidełek. Jeśli dochodzi do zaślepienia małymi światłami, nie widzi się prawdziwego światła. Czytający z uwagą Jana dostrzega ścisły związek ducha, życia, prawdy z Ojcem, Synem i Duchem, który jest obficie dawany.

W dalszych partiach Ewangelii Janowej mamy do czynienia z opisem wesela, na którym zabrakło wina, następnie znajdujemy opis nowego życia: "Musicie się na nowo narodzić". Nowe narodziny oznaczają nowe życie. Odnosi się to do narodzin z Wody i z Ducha. Woda jest także synonimem życia, to dobrze wiemy. Czy wiemy jednak, co oznacza narodzić się z Ducha? W dalszym ciągu rozmowy z Nikodemem Jezus wyjaśnia, na czym polega nowe życie. Życie wieczne, nie jak najdłuższe życie ziemskie. Życie wieczne oznacza tu: uwierzyć w Syna. Zaraz po rozmowie z Nikodemem mamy opis przejścia przez Samarię. Ponownie pojawia się kwestia wody wiecznej: woda, którą daje Jezus staje się źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu. Nieustannie mowa jest w innej płaszczyźnie życia, życia w Duchu. Przyjście do Jezusa oznacza sięgnięcie po życie wieczne. Jezus zdaje się nieustannie walczyć z małodusznym, przyziemnym sposobem myślenia ludzi, którzy ciągle rozumują w kategoriach życia ziemskiego i ziemskiego pokarmu, Jemu jednak chodzi o coś zupełnie innego. Jest bardzo surowy w ocenie ludzi. Wyrzuca im, że zajmują się marniejącym pokarmem a nie szukają pokarmu życia wiecznego. On sam, posłany od Ojca, da wszystkim pokarm na życie wieczne. W pewnym momencie znajdujemy wręcz nieco pogardliwe określenie ciała: "Duch daje życie, ciało na nic się nie przyda". A w innym tłumaczeniu (ks. R. Popowski SDB): "Duch ożywia, ciało w niczym nie pomoże". Zdanie to pada zaraz po Mowie Eucharystycznej, gdzie Jezus okreś-la siebie chlebem życia. Ktoś, kto nie spożywa Jego ciała i nie pije Jego krwi, nie ma w sobie życia. Jest martwy.

W dyskusji z faryzeuszami Jezus wykazuje im całkowitą ślepotę duchową, która w ich pysze i obłudzie nie pozwala, aby przejrzeli na oczy i zobaczyli, co tak naprawdę się dzieje. Przede wszystkim są oni ludźmi, którzy sądzą "według ciała" a nie "według Ducha". "Według ciała" nie oznacza tylko według ludzkich kryteriów i ocen, ale także według własnego zadufanego w sobie rozumu. Można odnieść wrażenie, że tylko Jezus tak naprawdę kocha życie w pełnym wymiarze, a ludzie go otaczający kochają życie tylko w pewnym nikłym fragmencie, głównie w wymiarze cielesnym, materialnym. Jezus nie jest wrogiem ciała. Dowodzi tego nie tylko cud w Kanie Galilejskiej, ale na przykład wskrzeszenie Łazarza. Ciało ukazuje się tutaj jako przejaw Ducha. Ciało musi obumrzeć, aby człowiek narodził się do nowego życia. Jezus wyraża to paradoksalnie: "Kto kocha swoje życie, zmarnuje je, a kto nie dba o swoje życie na tym świecie, zachowa je na życie wieczne" (J.12, 25).

