Z pamiętnika pluszowego Mnicha

ILUSTRACJA MWM

GIENEK, FRYDERYK I ŚLUB

– „Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący i wszyscy Święci”. Z głośnika w zakrystii dobiegały słowa drżącym ze wzruszenia głosem wypowiadane przez Pannę Młodą. Chwilę później po wymianie obrączek kościół wypełniły brawa gości. Ceremonia ślubna dobiegała końca.
– No i niezły czad – mruknął pod nosem zadowolony Gienek.
– Co mówiłeś? – zapytał Fryderyk, który swoim zwyczajem krzątał się po zakrystii, próbując porządkować różne rzeczy i jak to u niego zwykle było, nie przynosiło to jednak zbyt dużych efektów.
– Mówiłem, że czad i korba i że się bardzo cieszę, że Krysia z Markiem się pobrali. Znał parę młodą od kilku miesięcy, bo pomagał księdzu Piotrowi w przygotowaniu i prowadzeniu kursu przedmałżeńskiego. W małej wiosce lokalnych par przystępujących do sakramentu małżeństwa w ciągu roku nie ma dużo, zatem i przygotowanie do ślubu odbywało się w bardzo kameralnym gronie dwóch par, księdza i Gienka.
– Aaa, no tak. Bardzo fajnie. Teraz to już będą mieli łatwo. Przed ślubem tyle przygotowań, bo i lista gości, i sala, i remont mieszkania robili, i ten cały wasz kurs przygotowawczy…
– Ja bym powiedział, że teraz to dopiero się zaczną trudności – westchnął Mnich.
– Co ty taki pesymista. Źle im życzysz, czy co? – ofuknął kolegę Szop.
– Ależ skąd, bardzo dobrze im życzę. Tylko mówię, że te przygotowania do śluby są niczym w porównaniu z całym życiem, które stoi teraz przed nimi. I na pewno będą mieli wiele wyzwań, które będą musieli razem pokonać.
– Dadzą radę. Fajni są. Marek mi kiedyś nawet piłkę odkopnął, jak przychodził na te wasze nauki przedślubne.
– To prawda. Oboje są bardzo sympatyczni. Ale w małżeństwie czasem jest po prostu trudno – zadumał się Gienek.

– Gienku, Fryderyku! Chodźcie do zdjęcia! – zawołał Zyga, drużba Pana Młodego. – Młodzi koniecznie chcą mieć z wami pamiątkową fotografię! Przyjaciele szybko wybiegli na plac przed kościołem.
– Chodźcie, chodźcie! Muszę was przedstawić! – zawołała Krysia, która w pięknej białej sukni ślubnej wyglądała jak prawdziwa księżniczka.
– Słuchajcie! To jest Gienek, który nam pomagał na kursie przedmałżeńskim. Zawsze nam powtarzał, żebyśmy zapamiętali, co jest w małżeństwie najważniejsze.
– Żeby słuchać Pana Jezusa! – zawołał Marek. – Bo wtedy, jeżeli się postawi Pana Jezusa na pierwszym miejscu w swoim życiu, to wszystko będzie na swoim miejscu. Wszyscy zaczęli bić brawo.
– Oj tam. Ja tylko pomagałem księdzu, jak tłumaczył wam, że kochać, to znaczy przebaczać – Gienek zarumienił się.
– Ale tak to robiłeś, że nam się wszystkim bardzo podobało – Krysia nie dawała za wygraną. W końcu przekonała obu przyjaciół, by stanęli obok Pary Młodej do fotografii.
– No już dobrze, wystarczy. To jest przecież wasze święto, a nie moje. Ja tu tylko mówię to, co usłyszałem. I mówię: zawsze pamiętaj, że Pan Jezus kocha ciebie bardzo. Nawet wtedy, kiedy jest ci smutno. A moja modlitwa o to, byście zawsze czuli obecność Pana Jezusa w waszych serduszkach, niech będzie moimi dla was życzeniami – podsumował Mnich.
– A ja wam jeszcze życzę, żeby Pan Jezus dał wam taką miłość do siebie nawzajem, jaką On ma do nas. I żebyśmy się zobaczyli w niedzielę w Kościele! A teraz lecę, bo muszę wszystko przygotować na wieczorną Mszę – rzucił Fryderyk.
I machnąwszy ogonem, zniknął w drzwiach zakrystii.

KS. PIOTR NARKIEWICZ