To, co w życiu ważne

SABRINA BELLE/AI GENERATED/PIXABAY.COM

Przebaczenie kluczem do
usprawiedliwienia i łaski

Dlaczego dla Boga
przebaczenie między
ludźmi jest takie ważne
i istotne?

W naszym odbieraniu uczuć i relacji często słusznie możemy czuć żal, gniew, zranienie, gorycz, a nawet często nienawiść. Co Jezus i ogólnie Biblia o tym mówią? Czy Bóg wymaga, aby przebaczać?!
Jeśli Bóg w Jezusie Chrystusie przebaczył nam wszystkie przewinienia, a Jezus je wziął na siebie, to dlaczego, choć dostąpiliśmy takiego odkupienia, nie chcemy być miłosierni dla innych?
Psychologia i medycyna udowadniają, że brak przebaczenia, żywienie urazy i życie w nienawiści powoli nas zabijają od środka, powodują choroby fizyczne, zatruwają nam organizm. Przebaczenie uwalnia od negatywnych emocji. Trzymanie urazy i gniewu w sobie prowadzi do smutku, depresji i niepokoju, a przebaczenie pozwala na uwolnienie się od tych emocji i doświadczenie lepszej jakości życia. Jeśli my nie przebaczamy, to Bóg nam nie przebaczy. Mamy to na piśmie – lepiej dobrze się zastanów jaki podejmujesz poziom ryzyka!
„Bo jeśli wybaczycie ludziom ich przewinienia, i wam Ojciec wasz przebaczy wasze winy. Lecz jeśli nie wybaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie wybaczy wam waszych win” Mt 6, 14-15.
Czy chcesz takiego życia? Czy to nie jest już czas, aby przebaczyć krzywdy i urazy? Co to właściwie jest przebaczenie? Nie oznacza ono bagatelizowania popełnionego wobec nas czynu czy zranienia. To uznanie, że ktoś zawinił w stosunku do nas, ale ja w imię Jezusa mu przebaczam i oddaję przewinienia Bogu, by był tej osobie sędzią. Po drugie, przebaczenie nie oznacza, że ten, kto nam zawinił, wyrazi żal z tego powodu. Może nigdy nie przyznać, że zrobił źle. Po trzecie, przebaczenie nie oznacza, że musisz wrócić do wcześniejszej sytuacji (np. nadal się spotykać z kimś, kto cię skrzywdził). Przebaczenie nie oznacza trwania w takiej sytuacji. Po czwarte, przebaczenie jest aktem woli, którego dokonujemy dzięki łasce Boga. Możemy mieć wolę przebaczenia, nawet gdy w sercu jest nadal żal. Liczy się wola, że ja dziś chcę przebaczyć drugiemu w imię Jezusa. Czasami zranienie jest głębokie, ale Jezus uwalnia i uzdrawia wewnętrznie złamane serce. Wypełnia pokojem, którego nie może dać świat.
Jezus bardzo wyraźnie mówił o tym, że jeśli nie chcemy przebaczyć, zamykamy się na miłość Boga i wystawiamy się na atak. W Ewangelii św. Mateusza czytamy w przypowieści o niemiłosiernym słudze: „I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18, 34-35).
Zastanów się i odkryj, komu i co należy przebaczyć. Przebaczenie zrywa więzy, w których trzyma nas Szatan. Aby otworzyć się na uwolnienie, jakiego chce dokonać Jezus w twoim życiu, musisz być gotowy wybaczyć.
Musisz wiedzieć, że nieumiejętność wybaczenia cię zatruwa i może doprowadzić do nienawiści i zniewolenia demonicznego, zamknięcia na królestwo Boże. Ale co zrobić? Poproś Jezusa, aby dotknął twojego serca. W świecie duchowym pewnych rzeczy nie widzimy, ale moc przebaczenia łamie kajdany zniewolenia, a Jezus i Duch Święty mogą swobodnie działać.
Przebaczyliśmy, kiedy myśląc o tej osobie, mamy tylko jakieś wspomnienie, bliznę, ale nie budzi już w nas tyle emocji. Jeśli masz z tym problem, poproś o modlitwę uwolnienia. We Wrocławiu taką posługę oferuje kilka wspólnot, m.in. Dom Miłosierdzia (www.modlitwauwolnienia.pl).

