Luty 2002

Pastor Bonus
O 26. rocznicy objęcia rządów w Archidiecezji Wrocławskiej przez księdza kardynała dra Henryka Gulbinowicza pisze ks.Józef Swastek

Kim jesteś? - zapytał mnie
Stanisław Jan Rostworowski

Stosunki polsko-ukraińskie po II wojnie światowej
Z historykiem prof. dr hab. Henrykiem Strońskim, prezesem Stowarzyszenia Uczonych Polskich Ukrainy rozmawia Leszek Wątróbski

Nawrócenie
Jan Wadowski

Sekrety maryjnej kolumny
Marek Perzyński

Człowiek z piętnem wyroku śmierci
Tomasz Balbus, Stanisław Antoni Bogaczewicz

Ze stygmatami cierpienia
Andrzej Sujka

Katecheta
Ks. Marek Korgul

Co to jest powołanie i czy każdy ksiądz musi mieć powołanie, żeby zostać kapłanem?
ks. Jarosław Grabarek




Strona główna

Archiwum

Ze stygmatami cierpienia
Andrzej Sujka


Już od XVII wieku Tambów był centrum gospodarczym jednego z najżyźniejszych regionów w carskiej Rosji. W ostatnich dekadach ubiegłego stulecia cała Tambowszczyzna stała się miejscem zsyłek polskich powstańców. Byli oni tutaj, wśród prawosławnych Rosjan, najliczniejszą, być może nawet kilkudziesięciotysięczną, katolicką wspólnotą narodową. W samym mieście żyło 137 polskich rodzin.

Naznaczone męczeństwem, wspaniałe dzieje tambowskiego Kościoła wyznaczają cztery graniczne daty: 20 października 1896 r. - grupa polskich liderów podejmuje decyzję o budowie kościoła; 25 maja 1903 r. - w nowej świątyni Podwyższenia Krzyża Świętego zostaje odprawiona pierwsza Msza święta; lata 1918-1936 to okres największych prześladowań; sześćdziesiąt lat później - 9 sierpnia 1996 r. - władze rejestrują odrodzoną parafię, która po siedmiu miesiącach starań odzyskuje swój "polski" kościół. Spośród miejscowych katolików pamiętających bolszewickie prześladowania - nocne aresztowania, przesłuchania i egzekucje Polaków, wywózki na Syberię, Kołymę, rozstrzelanie ostatniego księdza, przejęcie kościoła przez komunistów - do nowych czasów dożyła tylko Zofia Wienantiejewna, której matka była członkinią rady parafialnej.

Od Konstantyna Denisowa, przewodniczącego rady parafialnej, a zarazem dziennikarza skrzętnie zbierającego wszelkie informacje na temat historii Kościoła w Tambowie, dowiaduję się, że właśnie 20 października 1896 roku odbyło się w gmachu biblioteki publicznej zebranie poświęcone budowie kościoła, plebanii i domu dla ludzi w podeszłym wieku. W spotkaniu, którego inicjatorami byli: mec. Kazimierz Wolski, inż. Kazimierz Dembowski, inż. Stanisław Arcisz, profesor tambowskiego gimnazjum Karol Lej i Ernest Połonny, sędzia śledczy Aleksander Kostenecki, dyrektor fabryki Robert Mund, inż. Teofil Świerczewski i mieszczanin Mikołaj Krams - wzięły udział 63 osoby świeckie oraz dwaj kapłani - proboszcz woroneżskiej parafii o. Feliks Grocholski i ks. Szymon Ruszyński. Pomysłodawcą budowy kościoła był M. Kuczewski, który - podobnie jak inni Polacy - został pochowany na Cmentarzu Uspienskim. Niestety, cmentarz ten nie przetrwał do naszych czasów.

Tempo prac było imponujące. Gdy siedem lat później oddano świątynię do użytku, stała się ona dla miejscowych katolików nie tylko domem Bożym, ale i centrum narodowej kultury. Organizowano w niej koncerty na cele dobroczynne. W pobliskiej, jednopiętrowej plebanii odbywały się zebrania rady parafialnej, próby chóru, lekcje religii, była biblioteka oraz punkt działalności charytatywnej. Ze wzmianki w dokumencie z 1921 roku wynika, że proboszczem parafii był wówczas ks. K. Wierzbicki.

Po wybuchu rewolucji bolszewickiej jeszcze przez jakiś czas odbywały się w kościele nabożeństwa. Ponieważ w latach dwudziestych do guberni tambowskiej przybyło wielu uciekinierów z różnych regionów Rosji, życie parafii nawet się ożywiło. Rozpoczęły się jednak prześladowania. Tylko nieliczni Polacy otrzymali zgodę na wyjazd do kraju.

