Dwoje uszu na jeden język

Komunikacja międzyludzka nigdy nie jest łatwa. Ponadto funkcjonuje
na rozmaitych poziomach i w wielu różnorodnych formach.
Poniżej przegląd wariacji w zależności od liczby osób mówiących. Oraz słuchających.
A przynajmniej takich, które z założenia to czynią.

KS. ADAM R. PROKOP

Wrocław

RAWPIXEL.COM

Dialog to bardzo modny termin, który stał się synonimem wszelkiej werbalnej, wielopodmiotowej wypowiedzi, dorobił się nawet własnej filozofii, dla której punktem wyjścia jest spotkanie dwóch osób, funkcjonuje także jako nazwa marketingowa. W swoim etymologicznym znaczeniu dwóch słów (δια to dwa, λογοσ zaś słowo) odnosi się do podstawowej sytuacji, kiedy jeden człowiek wymienia informacje z bliźnim. I nie ma tu znaczenia, czy będą to wiekopomne odkrycia mądrości, czy banalna uwaga o stanie pogody. Niestety, mimo bardzo wielu możliwości interakcji słowa wypowiadane przez jednego człowieka bardzo często nie docierają do drugiego. Dzieje się tak nierzadko przez notoryczne zapominanie, że podczas rozmowy nie wystarczy mówić, trzeba ponadto słuchać.
Meandry monologów
Najlepszym przykładem zachwiania równowagi pomiędzy mówieniem a słuchaniem jest monolog. Tam jeden człowiek ma czas na swoją wypowiedź oraz całe, mniejsze lub większe, audytorium, które go słucha, a przynajmniej powinno. Tak jak rozmiary grona odbiorców monologu mogą być bardzo różne – począwszy od kilku przypadkowych przechodniów w parku, po stadion przepełniony wielotysięcznymi tłumami – tak różnie można go oceniać.
Niemniej jednak jest to przydatna forma komunikacji. Za przykład może posłużyć perspektywa pedagogiczna, gdy kompetentny i dobrze przygotowany wykładowca przekazuje studentom merytorycznie ugruntowane treści, nierzadko istotne dla przyszłości wielu ludzi. Pod pewnymi względami każda książka, jak również każda piosenka są monologami autora skierowanymi do uważnych czytelników, tudzież słuchaczy. W kulturze popularnej prawdopodobnie najbardziej znane są krótkie sceniczne formy komediowe.
W czasach, gdy polski kabaret funkcjonował na naprawdę dobrym poziomie, powstawały takie majstersztyki, jak 12 butelek w wykonaniu Edwarda Dziewońskiego (1916–2002), czyli satyra na nadmierne spożycie alkoholu; czy opowieść, której tytułowy bohater to znaleziony przypadkiem Rozum, w której Jan Kobuszewski (1934–2019) prześmiewał nazbyt rozbudowany aparat biurokratyczny. Wymienić ponadto należy brawurowy występ Bohdana Smolenia (1947–2016) w Opolu w 1984 r. Ten ostatni rozszerza horyzont dla odwagi i prawdy w antagonizmie do innego monologu, wygłoszonego trzy lata wcześniej za pomocą wszystkich ówczesnych państwowych możliwości medialnych. Chodzi oczywiście o orędzie generała Wojciecha Jaruzelskiego (1923–2014) dotyczące wprowadzenie stanu wojennego. Natomiast codzienne doświadczenie obfituje w monologi znacznie gorzej przygotowane, choć nierzadko o równie ważkich konsekwencjach. Tutaj można rozpocząć od wystąpień na mównicy sejmowej, poprzez sędziowskie uzasadnienia wyroków, po ideologicznie podszyte przemówienia w czasie kampanii wyborczej, nie wspominając o prymitywnych, tudzież wulgarnych monologach w programach rozrywkowych. Czasem najsensowniej jest przerwać ciąg komunikacyjny i opuścić audytorium.
Dobry dialog
Dialog w wąskim znaczeniu, rozumiany jako werbalna komunikacja pomiędzy dwoma osobami, zakłada w swojej idealnej formie równe podziały: pomiędzy jednym rozmówcą a drugim, między mówieniem a słuchaniem, między pytaniami a odpowiedziami. Nie ma możliwości, by ograniczył się on w swojej naturalnej formie wyłącznie do treści czysto racjonalnych, nie powinien być też z założenia dyskusją, w której każda ze stron, przekonana o swoich racjach, stara się drugą do nich przekonać. Powinien on raczej służyć do wzajemnego zrozumienia i szukania wspólnych perspektyw. Niestety ograniczoność każdego języka, różne doświadczenia, skojarzenia, odmienna interpretacja gestów i mimiki nie ułatwiają zadania. Jedynie w kinowych superprodukcjach zdarzają się takie rozmowy, w których każda ze stron (a także widownia) doskonale wie, co i dlaczego zostało powiedziane, jakie emocje temu towarzyszyły i jakie treści nie zostały wypowiedziane, a jednak jednoznacznie wybrzmiały. Odmienne zagrożenie przy dialogach, które są nie do końca prywatne, stanowią wszelkiego rodzaju manipulacje, gdy osoba rozpoczynająca rozmowę od początku do końca realizuje swój cel, chcąc jedynie wykorzystać rozmówcę do jego osiągnięcia, zupełnie nie licząc się z jego potrzebami. Istnieją opasłe tomy podręczników do prowadzenia takich rozmów, a zainteresowanych wielu: począwszy od wielkich korporacji, które próbują dobrze zarobić, po sektę, która chce rozpropagować własną ideologię.