JAN BUJAK

Zostawmy coś po sobie

Przemijanie nie kojarzy się zbyt dobrze,
ponieważ przywołuje koniec.
Przeminąć może lato, młodość, przyjaźń, związek…
Koniec ludzkiego życia, z pewnością zasmuca
jeszcze bardziej…

Do napisania tego felietonu nie zainspirował mnie tym razem cytat z wypowiedzi świętych, a pewien internetowy wpis, dzięki któremu zaczęłam zadawać sobie kilka ważnych pytań, związanych właśnie z przemijalnością. Pragnę podzielić się z Wami, Drodzy Czytelnicy, wiarą w to, że gdy żyjemy z Bogiem, nie istnieje coś takiego jak ulotność życia.
Słysząc bardzo często, że życie jest nietrwałe i ulotne, możemy zacząć się bać, że któregoś dnia się skończy. Tamten wpis pozwolił mi jednak spojrzeć głębiej – odkryłam, że niektórzy ludzie, w tym ja, bardziej niż samego odejścia w sensie fizycznym obawiają się, że znikną, nie zostawiając po sobie śladu… Wierzę w zmartwychwstanie, które daje nadzieję, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, ale do Chrystusa. Czuję w sercu, że wiara ta pomoże mi zdecydowanie mniej się lękać, gdy kiedyś (ufam, że Bóg obdarzy mnie długim życiem, w zdrowiu) odejdę. Póki żyję, ważne jest dla mnie to, by pozostawić po sobie dobre owoce. Po czym poznać, że takie są? Po tym, że nie ulegają zapomnieniu po kilku, kilkunastu latach…
Wszyscy, prędzej czy później, zadajemy sobie pytanie o sens życia, bo to właśnie on nadaje rytm naszej codzienności. Rodzimy się z bardzo konkretnego powodu. Musimy go tylko odkryć, co nie zawsze przychodzi od razu. Najlepszym źródłem poznania jest wsłuchiwanie się w głos Boga, bo to On wskazuje drogę – zdecydowanie najlepszą z możliwych. Powołując nas na ten świat, każdego przeznaczył do pięknych rzeczy. Nie ma dwóch takich samych ścieżek, dlatego tak istotne jest, abyśmy odnaleźli swoją i wytrwale nią kroczyli. Rozeznawanie tego, czego oczekuje od nas Pan Bóg, i podążanie za tym w swoich czynach to klucz do nieprzemijalności.
Ostatnio zapytałam siebie, co chciałabym zostawić po sobie. Wsłuchałam się w swoje serce i odpowiedzi przyszły dość szybko. Przede wszystkim radość i dobro, które odczuli ci, do których Bóg mnie posłał. Każdy uśmiech, każde, nawet najmniejsze dobre słowo, dzięki któremu ktoś na mojej drodze poczuł się trochę lepiej niż wcześniej. Spełnienie w pracy psychologa w związku ze świadomością, że pomogłam chociaż kilku osobom. Ponadto założenie rodziny i pielęgnowanie jej tak, by na każdym etapie mogła być szczerze określana jako szczęśliwa. Przekazanie miłości dzieciom – na tyle silnej, aby nigdy nie czuły, że jest jej za mało, i wystarczającej, żeby mogły nieść ją dalej. Pragnę stworzyć jak najwięcej tekstów, realizując tym samym pasję do pisania. Bardzo się cieszę z każdego artykułu – czuję wtedy tak namacalnie, że pozostawiam ślad. Gdy piszę, proszę Boga, abym wyraziła to, co On sam chce powiedzieć. Wierzę, że te słowa dotrą do kogoś, kto akurat w tym momencie potrzebuje je usłyszeć…
Nie przeminie to, co dobre. Ufam, że realizując wolę Bożą, u schyłku dni zobaczymy przed sobą pełnię. To właśnie do niej zostaliśmy powołani, dlatego nie straćmy jej z oczu przy podejmowaniu różnych decyzji. Mierzmy wysoko – czyńmy dobro, kochajmy, spełniajmy marzenia i rozwijajmy się.
Niech listopad, w którym w sposób szczególny rozmyślamy nad przemijalnością, zamiast lęku przyniesie nadzieję i chęć wsłuchiwania się w głos Boga. Zostawmy coś po sobie…

JULIA PAWELEC