Luty 2002

Pastor Bonus
O 26. rocznicy objęcia rządów w Archidiecezji Wrocławskiej przez księdza kardynała dra Henryka Gulbinowicza pisze ks.Józef Swastek

Kim jesteś? - zapytał mnie
Stanisław Jan Rostworowski

Stosunki polsko-ukraińskie po II wojnie światowej
Z historykiem prof. dr hab. Henrykiem Strońskim, prezesem Stowarzyszenia Uczonych Polskich Ukrainy rozmawia Leszek Wątróbski

Nawrócenie
Jan Wadowski

Sekrety maryjnej kolumny
Marek Perzyński

Człowiek z piętnem wyroku śmierci
Tomasz Balbus, Stanisław Antoni Bogaczewicz

Ze stygmatami cierpienia
Andrzej Sujka

Katecheta
Ks. Marek Korgul

Co to jest powołanie i czy każdy ksiądz musi mieć powołanie, żeby zostać kapłanem?
ks. Jarosław Grabarek




Strona główna

Archiwum

Sekrety maryjnej kolumny
Marek Perzyński


Były religijną i poniekąd polityczną manifestacją. Stawiano je jako wotum w różnych trudnych sytuacjach życiowych, m.in. za ocalenie życia, powrót do zdrowia czy odwrót morowego powietrza. Mowa o kolumnach maryjnych, których na ziemi kłodzkiej jest niezwykle wiele. Powstały głównie w czasach przynależności ziemi kłodzkiej do katolickiego dworu Habsburgów, który oddał w opiekę Maryi wszystkie podległe sobie terytoria. Jej kult uznano więc niejako za państwowy.

Wzorem do naśladowania dla innych stała się kolumna maryjna wystawiona przez cesarza Ferdynanda III w 1647 roku w Wiedniu i w 1650 roku w Pradze. Na ziemi kłodzkiej nowy trend w sztuce przyjęto tym chętniej, że kolumny maryjne - symbolizujące dostojeństwo, chwałę Bożą i wyniesienie Matki Bożej - w bardzo widoczny dla wszystkich sposób przybliżały publicznie katolicką teologię maryjną. Podkreślały, że Kościół to opoka, a Maryja to jego filar. To Maryja wybrana została przecież jako Matka Boga, oblubienica Baranka i depozytariuszka tajemnicy Wcielenia.

Symboliczne znaczenie kolumny znano zresztą od dawna. Chrześcijaństwo przejęło ją z antyku, w którym rozumiana była jako symbol godności, wielkości, chwały i dostojeństwa. Kilkakrotnie wspomina o niej Biblia, choćby w "Pieśni nad Pieśniami": Jego nogi - kolumny z białego marmuru, wsparte na szczerozłotych podstawach (5, 15) czy w Apokalipsie: Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga i już z niej nie wyjdzie (3, 12).

Na ziemi kłodzkiej niektóre kolumny maryjne nawiązują do miejscowych sanktuariów maryjnych. W Ruszowicach kolumna zwieńczona jest rzeźbą przedstawiającą Matkę Boską Wambierzycką ze Śląskiej Jerozolimy (jak nazwano Wambierzyce). W Starkowie Maryja z kolumny wyobraża Matkę Boską Bolesną z pobliskiego Starego Wielisławia. W Szalejowie Górnym na kolumnie posadowiono kamienną Pietę - barokową replikę cudami słynącej drewnianej średniowiecznej Piety znajdującej się w miejscowym kościele. Z kolei Ruszowice to dobry przykład na to, by pokazać, jak kult maryjny łączono w sztuce z chrystologią. Na cokole kamiennej rzeźby z 1803 roku przedstawiającej ukrzyżowanie widnieje płaskorzeźba Matki Boskiej Bolesnej (z sercem przebitym mieczem).

Do najbardziej znanych kolumn należą jednak te z kłodzkiego Rynku oraz z Przełęczy Bardzkiej. Kolumna z kłodzkiego Rynku ufundowana została przez mieszkańców, radę miejską i miejscowych jezuitów w 1680 roku jako wotum za uratowanie miasta od pożaru i zarazy (kolumna stanęła rok później). Zaraza wybuchła w 1680 roku po pożarze, który część Kłodzka strawił cztery lata wcześniej. Kolumnę na Przełęczy Bardzkiej postawił Ignatz Ilgner, rajca kłodzki. Według pierwszej wersji dziękował w ten sposób za ocalenie z wypadku drogowego, według drugiej zaś - znacznie bardziej znanej - za nieoczekiwane wycofanie się stąd wojsk pruskich, które dotarły na przełęcz 9 stycznia 1741 roku, ale nie wkroczyły na ziemię kłodzką. Jak jednak pokazuje historia, Prusacy nie dali za wygraną i w końcu zdobyli cały Śląsk oraz hrabstwo kłodzkie, które odpadło od korony austriackiej. Państwo pruskie faworyzowało religię protestancką, nie uznającą kultu Maryi, ale kolumny z przełęczy nie ruszono. Złe czasy przyszły dla niej dopiero po II wojnie światowej.

- Wieńcząca kolumnę figura znikała dwukrotnie - opowiada o. Roman Wantuch, redemptorysta z Barda Śląskiego. - Po tym, jak ją strącono, leżała przepołowiona. Po złożeniu umieściliśmy ją ponownie na kolumnie. Za drugim razem figura zniknęła wraz z kolumną. Została tylko podstawa z inskrypcjami. Rozbitą na trzy kawałki figurę policja odnalazła u pewnego kamieniarza w Głogówku. Ponownie poskładana stoi obecnie na betonowym sześciokątnym słupie, bo oryginalna, owalna kamienna kolumna zaginęła.

Ci, którzy podróżowali tędy kilka lat temu i widzieli samą kolumnę, bez figury, dziwią się obecnie, że udało się redemptorystom wykonać tak wierną, kamienną kopię poprzedniczki. Niewielu zdaje sobie sprawę, że to oryginał. A niełatwo ją przeoczyć, ponieważ minąć ją muszą wszyscy, którzy wjeżdżają na teren dawnego hrabstwa kłodzkiego od strony Wrocławia. Stoi przy ruchliwej, międzynarodowej drodze.

W większości przypadków kolumny sprawiają wrażenie lekkości, ale to pozory. Jedna potrafi ważyć wiele ton, dlatego przy jej wykonaniu i postawieniu pracowało zwykle wiele osób.

Marek Perzyński