Dlatego warto czasem zastanowić się nad tym, o czym, z kim i dlaczego się deliberuje. Oczywiście nie z każdym da się rozmawiać jak równy z równym, ze względu na wiek, wykształcenie, możliwości, umiejętności. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze najistotniejszym elementem dialogu jest wzajemny szacunek, natomiast treści i cele pozostaną wobec niego drugorzędne. Traktowanie drugiego człowieka w każdej rozmowie z poszanowaniem jego godności oraz wartości, bez względu na to, jakie ma przekonania, wyznacza fundamentalne przesłanie chrześcijańskiej miłości do bliźnich, ale także do nieprzyjaciół.
Tak Jezus nakazywał swoim uczniom, a w piękny sposób parafrazuje to klasyczna bajka o Kubusiu Puchatku:
– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
Trudny trylog
Bodaj najbardziej znanym trylogiem, czyli rozmową trzech interlokutorów, jest sztuka francuskiego filozofa Jeana-Paula Sartre’a (1905–1980) Przy drzwiach zamkniętych. Jest to historia trójki osób, które po swojej śmierci trafiają wespół do jednego pokoju. Autor przedstawia swoją własną wizję wieczystej kary, w której nie potrzeba ognistej otchłani czy szatańskiego egzekutora dla wyroku. Wystarczą trzy osoby, gdyż piekło to inni. Każdą wzajemną nić porozumienia w rozmowie przerywa osoba poza nią. Bardzo łatwo potępić to jako zazdrość, a przecież ukrywa się w tym zarówno strach przed samotnością, jak również chęć zaistnienia dla innych, a to już motywy wielu pozytywnych działań w ludzkim życiu. Fabuła dramatu prowadzona jest tak błyskotliwie, że po zakończeniu lektury trudno nie zgodzić się z pisarzem i jego diagnozą cierpienia nieuchronnie rodzącego się na skutej relacji międzyludzkich.
Horyzont ograniczony możliwościami ludzkimi, niedoskonałymi i błądzącymi, zdaje się rzeczywiście potwierdzać taką diagnozę, w której rządzi niezrozumienie oraz wyobcowanie. Tymczasem w Ewangelii przeczytać można słowa Jezusa o jego obecności pośród dwóch (dobry dialog), a nawet trzech (da się zatem uleczyć trylog), którzy zbiorą się w imię Chrystusa. I być może to jest rozwiązanie na wiele bolączek komunikacyjnych dzisiejszego świata.
Akcentowanie własnej godności może nastąpić wyłącznie poprzez szacunek należny równouprawnionej godności rozmówcy. Zatem mówienie o swoich problemach musi płynnie przechodzić w pełne respektu słuchanie o problemach opowiadanych przez innych. Nie wystarczy opieranie się na własnych ludzkich możliwościach, ale niezbędne okazuje się zaufanie w istnienie rzeczywistości, która rozumie, a nadto potrafi się skomunikować bez słów, choć nie zawsze jest to dla ludzkiej percepcji jednoznaczne lub wyraźne.
Tetralog i dalej
Podczas warsztatów literackich w Berlinie w 1999 r. powstawał projekt rozmowy pomiędzy czterema osobami sprawującymi władzę, a uzurpującymi sobie prawo do jeszcze większej. Projekt nosił tytuł Tetralog dyktatorów.
Czterech autorów kreujących tyleż samo wątpliwych etycznie bohaterów bardzo szybko przekonało się, że rozmowy równego z równym na płaszczyźnie wieloosobowej są praktycznie bardzo trudne, by nie skonstatować ich niemożliwości. Dlatego od czterech osób możliwa jest jedna rozmowa już tylko poprzez moderatorów, koordynatorów, liderów. Komunikacja przestaje być wtedy dialogiem, a staje się grą językową. W niej zaś zwyciężają ci, którzy potrafią lepiej sprzedać własne informacje, z lepszą korzyścią spożytkować słabości innych. Można wtedy mówić o dyplomacji, polityce, negocjacjach, zebraniach. Niemniej jednak w perspektywie przytaczanych już słów o obecności Boskiej wśród wielu osób warto sobie uświadomić, że istnieje także płaszczyzna wspólnoty.
Czasem dobrze jest sobie przypomnieć, że tworzy się wspólnotę, gdzie każdy ma taką samą godność dziecka Bożego niezależnie od pozycji w hierarchii.
Wtedy może się okazać, że możliwy jest dialog – tu rozumiany bardzo szeroko – pomiędzy wieloma osobami, które chcą wspólnie dążyć do dobra. Ale wtedy trzeba jeszcze uważniej i dużo więcej słuchać, a znacznie mniej mówić, by nie popaść w niesłuchany monolog.