KS GRZEGORZ SOKOŁOWSKI

redaktor naczelny

Bóg blisko człowieka

Przez niedziele Adwentu w Liturgii Słowa staje przed nami Jan Chrzciciel, mówiąc o Tym, który ma przyjść, a który będzie większym od niego, potężnym, tak wielkim, że on, Jan, nawet nie będzie się czuł godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów. I wreszcie przychodzi Ten, kogo zapowiadał. Przez długie stulecia Bóg objawiał siebie tylko w słowie: przez mądrość zawartą w Starym Testamencie, przez proroków, autorów natchnionych. Jednak nasz Bóg nie jest tylko Bogiem słowa. To nie jest Bóg, który jest tylko bliżej niesprecyzowaną ideą, mocą, czymś bardzo ważnym, ale odległym, choćby nawet przemawiającym do człowieka i o człowieka zatroskanym, ale jednak… kimś bardzo dalekim. Bóg w swoim objawieniu idzie dalej. Jest Słowem, które staje się Ciałem. Bóg objawiający się jako Słowo to bardzo wiele, ale Bóg objawiający się także w Ciele, jako ktoś z nas, to jeszcze więcej.

Bywa i tak, że słowo – choćby najwznioślejsze – to dla człowieka zbyt mało. Może być ono odczytane przez kogoś drugiego fałszywie, może być niezrozumiane z powodu ludzkiej słabości czy braku mądrości, a czasem ze złej woli. Wiemy, że i w relacjach międzyludzkich tak bywa, że samo słowo to zbyt mało, by kogoś drugiego zrozumieć, by go do końca przekonać. Wiemy też, że sama intelektualna mądrość często nie wystarcza, że trudno jest tylko w samym słowie zrozumieć i przyjąć rzeczy największe, najważniejsze i najpiękniejsze. Często bywa, że aby naprawdę zrozumieć kogoś drugiego, można nie powiedzieć i nie usłyszeć ani jednego słowa, tylko spojrzeć komuś w oczy, tylko uchwycić go za rękę, tylko przy kimś po prostu być, a wtedy każde, nawet wielkie, słowo bywa zbyteczne, bo wszystko, także to co nie jest wypowiedziane słowem, staje się tak bardzo jasne, oczywiste i klarowne. Bóg to wie i dlatego objawił się w Słowie, aby wyjaśnić nam sens Jego obecności i naszego życia, ale w swym zatroskaniu o człowieka poszedł dalej: stał się Ciałem, stał się jednym z nas. Bliżej człowieka stanąć nie mógł!