Luty 2001

W służbie najuboższym

Uczony i gorliwy pasterz

Samorządny umysł

Światło dla odrzuconych

Obecność Chrystusa w znaku jedności wierzących

Ks.Luigi Giussani

Na służbie u Królowej

Nowy biskup z Wrocławia

Nie-zwykła szkoła

550 lat kościoła na wrocławskim Ołtaszynie

W poszukiwaniu szczęścia

Śląskie Castel Gandolfo

Czy niechodzenie na religię jest grzechem?




Strona główna

Archiwum

W poszukiwaniu szczęścia - Europejskie Spotkanie Młodych w Barcelonie


Przez pięć dni, od 28 grudnia 2000 do 1 stycznia 2001, blisko 80 tysięcy młodych ludzi z różnych krajów uczestniczyło w Europejskim Spotkaniu Młodych. Ekumeniczna Wspólnota z Taizé już po raz 23 zaprosiła młodych ludzi do wzięcia udziału w Pielgrzymce Zaufania przez Ziemię.

Nie za daleko?

Wydawałoby się, że Barcelona jest daleko, jednak dystans nawet kilku tysięcy kilometrów nie stanowił przeszkody dla młodych, którzy licznie przybyli do stolicy Katalonii.

- Nie spodziewałem się, że spotkam tu tylu ludzi ze wschodu - mówi Krzysiek z Warszawy - Dla nas podróż była bardzo męcząca, a oni jechali prawie dwa razy dłużej.

Rzeczywiście mimo trudów podróży, na spotkanie przyjechało aż dziesięć autokarów z Rosji, około 1000 młodych z Ukrainy, 2200 Litwinów.

- Po raz pierwszy od 1989 roku Spotkanie odbyło się w mieście tak daleko wysuniętym na zachód Europy i mimo to, nie zabrakło młodych ze wschodniej i środkowej części Europy. Stanowili ponad połowę wszystkich uczestników - mówi brat Marek, jeden z trzech Polaków ze Wspólnoty z Taizé - na pierwszym spotkaniu w Barcelonie w roku 1978 było dosłownie troje Polaków, w tym spotkaniu wzięło udział nieco ponad 20 tys. młodych z wszystkich diecezji Polski, w tym 800 przyjechało już 26 grudnia, by pomóc w ostatnim etapie przygotowań i przyjąć wszystkich przyjeżdżających 28 grudnia.

Pielgrzymka zaufania

Dla niektórych spośród pielgrzymów, już sama droga okazała się pełna niespodzianek. Autokar z młodymi z Kowna we Wrocławiu, na ulicy Kochanowskiego miał wypadek. Okazało się, że nie może jechać dalej i trzeba będzie czekać na zastępczy. Kiedy mieszkańcy okolicznych domów dowiedzieli się, że młodzi ludzie z rozbitego autokaru, są w drodze na spotkanie organizowane przez braci z Taizé, natychmiast rozdzielili ich pomiędzy siebie i zorganizowali prowizoryczny nocleg. Dla młodych Litwinów był to znak, że na prawdę udali się w "Pielgrzymkę Zaufania przez Ziemię".

Znaki nadziei

Całe Spotkanie pełne było znaków nadziei. W wielu parafiach w ramach przedpołudniowych spotkań w grupach, młodzi ludzie odwiedzali "miejsca nadziei". Już pierwszego dnia zostaliśmy zaproszeni do przytuliska dla byłych więŸniów. Księżą i młodzież z parafii, w której nocowaliśmy, zorganizowali miejsce, które staje się domem dla ludzi wychodzących z więzienia. Mogliśmy obejrzeć wszystkie pomieszczenia, spotkać się wychowawcami i jednym z wychowanków. Takich, i innych, inicjatyw w Barcelonie jest dużo więcej.

Mimo, że dla miasta obecność takich rzesz ludzi jest trochę kłopotliwa, na ulicach i w metrze doświadczaliśmy wiele życzliwości. Wielu ludzi, młodych i starszych, oferowało nam pomoc, próbowało rozmawiać.

- Jak się cieszę, że tu jesteście - mówiła starsza pani, która zaczepiła nas w metrze - potrzebujemy waszej modlitwy, waszej radości i młodości.

