Luty 2001

W służbie najuboższym

Uczony i gorliwy pasterz

Samorządny umysł

Światło dla odrzuconych

Obecność Chrystusa w znaku jedności wierzących

Ks.Luigi Giussani

Na służbie u Królowej

Nowy biskup z Wrocławia

Nie-zwykła szkoła

550 lat kościoła na wrocławskim Ołtaszynie

W poszukiwaniu szczęścia

Śląskie Castel Gandolfo

Czy niechodzenie na religię jest grzechem?




Strona główna

Archiwum

Nie-zwykła szkoła


Stojąc przed kościołem Matki Bożej Pocieszenia przy ulicy Wittiga trudno nie dostrzec wiszącego nad bocznym wejściem do klasztoru dużego szyldu z symbolem gołębia trzymającego oliwną gałązkę i napisem "Dove school of English". Właśnie tu od kilku lat w byłych salkach katechetycznych mieści się nietypowa szkoła prowadzona przez Richarda Nesbita.

Zaraz po wejściu uderza wyjątkowy klimat, który panuje we wnętrzu. Ściany ozdobione pracami uczniów i wykonanymi przez nich dekoracjami, gazetka z najświeższymi informacjami z życia szkoły i parafii, to tylko niektóre elementy, które od razu rzucają się w oczy.

Zawsze marzyłem, żeby szkoła była miejscem przytulnym, żeby ludzie czuli się tu jak w domu. - opowiada Richard - Ten budynek ma swojego ducha, służy już przecież ludziom od wielu lat. Są wśród naszych uczniów tacy, którzy kiedyś przychodzili tu na katechezę. Ważne jest to, że charakter tworzą również ci, którzy się tu uczą. Większość dekoracji jest dziełem samych uczniów. To jest właśnie wspaniałe, że "Dove" nie jest jak biuro, bez twarzy, bez jakiegokolwiek kontaktu z ludŸmi, którzy tu przebywają. Bardzo lubię to miejsce. Wiem, że jest to wielki dar dla mnie od Boga.

"Przyjechałem nie do końca wiedząc co chcę robić w życiu, ale wiedziałem, że tu w Polsce czeka na mnie coś, czego od dawna szukałem."

Po skończeniu studiów Richard przygotowywał się do wyjazdu do Zimbabwe w charakterze nauczyciela, jednak klęska suszy w rejonie, do którego miał się udać sprawiła, że kontrakt został zerwany. Do Wrocławia przyjechał dzięki zachęcie poznanej w Cambridge Polki. Jak sam wspomina z początku miał to być pobyt co najwyżej kilkumiesięczny. Co jednak sprawiło, że pozostaje tu już ponad dziesięć lat?

"To był bardzo ciekawy czas w moim życiu. Każdy człowiek, którego wtedy poznałem miał jakąś wizję, jakieś marzenia. A najbardziej fantastyczne było to, że każdy z nich wierzył w to, że zrealizowanie marzeń jest możliwe. Było w tym wszystkim tyle nadziei, tyle energii. Dlatego postanowiłem pozostać tu jeszcze przez rok. Zacząłem też wtedy dostrzegać jak wspaniałym zawodem jest bycie nauczycielem. To jest praca, w której cały czas masz kontakt z ludŸmi. Dla mnie to jest bardzo piękne, lubię poznać ludzi i wiedzieć co jest dla nich ważne.

Zaś uczenie języka jest czymś szczególnym, ponieważ nie ma ograniczenia co do wybieranych tematów. Mogę mówić o wszystkim i mam okazje porównać, jak na to samo zagadnienie patrzą różni ludzie: artyści, studenci, księża...

Język jest niejako czymś świętym, wychodzi z naszego wnętrza, wyraża nasze JA. Ostatnimi czasy język angielski coraz częściej służy do wyrażania bardzo brutalnych i wulgarnych myśli. My próbujemy pokazać, że naprawdę można tego języka używać do tego, aby mówić o pięknie"

"Zacząłem myśleć o tym, żeby stworzyć takie miejsce, w którym mógłbym łączyć moje życie wiary z tym, co chciałem robić."