Ostatecznie u Jana pokrywają się takie pojęcia jak Życie, Prawda, Duch, Miłość. Także w symbolice "krzewu winnego" Jezus mówi o życiu. Kto nie trwa w Nim jako w winnym krzewie, ten po prostu usycha. Uschnięcie to rozumiane jest jako zamieranie życia w Duchu. Żyjąc w winnym krzewie Chrystusa mamy szansę wydać owoc życia, który będzie trwały. "Owocem życia" może być jednak coś zupełnie innego niż to, co może nam podpowiedzieć dzisiejszy świat. Największym owocem życia może być gotowość oddania go za przyjaciół. Nieco dalej znajduje się obraz rodzącej kobiety, która cierpi w chwili porodu, cieszy się kiedy dziecko przyjdzie na świat. Inny obraz życia to obumierające w ziemi ziarno, które wydaje nową roślinę. Cierpienie, umieranie jest bezwzględnie potrzebne, aby powstało Nowe Życie. Kto umie umierać po to, aby żyć? Wielu współczesnych uważa, że życie jest przeciwne śmierci i że za wszelką cenę nie można dopuścić do myśli o śmierci, którą trzeba od siebie odsunąć i zostawić na ostatni moment. Czy nie jest to myślenie pełne materialistycznego podejścia do życia?

Wreszcie Ewangelia Życia kończy się zwycięstwem nad śmiercią. I nie mogło być inaczej, jeśli Jezus miał okazać się Królem nad Królami. Śmierć jest elementem większego dzieła, jakim jest stworzenie i przeznaczenie do wiecznego życia. Czym jest śmierć? Jest tylko przejściem, które wyzwala do pełnego życia w duchu.

Jak wygląda wieczne życie? Pomijając w tej chwili teologiczne spekulacje, wystarczy przyjrzeć się opisom Zmartwychwstałego. Jego ciało jest zupełnie innym ciałem niż ciało pozostałych ludzi, także Łazarza. Ma władzę nad czasem i przestrzenią a także nad materią, nie będąc jakimś duchem, który się zjawia. Jego odejście jest wręcz konieczne, aby zaczął działać Duch Boży. On jest Kimś Decydującym, a równocześnie ukazuje i uświadamia uczniom, że duch daje życie. Więcej, On jest Zmartwychwstaniem i Życiem (J. 11,25). Słowa Janowe mogą wstrząsać i decydować o całym krótkim ludzkim życiu, jeśli tylko weźmie się Ewangelię do serca, a nie tylko do umysłu: "Jeśli ktoś wierzy we mnie, choćby umarł, żyć będzie. A każdy kto żyje i wierzy we mnie, nigdy nie umrze" (J. 11,25-26). Szczególnie niezwykłe nadzieje budzi sformułowanie "nigdy nie umrze". Marta nie jest tutaj zbyt przenikliwa, interesuje ją głównie powstanie z martwych Łazarza. Nie o to jednak ostatecznie chodzi Jezusowi. Jezus przynosi coś, czego nie przyniósł nikt ani wcześniej, ani później. Przynosi życie wieczne, które nie opiera się na wątłych obietnicach, ale na prostej wierze w Niego, który jest Mesjaszem. Wierząc w Jezusa, w Jego Boskie Synostwo, uczniowie mają życie, które jest w Jego imieniu (J.20,31). Wiara w Jezusa przynosi więc życie, jednak nie dzieje się to mechanicznie ani rozumowo. Rozumowe przyjęcie wiary jest jak najbardziej potrzebne, wydaje się jednak, że nie wystarcza. Potrzebna jest bezgraniczna ufność, o którą nie jest łatwo. Prawdziwi czciciele oddają Bogu cześć w duchu i w prawdzie.

Ilu wierzących może z czystym sumieniem powiedzieć, że oddają Bogu cześć w duchu i w prawdzie, że Jezus jest dla nich wszystkim? Nic sobie nie robią z trosk doczesnych, nic z ułudy bogactwa, nic z przyjemności życia. Nie mają względu na osobę i nie martwią się o dzień jutrzejszy, który ma dość własnej biedy. Jutro samo zatroszczy się o siebie. Są wolni jak ptaki i bezgranicznie ufają Bogu. Ich serca nie przyćmiewa żaden żal do kogokolwiek i nic sobie nie robią ze wzgardy. Tak wyzwoleni mogą angażować się we wszystko, od handlu po politykę - i pozostać nieskażonymi. Angażują się, ale nigdy nie pozwolą sobie na zniewolenie. Tak wyzwoleni mogą sięgać po szczyty świętości.