BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

To nie film

KS. ADAM R. PROKOP

PETER PYW/PIXABAY.COM

Bohaterowie srebrnego ekranu – nie tylko ci obdarzeni nadnaturalnymi zdolnościami – funkcjonują perfekcyjnie, ich rany, zarówno cielesne, jak duchowe, zabliźniają się w przyśpieszonym tempie, nie pozostawiając żadnych trwałych obrażeń, tak by herosi mogli pojawić się w następnej sekwencji pewnym krokiem, w hałasie fanfar i oklasków. Sprawność, zdrowie, precyzja, profesjonalizm, szybkość, gotowość to tylko część z zestawu oczekiwań, który jednak nie do końca pozostaje fikcyjny w dzisiejszym świecie, jedynie huczny, gromki finał każe na siebie czekać.
Jedno spojrzenie w lustro, do albumu zdjęć, pielęgnacja wspomnień, wszystko to przypomina o upływającym czasie, w którym rany się zabliźniają, ale pozostawiają blizny. Ludzie krzywdzą siebie nawzajem, ale też potrafią się uszczęśliwiać. Nie da się połączyć brawury młodości z kompetencją wieku średniego i dystansem starczej mądrości. Za to można łatwo do każdej z tych zalet wymienić przynajmniej jedną wadę: młodociane luki doświadczenia, notoryczny brak czasu w pogoni za uciekającymi latami oraz utrata zdrowia w miarę osiągania coraz bardziej zaawansowanych cyfr na torcie urodzinowym.
Kapitalistyczny rys rzeczywistości, w której jeśli się nie ma pieniędzy, to niczego się nie osiągnęło, zdaje się wpływać na zbyt wiele decyzji, które podejmowane są na co dzień. Na potwierdzenie słuszności powyższej tezy można z pewnością pokazać wiele przykładów złamanych karier i planów życiowych. Jednakowoż przy uważnej obserwacji da się też znaleźć wyjątki, które reguły nie potwierdzają. Zdecydowanie błędne pozostaje natomiast odwrócenie: jeśli się ma pieniądze, to ma się wszystko. To już nawet skrybowie srebrnego ekranu podkreślają jednogłośnie. I nie da się znaleźć wyjątku od tej reguły.

JAN SOCHOŃ

Wiersz

Żeby wiersz trwał i trwał,
w powietrzu, w oknach domów
przesłoniętych pożółkłymi firankami,
w modlitwie tych, którzy poszukują
źródeł tajemnicy.

Żeby wiersz płakał i śpiewał,
żeby zapraszał do rozmowy i tańca.

Żeby mógł nas objąć,
nie wstydził się, kiedy dłonie
chcą być razem, chcą kochać,
chcą wiecznie żyć.

Żeby całował, wraz z nami,
rany świata.

ks. Jan Sochoń, ur. 1953 r. na Podlasiu; profesor filozofii, wykładowca akademicki, ponadto poeta, krytyk literacki i eseista. Jego utwory poetyckie były tłumaczone na wiele języków. Prezentowany utwór pochodzi z tomu Strzałka czasu (Rzeszów 2017). Więcej informacji na stronie jansochon.pl

BEATA BIELECKA

***

spotkałam noc na spacerze

objęła mnie swym ramieniem czule
jak chłopak kochaną dziewczynę
jak bluzka ciało otuliła mnie
swą ciszą i chodziłyśmy po mieście

było tak cicho jak nigdy

***

Świeczko mała, że w dłoni się
mieścisz mej drobnej
Twój płomień wątły,
jak nadzieja, która jest we mnie.

Drżę, jak płomień, gdy
mocny wiatr zawieje.
Boję się, że ktoś zgasi to,
co jeszcze we mnie się tli.

Beata Bielecka, ur. 1981, całe życie związana z Częstochową, zaangażowana w działalność tamtejszej Rodziny Katyńskiej oraz w lokalnym harcerstwie. Jej zainteresowania to ponadto fotografia, a także turystyka, zwłaszcza spacery po górach. Prezentowane utwory nie były uprzednio publikowane.

Niezależnie zatem od tego, czy w aktualnej sytuacji brakuje człowiekowi doświadczenia, czasu czy zdrowia, dobrze jest pamiętać o tym wszystkim, czego nie da się kupić lub zarobić. O modlitwie w poszukiwaniu tajemnicy, o płaczu i pięknym śpiewie jedynie dla najbliższych, o partnerze do tańca i otulenia, który potrafi rozpalić wewnętrzny płomień radości.
Niewątpliwie istnieje wiele dróg, by to osiągnąć. W prezentowanych wierszach jedną z nich jest cisza, drugą poezja. Obie wartości same w sobie nie przynoszą intrat, gdyż wiążą się z wyhamowaniem, refleksją, postawieniem pytania nie tylko o cel tego, co się robi, ale także o sens. Człowiek zagoniony, niemający czasu na strawę duchową obumiera, niezależnie od stanu posiadania. W jednym ze swoich Listów starego diabła do młodego Clive S. Lewis (1863–1929) określa piekło jako Królestwo Hałasu, w którym nie ma miejsca na ciszę i muzykę, zapewne także na lirykę – to już domysł własny.
Ale obserwując niektórych pod kątem tej trafnej metafory, można znaleźć sporo potwierdzeń dla tezy, iż wielu ludzi tworzy sobie własne piekło już tu na ziemi.
Antidota w prezentowanych utworach są tak banalne, jak trudne do zrealizowania. Miłość bez wstydu, pocałunek uzdrawiający rany duszy, pozwolenie sobie na otulenie jedynie przez mrok nocy i ciszę, które umożliwiają pełny rozbłysk wewnętrznego światła w człowieku, wymagają wielkiej brawury, kompetencji, mądrości, by przeciwstawić się strachowi. Objawia się on drżeniem, gdy spotkanie drugiego człowieka nie jest przeliczane za pomocą matematycznego bilansu zysków oraz strat, ale za pośrednictwem momentów i wspomnień definiowanych przez bliskość, zaufanie, tudzież wiarę. Można tak zdefiniować szczęście, ale na pewno jest to warunek sine qua non, by pozostać po prostu człowiekiem.