Przez kontakt z ludŸmi, których spotkałem we Wrocławiu poznałem Boga i w roku 1994 przeżyłem swój chrzest. Po chrzcie patrzyłem zupełnie inaczej na moją pracę. Pracowałem już wtedy m.in. w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych. Miałem wrażenie, że moje życie jest schizofreniczne: w życiu prywatnym szalałem za Bogiem, był dla mnie najważniejszy, chciałem wciąż o Nim rozmawiać. W pracy był to niejako temat tabu. Wiara nie była tematem, o którym się mówiło. Pojawiały się też problemy kiedy np. trzeba było pracować w Wielką Sobotę. To był konflikt między moją osobistą wiarą, a moją pracą.

Wtedy zacząłem myśleć o tym, żeby stworzyć takie miejsce, w którym mógłbym łączyć moje życie wiary z tym, co chciałem robić. Szkołę, w której można swobodnie i łatwo mówić o wierze i Bogu. Poznałem wtedy innych ludzi, którzy marzyli o takim miejscu pracy, które nie jest tylko biznesem.

Na początku mieliśmy strasznie mało pieniędzy, wystarczyło nam jedynie na zakup 10 słowników i 2 takie magnetofony - wspomina Richard wskazując z uśmiechem na odtwarzacz, który rejestruje naszą rozmowę.- Ale dzięki znajomym i przyjaciołom, którzy opowiadali innym o naszej szkole już w pierwszym roku mieliśmy 70 uczniów. Dla mnie to był wielki sukces.

"Chcę, żeby uczeń był przede wszystkim osobą"

Myślę, ze wielką zaletą tej szkoły jest to, że ta jest mała. W tej chwili mamy około 200 uczniów i to już jest chyba ta granica. Dla mnie jest bowiem bardzo ważne, ze mogę każdego poznać każdego. Staram się znać ich imiona. Nie chciałbym tworzyć jakiejś sieci szkół, bo wtedy stracę ten kontakt z ludŸmi. Wtedy uczeń stałby się klientem, a ja chce, żeby uczeń był przede wszystkim osobą. W tym co robimy chodzi przede wszystkim o to, żeby tworzyć spotkanie z ludŸmi. Duch Święty wtedy kieruje tym wszystkim.

Organizujemy dla naszych uczniów wycieczki, spotkania, wieczory filmowe, wspólne wyjścia na salę gimnastyczną i wiele innych. Trudno powiedzieć, ze mamy jakiś wielki program. Sama treść spotkań nie jest tak istotna jak samo stworzenie okazji na spotkanie z drugim człowiekiem. I to staramy się robić jak najczęściej.

"Nie chcemy ludzi uczyć wiary. My chcemy przez naszą pracę dać przykład ludzi, którzy swoja wiarą żyją na co dzień"

Wraz z ludŸmi poznanymi jeszcze w Kolegium i tymi, którzy przyszli bo po prostu słyszeli o tej wyjątkowej placówce, stworzyli "szkołę językową opartą na fundamencie wiary".

Prowadzenie tej szkoły jest czymś niezmiernie ciekawym. Ponieważ nie można kupić książki, czy planu i nauczyć się z nich jak ją prowadzić. My przez pięć lat staramy się znaleŸć odpowiedŸ co to znaczy szkoła na podstawie wiary? Jak my tą wiarę możemy wyrażać? Po pierwsze chcemy pokazywać ją poprzez jakość naszej pracy, a także nasz kontakt z ludŸmi. Chcemy im pomagać uczyć się.

Jest nas, nauczycieli, 8 osób i staramy się stworzyć taką małą wspólnotę. Zawsze wspólne spotkanie rozpoczynamy modlitwą. To jest początek wszystkiego. Wszystko co tu mamy, mamy dzięki Bogu. Wszystko co się dzieje, nawet trudności, jest dla nas wezwaniem od Boga, by przez to wszystko zbliżać się do Niego. To jest pierwsze miejsce w którym pracuję i mogę mówić o swoich trudnościach, a potem wspólnie z pozostałymi znaleŸć jakieś rozwiązanie. Wcześniej brakowało mi tej otwartości.

"Jestem Mu wdzięczny za to co było i otwarty na to co mnie czeka".

Zapytany o przyszłość szkoły Richard odpowiada, że trudno jest mu mówić cokolwiek o przyszłości, bo kiedy patrzy na przeszłość widzi, że Bóg wszystkim kieruje.

Jestem Mu wdzięczny za to co było i otwarty na to co mnie czeka".

Tomasz Kepski