Ponieważ na niedzielnych Mszach widzieliśmy prawie samych starszych ludzi, myślę że dla Kościoła w Barcelonie obecność tak wielu młodych na pewno była namacalnym znakiem nadziei.

Każdy może dostrzec szczęście

- Brat Roger chyba po raz pierwszy tak dosłownie mówił o szczęściu człowieka - powiedział brat Marek pytany o specyfikę Spotkania w Barcelonie - podkreślił, że pragnie go dla człowieka sam Bóg. Dowodem tego jest jedno z pierwszych słów wypowiedzianych ośmiokrotnie przez Chrystusa: "Błogosławieni jesteście". Ten temat brat Roger rozwijał w swoich rozważaniach wieczornych. "Każdy może dostrzec szczęście, gdy w naszym życiu prostotę łączymy z dobrocią serca, powiedział 28 grudnia. Szczęście jest w pokornym dawaniu siebie - 29 grudnia. Zaufanie do Boga przywraca życiowy zapal. Wraz z takim zaufaniem przychodzi szczęście - 30 grudnia." W ostatnim dniu spotkania brat Roger mówił o trwaniu w komunii Ciała Chrystusowego, w Kościele dając do zrozumienia, ze w pięknie tej komunii i włączeniu się w nią przez zaufanie, modlitwę i służbę najbardziej potrzebującym znaleŸć można szczęście.

20 tysięcy młodych z Polski

Od brata Marka chciałem się dowiedzieć również, dlaczego tak wielu Polaków, mimo dużej odległości, przyjechało do Barcelony?

- O osobiste motywacje młodych Polaków trzeba ich samych zapytać - odpowiedział - okaże się pewnie wtedy, że są one bardzo różnorodne. Jednak po tylu latach tak masowego uczestnictwa Polaków w spotkaniach europejskich i licznego ich udziału w letnich spotkaniach w Taizé można zaryzykować pewne uogólnienie. Wielu młodych Polaków zachowuje wielką wrażliwość na propozycje i wyzwania, które płyną z Ewangelii i skierowane są do serca człowieka. Wystarczy, że ktoś to zauważy i potraktuje poważnie, a wyzwala w tych młodych ludziach wielką ofiarność. Niemałą rolą odgrywają tu także księża w Polsce. W Barcelonie, podobnie jak w ubiegłych latach było ich znowu bardzo wielu (ponad 300), większość z nich to młodzi duszpasterze, którzy podjęli trud pielgrzymowania razem z młodymi. Idąc tropem rozważań brata Rogera można by powiedzieć: jest szczęście we wspólnocie, której nie brak dobrych pasterzy.

Pragnienie modlitwy

Pytałem także wielu młodych o to, dlaczego przyjechali do Barcelony i czy było warto. Większość odpowiadała zgodnie, że przyjechali, żeby pogłębić swoją wiarę, znaleŸć więcej czasu na modlitwę i popatrzeć na swoje życie z pewnego dystansu. Faktycznie, codziennie cztery potężne hale wystawowe wypełniały się rozmodlonymi młodymi ludŸmi. Po wieczornej modlitwie wielu zostawało jeszcze długi czas na modlitwie wokół krzyża.

Dla wielu był to także czas nawiązywania nowych znajomości i poznawania życia młodych ludzi z innych krajów. Zwłaszcza ci, którzy nocowali u rodzin, mogli poznać bliżej codzienne życie mieszkańców Barcelony.

Nasza mama...

- Mieszkaliśmy u niezwykłych ludzi - opowiada Jacek - Cała rodzina bardzo zaangażowana w życie Kościoła, w ruch neokatechumenalny. Najbardziej poruszyło mnie to, że w ich codziennym życiu było widać Boga. I nie było w tym żadnego udawania, ani pozy. Czuliśmy się tam tak dobrze, że już drugiego dnia mówiliśmy o naszych gospodarzach: "nasza mama" i "nasz tata".

W drogę z nadzieją

Żegnani przez gościnnych mieszkańców Barcelony wyruszaliśmy w drogę do Polski, przede wszystkim z wielkim smutkiem, że to już koniec, że Spotkanie trwało tak krótko. Ale była też w nas nadzieja, że coś z doświadczeń tych dni da się przenieś do naszych parafii, do naszych domów. W moim sercu zostały głęboko słowa brata Rogera o prostocie i dobroci serca, która pomaga dostrzec szczęście.

ks. Andrzej Jerie