Pozostałych dotknęły komunistyczne represje. Byli przesłuchiwani i rozstrzeliwani przez NKWD, zsyłani do łagrów na daleką Syberię i Kołymę. W 1920 r. zlikwidowano bibliotekę parafialną, nieco wcześniej punkt Caritas. Stopniowo ograbiano i kościół i plebanię. Świątynię zamknięto w latach trzydziestych, a w 1936 r. urządzono w niej warsztaty krawieckie. Zlikwidowano również wieże kościelne. Do miejscowego konserwatorium muzycznego wywieziono cenne organy, ale nie znalazł się nikt, kto potrafiłby je na nowo zmontować. Gdy po sześćdziesięciu latach zwrócono zrujnowaną świątynię prawowitym właścicielom (wcześniej próbował ją "przechwycić" miejscowy władyka prawosławny Eugeniusz), na poczesnym miejscu widniał wielki symbol totalitaryzmu niszczącego wszystko, co stanowi o godności człowieka, o jego kulturze. Zbezczeszczony tambowski kościół wraz z anonimowymi grobami w okolicznych lasach przez dziesiątki lat oskarżał barbarzyńców spod znaku sierpa i młota. I był niemym krzykiem o powrót Boga do ludzkich serc. A dzisiaj - tylko on przypomina o Polakach, którzy tu żyli, budowali, cierpieli i ginęli za miłość do Ojczyzny i Kościoła.

Na dziesiątki lat zamarło w Tambowie życie parafialne. Ci Polacy, którzy przeżyli, ukrywali swoje polskie pochodzenie. Bo polskość oznaczała katolickość, a jedno i drugie było dla rosyjskich komunistów symbolem świata, który chcieli całkowicie zniszczyć. Z pewnością jednak katolicy modlili się w ukryciu, matki chrzciły dzieci, babcie - wnuki... Tak niewiele wiadomo o tamtych latach, o losach ludzi, którzy z krzyżem cierpienia i męczeństwa poszli za Zbawicielem na Golgotę wywózek, łagrów i śmierci od karabinowej kuli!

Lata dziewięćdziesiąte. W stuletniej historii tambowskiego Kościoła odsłania się nowa karta. Wychodzi on z podziemia. Któregoś dnia przybywa do Tambowa o. Tomasz Klawoń SVD. Nikt na niego nie czeka. O. Tomasz wstępuje do miejscowej cerkwi i prosi o zgodę na odprawienie Mszy świętej. Batiuszka odmawia. Polski werbista udaje się nad rzekę Tenę i tam sprawuje Eucharystię. W modlitwie za zmarłych nie może nie wspomnieć kapłanów i wiernych, którzy tutaj wyznawali Chrystusa, byli Jego świadkami - do końca.

Bardzo wiele dla odrodzenia się parafii uczynił dziennikarz Konstanty Denisow, który przyjechał do Tambowa z Karagandy. - W 1994 r. otrzymałem zaproszenie do pracy w tambowskim ośrodku radiowo-telewizyjnym - wspomina. - Pierwszą rzeczą, która mnie zaintrygowała, to czy w Tambowie są katolicy, czy nie. Z tym pytaniem zwróciłem się do władyki Eugeniusza. Nie otrzymałem jednak żadnej odpowiedzi. Wtedy zacząłem dawać ogłoszenia do gazet i przez radio. Dzwoniły pierwsze telefony i tak stopniowo udało się zebrać pierwszą dziesiątkę, żeby nas oficjalne zarejestrowali. Tymczasem procedura ta trwała prawie półtora roku, bo dopiero w sierpniu 1996 r. otrzymaliśmy świadectwo o oficjalnej rejestracji.

Do połowy 1998 r. o. Tomasz odprawiał Mszę świętą w mieszkaniu Margarity Baszaratian. Po jego wyjeździe do Wołogdy, przez prawie rok do Tambowa przyjeżdżał z odległej o 500 km Moskwy o. regionał Jerzy Jagodziński SVD. Niedzielne spotkania wiernych, zawsze rozpoczynające się od Sakramentu Pojednania i Eucharystii, odbywały się w sali kinowej. Pierwsze kroki zostały uczynione...

Obecnie - jak mówi proboszcz o. Józef Matis SVD - w niedzielnej Eucharystii bierze udział 30-40 osób, aczkolwiek w Tambowie żyje ponad 400 rodzin pochodzenia polskiego, litewskiego i niemieckiego.